Artemisia
Miecze, trucizny, sztylety, Amazonki, grzesznice, uwodzicielki. Maria Magdalena, Galatea, Estera i Batszeba - wszystkie zmagające się z miłością, śmiercią i wolnością. Wszystkie triumfujące.
Gwałt na młodziutkiej malarce niestety jest pryzmatem, przez który jest ona dziś postrzegana, co czyni z niej feministyczną ikonę. Biorąc pod uwagę trudności, z jakimi zmagała się Artemisia, wszystko wskazuje, że była niezwykłą kobietą, której udało się wykroczyć poza ograniczenia swojej epoki. Epoki, która wypowiadała się o kobietach w jak najgorszych słowach, odmawiała im prawa do nauki, pracy zawodowej, własnego życia, posiadania własnego majątku. Epoki, w której gwałt był hańbą, ale dla kobiety - a nie dla gwałciciela. Naprawdę, trudno sobie wyobrazić, żeby ten mizoginistyczny klimat nie zostawiał śladów w kobiecej psychice - czego dowodem są obrazy Artemisii. Zwłaszcza, że dziewczyna doświadczyła tego ze strony najbliższych - oburza sposób, w jaki traktował Orazio swoją córkę, nazywając ją dziwką. A przecież taki sposób wypowiadania się o dziewczynie - koledzy Orazia też pozwalali sobie na oczernianie nastolatki, opowiadanie, że źle się prowadzi - stanowił tylko zachętę do tego, by mężczyźni się jej narzucali. Jednocześnie Orazio nastolatkę trzymał wręcz w zamknięciu, nie pokazując jej światu, co jawnie przeczyło rzucanym na nią kalumniom. Te toksyczne relacje z ojcem, które w późniejszym okresie przerodziły się w rywalizację, także rzutowały na całe życie kobiety.
Tak sobie myślę, że mimo wszystko Artemisia miała też sporo szczęścia w nieszczęściu. Po pierwsze jej ojciec też był znanym wtedy malarzem i co więcej dostrzegł talent córki i w pewnym stopniu go wspierał. Nie był typowym ojcem tamtych czasów, który dążył tylko do tego, by wydać córkę za mąż. Artemisia od dziecka towarzyszyła i pomagała ojcu w pracowni, szkoląc się pod jego okiem. To było bardzo nietypowe jak na tamte czasy. Bez tego mogłoby się jej nie udać, niezależnie od talentu i siły woli. I tu drugi łut szczęścia, jaki uśmiechnął się do Artemisii: wyszła za
mąż za młodego florenckiego artystę, który też ją wspierał (też we
własnym interesie, gdyż Artemisia de facto zarabiała na rodzinę), a nie
tłamsił. Pierantonio potwierdzał swoim podpisem zamówienia na artykuły
malarskie, robione przez żonę, promował jej dzieła. Było to szczęśliwe
małżeństwo - przynajmniej do czasu - ale wystarczająco, by artystka się
wybiła. Tak naprawdę bycie córką lub żoną jakiegoś artysty to była wtedy jedyna furtka dla kobiety, chcącej też realizować się w sztuce.
aby artystka mogła znaleźć się na liście płac wielkiego księcia, musiała być połączona węzłem małżeńskim z mężczyzną wykonującym ten sam zawód. Małżeństwo z kolegą po fachu: conditio sine qua non! Kobieta mogła myśleć o karierze artystycznej, wyłącznie mając za wspólnika swojego męża.
Alexandra Lapierre w tej zbeletryzowanej biografii opowiada o malarce dość szczegółowo, powołując się na pozostałe po niej dokumenty, listy, świadectwa życia, czy akta sądowe. Związek Artemisii z Tassim został opisany w dość niejednoznaczny sposób, prowokujący do niewygodnych pytań, acz trzeba umiejscowić to w kontekście epoki. Niezależnie jak Artemisia sobie z tym poradziła, nie zmienia to faktu, iż padła ofiarą seksualnego drapieżnika. Ale co ciekawe, biografka wcale nie pokazuje Artemisii jako ofiary - ale jako dziewczynę/kobietę, którą nie załamało złe traktowanie i która umiała zawalczyć o swoje, w tym o uznanie dla swojego talentu. Miała bardzo ciekawe, bogate życie, samodzielnie się utrzymywała i decydowała o sobie (po rozstaniu z mężem), podróżowała po całych Włoszech, znała wielu ustosunkowanych ludzi. Została członkinią prestiżowej florenckiej akademii malarstwa, do której nominalnie wstęp mieli tylko mężczyźni (na co jednakowoż musiał wyrazić zgodę jej ojciec). Jej obrazy w pewnym momencie były bardzo drogie, a popularność Artemisii stworzyła swego rodzaju modę na malarki. Artemisia dysponowała też tą przewagą nad malarzami, że mogła używać w charakterze modelki własnego ciała - co czyniła, malując autoportrety. W XVII wieku nie było przyzwolenia na to, by mężczyźni korzystali z usług nagich modelek (choć rzecz jasna na pewno znalazły się prostytutki, które zgadzały się na to - z tego typu modelek korzystał chociażby Caravaggio).
Ta książka jest zarazem obrazem epoki baroku - XVII wieku - trudnych czasów kontrreformacji, wojen religijnych, zawieszonych pomiędzy dwoma znacznie bardziej postępowymi epokami: renesansu i oświecenia. Brutalnej epoki. Te fragmenty mają charakter bardziej książki historycznej, podczas gdy opowieść o życiu Artemisii zbliża się do fabuły. Na stronach tej książki znajdziemy wiele znanych w tamtym czasie postaci: papieży, książąt, królów, dyplomatów, innych artystów. Mamy tu m.in. ówczesny Rzym i koniec panowania Medyceuszy we Florencji i pracę dla angielskiego króla… Autorka opisuje jak ci ludzie żyli, jak się bawili, jaki panował klimat społeczny i polityczny. Okazuje się, że artyści byli często szpiegami na usługach wrogich sobie mocarstw. Brutalna jest też prawda o środowisku malarzy - co zostało tu opisane na przykładzie Rzymu i kościelnych zamówień. Odbiega ona od powszechnych wyobrażeń o artyście, jako o osobie wrażliwej, kulturalnej i wykształconej. Tymczasem okazuje się, że dawni malarze - owszem byli utalentowani, ale bynajmniej nie byli niewiniątkami. Talent nie zmieniał faktu, że posiadali szereg przywar typowych dla mężczyzn, takich jak swobodne prowadzenie się, pijaństwo, grubiaństwo, skłonność do przemocy. Rzeczony Tassi był typem spod ciemnej gwiazdy, lądował wielokrotnie w więzieniu, ba, przecież Caravaggio był zabijaką i został skazany za morderstwo! Pomiędzy sobą malarze, rywalizujący między sobą o zlecenia i wsparcie mecenasów, też posuwali się do nieczystych zagrań. Dla zleceniodawców malarz był natomiast zwykłym rzemieślnikiem, a nie jakimś nadczłowiekiem. Wreszcie w książce mamy sporo ciekawostek z dziedziny historii malarstwa: technik malarskich, trendów popularnych w baroku.
Nie jest to książka szczególnie lekka, bo jest naszpikowana faktami, nazwiskami i szczegółami historycznymi. Nie wiem czemu Piotr Oczko twierdzi, że ta książka jest pretensjonalna i udająca rzetelną, boć styl jest kwestią gustu, ale bibliografia jest imponująca. Mnie się podobała, a życie Artemisii jest na tyle interesujące i odmienne od schematu, że naprawdę warto się z nią zapoznać i przywrócić tej artystce blask, jakim cieszyła się za swojego życia.
Gatunek: biografia







Komentarze
Prześlij komentarz