Futbol w cieniu Holokaustu

Co futbol ma wspólnego z Holokaustem? Cóż, gra nie zawsze jest tylko grą, o czym doskonale wiemy, śledząc polityczne skandale wokół tego, co wyczynia FIFA albo to, jak lokalne lub nawet międzynarodowe konflikty odbijają się na piłce nożnej. Autorowi jednak bardziej chodziło o opisanie tego, jak zachowywali się Holendrzy podczas II wojny światowej, w szczególności wobec Żydów, których żyło przed wojną w Holandii sporo. A jako że kultura holenderska jest szczególnie nasycona futbolem, a w Holandii w czasie wojny piłka nożna stała się popularna jak nigdy wcześniej, stąd spojrzenie właśnie przez tę soczewkę. 

Co my w ogóle wiemy na temat II wojny światowej w Holandii? Holokaustu w Holandii? Zgoła nic. Holandia raczej nie kojarzy się nam z tym tematem (z piłką nożną już bardziej). Już we wstępie autor czyni przytomną uwagę, iż “dla większości zachodnich Europejczyków codzienne życie w latach 1939-1945 toczyło się na ogół bez zmian. Nie było zbyt dużo jedzenia, na niektóre miasta spadały bomby, lecz przeważająca część ludzi nie musiała stawiać czoła wielkim wyborom moralnym, które dziś kojarzymy z wojną”. No właśnie. zazwyczaj nie ma jednej odpowiedzi na pytanie czy jakiś naród był w tych swoich postawach dobry czy zły, a ów wizerunek narodu bohatersko walczącego z najeźdźcą, jaki stworzyło sobie państw, też ma wiele ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Ale utarło się uważać - i taką opinię mają o sobie sami Holendrzy, że oczywiście byli tymi dobrymi, którzy bohatersko stawiali Niemcom opór. 

Większość Holendrów świadomie myślących o wojnie rozumie, że ich kraj był tchórzliwy i szary. A jednak - by przywołać słowa Orwella - można zarazem wiedzieć i nie wiedzieć. Równolegle z tą wiedzą powszechnie powtarza się fantastyczną opowiastkę o małej, bohaterskiej krainie, której każdy mieszkaniec należał do ruchu oporu. Ot, wioska Asterixa na większą skalę. 
W Holandii - jak pisze autor - ruch oporu był znikomy, o ile nie rozumieć go jako bohaterskie wskazywanie Niemcom złej drogi na dworzec. Także po wojnie nie było wielkiej chęci rozliczenia ludzi z kolaboracji z Niemcami (bo nic gorszego raczej nie wchodziło w grę), bo jeśli już kogoś się potępiło, to na amen… Holendrzy, podobnie jak Niemcy, popadli więc w zbiorową amnezję, dotyczącą tego jaką postawę przejawiali podczas wojny, tego, że żyli między nimi jacyś Żydzi i tego, co się z nimi stało. Prawda jest bowiem taka, że Holandia jest drugim po Polsce krajem pod względem liczby utraconych Żydów (procentowo) - a Polska była przecież krajem, w którym za pomoc Żydom groziła śmierć. I dziś w Holandii, podobnie jak w Polsce, Żydów praktycznie już nie ma, dawne dzielnice żydowskie są wymarłe. Ktoś posunął się nawet do stwierdzenia, że nawet w Niemczech Żydzi mieli większe szanse przeżycia, niż w Holandii… Dlaczego? Skoro nie było w Holandii okrutnych masakr, rozdzierających serce scen, jak w Polsce, czy innych wschodnich krajach. “Pociągi z Holandii - to była rozkosz”, wspominał Adolf Eichmann na swym procesie w Jerozolimie. Tymczasem Holendrzy snują wokół Holokaustu bajki iście Disney'owskie - prawie uratowali wszak Annie Frank (prawie czyni wielką różnicę, jak wiadomo - i to w tym przypadku dosłownie) - a przynajmniej snuli, gdyż, jak pisze autor, w XXI wieku Holendrzy głośno zaczęli odbrązawiać te mity. W ogóle te rozważania na temat tego, jak zachowywały się różne państwa wobec niemieckich żądań wydania Żydów to temat do fascynującej analizy sam w sobie. Dlaczego te postawy były tak różne i to nawet w krajach sojuszniczych z III Rzeszą? Jakkolwiek próbować by bronić Holendrów, to ta linia obrony się załamuje, kiedy weźmiemy np. Danię - kraj wszak równie mały i bezbronny wobec III Rzeszy. Dania zasłynęła z kolei tym, że mieszkających tam Żydów zginęła znikoma liczba, gdyż Duńczycy chronili ich i odmówili ich wydania Niemcom. 

No dobrze, życie w Holandii w czasie wojny toczyło się w miarę normalnie, ziemia nadal się obracała, co jest niezmiennym prawem fizyki, nawet kiedy z powierzchni ziemi znikają nasi ukochani, a częścią tego życia był też sport. Sport daje ucieczkę od ciężkiej rzeczywistości. Także od nudy, jak pisze Kuper: “Stymulacja była tu słowem kluczem. Holendrzy pod okupacją nie uciekali od terroru, ale od monotonii”. Więc w tej książce jest też dużo o futbolu, o tym, jak ta dziedzina wyglądała przed wojną, o legendarnych holenderskich klubach Ajaxie, Sparcie, Feyeenordzie, o tym, jak to Niemcy marzyli o tym, żeby wygrać w piłkę z Austrią (!), co Hitler myślał o futbolu i skąd wziął się tak dobrze znany dziś niemiecki styl grania w piłkę. Choć to niewiele ma wspólnego z Holokaustem, to autor szczególnie ciekawie opowiada o tym, co działo się tuż przed wojną, jak pod przykrywką sportu właśnie, naziści trenowali przyszłych żołnierzy, o kontrowersjach wobec organizacji imprez i meczów z Niemcami i pozdrawiania się nazistowskim heilowaniem. Kuper wspomina też pewnego śląskiego (świetnego) piłkarza, który podpisał kenkartę i grał w fusbal dla III Rzeszy i dlatego próżno szukać go dziś w polskich piłkarskich kronikach. Takie rzeczy też się działy. 

Kończy tę książkę autor już w czasach współczesnych (książka napisana w 2003 roku, wydanie polskie i angielskie 10 lat później), zauważając, że dzisiejsza Holandia stała się o wiele mniej tolerancyjna, wraz ze wzrostem nastrojów antyimigranckich; co więcej na stadiony powracają przyśpiewki antyżydowskie - co nie tylko jest antysemickie, ale i jakby nie mające nic wspólnego z rzeczywistością, skoro Żydów w Holandii już nie ma…* Podobnie zresztą zdumiewają autora antysemickie przyśpiewki polskich kibiców. A zatem ten odwieczny mit o tolerancyjności Holandii należy również odłożyć do lamusa, podobnie jak ten dobrych Holendrach podczas wojny. Tylko że tego typu mity, podobnie jak stereotypy, mają to do siebie, że trzymają się mocno, o czym świadczą opinie Izraelczyków o Holendrach opisywane przez Kupera… No i oczywiście reszta świata też ma o Holandii i o Holendrach bardzo dobre zdanie: tolerancja, wielokulturowość, rowery, krowy, wiatraki, kanały. A zobaczcie jak mocno trzyma się stereotyp - pejoratywny dla odmiany - “elity” kojarzonej z Żydami: 

Rotterdamczycy z dumą uważają się za ludzi ciężko pracujących, za sól ziemi, za twardzieli. Amsterdam to w ich oczach ciamciaramcia zamieszkana przez cwaniakujących mieszczuchów, snobów i kosmopolitycznych “dziwaków”. Wielu kibiców Feyenoordu podsumowuje owych mieszczuchów, snobów i dziwaków jednym słowem: “Żydzi”
Można się zastanawiać po co burzyć czyjeś dobre samopoczucie, udowadniać mu, że a nie nie, wcale nie byłeś dobry, byłeś zły… Przecież to samo tyczy się Polaków i różnych mitów, jakie sobie stworzyliśmy we własnej obronie, w tym tych, dotyczących Holokaustu. Przecież kiedy ktoś pisze, że wcale nie było tak, że wszyscy Polacy kochali Żydów, albo mówi, że Jan Paweł II wcale nie był taki święty, to od razu odzywają się krzyki oburzenia o kalaniu pamięci. Ale nie chodzi o to, żeby ktoś się poczuł urażony, tylko o to, żeby mówić prawdę, nawet kiedy ta prawda jest nieprzyjemna. I żeby pamiętać o ofiarach, a nie udawać, że ich nie było. A to dlatego, że przeszłość rzutuje przyszłość. Mieliśmy kilkadziesiąt lat pokoju w Europie, bo II wojna światowa tak wszystkich przeraziła. Ale słusznie autor zauważa, że dziś niestety pamięć o tragediach II wojny światowej, ogromnych cierpieniach, szkodach jakie wyrządził nacjonalizm, rasizm - zanika. Dorosły kolejne pokolenia, dla których to są już tylko daty w podręcznikach, jeśli w ogóle chce im się ten podręcznik otworzyć. 

Znowu przyznam, że po tę książkę sięgnęłam tylko dlatego, że leżała długo w mojej biblioteczce i chciałam ją już odfajkować i się jej pozbyć. Nie istnieje już niestety wydawnictwo, które ją wydało. A leżała dlatego, że futbol holenderski nie jest dla mnie ciekawym tematem, zwłaszcza w połączeniu z Holokaustem. I znowu spotkała mnie miła niespodzianka, bo pozycja okazała się naprawdę ciekawa, w czym też zasługa lekkiego pióra autora. Książka zawiera wywiady z żyjącymi jeszcze (w momencie pisania książki) świadkami wydarzeń, także wyimki z kronik listów oraz sporo zdjęć. Bardzo polecam zarówno osobom interesującym się historią II wojny światowej, jak i fanom futbolu, bo poszerza obydwie te perspektywy. I oczywiście miłośnikom Holandii. 

Metryczka: 
Gatunek: reportaż historyczny
Główny temat: holenderski futbol, II wojna światowa
Miejsce akcji: Holandia
Czas akcji: I połowa XX wieku
Ilość stron: 350
Moja ocena: 6/6 
 
Simon Kuper, Futbol w cieniu Holokaustu. Ajax, Holendrzy i wojna, Wydawnictwo Wiatr od morza, 2013


*za to dziś mogą mieć sporo wspólnego z militaryzmem Izraela i ludobójstwem w Gazie - wszak Holandia była jednym z krajów, które zbojkotowały tegoroczną Eurowizję w proteście przeciwko występom Izraela

Komentarze

instagram @dzienpozniej

Copyright © Dzień później