Koń
Koń - (Equus caballus) – gatunek ssaka nieparzystokopytnego z rodziny koniowatych. Jedno z udomowionych zwierząt, towarzyszące człowiekowi od tysięcy lat - proces udomowienia koni rozpoczął się prawdopodobnie ok. 5-6 tys. lat temu. W Księdze Hioba Bóg calą zasługę za stworzenie konia przypisał sobie: “Czy dałeś koniowi siłę, grzywą przystrajasz mu szyję?” Hiob milczał (...) chociaż mógł pochwalić się czymś, co było prawie tak imponujące, jak samo stworzenie konia - oswojeniem tego konia przez ludzi. Sofokles uznal udomowienie “dzikiego konia, ktoremu wiatr w grzywie hula”*, za jedno z największych dokonań rodzaju ludzkiego. I jak zawsze, niekoniecznie ta relacja z człowiekiem wyszła zwierzęciu na dobre.
Połowa XIX wieku, czasy tuż przed wojną secesyjną. Australijska pisarka podejmuje w tej powieści ponownie temat niewolnictwa, wojny secesyjnej, która rozdarła Stany Zjednoczone. Jest to historia czarnoskórego Jarreta, trenera koni, który jest niewolnikiem. Autorka splata ją z losami współczesnych bohaterów - drugim torem idą w Koniu wątki młodego czarnego historyka sztuki oraz paleontolożki, zajmującej się badaniem kości i szkieletów (jak Bones, z serialu Kości). Pojawiają się tu też motywy malarskie. Wszystkie te wątki łączy tytułowy koń - pełnokrwisty ogier wyścigowy. Wchodzimy tu w świat tego sportu i biznesu zarazem, poznając jego kulisy, śledząc gonitwy oraz walkę, jaka toczona jest o zwierzę. Tym jest to ciekawsze, że powieść oparta jest o autentyczne wydarzenia, losy prawdziwych postaci i nawet koń Lexington to autentyczny koń - legendarny chempion wyścigów.
W Koniu mamy do czynienia z intersekcjonalnym podejściem do problemu dyskryminacji: zwierząt i osób czarnych, w Stanach Zjednoczonych. Szowinizm gatunkowy i rasizm. Geraldine Brooks opowiada o trenerach koni wyścigowych, którzy - okazuje się - w większości byli czarnymi niewolnikami i oczywiście ich wkład w rozwój tej dziedziny sportowej został zmarginalizowany. Rzecz jasna o niewolnictwie napisano i powiedziano już wiele, ale rola czarnych w tresowaniu koni wyścigowych to jest coś, o czym nie wiedziałam, coś dla mnie nowego. Zapewne dlatego, że nie interesuje mnie jeździectwo - i to jest druga sprawa, której tu dotykamy - mianowicie wszelakie “sporty” z wykorzystaniem zwierząt postrzegam jako ich dręczenie dla przyjemności człowieka (nawiasem mówiąc, w Korzeniach mowa była z kolei o walkach kogutów). Teoretycznie dba się o te zwierzęta, ale tylko na tyle, na ile jest to konieczne do tego, by wypełniły one swoją rolę i przyniosły korzyść człowiekowi. Eksploatuje się je bezlitośnie, a jeśli koń przestaje być użyteczny, z reguły nie można się spodziewać, że ktoś będzie się nad nim litował i zapewni mu emeryturę na zielonych pastwiskach. Los takiego zwierzęcia jest zatem uzależniony od kaprysu człowieka i od tego, jaki właściciel mu się trafi… Podobnie zresztą jak los niewolników, pozbawionych praw i możliwości decydowania o sobie. Co zostało powiedziane w Koniu. O dziwo dziś traktuje się koniec wyścigowe i eksploatuje o wiele bardziej niż kiedyś… Napisałam “o dziwo”, ale może nie powinno to dziwić, patrząc na to, co zrobiliśmy innym udomowionym zwierzętom, zmieniając ich egzystencję w koszmar przemysłowego chowu. Co do rasizmu, to wiemy, że ten cały czas trzyma się mocno i ten temat podjęty jest we współczesnym wątku Konia. Osobom białym, które nie mają zbyt wielkiej styczności z osobami innych ras (jak to cały czas ma miejsce w Polsce), może wydawać się, że czarni są na tym punkcie przewrażliwieni, że urazić ich może byle co. Jak stwierdza jedna z bohaterek: w dzisiejszych czasach tak trudno powiedzieć właściwą rzecz - a ja sparafrazowałabym to raczej na tak łatwo dziś powiedzieć coś niewłaściwego.** Tymczasem jednak okazuje się, że te zarzuty są nie całkiem bezpodstawne. I tak też wydaje się dziać w Koniu, gdzie bohaterami są nowocześni ludzie, z klasy średniej, a całość jest mocno w duchu woke. Nawiasem mówiąc zwróciłam uwagę na tłumaczenie - i zaczęłam się zastanawiać, czy słowo “niewolnik” też jest dziś słowem faux pas…
Śmiało mogę powiedzieć, że ta lektura mnie zaskoczyła. Po pierwsze, wątek historyczny wciągnął mnie i zaangażował najbardziej (mimo że wolałabym inaczej); jest on również najbardziej rozbudowany i przez większą część powieści zdecydowanie to on prowadzi w wyścigu o uznanie czytelniczki. Wątki współczesne są tylko takim dodatkiem, którego w zasadzie mogłoby nie być, choć pod koniec książki okazuje się, że są one po to, żeby dopowiedzieć pewne kwestie i - tu drugie zaskoczenie - wysuwają się na prowadzenie, wygrywając ostatecznie wyścig. Może autorka zagrała tu na emocjach i to jej się udało, bo zakończenie wywołało we mnie autentyczny gniew, poczucie niesprawiedliwości (niezależnie od tego jak bardzo znowu się to może nie podobać to, że biała kobieta pisze o rasizmie…) - wszyscy wiemy, że takie rzeczy, jakie mają miejsce w tej powieści niestety faktycznie się w USA dzieją i współczesne wątki Konia są ewidentnie nimi inspirowane. Rzadko sięgam po powieści o zwierzętach/ ze zwierzętami w rolach głównych, gdyż ranią one moją wrażliwość, biorąc pod uwagę, to co ludzie robią zwierzętom. W Koniu okazało się, że moja wrażliwość została zraniona przez coś innego… Wreszcie, po trzecie, jak interesuje mnie sztuka, tak tu wątek malarski - portretów koni oraz ich twórców - uważam za zbędny, niewiele wnoszący, a powodujący tylko niepotrzebne namnożenie kwestii pobocznych. Bez tego wątku byłoby czytelniej, prościej. Tym niemniej to naprawdę udana powieść, powieść, w której autorka wykazała się empatią i wrażliwością dla słabszych - zarówno ludzi, jak i zwierząt - wykorzystywanych, uprzedmiotawianych i wymazywanych po to, by inni mogli na tym zarabiać i dobrze się bawić.
Metryczka:
Gatunek: powieść
Gatunek: powieść
Główni bohaterowie: koń Lexington, Jarret, Jess, Theo
Miejsce akcji: USA
Czas akcji: XIX wiek i współcześnie
Ilość stron: 446
Moja ocena: 5/6
Geraldine Brooks, Koń, Wydawnictwo Relacja, 2025
*Za Imperializm ekologiczny, Sofokles, Król Edyp
**Analogicznie zresztą mogą czuć się kobiety, od lat doświadczające pogardy, gorszego traktowania, co jest już tak wpisane w system, że czasem nawet tego już nie zauważamy, traktujemy jako coś normalnego, a te kobiety, które się temu sprzeciwiają są postrzegane jako wściekłe feministki, bo przecież macie te same prawa, co mężczyźni (tyle że żadne prawa nie zabraniają mizoginii i hejtowania).







Komentarze
Prześlij komentarz