• ...umysł zaś potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia, jeśli, oczywiście, ma zachować swoją ostrość...

    Różne zwierzęta żywe i martwe


    Na zakończenie miesiąca, żeby nie było, że tylko marudzę, chciałam polecić Wam naprawdę dobrą powieść. Taką, przy której czytaniu myślałam sobie "kurczę, jaka fajna książka" - co zdarza mi się niestety coraz rzadziej. To najnowsza powieść Mariny Lewyckiej. O czym to jest? O Dorze i Marcusie, a także ich dzieciach, Sergu, Clarze i Oolie-Annie. Dora i Marcus są "starymi hipisami". Kiedyś żyli w komunie, żywili się głównie soczewicą, a ich dzieci miały wiele matek i ojców. Dziś mieszkają już sami, ale nadal żyją na kocią łapę i nie porzucili swoich buntowniczych poglądów. Są przekonani, że dobrze wychowali potomków, tymczasem o ile Clara jest nauczycielką pracującą z trudnymi dziećmi i angażuje się w życie lokalnej społeczności, o tyle Serge - uzdolniony matematyk - porzucił pisanie doktoratu w Cambridge, by zatrudnić się w jednym z banków w londyńskim City. Zarabia grube pieniądze i boi się o tym powiedzieć rodzicom, sprzeciwiającym się "kapitalistycznemu wyzyskowi". Jest jeszcze Oolie-Anna, dwudziestotrzylatka z zespołem Downa, myśląca tylko o "bzykaniu", będąca na głowie starzejących się rodziców.

    Nie ma sensu narzekać na banki. To nie ich wina. Taka jest ich natura, jak rozmnażanie się u królików
     
    Książka opowiada nie tylko o nieuchronnym konflikcie pokoleń - konserwatyści wychowują buntowników, a buntownicy konserwatystów, którzy wracają do tradycyjnych poglądów, buntując się przeciwko swoim rodzicom. Serge wspomina życie w komunie jako biedę, wieczny bałagan, chodzenie w dziwacznych ubraniach i traumę z powodu... niekontrolowanego rozmnażania się królików. Dlatego sam marzy o życiu w luksusach. W gruncie rzeczy jego motywy nie różnią się wiele od motywów jego rodziców. Każdemu następnemu pokoleniu wydaje się, że "wynalazło seks". Różne zwierzęta żywe i martwe mówi jednak przede wszystkim o konflikcie między dwoma światopoglądami. Pierwszy - nazwijmy go tradycyjnym - to indywidualizm, prywatna własność, tradycyjne związki i bogacenie się, bez oglądania się na innych. Drugi - idealistyczny - stawia na tworzenie świata bez nierówności, wspólną własność oraz na kooperację międzyludzką, a nie bezwzględną rywalizację. Reprezentują go ludzie tacy jak Dora i Marcus oraz inni hipisi. Lewycka początkowo przedstawia ich tak, jak dziś o nich myślimy: z nutką politowania. Dzieci - kwiaty to przeżytek, a już zwłaszcza 60-letnie dzieci-kwiaty. Oszołomy odklejeni od rzeczywistości. Dora ubiera się w niemodne i dziwaczne ubrania, a swoimi poglądami i zachowaniem przynosi wstyd Sergowi. Czytając to czułam się trochę nieswojo, bo autorka wzbudziła we mnie takie poczucie, że to z Dorą jest coś nie w porządku, gdy tymczasem ja mogłabym się podpisać pod wieloma jej opiniami. Rzecz jasna styl życia Dory i Marcusa był groteskowy, wypaczony, doprowadzony do skrajności, jak wiele idei stworzonych przez ludzi. Komunizm się nie sprawdził, wolna miłość też nie, a imperatyw sprzątania musi być najwyraźniej pierwotnym instynktem kobiety. Nawet chrześcijaństwo się wypaczyło. Nie mam zamiaru mieszkać w komunie, ani głosić proletariacko-komunistycznych haseł. Jednak pojęcia społecznej odpowiedzialności, równouprawnienia, dbałości o środowisko naturalne nie są pojęciami dla mnie śmiesznymi i nieistotnymi. Może uznacie mnie za nawiedzoną, ale wcale nie jestem zwolenniczką kapitalizmu, jeśli oznaczać ma on wyzysk słabszych przez silniejszych, pogłębiające się dysproporcje społeczne i degradację otoczenia. Lewycka ściera ze sobą dwa wspomniane światopoglądy, biorąc na tapetę niedawny globalny kryzys gospodarczy spowodowany przez banki. Ukazuje nadętych bankierów, doprowadzających swoimi gierkami do upadku zakładów pracy i mających o sobie mniemanie, że to oni właśnie są tymi, którzy produkują bogactwo, podczas, gdy cała reszta - nauczyciele, kucharki, robotnicy - jest nieproduktywna. To zasiewa w czytelniku ziarno niepokoju. Czy naprawdę to, co mówi Dora jest takie niemądre?

    jeśli jestem winien bankowi 10 tys funtów, to mam problem. Ale jeśli jestem mu winien 10 milionów, to bank ma problem.

    Bo czy jest sprawiedliwe, że uczciwie i ciężko pracujący ludzie ledwo wiążą koniec z końcem, podczas gdy bankierzy i finansiści, których praca plasuje się gdzieś na pograniczu hazardu i oszustwa, pławią się w forsie? A czy to w porządku, że więcej pieniędzy zarabia się teraz na spekulacjach i obracaniu aktywami finansowymi, niż na produkowaniu czegokolwiek? Nie praca rodzi pieniądz, ale pieniądz rodzi pieniądz. Dominacja spekulacji nad przedsiębiorczością - ostatnie stadium kapitalizmu. A czy jest uczciwe, że wszyscy podatnicy muszą płacić za błędy bankierów? By nie pogrążyć gospodarki, za lekkomyślnie udzielone, nieściągalne kredyty i malwersacje finansowe zapłaciło państwo, czyli my wszyscy: wyobraź sobie, że grasz w kasynie, i wszystko, co wygrywasz, zatrzymujesz dla siebie. A za każdym razem kiedy tracisz, przychodzi z worem złota dobroduszny osioł, zwany przeciętnym zjadaczem chleba, i spłaca twój dług.

    Źródło
    Czy jest w porządku, że ludziom nie posiadającym odpowiedzialności społecznej, egoistom, tym, którzy kombinują i łamią zasady, żyje się lepiej, niż tym, którzy są uczciwi i myślą nie tylko o sobie? Etyka jest dla przeciętnych ludzi. Czy to sprawiedliwe, że połowa majątku światowego jest w ręku 1% ludzi? Czy jest OK, że bogate państwa eksploatują zasoby ziemi, a ich mieszkańcy zużywają ich 5 razy więcej, niż potrzebują? Oczywiście, konsumpcja napędza wzrost, ale czy my naprawdę potrzebujemy tego wszystkiego?? Czy chęć zysku, czy mówiąc dyplomatycznie "wzrostu PKB" może uzasadniać wszystko? Szkodliwe dla ludzi i dla środowiska działania? Sam wzrost gospodarczy to nie wszystko.

    Ponieważ miłość jest najwyższą zapłatą

    A czy ludzie, którzy chcą by świat był lepszy, czystszy, ładniejszy, bez dyskryminacji, z równiejszym podziałem dóbr - naprawdę zasługują na pogardę? Czy ci, którzy mają idee i chcą pomagać innym, zasługują na miano naiwnych idiotów? A Jezusa też byście tak nazwali? Tylko kto dziś traktuje jego nauki poważnie? Bóg Bogiem, ale ilu ludzi jest gotowych do nadstawiania drugiego policzka, czy dzielenia się swoim majątkiem z innymi? Ale czy koniec końców będzie się liczyć to, ile mamy pieniędzy na koncie, czy to, co zbudowaliśmy i pozostawiliśmy po sobie innym? Miłość,  przyjaźń i szacunek?

    Czy więc te idee są z góry skazane na porażkę? Przecież nawet hipisi na starość stają się konserwatywni, zostają biznesmenami albo notariuszami, taka kolej losu, świat ma tendencje do powrotu do status quo. Rzecz jasna pierwszy, egoistyczny model dominuje, ponieważ zawsze więcej będzie tych, których interesuje tylko własne dobro, ale w każdym pokoleniu znajdą się tacy, którzy kontestują stare prawdy. I rację ma Marcus, mówiąc: Pomyleńcy pełnią ważną funkcję. Rzucają wyzwanie ortodoksyjnym poglądom. Bez tego nie byłoby postępu społecznego, nauki, kultury. Mielibyśmy nadal niewolników, a ulubionymi formami rozrywki byłyby publiczne egzekucje. Idee wracają. Okazuje się, że dziś coraz więcej ekonomistów przyznaje, że nierówności społeczne szkodzą wzrostowi i nawołuje do redystrybucji. 

    Teraz widzimy prawdę za tą uwodzicielską fasadą

    Podobno Steve Jobs powiedział, że kiedy się ma mnóstwo pieniędzy, to trzeba sobie za nie zbudować piękne więzienie. Zamknąć się w luksusowej rezydencji za wysokim murem. Żeby odseparować się od ludzi, nędzy, brzydoty, od tego, do czego sami się przyczyniamy. Tak, tylko nawet jeśli piękne, to nadal będzie to więzienie. Widać więc, że jakoś tak się stało, że Różne zwierzęta wpisała się w mój nurt zaangażowania społecznego, a stało się tak zupełnie przypadkowo. Nie jest to jednak powieść o finansach, choć w rozdziałach dotyczących Serge'a autorka wplotła mnóstwo słów z nomenklatury bankowo-giełdowej, takich jak krótka sprzedaż, derywaty, opcje, fundusze hedgingowe, aproksymacja strat, sekurytyzacja. Nie należy się tym zniechęcać. Dla laika to bełkot i tak chyba miało to brzmieć. Te słowa obrazują moralną nędzę finansjery przeprowadzającą transakcje o takim stopniu zamieszania i abstrakcji, że już nikt nie potrafi zorientować się, o co w tym chodzi. Przy tym jest to świetnie napisana powieść, wciągająca, z celnymi puentami, wcale nie nudna (jak może moglibyście sobie pomyśleć, czytając moje wywody), ale lekka i dowcipna. Perypetie rodzinki opisane są w ciepło-ironiczny sposób, tak, że nie sposób nie polubić tych oryginałów. Czarnym koniem powieści jest Maroushka, Ukrainka, w której podkochuje się Serge, a dla której liczą się tylko pieniądze. Tylko, że - jak powiedział Władysław Bartoszewski: Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca. Opłaca się być nieuczciwym, ale nie warto.

    Marina Lewycka, z pochodzenia Ukrainka, jest również autorką kilku innych powieści, w tym Zarysu dziejów traktora po ukraińsku. Kiedyś sama nazwa Ukraina mnie odpychała, dziś jest wręcz przeciwnie, więc dopisuję tę powieść do swojej listy.

    Metryczka:
    Gatunek: powieść obyczajowa 
    Główny bohater: Dora/Clara/Serge
    Miejsce akcji: Wielka Brytania
    Czas akcji: współcześnie
    Ilość stron: 445
    Cytat: Dzisiaj dziewczyny muszą walczyć o wolność powiedzenia "nie"
    Moja ocena: 5/6

    Marina Lewycka, Różne zwierzęta żywe i martwe, Wyd. Albatros, 2015

    Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam opasłe tomiska oraz Grunt to okładka

    Inne książki poruszające podobną tematykę znajdziecie TU i TU.

    6 komentarze:

    1. "imperatyw sprzątania musi być najwyraźniej pierwotnym instynktem kobiety" cóż za celne określenie perfekcyjnej pani domu :)
      Zaintrygowała mnie Twoja recenzja dla tego muszę!!! przeczytać tę książkę. Potrzebuję złośliwej i zarazem zabawnej pointy do tego, co się dzieje w świecie, czego nie pojmuję, a może za dobrze rozumiem... i tego jacy jesteśmy, bo śmiech jest niezłą terapią.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. To tekst zaczerpnięty z książki :)

        Usuń
    2. Moje ulubione powiedzenie to "ceasing gains"- lucrum cessans- czyli zysk ustający: ile to się nie zarabia z winy kogos lub czegos. Liczą to wszystkie banki. Swietnie oddaje natęzenie chciwosci... A ksiązka zapowiada się swietnie! Juz jej szukam!

      OdpowiedzUsuń
    3. "Zarys dziejów traktora po ukraińsku" kiedyś, wieki temu czytałam. Dobrze wspominam tamtą lekturę - właśnie lekką, dowcipną, z taką szczyptą nonsensu i absurdalnego humoru, jak lubię. Sama nie wiem, dlaczego nigdy nie sięgnęłam po inne książki tej autorki...

      OdpowiedzUsuń
    4. Nie jestem pewna, czy by mi się spodobała. Z drugiej strony, opis mi dziwnie atmosferę "Kiedy Bóg był królikiem" przypomina, a dałam jej 10/10.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. To ja dopisuję do swojej listy "Kiedy Bóg był królikiem"

        Usuń

     

    Ulubione

    About Me

    Moje zdjęcie
    Katowice, Śląsk
    Mól książkowy starej daty. Z urodzenia i zamieszkania Ślązaczka, choć serce ciągnie mnie w góry. Kocham przyrodę, ciepło i słońce. Zachwycają mnie krajobrazy południowej Europy, jestem italofilką. Uwielbiam koty i żałuję, że mam zbyt małe mieszkanie, by przygarnąć jeszcze co najmniej jednego. Najlepiej rudzielca :) Kontakt do mnie: joly_fh@gazeta.pl