Architektura to narzędzie władzy, odzwierciedlająca ego i aspiracje tej władzy. To rzecz oczywista, acz nigdy się nad tym nie zastanawiałam, chodząc ulicami miasta. A przecież wygląd naszego otoczenia kształtują ci, którzy mają władzę i pieniądze, maluczcy przeważnie nie mają nic na ten temat do powiedzenia, zaś funkcjonalność jest najmniejszym zmartwieniem, przy konieczności pokazania, że jest się wielkim i silnym. Dawniej kościoły, pałace oraz grobowce, dziś o ambicjach decydentów świadczy cała infrastruktura publiczna: siedziby instytucji kulturalnych - muzea, opery, biblioteki - stadionów czy dworców. Nie wspominając oczywiście o prywatnych inwestycjach. 

Architektura:

Choć wygląda na to, że opiera się ona na pragmatycznych przesłankach, jest potężną i niezwykle wiele mówiącą ekspresją ludzkiej psychiki. Niesie znaczenie zarówno w największej skali, jak i na najbardziej osobistym poziomie. Jest sposobem na rozdęcie ego jednostki do rozmiarów krajobrazu, miasta, a nawet państwa. 
Odzwierciedla ambicje, kompleksy i pobudki tych, którzy budują, dlatego wiernie pokazuje naturę władzy, jej strategie, sposoby pokrzepiania się i wpływ, jaki wywiera na tych, którzy ją sprawują. 
Nic dziwnego, że dyktatorzy mają szczególne upodobanie do budowania i oczywiście budowania monumentalnego, megalomańskiego i symbolicznego, począwszy od stawiania sobie pałaców i pomników przez przeobrażanie całego krajobrazu miasta (najczęściej) i kształtowanie go według własnych wizji, jak przebudowa Paryża w XIX wieku albo przeobrażenie Pekinu przez władze komunistyczne, po budowę stolicy w zupełnie nowym miejscu, jak zrobił to np. Atatürk. Architektonicznym wizjom dyktatorów towarzyszy nie tylko budowanie, ale i niszczenie - usuwanie pamiątek po poprzedniej władzy, kolejny - bardzo skuteczny  - sposób na wymazywanie historii. Przykładów tego w historii mamy aż nadto; lekką rękę do burzenia miał chociażby Stalin, czy Mao - i Chińczycy w ogóle, nie wahający się burzyć całe kwartały miast, by postawić w ich miejscu to, co sobie wymyślili.   

Bardzo trudno znaleźć choć jednego XX-wiecznego dyktatora, który po dojściu do władzy nie przystąpił do kampanii budowlanej. Uczynili tak przecież Hitler i Mussolini, Stalin i Mao, a także Saddam Husajn oraz Kim Ir Sen. 

Deyan Sudjicz bada w tej książce relacje między architekturą a władzą, biorąc na tapet architekturę współczesną, XX-wieczną. Książkę zaczynają rozdziały o ww. reżimach, z czego szczególne wrażenie robi opis budynków stworzonych dla Hitlera przez Alberta Speera, najjaskrawiej chyba pokazujących jak architektura może służyć władzy, podkreślać jej potęgę - nawet jeśli jest ona iluzoryczna -  onieśmielać politycznych przeciwników. 

Gigantyczne budynki, triumfalne osie i ogromne ilości kamienia stosowanego tak, aby przytłoczyć przechodniów, charakteryzowały wszystkie reżimy totalitarne: marksistowskie, faszystowskie czy nacjonalistyczne. 

Z najnowszych doniesień: także Donald Trump postanowił dołożyć do tego swoją cegiełkę, wyburzając całe skrzydło Białego Domu, żeby wybudować w nim salę balową… 

Jednak 

Wystarczająco wiele imperiów upadło tuż po tym, gdy ich władcy ukończyli budowę wystawnej stolicy - inwestycji oficjalnie prowadzonej dla dobra narodu, a prawdopodobnie ku ich osobistej chwale - by było jasne, że architektura nie zawsze stanowi najbardziej skuteczne narzędzie uprawiania polityki. 
Autor koncentruje się na opisie konkretnych realizacji i ich twórców, podchodząc do nich mocno krytycznie. Błyskotliwie wytyka wady i niedociągnięcia - większość budynków opisanych w tej książce to przykłady złej architektury (wg. Sudjica): dziwnej, brzydkiej, kiczowatej, niefunkcjonalnej, marnotrawiącej przestrzeń - co jest tradycyjnym sposobem na podkreślenie statusu - oraz przepłaconej; wśród nich biblioteki prezydenckie w Stanach Zjednoczonych czy Millenium Dome. Współczesność w ogóle cierpi na modę na budynki-ikony, którymi chce się wyróżniać każde miasto, które na to stać - co często kończy się spektakularną klapą… Do realizacji ocenionych pozytywnie, opisanych w Kompleksie gmachu należy budynek parlamentu szkockiego - szkoda, że tych dobrych realizacji jest w tej książce tak mało. 

Architektura odzwierciedla ego panujących i fundatorów, ale też ego tych, którzy budynki projektują.  Wśród architektów są i oportuniści, gotowi płynąć z każdym politycznym prądem (w reżimach totalitarnych architekci woleli budować tak, jak chciało państwo, niż nie budować w ogóle), reakcjonistów czy naiwnych w zetknięciu z władzą. W książce pojawiają się nazwiska tych wielkich: Le Corbusiera, Franka Gehry’ego, Normana Fostera, Daniela Libeskinda, Rema Koolhaasa i innych - autor jednak zwraca uwagę, że owa moda na ikony powoduje, że grono architektów bardzo się zawężyło: owe rozpoznawalne budynki projektuje garstka osób o wyrobionej renomie, architektów-celebrytów (w większości mężczyźni), która startuje we wszystkich znaczących konkursach architektonicznych - to ci, którzy mają licencję na dziwactwo

Razem tworzą grupę nazwisk, które wciąż powracają kiedy kolejne naiwne miasto szarpie się wiedzione złudzeniem, że galerią sztuki wyglądającą jak wrak pociągu albo jak latający spodek bądź hotelem w kształcie 20-piętrowego meteorytu przebije Guggenheima w Bilbao. 
Prowadzi to do wniosku, że z architekturą stało się to samo, co ze sztuką: z tą współczesną trzeba o wiele więcej kompetencji i obycia, by umieć rozróżnić co jest wartościowe od chłamu, kicz od arcydzieła. Wiele współczesnych budynków jest po prostu zbyt dziwnych, by przeciętny człowiek był w stanie je docenić, mimo grafomańskich opisów sławiących ich styl i funkcjonalność:
Problem polega na tym, że skoro tyle współcześnie powstających gmachów jest zwyczajnie cudaczna, skąd klient ma wiedzieć, że jego wrak, meteoryt czy latający spodek okaże się ikoną, której pożąda, a nie kupą śmieci, czego się zresztą trochę obawia. 
No i są jeszcze wieżowce, drapacze chmur, stanowiące osobną kategorię w tej megalomanii, symbol naszych czasów:  

Jest coś niedorzecznie dziecinnego w irracjonalnym dążeniu do wznoszeniu jak najwyższych obiektów. (...) Ludzie, którzy prezentują się jako twardogłowi, racjonalni, nieskończenie ostrożni biznesmeni, rzucają się bez namysłu do budowania coraz wyższych gmachów.  
Kompleks gmachu to książka pozwalająca inaczej, bardziej świadomie popatrzeć na budynki, które nas otaczają. W końcu są one czymś trwałym, co porządkuje przestrzeń, nadaje jej charakteru, daje szansę wytchnienia od chaosu - jak twierdzi autor.  Krajobraz istnieje o wiele dłużej, niż człowiek. Próba uczynienia obiektów stworzonych przez człowieka częścią tego trwania daje pocieszające poczucie złączenia z wiecznością. Cóż, przynajmniej pozornie, bo wiemy, że zburzenie czegoś jest banalnie proste…W Polsce np. już burzy się centra handlowe czy biurowce, powstałe ledwie kilkanaście lat temu - bo się już nie opłacają. Niestety też, zwykli ludzie mają znikomy wpływ na to, co się w mieście buduje. 

Zrozumienie motywów, które stoją za budowaniem oraz pojęcie istoty trudnego do uchwycenia związku między architekturą, a władzą stanowią zasadniczy wgląd w naszą egzystencję i mogą nam pozwolić uwolnić się od jej zgubnych aspektów. 

Szkoda, że autor bardzo koncentruje się na konkretnych realizacjach architektonicznych oraz ich twórcach, a mało tu refleksji natury ogólnej, podsumowującej to, co z tego wynika. Zabrakło mi też przykładów dobrej architektury (może po prostu te dobre nie pasują do koncepcji, bo nie epatują siłą i pieniędzmi), a narracja w moim odczuciu była trochę chaotyczna  - autor swobodnie skacze między różnymi wątkami i nie było to dla mnie czytelne dlaczego akurat wybrał taki, a nie inny przykład, by zilustrować dany problem. Ewidentnie brakuje też zdjęć tych opisywanych budynków. 

Zmieniają się czasy i style architektoniczne, ale ostatecznie zawsze chodzi o to samo: o władzę, chwałę, podziw, pamięć, tożsamość. Współcześni decydenci też mają obsesję na punkcie budowania, bo, już abstrahując od innych funkcji architektury, to skuteczny sposób wydawania pieniędzy i pokazywania wyborcom, że władza coś robi. A czy z sensem, to już inna sprawa… 

Metryczka: 
Gatunek: publicystyka
Główny temat: architektura
Miejsce akcji: cały świat
Czas akcji: XX wiek
Ilość stron: 400
Moja ocena: 5/6 
 
Deyan Sudjic, Kompleks gmachu. Architektura władzy, Wydawnictwo Centrum Architektury, 2005


Komentarze

instagram @dzienpozniej

Copyright © Dzień później