Ślimak. Skojarzenie coś mało “szwajcarskie”. A może Szwajcaria powinna zmienić swoje godło? Bo to ślimak jest symbolem walki o prawo głosu dla kobiet w Szwajcarii. Zastanawiałam się, jak musiały czuć się Szwajcarki, widząc, że wszystkie państwa dookoła, w Europie i nie tylko przyznały już kobietom prawo do głosowania, a Szwajcaria nadal nie. Przecież 55 lat to ledwo “rzut beretem” wstecz (a w niektórych kantonach jeśli chodzi o lokalną samorządność sprawy wlekły się aż do lat 90-tych).  Piękna Szwajcaria to kraj bardzo konserwatywny, w którym patriarchat nadal trzyma się mocno. 

W istocie brak prawa do głosu to przywilej, bo kobiety nie muszą sobie zaprzątać tym przykrym obowiązkiem swoich pięknych główek… Gdyby zebrać w jednym miejscu te wszystkie absurdalne i często obraźliwe dla kobiet argumenty, którymi mężczyźni posługiwali się od dawien dawna by uzasadnić swoje przywileje, to zebrałoby się kilka grubych tomów. Owa kobieca “specyficzna natura”, “szczególne zdolności” kobiet, czy “kobieca inność”.. “inność” w takim sensie, że punktem odniesienia w definiowaniu “normy” jest zawsze mężczyzna, mimo że nominalnie stanowi on tylko połowę obrazka. Macierzyństwo jako “misja nie do przecenienia” (do tego stopnia, że nikt jej w istocie nie ceni, a jest ona tylko pretekstem do kontrolowania kobiet). Tymczasem  macierzyństwo umożliwia mężczyznom, w tym przeciętniakom, rozlokowanie się na stołkach walkowerem, bo w wieku, w którym otwierają się drogi awansu, czyli zazwyczaj po 30-tce, znika im połowa konkurencji. A później, jeśli część tych kobiet zechce wrócić do gry, są na straconej pozycji, ponieważ niemal każdy ma już rodzinę na utrzymaniu i zrobi wszystko, żeby utrzymać swój status. Słuszna uwaga! Oraz oczywiście protekcjonalne uwagi o “kobiecej emocjonalności”, która rzekomo ma stanowić przeszkodę w zajmowaniu się poważnymi sprawami, takimi jak polityka. Tak jakby męska agresja, gniew i pożądliwość kiedykolwiek komukolwiek przeszkadzały. Starszemu mężczyźnie też raczej nikt nie powie, że “chłopu się na starość polityki zachciało”... a raczej przeciwnie. To wszystko nie zatrzymało kobiet w walce o swoje prawa, ale nie zmienia to faktu, że takie rzeczy “ryją beret” brzydko mówiąc. Walka kobiet o uznanie za “pełnoprawne istoty ludzkie”, ciągnąca się po dziś dzień, udowadnianie że się nie jest wielbłądem. O tym się nie zapomina, zwłaszcza kiedy trzeba powstrzymywać swoją wściekłość i robić dobrą minę do złej gry, żeby nie dawać kolejnych argumentów seksistom. Dumałam sobie też o zdaniu, które padło w tekście, że przyznanie prawa głosu kobietom przebiegło łatwiej paradoksalnie w krajach z jakimiś autorytarnymi tradycjami, bo zostało tam narzucone. Natomiast im kraj bardziej demokratyczny - a Szwajcaria ma bardzo specyficzny ustrój pod tym względem - tym trudniej było to przeforsować. Czyli po prostu mężczyźni nie chcieli się zgodzić - bo to oni przecież decydowali. 

Agnieszka Kamińska opisała Szwajcarię, skupiając się na kobietach, na ich problemach i na tym, jak wiele jest jeszcze w tym kraju do zrobienia na tym polu.  Brak praw wyborczych to tylko część problemu, którym jest powszechna pogarda i umniejszanie na każdym kroku, pokazywanie kobietom, że są obywatelami drugiej kategorii. Znoszenie ciągłego pouczania jak żyć, jak wyglądać, jak się ubierać, jak się zachowywać. Komentarzy, których nikt nie kieruje w stosunku do mężczyzn, a które są codziennością dla kobiet -  i nadal nie milkną. Wypytywanie o prywatne życie w pracy, kara za macierzyństwo, podwójne standardy, nieodpłatna praca w domu, spychanie kobiet i ich zasług na drugi plan, to w gruncie rzeczy doskonale znają wszystkie kobiety, wszędzie, nie tylko w Szwajcarii. Z tej książki wynika, że dyskryminacja z uwagi na płeć jest w Szwajcarii powszechna, ale też, że Szwajcarki dobrze sobie z tym radzą lub raczej tak twierdzą, wypierając problem lub robiąc dobrą minę do złej gry. 

Pojawia się jednak dysonans - służący też jako zarzut - że przecież Szwajcaria jest bogatym krajem, klasyfikowanym jako jedno z najlepszych miejsc do życia (bardzo drogim), a więc na co tu narzekać. Ale co ma jedno z drugim wspólnego? Czy potencjalny brak trosk materialnych oznacza że kobiety powinny godzić się na gorsze traktowanie? Czy pieniądze i wygody to rekompensują, gwarantują dobre życie? Czy to zmienia fakt, że w porównaniu do mężczyzn, kobietom żyje się w Szwajcarii gorzej? I czyje tak naprawdę są to pieniądze? To właśnie jest ta tytułowa “złota klatka” - czy fakt, że klatka jest złota zmienia to, że pozbawia nas wolności? Utożsamianie dostatku, a nawet bogactwa z postępem społecznym to fałszywy trop (wystarczy wspomnieć sobie Arabię Saudyjską...). Zwłaszcza że bogactwo nie jest udziałem wszystkich - i z reguły skupia się ono w rękach mężczyzn, a większość kobiet należy do tych gorzej uposażonych obywateli. No i bogactwo też ma swoje specyficzne problemy: 

W Szwajcarii łatwo jest być bogatym i żyć skromnie. Ale być biednym w otaczającym nas z każdej strony nadmiarze jest bardzo trudno, przyznanie się do tego jest niemal aktem odwagi. Bo przecież w wyścigu o przynależność do wspólnoty tych, którym się udało, nikt nie chce być przegranym. 
Wiadomo, że lepiej jest być bogatym niż biednym, ale czy znaczy to, że lepiej być mimo wszystko kobietą w Szwajcarii, niż kobietą w Polsce albo Indiach? Tak, jeśli chodzi o ogólne warunki życia, natomiast prawa kobiet to odrębna kwestia. I to ona powinna być tu porównywana, a nie stopień bogactwa albo piękne krajobrazy (czego też Szwajcarkom można zazdrościć). Skupiając się więc na kobietach, to mimo wszystko Szwajcarki mają prawo do aborcji czy bezproblemowej antykoncepcji, a o tym w tym reportażu nie poczytamy. Możliwość pracy na niepełny etat, pokazywana tu w pejoratywnym świetle, to też jest raczej pozytyw, a nie negatyw, bo umożliwia jednak kobietom powrót do pracy i elastyczność w tym względzie - w Polsce bardzo niewielu pracodawców się na to zgadza, co przyczynia się do jeszcze większej dyskryminacji matek na rynku pracy.

Czy więc ta książka pokazuje Helwetów zbyt wybiórczo i jednostronnie, a autorka przesadza z tą dyskryminacją kobiet? Trudno mi to ocenić, bo niewiele o realiach życia w Szwajcarii wiem, ale na pewno nie przekonuje mnie argument, że bogactwo rozwiązuje wszystko. Ale też powiedzieć, że “Szwajcaria to piekło dla kobiet” to gruba przesada. Zabrakło mi tych jaśniejszych stron, tudzież podrążenia tych relacji majątkowych, pokazania jakie są majątki i dochody kobiet, w porównaniu do mężczyzn, co też być może rozjaśniłoby trochę te wątpliwości dotyczące tego, jak żyje się Szwajcarkom. Wolałabym też więcej poczytać o szerszym spectrum życia współczesnych Szwajcarek, zamiast o sprawach politycznych. Reasumując reportaż odbieram jako ciekawy, mocno wkurzający, zderzający ze stereotypami, że jak kraj bogaty, to musi też być postępowy…trącający też tę ciekawą strunę dysonansu między dobrobytem a innymi czynnikami, wpływającymi na to, jak oceniamy życie. 

Ślimak posuwa się wolno, ale zawsze dochodzi do celu? 

Metryczka: 
Gatunek: reportaż
Główny temat: prawa kobiet w Szwajcarii
Miejsce akcji: Szwajcaria
Czas akcji: XX wiek - współcześnie
Ilość stron: 267
Moja ocena: 5/6 
 
Agnieszka KamińskaZłota klatka. O kobietach w Szwajcarii, Wydawnictwo Poznańskie, 2024


Komentarze

instagram @dzienpozniej

Copyright © Dzień później