Pieniądz. Historia ludzkości

Czego poza zdrowiem życzymy sobie w Nowym Roku? Pieniędzy oczywiście! Pieniądz rządzi światem, to nie ulega wątpliwości. No i jedni piszą o historii ludzkiej duszy, a inni bardziej przyziemnie o hajsie... Autor tej książki, irlandzki ekonomista wiedzie nas przez historię oglądaną właśnie z perspektywy pieniądza, a jej idea przewodnia brzmi, że pieniądz jest napędza nasz świat: tam, gdzie istnieją pieniądze i innowacje finansowe, zachodzą istotne zmiany, które nie zachodzą tam, gdzie nie używa się pieniądza i nie wdraża innowacji. 

Od najdawniejszych prób stworzenia systemu finansowego, narodziny handlu opartego nie na barterze, ale na pieniądzu, przez bicie monet w Cesarstwie Rzymskim, wieki ciemne, rozkwit Florencji, a potem Amsterdamu, po wymyślenie pieniądza papierowego, powstanie Stanów Zjednoczonych, walutę opartą na złocie (lub srebrze) po kryptowaluty. Według Davida McWilliamsa pieniądz to kluczowa technologia, definiująca nasz gatunek - i trudno temu zaprzeczyć, skoro od wieków nasze życie toczy się wokół tego, jak zdobyć pieniądze konieczne, by przeżyć albo jak zdobyć więcej pieniędzy, by żyło się nam lepiej. 

McWilliams dosyć mocno skacze po całej historii, więc jest to historia dość ogólna, opowiedziana w dużym uproszczeniu, raczej z poziomu wybranych i mniej znanych wydarzeń oraz postaci (np. nie znajdziemy tu omówienia najważniejszych teorii ekonomicznych, a nawet najważniejszych ekonomistów, jak Adam Smith czy J.M.Keynes, za to mamy Fibonacciego, Gutenberga, Johna Lawa i Aleksandra Hamiltona) i raczej polegająca na omówieniu pewnych mechanizmów, związanych z ekonomią, niż konkretnych faktów. Są tu też obserwacje natury socjologicznej, np. to jak pieniądz niewątpliwie napędza też mobilność społeczną (pod warunkiem, że nie żyje się w społeczeństwie o sztywnej hierarchii): 

Pieniądz to czynnik prowokacyjny, a jedną z jego najbardziej rewolucyjnych cech jest zdolność do napędzania awansu społecznego. Przedstawiciele wyższych sfer są tego świadomi i obawiają się tego. Prywatne kluby, elitarne uczelnie i inne działania wykluczające postronnych służą właśnie temu, żeby zamknąć zwodzony most przed nosem bogatych parweniuszy. 

I za to daję “autoru” z kolei plusa: za to jak autor objaśnia w ogóle ideę pieniądza i obracania nim, roli państwa w kreowaniu pieniądza, pieniądza fiducjarnego, a na koniec kryptowalut - i przyznania, że te ostatnie nie spełniają wymogów, by nazwać je środkiem płatniczym, bo obecnie służą głównie lokacie kapitału, a w ogóle to kryptowaluty są odpowiedzią na nieistniejący problem. Co nie zmienia faktu, że są obecnie mocno lansowane i następna batalia w sferze ekonomii będzie dotyczyć właśnie starcia pieniądza państwowego z prywatnym. Doceniam też przyznanie, że ekonomia w praktyce wcale nie działa tak, jak to wymyślili sobie ekonomiści, gdyż człowiek bynajmniej nie jest istotą tak racjonalną i często podejmuje decyzje (także finansowe) pod wpływem emocji lub innych ludzi (psychologia tłumu): tak działają “runy” na jakąś walutę lub panika na giełdzie. Z tego powodu przewidywania ekonomistów też często nijak się mają do rzeczywistości, tylko że na nasze nieszczęście obecnie rządzący są wpatrzeni w cyferki i traktują ekonomistów jako wyrocznię. Ekonomiści też zresztą potrafią się bardzo różnić w swoich poglądach i propagować zupełnie różne rozwiązania. 

Pieniądz jest zatem pojęciem czysto abstrakcyjnym, w które uwierzyliśmy (podobnie jak w wiele innych idei), a które zastąpiło realne potrzebne nam przedmioty i usługi. Samo to należy uznać za genialne osiągnięcie ludzkości. Ale jestem sceptyczna co do myśli, która w zasadzie przewija się przez tę książkę, że to dzięki pieniądzowi nasza cywilizacja się rozwinęła. McWilliams twierdzi, że ponieważ wynalezienie pieniądza wymagało abstrakcyjnego myślenia, posługiwania się pojęciami/zamiennikami rzeczy, to pociągało za sobą wzrost złożoności umysłowej, a co za tym idzie wzrost złożoności także struktur społecznych, rozwój filozofii, nauki, a nawet religii. Nawet teoria ewolucji była - według McWilliamsa - inspirowana ekonomią, a nie obserwacją natury… 

Skąd wziął się ten rozkwit filozofii, ekonomii, medycyny, demokracji, a wreszcie jakże współczesna idea zaangażowanego obywatela i republiki? Zachodzące jednocześnie zjawiska, którymi była ewolucja greckiej myśli i rozprzestrzenianie się pieniądza (...) są ze sobą powiązane zbyt mocno, by uznać je za zwykły zbieg okoliczności. 
Czy autor nie przypisuje pieniądzom zbyt wielkiej zasługi? Chyba najpierw człowiek nauczył się operować pojęciami, a dopiero potem wymyślił pieniądze? I całą resztę? Nie ma pieniędzy - nie ma rozwoju, czy też: nie ma rozwoju, to nie ma pieniędzy? Możemy tu dywagować, co było pierwsze, jajko czy kura, i na pewno jest to jakaś samonapędzająca się machina; moim zdaniem - owszem, pieniądz na pewno był i są niezmiernie ważnym i użytecznym narzędziem, ale postrzegałabym je właśnie jako narzędzie, a nie czynnik wystarczający do rozwoju. Do tego potrzebny jest jeszcze swobodny przepływ myśli, wolność i kreatywność. Jak pokazują przytoczone tu przykłady Florencji i Moguncji czy Amsterdamu i Triestu, miasto albo region, w którym toleruje się większą swobodę myślenia, ma lepsze szanse na wytworzenie innowacyjnej energii pchającej społeczeństwo naprzód. Społeczeństwo oparte na feudalizmie, dogmatach czy ideologii, w którym nie zachęca się jednostek do rozwoju osobistego, zazwyczaj ulega stagnacji. Czego przykładem były Chiny (jeszcze do niedawna). Mamy również wiele przykładów, kiedy bogactwo wcale nie generuje jakiegoś specjalnego rozwoju czy wzrostu gospodarczego (bo na przykład jest kumulowane przez niewielką liczbę ludzi i nieinwestowane - tak było w czasach feudalizmu), a w końcu wiele, ale to wiele przykładów na to, że ta technologia w rękach chciwych ludzi spowodowała wiele złego - gdyż ludzie chcą mieć więcej pieniędzy, niż naprawdę im potrzeba (a poprzeczka tych “potrzeb” jest ciągle podnoszona). No i trzeba zacząć od tego, że pieniądz wymyślono na potrzeby wojny: po to, żeby opłacić żołnierzy (czyżby była to pierwsza technologia, która z wojskowości trafiła do powszechnego użytku?). 

I tego mi w Pieniądzu brakowało: odrobiny krytycznego nastawienia wobec tej "cudownej technologii". Autor wygodnie wybiera te wydarzenia z dziejach świata, które potwierdzają jego tezę, omawia historię tych, którym się powiodło dzięki pieniądzom, a pomija tych, którzy ucierpieli przez procedery napędzane chciwością. Na przykład wypadałoby wspomnieć, że pierwszymi bankierami byli Templariusze i że za to zostali skasowani przez króla Francji, mającego chrapkę na ich bogactwa. Ten sposób na przejęcie kościelnych dóbr zresztą potem został powtórzony przez Henryka VIII czy przez państwa przechodzące na protestantyzm. Ta religia zresztą ma zupełnie inny stosunek do pieniędzy, niż katolicyzm (jak wiemy Chrystus nie był fanem bogaczy): 

(...) protestantyzm pochwalał zarabianie pieniędzy na ciężkiej pracy, a także przedsiębiorczość. Dla kalwinistów (...) bogactwo i oszczędności świadczyły o pewnym miejscu w niebie. Interpretacja ta postawiła na głowie tradycyjne chrześcijańskie podejście do pieniądza, bogactwa i ubóstwa. Można by powiedzieć, że od tamtej pory pieniądz miał swoją własną religię. 
Dziwnym trafem pominięta też została rola Żydów w tej finansowej historii świata, a przecież to oni przede wszystkim należeli do tych, co obracają pieniędzmi, zwłaszcza w dawnych wiekach, kiedy z powodu kościelnego zakazu chrześcijanom zabraniano parania się bankowością, a zwłaszcza lichwą. A wyzysk w koloniach, niewolnictwo? - ledwo wzmiankowane (były, przykro nam bardzo). Darmowa praca kobiet - oczywiście pominięta. Przyznaję, że te kwestie mnie mocno uwierały w trakcie lektury. Znalazłam też kilka historycznych nieścisłości, np. produkcja papieru w XVI wieku na pewno nie pociągała za sobą wycinki drzew, bo tamtych czasach papier wytwarzano ze szmat, a technologia produkcji papieru z celulozy opracowana została w XIX wieku. Tulipanowa gorączka w Holandii natomiast to mit, też XIX-wieczny. Trudno mi się też zgodzić z tezą, że rower to był wynalazek, który zmienił świat (tu autor odnosi się do popytu na kauczuk), a nie wspomnieć przy tym o samochodzie, dla którego produkcji na pewno trzeba było kauczuku o wiele więcej; dla roweru nie trzeba było też budować specjalnych dróg, wydobywać paliwa, rower nie smrodzi i nie szkodzi tak jak auta w ogarniętym automanią świecie. Nie da się ukryć, że jest to znowu pozycja europocentryczna/zachodniocentryczna, stawiająca za wzór nasz rozwój. No tylko, że ten nasz rozwój był sfinansowany przez bogactwa skradzione w skolonizowanych częściach świata. Autor pisze, że rdzenna ludność Ameryki nie była tak rozwinięta jak Europejczycy, w tym nie miała ona pieniądza (lub takiego systemu pieniądza, jaki rozwinął się w Europie). Ale co, jeśli oni funkcjonowali dobrze bez pieniądza i ten nasz model (do przyjęcia którego ich zmusiliśmy) wcale nie był im potrzebny do szczęścia? 

Książka nie ma nic wspólnego z nudnym, historycznym wykładem, autor pisze z literackim polotem, umiejętnie oddając klimat dawnych czasów, przytacza liczne ciekawostki i anegdotki, kilka razy nawet parsknęłam śmiechem, zatem tu kolejny plus: za umiejętność zaciekawienia czytelnika i przystępne wyjaśnienie problemów ekonomicznych. W tym zwrócenie uwagi na pewne kwestie, nad którymi się wiele nie zastanawiamy, traktując je jak oczywistości, którymi wcale nie są. Na przykład, jesteśmy dziś tak przyzwyczajeni, że pieniądz to coś czym zarządza państwo (i jak ważne jest dla niego państwo), że nie przychodzi nam do głowy, że mogą być jakieś prywatne pieniądze, a tymczasem historia ludzkości pełna jest takich przypadków. Kryptowaluty to też przecież pieniądze prywatne. Tak samo ciekawe są spostrzeżenia McWilliamsa odnośnie deficytu w budżecie państwa (pogląd keynesowki), który jest wiecznie straszakiem, a nic [strasznego] z tego nie wynika:  

uważam, że władze mają więcej swobody budżetowej, niż do tej pory sądzono, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że głosy przeciwko dotacjom budżetowym i interwencjonizmowi państwa są motywowane ideologicznie. 
Reasumując, nie jestem aż tak jak autor entuzjastką tej technologii jaką jest pieniądz i brakowało mi w tej książce pokazania jego "ciemnej strony mocy". Lecz cóż, człowiek jest plutofilem i nie dowiemy się nigdy, jak potoczyłaby się historia świata gdybyśmy nie mieli pieniędzy...  

Metryczka: 
Gatunek: historyczna 
Główny temat: historia pieniądza
Miejsce akcji: głównie zachodnia cywilizacja
Czas akcji: od starożytności do nadal
Ilość stron: 384
Moja ocena: 5/6 
 
David McWilliamsPieniądz. Historia ludzkości, Wydawnictwo Marginesy, 2025

Komentarze

instagram @dzienpozniej

Copyright © Dzień później