Tkanina z Hekne
Butangen, norweska wioska, którą poznaliśmy w powieści Siostrzane dzwony. Ta ostatnia zakończyła się dramatycznie - narodzinami bliźniaków i śmiercią ich matki, Astrid. Jednocześnie anihilacji uległ prastary słupowy kościół z Butangen. Po 20 latach w nowym kościele nadal rezyduje pastor Kai, jednak bogatszy już o mądrość życiową, doświadczenie straty oraz pokorę. Poszukuje on zaginionej, legendarnej tkaniny, utkanej przez bliźniaczki z Hekne. Drugim i trzecim bohaterem są bracia: żyjący w Butangen Jehans oraz Victor, odnajdujący się po latach… To ich losy są sercem tej powieści. Czy spełni się przepowiednia i uda się wydobyć zabytkowy dzwon z głębin jeziora?
Norwegia z kart tej powieści to zaprawdę magiczna kraina. Choć biedna. Ludzie ciągle żyją w rytmie przyrody i są mocno od niej uzależnieni. Chłopi pracują na polach swojego pana (którym jest brat Astrid Hekne), pasterki wyrabiają masło w górskich chatach, a renifery wędrujące po górach pozwalają wieśniakom podreperować skromne życie. W Tkaninie z Hekne po raz kolejny Mytting podejmuje temat norweskiego dziedzictwa narodowego, folkloru. W Siostrzanych dzwonach były to kościoły słupowe, w ich kontynuacji czytamy o tkaninach - nie tylko zaginionym tytułowym gobelinie, ale także tych, które były pierwowzorem dla norweskiej narodowej kolorystyki. Tu autor odkrywa zaskakujące powiązania Norwegii ze Szkocją. Jednak i do Butangen stopniowo wkracza nowoczesność, jako że mamy już początek XX wieku. Przyznam, że ten wątek wyrwał mnie trochę z zachwytu, ale zrozumiałam, że wtenczas możliwość oświetlenia domów, zwłaszcza w krajach gdzie tego światła naturalnego i tak jest mało - to był epokowy wynalazek. Nowe zderza się ze starym także w wyniku I wojny światowej, która była taką cezurą dla starego stylu życia, opartego na tradycyjnej hierarchii społecznej: bogaci posiadacze ziemscy kontra ci, którzy dla nich pracują.
Nie wiem, na czym polega sekret pisarstwa Larsa Myttinga, ale cokolwiek to jest - działa. Motyw z bliźniakami nie wiedzącymi o swoim istnieniu i odnajdującymi się przez przypadek jest dość klasyczny, ale w tej powieści był on chyba nieunikniony. A może nie? Ponieważ opowieści tworzone przez Larsa Myttinga nie mają nic wspólnego ze sztampowymi schematami. To powieści pełne dramatyzmu i wzruszeń, chwytających za gardło: wspomnienia sięgające daleko w przeszłość, tajemnice skryte w historycznych artefaktach, wątek skruchy i żalu za błędy młodości, zupełnie inne życie, jakie otrzymał brat Jehansa, tragedie związane z I wojną światową. Klimat, jaki tworzy ten pisarz, swobodne splatanie różnych wątków… w wykonaniu Myttinga nawet opis koszenia trawy czyta się z zapartym tchem. Po tak wielu latach czytania, moja ścisła topka jest dość zamknięta, zajmują ją te powieści, które przeczytałam “za młodu”, literackie odkrycia i rzadko kiedy współczesna literatura budzi we mnie zachwyt, dorównujący temu, co czułam kiedyś. Nawet jeśli oceniam je wysoko. Ale podczas lektury Tkaniny z Hekne pomyślałam sobie, że cykl Hekne zasługuje na miejsce w ścisłej topce moich ulubieńców, gdyż można go postawić na jednej półce ze skandynawskimi klasykami: A lasy wiecznie śpiewają oraz Krystyną, córką Lawransa.
Metryczka:
Gatunek: powieść historyczna
Gatunek: powieść historyczna
Główne bohaterki: Jehans, Victor, pastor Kai
Miejsce akcji: Norwegia
Czas akcji: początek XX wieku
Ilość stron: 496
Moja ocena: 6/6
Lars Mytting, Tkanina z Hekne, Wydawnictwo Otwarte, 2022







Komentarze
Prześlij komentarz