Lewis Carroll w Krainie Czarów
O ile Alicja w Krainie Czarów to faktycznie książka niezwykła, pełna absurdu, gier słownych, wieloznaczna, to o jej twórcy raczej nie da się tego powiedzieć – przynajmniej na bazie tego, co napisał Robert Douglas-Fairhurst. Dowiadujemy się o nim malutko, to w zasadzie są najbardziej podstawowe fakty – urodził się, chodził do szkoły, został wykładowcą na Oxfordzie, napisał Alicję i potem ma się wrażenie, jakby całe życie Carolla kręciło się wokół tej książki. Nie pomija autor dywagacji dotyczących kontaktów Carrolla z dziećmi, co niestety jest najciekawszym motywem tej książki – i to nie z uwagi na jakieś poszukiwanie sensacji, ale dlatego, że jest to jedyny moment, kiedy mamy szansę poznać jakiś aspekt życia wewnętrznego Carrolla. Zatem: dorosły mężczyzna, nie posiadający własnych dzieci, uwielbia dzieci cudze, zwłaszcza dziewczynki, robi im zdjęcia, spędza czas na zabawach z nimi i pisze do nich dwuznaczne listy… Bo dzieci są takie cudowne i „niewinne”. Martwi się, że dziewczynki dorastają, a po tym, jak dorosną tracą one dla niego cały "urok". (A potem te 13-letnie dziewczęta trafiały na ulice…) Przyznacie, że brzmi to podejrzanie, nawet jak na tamte czasy, a właśnie inne realia są przywoływane zawsze na wytłumaczenie owych kontrowersyjnych zainteresowań brytyjskiego wykładowcy. I może faktycznie w XIX wieku nie było to postrzegane jako coś specjalnie zdrożnego, do tego stopnia, że były przypadki, kiedy dorośli mężczyźni brali sobie za żony dzieci, nawet nie nastolatki – Fairhurst podaje kilka takich przykładów od których dziś włos się jeży. Jednak dziś dobrze znamy słowo na określenie tego typu upodobań i jesteśmy wobec nich znacznie ostrożniejsi, choć rzadko który z tych panów pisze bajki. W przypadku Lewisa Carrolla jak było się nie dowiemy, wszystko tu skrywa mgła tajemnicy i niedopowiedzeń, ale faktem jest, że zapiski pisarza z tamtego okresu równie tajemniczo „zniknęły”. Pewnie faktycznie „nic nie było” i wszystko sprowadzało się do ukrytych fantazji, może nawet sam Carroll tego nie rozumiał, jako że wtedy seksualność, nawet ta „normalna”, była stabuizowana. Ocenę tego Fairhurst pozostawia czytelnikom. W każdym razie poza tą kwestią nie dowiemy się jakim pisarz był człowiekiem, jak spędzał czas (Fairhurst tłumaczy, że Carroll był bardzo tajemniczy i po prostu nikt zbyt wiele o nim nie wiedział), nic o jego rodzinie i relacjach (podobno miał „łatwość w nawiązywaniu przyjaźni” – ale w tej książce w ogóle tego nie widać), nic o pracy zawodowej (jakby w ogóle jej nie było), ani o innych publikacjach, nie dla dzieci, których też podobno było sporo. Ciągle tylko Alicja i Alicja. Still Alice.
Nota bene sama Alicja Liddell, której życiorys też tu zawarto, też nie jawi się jako zbyt ciekawa osoba – ot zwykła pretensjonalna pańcia z brytyjskich wyższych sfer, wiodąca konwencjonalne życie uprzywilejowanych, która nawet niespecjalnie doceniała to, że stała się natchnieniem do powieści poruszającej ludzką wyobraźnię (przyznano jej nawet doktorat honoris causa, co do którego przytomnie zauważyła, że żadna w tym jej zasługa). Choć i tak zniosła to lepiej niż pierwowzór Piotrusia Pana czy Krzysia z Kubusia Puchatka.
Nie jestem fanką takich biografii pisarzy będących li tylko analizą ich twórczości, a pomijających osobowość twórcy. Nie wiem w zasadzie, czy pozycję tę należy traktować jako biografię Lewisa Carrolla, czy raczej jako prawdziwą biografię Alicji? I książki czy osoby? A podobno to jedna z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek napisano o autorze „Alicji w Krainie Czarów”. Mnie ta biografia bardzo znudziła, zwłaszcza że napisana jest nazbyt wyszukanym, akademickim językiem, pełnym górnolotnych fraz, które jednak czytelnika szybko nużą. Od samego początku miałam poczucie, że jest to pozycja bardziej dla językoznawców/literaturoznawców, niż dla zwykłego odbiorcy. Dodatkową trudność sprawiał mi ogólny poziom tych analiz: nie znajdziemy tu omówienia poszczególnych wątków, czy postaci obecnych w Alicji, ale raczej dywagacje ogólnej natury, nad całością dzieła. Ilość tekstu poświęconego temu dziełu literackiemu oraz różnych tematów pobocznych zrobiła na mnie wrażenie bicia piany i wypełniacza stron, skoro faktów i konkretów na temat samego Lewisa Carrolla jest tu tak mało. Jeśli brakowało materiału, to można było szerzej przedstawić ówczesne warunki historyczne, realia, obyczajowość epoki – ale tego też tu raczej nie znajdziemy. Jednak sądząc po tym, że są inne biografie Carrolla, to chyba jednak nie do końca prawda, że ten pisarz był aż tak tajemniczą personą. Po prostu Douglas-Fairhurst zdecydował się go wybielić, w zasadzie pomijając całe jego życie prywatne i wypełniając jego biografię peanami na temat Alicji.
Gatunek: biografia







Komentarze
Prześlij komentarz