Bagna, mokradła, torfowiska
Annie Proulx już od dawna jest na liście moich ulubionych autorek, a teraz lubię ją jeszcze bardziej, za to, że okazuje się osobą tak wrażliwą na przyrodę – o czym zresztą świadczy chociażby jej wspaniała powieść Drwale. Amerykańska pisarka, choć nie jest naukowczynią, postanowiła opisać znikające bagna, tereny podmokłe. Zaczyna od wspomnień z dzieciństwa, w tym okolicznych "zielonych" terenów, które potem sukcesywnie były oddawane we władanie gospodarce człowieka. Niestety ten esej jest jaskrawym przykładem tzw. żalu ekologicznego, czy depresji klimatycznej, odczuwanej obecnie przez wszystkich tych, którym dobro przyrody leży na sercu. Zresztą, podtytuł, że jest to „opowieść o znikaniu” mówi wszystko.
Tereny bagienne były od dawna przez ludzi znienawidzone, bo „nieprzydatne” dla rolnictwa i gospodarki, trudne do ujarzmienia i tajemnicze. Kojarzyły się zresztą z niecnymi siłami - wiedźmami, strzygami, błędnymi duszami, jakie po nich grasowały, stanowiąc zagrożenie dla człowieka. Ich osuszanie stało się synonimem postępu. Także w Polsce. Przodowali w tym Holendrzy - jako że zawsze walczyli oni z podmokłymi terenami, ale to nie wzięło się li tylko z położenia geograficznego Niderlandów - i w tym miejscu przypomina mi się, z innej książki*, fragment, jak to wyglądało:
Holenderska gleba była niegdyś zasobna w czarne złoto: nie ropę, lecz torf, źródło energii, którego do dziś używa się do ogrzewania, a nawet do wytwarzania prądu. (...) na obszarze północnej i środkowej Europy dochodziło do powstawania warstw przypominających kształtem kopuły o średnicy ponad mili, które narastały tworząc torfowiska wysokie. Na początku średniowiecza miały one wysokość około 15 stóp (ponad 4,6 metra) nad poziomem morza. Jednak od XI wieku chłopi zbierali torf na opał, do wytwarzania soli i na sprzedaż. Kopanie w górnej warstwie gleby jeszcze bardziej obniżyło Niderlandy i zwiększyło ich podatność na zmiany klimatyczne. I rzeczywiście, z końcem XIII wieku, w miarę jak klimat na północy Europy się ochładzał (...) na całym kontynencie nasiliło się występowanie powodzi, zwłaszcza u wybrzeży Morza Północnego, gdzie dochodziło do zatapiania lądów. (...) Krajobrazy w okolicach Amsterdamu, Rotterdamu i Utrechtu przypominały “szwajcarski ser z dziesiatkami wypełnionych wodą torfowisk, które nierzadko oddzielały tylko wąskie przesmyki ziemi, na których rozproszone były pozostałości niegdysiejszych gospodarstw.” Zmiana klimatu i niszczenie torfowisk doprowadziło do iście tragicznej sytuacji: do roku 1500 “Morze Północne groziło holenderskiemu społeczeństwu zatopieniem.” (...) Za sprawą torfu cały kraj uzależnił się od taniej energii. W XVII wieku co roku wydobywano 1,5 miliona ton torfu, który trafiał do rozrastających się miast republiki.
Niderlandzkim chłopom żyło się coraz trudniej, bo tracili tereny uprawne, więc przenosili się do miast, co właśnie przyczyniło się do holenderskiego Złotego Wieku. Był to jeden z pierwszych sukcesów kapitalizmu, łączący bezwzględną eksploatację zasobów naturalnych z ludzką pomysłowością…
Zatem wydzierany ziemi torf na opał, drenowanie i melioracja mokradeł, prostowanie rzek, wycinanie namorzynów pod potrzeby przemysłu i developerów, wody zatruwane ściekami i chemikaliami… Oraz – nie zapominajmy - strzelanie do zwierząt dla zabawy.
Związane z rzeką rozległe mokradło było wówczas oszałamiająco piękne i przebogate w różnorodne ptaki oraz inne dzikie zwierzęta, których bezlik wręcz zwalał z nóg: norki, wydry, skunksy, kaczki, migrujące stada ptaków, piżmaki, okonie, sandacze, żaby, żółwie, gołębie wędrowne, rysie. Później do tego „raju myśliwych” przybywały różne osobistości, by strzelać bez opamiętania do nadlatującego wciąż ciągami ptactwa wodnego.
Tymczasem bagna czy mokradła to bezcenne ekosystemy, będące nie tylko ostoją flory i fauny, niezliczonych gatunków, ale także magazynem CO2 oraz metanu. Ich wysuszenie i zaoranie powoduje jednocześnie uwolnienie do atmosfery tych gazów cieplarnianych… Trudno winić dawnych ludzi, że próbowali się ogrzać, ale dziś już to wiemy, a proceder ten jest kontynuowany, cały czas pod hasłami czynienia tych ziemi przydatnych człowiekowi:
Ten scenariusz powtarza się dziś na całym świecie: całe połacie danego torfowiska (…) najpierw uznaje się za zbyt mokre dla rolnictwa, a następnie wzywa się do osuszenia w imię dobra publicznego. Tylko że uzyskane w ten sposób ziemie trafiają do developerów lub ranczerów, a dobro publiczne zostaje zręcznie pominięte.
Współcześnie próbuje się także odtwarzać tereny podmokłe, tylko że zniszczenie idzie błyskawicznie, a odtworzenie kosztuje mnóstwo wysiłków, czasu i pieniędzy… I nie zawsze odtworzenie tego, co ludzie zdewastowali jest możliwe.
Torfowiska wysokie i mokradła formują się przez tysiące lat, a ludzie i ich maszyny potrafią zedrzeć je z powierzchni ziemi w kilka miesięcy. (…) rekultywacja trwa latami, jest wieloetapowa, oznacza walkę o pieniądze i konfrontację z przeciwnikami, którzy mają posłuch.
Proulx splata w swoim eseju wątki historyczne z przyrodniczymi oraz wtóruje ekologom, potępiając ataki człowieka na przyrodę, zaciekłe i bezmyślne, w imię jej „ujarzmiania” i „kontrolowania”, gdy tak naprawdę nie rozumiemy podstawowych procesów rządzących ekosystemami.
Cóż za paradoks, że garstka uzbrojonych hiszpańskich awanturników, którzy po Kolumbie przybyli do obu Ameryk (…) „wszyscy pochodzili z tego samego obszaru o promieniu 100km, z biednych, suchych i niemiłosiernie upalnych wyżyn zachodniej Hiszpanii”. Twardzi mężczyźni, którzy nie mieli nic do stracenia „drapieżcy łaknący łatwego łupu” przekształcili zastany świat i narzucili swoje wyrosłe z chciwości wartości rozległym populacjom. (…) właśnie takich opryszków wielu historyków i polityków próbowało nam wpoić jako wzorce do naśladowania. Ich współczesne wcielenia – liczniejsze i bardziej szkodliwe – plądrują dziś świat pod sztandarem globalnego kapitalizmu.
(…) pomiędzy naszym dawnym, idealistycznym szacunkiem dla „sieci życia” (…) a współczesnym światem, który zdominowaliśmy, zieje przepaść. Dziś pojawiają się nawet „przepisy” jak „zarządzać całą planetą jako złożonym systemem fizyczno-biologicznym” (…). My, którzy nie potrafimy nawet zgodnie koegzystować ze sobą, mielibyśmy „zarządzać” całą Ziemią? Lęk budzą sztuczna inteligencja, geoinżynieria i przyszłość oparta na aplikacjach, kontrolowana przez wielkie korporacje technologiczne.
Choć Proulx koncentruje się na Ameryce i Wielkiej Brytanii, to tak samo rzecz miała się w Polsce, będącej dawniej krajem bardzo błotnistym i podmokłym, co stało się symbolem naszego zacofania. Polesie, znajdujące się dziś głównie na terenach Ukrainy i Białorusi było jednym z najbardziej zacofanych terenów Polski, ale zarazem też terenem strategicznym, pozwalającym w trakcie wojny skutecznie zatrzymywać ataki wroga. Intensywnie wzięto się za osuszanie Polski od XIX wieku – do dziś, tak że z kraju „mokrego” zamieniliśmy się w kraj, któremu grozi susza (pisze o tym Jan Mencwel w Hydrozagadce). Jest zresztą polski wątek w tej książce, bo okazuje się, że autorka w ubiegłym roku odwiedziła Puszczę Białowieską.
Bagna, mokradła, torfowiska to piękna i czuła, ale bardzo smutna opowieść o świecie, który znika przez działalność człowieka – często bezpowrotnie. I trudno nie czytać tego ze ściśniętym sercem. Być może będą jakieś kolejne pokolenia, które będą patrzeć na to, co wyprawia współczesny człowiek ze zgrozą i adekwatnym potępieniem, jak na jakąś dziwną istotę, która najwyraźniej upadła na łeb i utraciła instynkt samozachowawczy w pogoni za pieniądzem.
Metryczka:
Gatunek: publicystyka
Gatunek: publicystyka
Główny temat: bagna, torfowiska, tereny podmokłe
Miejsce akcji: głównie USA i Wielka Brytania
Czas akcji: dawniej i współcześnie
Ilość stron: 224
Moja ocena: 5/6
Annie Proulx, Bagna, mokradła, torfowiska. Opowieści o znikaniu, Wydawnictwo Copernicus Center Press, 2026
*Historia świata w siedmiu tanich rzeczach







Komentarze
Prześlij komentarz