Zagubiony hegemon
Ameryka musiała “czynić świat bezpieczniejszym dla demokracji’, a więc poszerzeć sferę liberalizmu, wolnego handlu oraz demokracji. Należało zawierać umowy o wolnym handlu, obniżać cła i finansować rozwój społeczeństwa obywatelskiego w odległych krajach, ponieważ to przyczyniało się do wzrostu wpływów i zamożności Ameryki.
Obama odwoływał się do aspiracyjnego pierwiastka amerykańskiej natury, który wyraża się w nieustannym dążeniu do nieuchwytnego ideału wolności, równości i sprawiedliwości. Trump uważał, że jest to pusta retoryka, którą liberalne elity stosują, by omamić lud, i dlatego nie zamierzał podnosić swoim obywatelom poprzeczki (moralnej ani żadnej innej). Swoją rewolucję oparł na odwołaniach do najniższych instynktów, zemsty i rozliczenia. Gniewu, frustracji i złości swoich wyborców nie przekuł w pozytywny program odbudowy zaufania do instytucji i państwa, lecz wykorzystał je do zhołdowania sobie Partii republikańskiej i wytworzenia wokół siebie aury, jaką zazwyczaj roztaczają przywódcy w państwach autorytarnych, a nie demokratycznych.
Wielką tragedią Ameryki było to, że jej pozimnowojenne słabości rozpoznał dopiero człowiek o instynktach antydemokratycznych, całkowicie nieprzygotowany do pełnienia najwyższego urzędu w państwie.
Z jednej strony Trump starał się zmusić Europejczyków oraz azjatyckich sojuszników do większych wydatków na zbrojenia, a z drugiej zapewniał, że rozładuje napięcia w relacjach z Chinami, Rosją oraz Koreą Pn. Na cóż jednak mobilizacja i większe wydatki obronne, jeśli skutkiem tej polityki miało być obniżenie temperatury dotychczasowych sporów. Dlaczego sojusznicy Ameryki mieliby nadawać priorytet polityce, która nie miałaby większego uzasadnienia, gdyby Trump dotrzymał słowa i doprowadził do rzeczywistej odwilży w stosunkach z największymi rywalami?
Henry Kissinger pisał kiedyś, że marność można poznać po tym, że namacalną korzyść przedkłada ponad niemierzalną przewagę pozycyjną.
Według poniższej definicji, współczesnym mistrzem realizmu politycznego są natomiast Chiny.
(...) realizm polityczny nie polega na używaniu siły i twardej postawie wobec geopolitycznych rywali, lecz - w największym uogólnieniu - na dostosowywaniu posiadanych środków do istniejących okoliczności po to, by uzyskać możliwie duże korzyści. Jego istotą jest wykorzystanie własnych przewag i ewolucyjne wzmacnianie swojej pozycji, a nie efektowna demonstracja siły dla własnej satysfakcji, doraźnych zysków lub poklasku społecznego.
To, co bardzo mi się podobało w Zagubionym hegemonie to próba przedstawienia sytuacji międzynarodowej (nie tylko na stylu USA-Rosja, ale też Iran, Izrael, Chiny) z punktu widzenia obydwu stron. Żeby dojść do porozumienia zawsze trzeba wczuć się w sytuację drugiej strony, wejść w czyjeś buty, co niestety wielu nawet wytrawnym politykom się nie udaje, z przyczyn różnych (są przecież naciski z różnych stron i interesariuszy). Druga rzecz, na którą zwróciłam uwagę: Gadzała nie prezentuje w tej książce własnych opinii**** - a przynajmniej sposób narracji na to nie wskazuje. Autor opisuje politykę prowadzoną przez poszczególnych amerykańskich prezydentów, powołując się na ich słowa, postępowanie, dokumenty. Korzysta też rzecz jasna ze źródeł w postaci książek napisanych przez ekspertów, w tym klasycznych już Henry’ego Kissingera, Zbigniewa Brzezińskiego. pobrzmiewa tu też echo Mearcheimera czy Roberta Kaplana. Nie ma tu też pouczania w jakim kierunku Stany Zjednoczone powinny iść, jedynie fakty, które już zaistniały. Zarazem ta książka ukazuje pewne uniwersalne mechanizmy, istniejące w polityce, czy szerzej w stosunkach międzyludzkich. Narracja jest prosta, klarowna, pozbawiona dłużyzn - autor prezentuje to, co najistotniejsze, nie zagłębiając się w jakieś zbędne analizy i dywagacje. I jeszcze jedno: Zagubiony hegemon nie jest napisany w duchu amerykańskiej racji stanu, ani też racji polskiej, czy jakiejkolwiek innej. Książka napisana jest w bardzo merytorycznym, wyważonym tonie, co w dobie sensacji i straszenia naprawdę należy docenić. Zwłaszcza, że autor jest dziennikarzem, a nie politologiem. Nawet omówienie stylu rządzenia Trumpa też jest nad wyraz rozsądne. Pozwala to spojrzeć na amerykańską politykę na trzeźwo, bez nadmiernych emocji (jakie bez wątpienia wzbudzają codzienne wiadomości ze świata).
Gatunek: publicystyka
*ale może Fukyiamie tego rodzaju sława nie przeszkadza
**być może niespecjalnie do nas docierają wieści z tak dalekich zakątków świata jak Japonia, ale także w tym kraju nastąpił w ostatnich latach znaczny wzrost nastrojów konserwatywnych, militarystycznych i imperialistycznych. Nie są to być może nastroje antyamerykańskie, ale Japonia jako sojusznik Zachodu też reaguje na zagrożenie ze strony Chin i Korei
***nie mylić z tzw. zdrowym rozsądkiem, hasłem obszernie szafowanym właśnie przez alt-prawicę, gdyż ów zdrowy rozsądek jest eufemizmem dla emocji i instynktów - wszak jego istotą jest to, że nie jest on poparty żadnymi danymi/naukowymi ustaleniami, a “płynie z trzewi”.
****np. słowa o antydemokratycznych poglądach Trumpa to nie są jakieś opinie “lewaków”, ale słowa samego Trumpa, że odwołam się do stwierdzeń w nowej strategii obrony USA







Komentarze
Prześlij komentarz