Laboratorium Palestyna

Okupacja Palestyny to sprawa, ciągnąca się od kilkudziesięciu lat, od powstania państwa Izrael na terytorium palestyńskim, ale współczesna krwawa wojna i sytuacja w Gazie zwróciła uwagę świata szczególnie brutalnymi poczynaniami Izraela. Nawet w krajach do tej pory popierających Izrael słychać coraz więcej głosów potępienia, wizerunek tego państwa się pogorszył. Autor tej książki bez ogródek nazywa Izrael apartheidem oraz krajem zmilitaryzowanym, którego znaczna część PKB pochodzi z produkcji i handlu bronią. Z czego w dodatku Izrael czuje się dumny. Czy więc książka ta odsłania prawdziwe oblicze Izraela?

No właśnie. Izrael pozycjonuje się jako tradycyjny sojusznik Zachodu, ze Stanami Zjednoczonymi na czele (co obecnie, w obliczu kolejnej wojny na Bliskim Wschodzie staje się coraz bardziej wątpliwą koalicją). Buduje on swoją tożsamość na narracji o „przedmurzu cywilizacji” na Wschodzie, broniącym Zachód przed hordami barbarzyńców z biedniejszych krajów. Wojna z Palestyńczykami jest przedstawiana jako wojna z terroryzmem, a sami Palestyńczycy jako z natury skłonni do przemocy i irracjonalni – trzeba ich monitorować, więzić i zabijać, bo jest to konieczne dla przetrwania Izraela. Tę narrację Izrael buduje różnymi kanałami, też poprzez dyplomację oraz działania w mediach społecznościowych. Głosy krytyczne są kontrowane oskarżeniami o antysemityzm. W 2024 roku czytałam reportaż, w którym autor – były szef izraelskiego wywiadu – pisze o tym, że Izrael na własne życzenie kontynuuje konflikt z Palestyną, poprzez agresywną politykę strachu, budowania murów, prześladowania Palestyńczyków. Autor jednak wydawał się nie rozumieć dlaczego tak się dzieje i słowem nie wspomniał o produkcji broni (choć w sumie nie jest to wielką tajemnicą) i o tym, że być może Izraelowi po prostu nie opłaca się pokój z Palestyną, bo dzięki toczonej tam wojnie może testować swoją broń, którą następnie handluje na całym świecie. Wracamy więc do starego porzekadła, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze, a wojna to piekło [dla zwykłych ludzi], ale jest dobra dla interesów”, co jest myślą przewodnią Laboratorium Palestyna. Izraelska wojna z Palestyńczykami to po prostu dobry biznes. Antony Loewenstein ukazuje jak Izrael stał się fabryką broni i jak wspierał – bronią oraz know-how – szereg dyktatur i reżimów, zarówno w przeszłości (kraje Ameryki Południowej, RPA, a nawet kraje, z którymi Izrael oficjalnie nie utrzymuje stosunków dyplomatycznych), jak i obecnie, kiedy wchodzi w sojusze z krajami takimi jak nacjonalistyczne Indie, a nawet Chiny. I to nawet jeśli południowoamerykańskie reżimy były schronieniem nazistowskich zbrodniarzy -  ważniejszy od ich ujęcia był dla Izraela był interes oraz poparcie Zachodu. Izraelska broń służyła także ludobójstwom dokonywanym w Rwandzie, Sri Lance, czy Mjanmie. 

Na szczególną uwagę zasługuje rozwój technologii służących inwigilowaniu i nadzorowaniu (w tym dronów), która to branża w Izraelu kwitnie – i kłamstwem jest twierdzenie, że ich producentami są prywatne firmy, nie mające nic wspólnego z rządem izraelskim. Obecnie te technologie są szeroko wykorzystywane wszędzie tam, gdzie władze jakiegoś kraju wojują z jakąś mniejszością/ niepożądanymi grupami ludności (niestety często chcąc je po prostu wyeliminować). I tyczy się to nawet państw rzekomo demokratycznych, jak USA albo państwa UE, usiłujące powstrzymać napływ imigrantów z krajów Globalnego Południa. No właśnie – co z UE? Niestety też nie jest bez winy, prowadząc antyimigracyjną politykę, za którą stoi stary dobry rasizm przy zastosowaniu izraelskich technologii, a największym sojusznikiem Izraela wydają się Niemcy, co wygląda na pokutę za Holokaust (zresztą to niemieckie odszkodowanie pomogło Izraelowi zbudować przemysł obronny).
Antyuchodźczą postawę UE narzucali politycy i biurokraci, którzy przyjęli narrację o „zderzeniu cywilizacji” przedstawiającą muzułmanów i czarnych Afrykanów rzekomo „bardziej cywilizowanej” europejskiej większości. Ta argumentacja spotykała się z ciepłym przyjęciu w Izraelu.
Używanie przez Frontex dronów do namierzania uchodźców doprowadziło do tego, ze wielu ludzi przeprawiających się przez morze straciło życie. I właśnie o to chodzi.
Przyznaję, że ja, czytając te rewelacje doświadczam dysonansu poznawczego – z jednej strony Żydzi byli narodem od wieków prześladowanym, który przeszedł piekło Holokaustu, a z drugiej strony ten naród obecnie sam zamienił się w prześladowcę. Co więcej, w obecnej polityce Izraela wyraźnie widać elementy typowe dla faszyzmu: wymazywanie historii Palestyny, militaryzm, agresywny nacjonalizm. Psychologia potrafi to wyjaśnić i zapewne to, co się dzieje w Izraelu od drugiej połowy XX wieku ma podłoże właśnie w długiej tradycji antysemityzmu i traumie po Holokauście. Zresztą, Żydzi zawsze mieli tę swoją narrację o narodzie wybranym. Natomiast jak można nazwać stosunek Zachodu do izraelskiej polityki: czy to jeszcze podwójna moralność/ hipokryzja, czy po prostu polityczny cynizm? Na przykład jeśli chodzi o technologie inwigilacji, to głośno się mówi o zagrożeniu ze strony Chin, ale o tym, co robi Izrael – już nie (stosunkowo niedawno dopiero zrobił się szum o Pegasusa, kiedy skala jego zastosowania uniemożliwiła dalsze ukrywanie faktów na ten temat). 
Świadczy to zarówno o braku troski o ludzi cierpiących w wyniku inwigilacji narzędziami izraelskiej produkcji, jak i o wybiórczym oburzeniu na monitoring z użyciem zaawansowanych technologii. Oba kraje [Chiny i Izrael] zachowują się haniebnie wobec własnych niepożądanych grup ludności, ale tylko jeden z nich karze się sankcjami i demonizuje.
Bo Izrael jest uznawany za sojusznika Zachodu. To samo zresztą jeśli chodzi o potępienie różnych działań – Zachód potępia to, co dzieje się w Sinciangu, ale już okupację strefy Gazy i politykę Izraela wobec Palestyńczyków, niekoniecznie. Jeden okupant jest nikczemny, a drugi zasługuje na szacunek. Nasi przyjaciele mogą zabijać i okaleczać bezkarnie. A głosy oburzenia najczęściej słychać, kiedy sprawa dotyka obywateli Zachodu (lub Izraelczyków w tym przypadku), natomiast kiedy gwałcone są prawa ludności w innych krajach, to Europejczycy, Amerykanie czy Izraelczycy wzruszają ramionami.  Głosy propalestyńskie są w tej debacie wyciszane, a wśród zachodnich polityków dominuje poparcie dla Izraela, jako kraju walczącego z terroryzmem. Izraelski naukowiec Neve Gordon tak to tłumaczy:

izraelskie doświadczenie w zwalczeniu terroryzmu jest atrakcyjne nie tylko dlatego, że Izraelczykom udaje się zabijać „terrorystów” (światopogląd militarystyczny), ale także dlatego, że zabijanie terrorystów niekoniecznie jest sprzeczne z neoliberalnymi celami ekonomicznymi, a wręcz im sprzyja.
Skoro oburzenie wobec czynów takich jak atakowanie ludności cywilnej, a nawet ludobójstwo, jest uzależnione od tego, kogo to tyczy i kto jest sprawcą, to widać, że tak naprawdę wcale nie chodzi o dobro ludzi, tylko o partykularny interes własny państw, bądź rządzących nimi elit*. A czy myślicie, że Big Techy są bezstronne wobec konfliktu bogatych, wpływowych państw z mniejszościami? To raz, a po drugie, w pogoni za zyskiem, etyka ich po prostu nie interesuje, tak samo jak małe, słabe państewka, czy uciskane mniejszości – nie raz przecież podnoszono już fakt, że Meta posiada zbyt mało moderatorów zajmujących się treściami spoza USA.
W takim kontekście i w gorączkowej atmosferze rola serwisów społecznościowych szybko staje się kwestią życia i śmierci. A jednak większość z nich nie chce postępować odpowiedzialnie (…). Ostatecznie jeśli zginą jacyś ludzie, kto za to odpowiada na Facebooku czy Instagramie, kto będzie pociągnięty do odpowiedzialności? Odpowiedź brzmi: prawdopodobnie nikt.
Cyfrowa inwigilacja na domiar złego jest masowa i tyczy się także zwykłych ludzi, nie stanowiących żadnego zagrożenia (oraz oczywiście tych, którzy są zagrożeniem dla reżimu, np. aktywistów, opozycjonistów). Warto tu przypomnieć Shosanę Zuboff – możemy mieć albo demokrację, albo społeczeństwo inwigilacji, ale nie jedno i drugie. Narzędzia inwigilacji, a także propaganda w mediach społecznościowych wzmacniają antydemokratyczne rządy, zatem dla mnie jest to też opowieść o pogłębiającym się współcześnie kryzysie demokracji, który sprawia, że coraz więcej rządzących przechyla się na autorytarną stronę, przyjmując za dopuszczalne metody znane z reżimów (i robi to też Polska). Póki co pod płaszczykiem demokracji, ale wkrótce już może nie będą musieli się krygować. Zresztą autor też pisze o tym, że Izraelczycy widzą przyszłość właśnie pod szyldem autorytaryzmu. Według Netanjahu przyszłość należy nie do liberalizmu (…) – tolerancja, równe prawa, praworządność – lecz do autorytarnego kapitalizmu: rządów, które łączą agresywny, często rasistowski nacjonalizm z potęgą gospodarczą i technologiczną. A etnonacjonalistyczne idee przemawiają do milionów ludzi, ponieważ demokratyczni przywódcy zawiedli pokładane w nich nadzieje.
Izrael ma nadzieję, że tym, co wciąż będzie przyciągać do niego partnerów (…) jest rosnąca liczba państw podzielających jego entuzjazm dla etnonacjonalizmu. Kraje te podkreślają znaczenie praktyk religijnych i opowiadają się przeciw wielokulturowości oraz wartościom liberalnym. Obwiniają społecznie pobłażliwą lewicę o podkopywanie tradycyjnych ideałów i zastępowanie ich wątpliwymi moralnie poglądami na temat rasy, płci, małżeństwa i seksualności.
Można więc sobie wyobrazić, że w obecnej atmosferze, kiedy każdy kto żyw się zbroi – dla Izraela to prawdziwe Eldorado. I może się okazać, że orwellowska dystopia zostanie zrealizowana dzięki narzędziom naszego sojusznika…

Reportaż ten zagląda za kulisy światowej - już nawet nie bliskowschodniej - polityki i mówi bez owijania w bawełnę o rzeczach, które z reguły pozostają poza sferą naszej wiedzy. I o których być może nie chcielibyśmy wiedzieć, lub je wypieramy. Odziera ze złudzeń, że na świecie istnieją jakieś proste podziały na wrogów i sojuszników, dobrych i złych. I nie chodzi o jakieś spiskowe teorie dziejów, tylko o fakty. Tego typu teksty po trochu odbierają nadzieję, że nasz świat zmienia się na lepsze w kwestii zmniejszania ilości przemocy i przestrzegania praw człowieka. 
Tymczasem ludzie nie ustają w wymyślaniu coraz to nowych lub doskonalszych sposobów na zabijanie i poddawanie bliźnich opresji, tyle że "cywilizowane" kraje wolą ukrywać ten fakt.** A stoją za tym nie tylko ideologie, ale przede wszystkim pieniądze. Każdy kto zdecyduje się przyjąć tę gorzką pigułkę poznania - musi sobie to przemyśleć i być może przemodelować swój obraz świata. 

Metryczka: 
Gatunek: reportaż
Główny temat: przemysł zbrojeniowy Izraela
Miejsce akcji: Izrael, Palestyna, cały świat
Czas akcji: współcześnie
Ilość stron: 440
Moja ocena: 6/6 
 
Antony LoewensteinLaboratorium Palestyna. Jak Izrael eksportuje technologię przemocy na cały świat, Wydawnictwo Szczeliny, 2025

*I to samo w drugą stronę – jeśli nagle dane państwo opowiada się za obroną praw człowieka, to należy się zastanowić, czy aby przypadkiem nie jest to pretekst, a prawdziwym powodem są interesy/polityka.

**Acz też w coraz bardziej militarnej atmosferze ostatnimi czasy codziennie natykam się na newsy o jakiejś nowej broni

Komentarze

instagram @dzienpozniej

Copyright © Dzień później