Rostock to mniej niż Lubeka i Hamburg, ale ojciec kochał to miasto. Armator i makler morski, mutti w domu, trójka dziatwy. Klosze w orlich szponach, pobrzękujące srebra, widok z okna. Pomoc domowa. Tupot małych nóżek na schodach. Starszy brat, żegluje, navigare nessessere est. Ciągnie hultaja do jazzu.  Tatuś w mundurze. Walczył w wojnie światowej (ciekawe jak nazwą tę wojnę, jak się skończy). Dostał gazem pod Ypres. To i się teraz zaciągnie, a mutti pojechała z nim aż do Szczecina. A ta ciotka Silbi to jędza, wszystko te polskie korzenie. Szlacheckie? -ski to przecież jak von. De Bonsac? Hrabia Wal-go-deską! A Niemcy, ah ta kultura. Choinka pochodzi z Niemiec. Czy Beethoven był Holendrem? Deutschland, Deutschland, über alles, über alles in der Welt. 

Niemcy, trzeba przyznać, są doprawdy wspaniałomyślni. Anektują sobie połowę Włoch i połowę Danii, a potem mówią, że nie należy rozumieć tego dosłownie. Za granicą nie robi to najlepszego wrażenia. A nawet jak najgorsze. (...) Czy nam o tym wiadomo? 
Nikt tu wprawdzie nie jest nazistą, ale jednak ten Hitler to dobrze zorganizował. Prima sort. Co za szczęście, że go mamy! Żydzi? Jacy Żydzi? Żydom wstęp wzbroniony. “Dużo pracy”. Co można mieć do roboty na wojnie? W czasie wojny dzieci: chodzą do szkoły, bawią się żołnierzykami, fortepian, musztra w pimpfach. (Byle nie do Hitlerjugend!). Nie taki diabeł straszny… Trochę tego poszło w pył, starówka zniszczona, kościoły w gruzach, no trudno. Dobrze, że okna pootwieraliśmy. Żeby zrzucać sobie bomby na chybił trafił! Następny raz już nie przylecą, nie ma po co, to byłoby marnotrawstwo. 

Odkąd pewnego razu, w biały dzień, angielski myśliwiec wychynął zza chmur i zaczął walić wzdłuż plaży, nie jeździło się już tak chętnie nad morze. Pawilon herbaciany zniszczony, fasady domów na szaro. Nieee. 
W czterdziestym trzecim wesele, Ulla wyszła za Duńczyka. Nasza rasa, nie ma co kręcić nosem. U nich mówi się wyłącznie po duńsku, ani słowa po niemiecku. Przecież oni wszyscy nas nienawidzą. I w ogóle kto jeździ na wakacje do Hamburga? Trzeba było ratować srebra. A masz, masz. Wytrzymamy. Dobrniemy. W końcu jesteśmy mężczyznami, więc jakoś to zniesiemy. To wszystko przez tę niemiecką jakość: 

....sytuacja dlatego wygląda tak źle, że zbyt starannie budujemy nasze czołgi: niemiecka jakość (...). A Rosjanie zostawiają wszystko w stanie surowym. Nie szlifują nawet spawów. Zardzewiałe. Najważniejsze, że jedzie. Jak my polerujemy jeszcze drugi czołg, to oni mają już gotowy trzeci. 
A teraz zgliszcza. Spłonęło, spłonęło, spłonęło, spłonęło. Wszystko na darmo. Na koniec i małego wcielają w kamasze. Szesnaście lat! Biedny chłopiec, biedni my. Czy ciotka Silbi wciąż żyje? Powinno się trzymać razem, w tych trudnych czasach. Tylko bez użalania się nad sobą! Zostajemy. Jak przyjdzie pokój, muszą być tu jacyś ludzie. (Dlaczego nie mieszkamy w Lubece?). 

I tak mniej więcej to szło. Byliśmy, widzieliśmy, spisaliśmy. Co o tym powiesz? Że wszystko zmyślone? Że licho wie, tu coś, tam coś, raz tak, raz siak, ram pam pam? Tłumaczce heil! Koniec i bomba, a kto nie rozumie, ten trąba. 

Metryczka: 

Gatunek: powieść historyczna
Główna bohaterka: rodzina Kempowskich
Miejsce akcji: Niemcy
Czas akcji: II wojna światowa
Ilość stron: 592
Moja ocena: 4/6
 
Walter KempowskiPrima sort, Wydawnictwo ArtRage, 2025


Komentarze

instagram @dzienpozniej

Copyright © Dzień później