Odpowiedzialna moda

Miało być o modzie, a jest bardziej o odpowiedzialności. W takim żyjemy świecie, że moda nie kojarzy się już z pięknem, z luksusem, przyjemnością, zabawą, ale z samymi problemami. Z przemysłem zatruwającym i zaśmiecającym planetę, drenującym nasze kieszenie i żerującym na naszych kompleksach. I ta karuzela kręci się coraz szybciej, choć ilość wyprodukowanych ubrań na Ziemi wystarczyłaby chyba by odziać pięć kolejnych pokoleń. Nic dziwnego, że zakup każdego kolejnego ciucha wzbudza dziś przeważnie nie tyle radość, co poczucie winy. Zwłaszcza jak jest to dziesiąty ciuch w miesiącu…Więc dziś jeśli mówisz, że lubisz modę, to - w powszechnym rozumieniu - znaczy to, nie, że lubisz piękno i styl, ale, że jesteś zakupoholiczką, leczącą kolejnymi haulami ciuchowymi poczucie życiowej pustki. Dokładając się oczywiście do degradacji planety. Ci, którzy nie kupują, bo temat ich nie interesuje (za to pewnie mają innego fisia, na który wydają hajs) - patrzą na ciebie z wyższością, często jeszcze przygadując coś o wydawaniu pieniędzy na bardziej zbożne cele… 

Jakoś wszystkie tego typu książki wychodzą z założenia, że dzisiejsze kobiety mają problem z sobą i ze swoim stosunkiem do ubrań: kupują ich za dużo, mają za dużo, a jednocześnie nie potrafią się ubrać, bo cierpią na milion kompleksów, nie mają własnego stylu, nie potrafią się w tym poruszać, kupują po taniości, w dodatku nieświadome szkód środowiskowych, jakie powoduje produkcja tych rzeczy - generalnie nie znają się, więc trzeba im pomóc i je uświadomić. Oczywiście w wielu przypadkach to prawda i pewnie dla wielu osób będzie to faktycznie pomocne, ale ja miałam nadzieję na coś więcej, niż klasyczny już zestaw opisów, diagnoz i porad w tym temacie. Poza tym jeśli w tytule mamy “odpowiedzialna”/“zrównoważona” moda, to dopiero jest jechanie na poczuciu winy klientek - cała ta narracja klasycznie przerzuca odpowiedzialność na konsumentów - “gdyby ludzie nie kupowali, to firmy by tyle nie produkowały” - z czym ja się absolutnie nie zgadzam, bo w przypadku fast fashion jest to kłamstwo wszech czasów. Co, to klienci wymyślili “potrzebujemy dwunastu kolekcji ciuchów rocznie”?, bo jak mieliśmy dwie, to byliśmy nieszczęśliwi? Klienci wymyślili, że potrzebujemy stu bluzek w szafie, z których 80 nigdy nie ogląda światła dziennego? Klienci wymyślili SHEIN i Temu (choć fakt, kupowanie tam to jest już przegięcie). Oczywiście, że ludzie kupują, tak jak kupują inne rzeczy - bo żeby kupowali służy cała machina marketingowa, doskonalona przez kapitalizm przez ostatnie sto lat. Czy gdybyśmy przestali tyle kupować, owe korporacje przestałyby tyle produkować? Ile to znaczy “tyle”? Jak duża musiałaby być ta oddolna siła nacisku i jak długo by to trwało? Bo doświadczenie mówi, że długo. Niestety potęga pieniądza w dzisiejszych czasach jest tak wielka, że nacisk społeczeństwa z nią przegrywa - i to w kwestiach najważniejszych, jak nasze własne przetrwanie. Nawiasem mówiąc ta nadprodkcja powoduje, że nawet drugi obieg staje się coraz bardziej zawalony, mówiąc kolokwialnie i tych rzeczy po prostu nie da się zbyć, więc te opowieści o second-handach, rzeczach do oddania, Vinted, też stają się coraz to bardziej problematyczne… że nie wspomnę o tym, co podziało się w Polsce wokół oddawania odzieży do PSZOKÓW - tak właśnie wygląda kwestia rozwiązywania problemów ekologicznych w Polsce.  

Całe szczęście Katarzyna Zajączkowska nie idzie tą drogą, nie obwinia czytelniczek, o stan rzeczy, za który odpowiedzialność ponoszą politycy i korporacje. Ja jednak chciałabym poczytać w końcu coś, co nie jest skierowane do zagubionej początkującej owieczki, tylko do kogoś, dla kogo moda jest pasją. Coś bardziej na “tak”, niż na “nie”, a do tego niestety sprowadza się dzisiejsza narracja o zrównoważonej modzie, stawiającej się w opozycji do fast fashion. Jak kupować bardziej odpowiedzialnie, gdzie pozyskiwać informacje, co zrobić, żeby ta moda jednak stała się dla nas zabawą - bo te informacje przekazywane są tylko na marginesie w większości negatywnego przekazu o wszelkich możliwych paskudnych aspektach współczesnego przemysłu odzieżowego - i w kontekście produkcji, i procesu sprzedaży, i tego, co dzieje się z tymi ciuchami w naszych szafach oraz kiedy te szafy opuszczą… W tych wszystkich mądrych artykułach i książkach pouczających nas o tym, że mamy ubrań dość, i że nie powinnyśmy ich już kupować więcej, powinnyśmy posprzątać i cieszyć się tym, co mamy w szafie, gromieniu kobiet, że “są ignorantkami”, bo ulegają marketingowi firm odzieżowych, wyliczaniu im kolejnych par butów, nigdy nic nie ma jednak o tym czym jest moda, jak działa moda, nie wspominając już o tym, jak działa fast fashion, bo to jest jeszcze osobny temat (pokrewny mediom społecznościowym). Nie ma nic o psychologii mody, o tym, co ją napędza, co znaczy ubranie i jak różnie ludzie mogą podchodzić do ubioru. A od tego należałoby zacząć, jeśli chcemy rozkminić fast fashion. Tymczasem wszystkie te poradniki odwołują się do rozsądku, który nie działa. Przecież wiemy, że mamy za dużo ciuchów, a i tak kupujemy kolejne. Więc tego typu “mądre” porady to jak powiedzenie alkoholikowi “po prostu przestań pić”. Te rady podziałają tylko na kogoś, kto i tak nie kupuje zbyt dużo, bo ....NIE LUBI, tadam. A już największym przykładem nieznajomości realiów jest oburzanie się, że ktoś pozbywa się dobrego ciucha “tylko dlatego”, że przestał mu się podobać. Ale co w tym dziwnego? To mam chodzić w czymś, co mi się nie podoba, albo w czym się źle czuję? I przecież to jest normalne, że może coś mi się przestać podobać, znudzić, a gusta się zmieniają - to jest LUDZKIE - więc nie róbmy z tego jakiejś patologii. Właśnie na tym bazuje moda - na zmienności gustów. Kwestia tylko tego, jak szybko się one zmieniają - czy raz na kilka lat, czy raz na rok, czy jak w kalejdoskopie, co faktycznie jest już patologią, zapoczątkowaną przez fast fashion. W każdym razie nie widzę nic dziwnego w pozbyciu się ciucha - nawet niezniszczonego, ale dawno niemodnego, bo mającego już z 10 lat i którego już nie lubię i nie chcę w nim chodzić. Gdyby ktoś kiedyś zechciał się pochylić nad tymi zagadnieniami, to służę pomocą, bo mam sporo przemyśleń i doświadczeń własnych - tak po prawdzie to sama mogłabym napisać książkę na ten temat. 

Metryczka: 
Gatunek: poradnik
Główny temat: moda
Miejsce akcji: -
Czas akcji: współcześnie
Ilość stron: 336
Moja ocena: 4,5/6 
 
Katarzyna Zajączkowska, Odpowiedzialna moda. Guilt-free przewodnik po slow fashionWydawnictwo Znak, 2022

Komentarze

instagram @dzienpozniej

Copyright © Dzień później