Pamięć nieulotna

Czy w 2026 roku, lat kilkanaście po “aferze Snowdena” jest jeszcze sens, by czytać jego biografię? Okazuje się, że jak najbardziej tak! 

Ileż to osób, siedząc w kapciach przed swoim komputerem, nie zastanawiających się nawet nad zakwestionowaniem istniejącego systemu i nie odróżniających powszechnej inwigilacji od faktycznej działalności wywiadowczej, ocenia Edwarda Snowdena, dywagując czy jest on bohaterem, czy zdrajcą. Do tego dołączają sugestie graniczące z pewnością, że jest szpiegiem Rosji. Chciał bronić demokracji i przestrzegania prawa gwarantowanego konstytucją, w tym prawa do prywatności i wolności - i dlatego sprzedał się Rosjanom. No tak, to ma sens. Tak samo jak to, że w wyniku tego stracił wszystko: pracę, rodzinę, całe swoje dotychczasowe wygodne i dostatnie życie. Ale dokładnie tak Snowden jak napisał w książce: wystarczy wskazać palcem na mapę. Już sam fakt przebywania w Rosji wystarcza, by go zdyskredytować, podważyć jakąkolwiek wiarygodność. Nieważne, że w tę sytuację wepchnął go jego własny kochany kraj (i może właśnie o to chodziło). 


Jest oczywistą oczywistością, że władze amerykańskie będą starały się zdyskredytować i i oczernić osobę, która ujawnia ich tajemnice.  Sposób zawsze się znajdzie, bo nikt nie jest krystalicznie czysty. Tak samo jak oczywiste jest, że w reakcjach na tego typu książki zawsze, ale to zawsze pojawiają się oskarżenia o to, że są one “próbą wybielenia” bohatera. Brak zaufania jest w sumie zrozumiały.  Ale jeśli Snowden zdradził, to kogo i na czym polegała jego zdrada? Na sprzeciwieniu się łamaniu prawa przez rząd USA? Na tej samej zasadzie zdrajcami musielibyśmy nazwać wszystkich dysydentów, sprzeciwiających się autorytarnym, złym rządom (dla tych, którzy są wiernymi pachołkami tych rządów - i owszem, to są zdrajcy). Clue tego, co ujawnił Snowden polegało na ujawnieniu masowej skali inwigilacji, jakiej poddawany jest każdy w zasadzie człowiek, łącznie z ważnymi politykami, prowadzonej przez rząd USA. Nie chodziło o to, co było w tych dokumentach, tylko o sam fakt pozyskania tych danych i mechanizm ich pozyskania. Dlaczego 13 lat temu dyskusja na forum międzynarodowym na ten temat została zablokowana przez wiernych sojuszników USA? A czy fakt ujawnienia procederu inwigilacji faktycznie zaszkodził Stanom Zjednoczonym? 

Sęk w tym, że sygnalista nie jest przestępcą ani zdrajcą. Wręcz przeciwnie - przepisy teoretycznie powinny chronić takich ludzi, jako jeden z elementów zabezpieczających w demokracji. Gdyby nie sygnaliści, gdyby nie ludzie, którzy ujawniają różne afery i nieprawidłowości, świat byłby w jeszcze gorszym stanie, niż jest. Tymczasem  my każemy tłumaczyć się sygnaliście, a nie dużo potężniejszej instytucji, która łamie prawo; w praktyce to sygnalistom grożą poważne konsekwencje, a nawet represje. Pamiętam jak przemeblowała mi w głowie książka innego sygnalisty, o aferze Cambridge Analytica - a Snowden musiał stawić czoła jeszcze potężniejszemu przeciwnikowi, bo nie prywatnej (nawet jeśli bardzo bogatej) firmie, tylko samemu państwu. Zastanówmy się, co sami zrobilibyśmy, gdybyśmy odkryli, że instytucja państwowa, w której się zatrudniliśmy się, działa wbrew prawu i interesowi społecznemu? Ilu z nas z nas zdobyłoby się na bronienie tego prawa i własnych ideałów, a ilu jest właśnie takimi trybikami w maszynie, zgorzkniałymi cynikami, wiedzącymi, że służą złemu panu, ale “mającymi to w d…e”? No właśnie. Jak nieraz słyszałam: “jeszcze się nie przyzwyczaiłaś”? “Jeszcze ci się nie znudziło?” Snowden był bardzo młody, nie zdążył jeszcze nabrać cynizmu (a - jak słusznie zauważył, zapobiega temu szybki awans młodych specjalistów) i tym też można tłumaczyć jego zapał i idealizm… Wreszcie: co zrobiłbyś/zrobiłabyś, gdybyś utknął w putinowskiej Rosji? Między innymi dlatego, że inne kraje odmawiają ci udzielenia azylu, bo tak boją się twojego potężnego pracodawcy. Fakt, że Snowden od lat przebywa w Rosji i uzyskał już nawet rosyjskie obywatelstwo (w 2022 roku) - faktycznie brzmi słabo. Interesujące jest czemu Rosja, niesłynąca przecież z łagodności w stosunku do tych, którzy przeciwstawiają się władzom, chroni tego amerykańskiego dysydenta. Na pewno nie jest to czarno-biała sytuacja. 

Te wszystkie kwestie przeanalizowałam sobie, czytając tę biografię. Przede wszystkim ogromnie zaskoczyło mnie jak ciekawa jest to książka - i zwłaszcza dotyczy to pierwszej części, w której Snowden opisuje swoje dzieciństwo i młodość, to w jaki sposób stał się pracownikiem wywiadu. Nie słuchajcie tych, którzy twierdzą, że jest to nudne, czy nieistotne (bo interesują ich tylko szczegóły związane z samym ujawnieniem akt). Wręcz przeciwnie - tak naprawdę w biografiach właśnie najbardziej powinno ciekawić nas dzieciństwo, jako okres formatywny dla człowieka. I tu faktycznie dowiadujemy się, jak wyglądał system wartości tego człowieka, w jakim środowisku dorastał, ale też jak wyglądają kulisy pracy w amerykańskich instytucjach rządowych. Bez tego naprawdę trudno wnioskować cokolwiek na temat motywów Snowdena. A przede wszystkim, przede wszystkim, jest tu mnóstwo refleksji na temat internetu - tego, jak wyglądał on na początku, a jak wygląda teraz. Bo nic się nie zmieniło przez tych kilka lat, a na pewno nie na lepsze. Dla starszych osób to w sumie nie będzie nic nowego - ja też pamiętam tę ekscytację wirtualnym światem, jaki się przed nami otworzył. To surfowanie po necie, w sumie tylko dla samego surfowania - bo był, a to, co się w nim znajdowało budziło ciekawość. Dla osób młodszych, urodzonych już w XXI wieku może to jednak być bardzo pouczające - zwróćcie na to uwagę. Snowden pisze o poczuciu wolności (polegającej na tym, że mogłeś wyrażać swoje opinie i rozmawiać z osobą na drugim końcu świata, a nie, że bezkarnie można było hejtować), o tym, że istniała wyraźna granica między rzeczywistością a światem wirtualnym, że tamten internet, był trochę “dziki” i w gruncie rzeczy anarchistyczny, że można było czuć się w nim bezpiecznie i naprawdę anonimowo, a błędy można było naprawiać, a nie za każde potknięcie być poddawanym linczowi.

Dzięki możliwości odcięcia się od naszych poprzednich sieciowych tożsamości, osobom z mojego pokolenia łatwiej było modyfikować przekonania i poglądy, zamiast okopywac się na zajętych pozycjach i bronić ich za wszelką cenę w razie krytyki. (...) nie musieliśmy opowiadać się jednoznacznie po jednej stronie jakiegoś sporu albo popadać w bierność z obawy przed tym, że powiemy lub zrobimy coś, co nieodwracalnie zrujnuje naszą reputację. Błędy były błyskawicznie karane ale też korygowane, dzięki czemu zarówno winowajca, jak i cała społeczność mogli zapomnieć o danej sprawie i ruszyć naprzód. Dla mnie i dla wielu innych była to kwintesencja wolności. 
Ludzie byli dla siebie życzliwi, a nie złośliwi i agresywni, co dominuje dziś w mediach społecznościowych, i co przeniknęło całe nasze życie. Nie było baniek, hejtu podszywającego się pod wolność słowa, ani dezinformacji.  Wtedy internet był dla ludzi, a nie dla korporacji. Jak wszystko co dobre, ten internet został zawłaszczony i spieniężony, gdyż tak działa kapitalizm. 

(...) zmiana, która nastąpiła, była skutkiem świadomego systematycznego działania garstki uprzywilejowanych. Pęd do przekształcenia biznesu w e-biznes, który towarzyszył wczesnemu internetowi, szybko doprowadził do powstania bańki, a później, na początku XXI wieku, do załamania rynku. Firmy wyciągnęły z tego naukę. Zdały sobie sprawę, że użytkownicy sieci od wydawania pieniędzy zdecydowanie wolą dzielenie się własnym życiem, a więzi międzyludzkie, które budują w internecie, można spieniężyć. Skoro ludzie chcą wykorzystywać sieć przede wszystkim po to, by informować (...) co się u nich dzieje (...) przedsiębiorstwa musiały znaleźć sposób, by stać się pośrednikiem wszystkich tych wymian społecznych i przekuć je w dochód. Ten tok myślenia dał początek kapitalizmowi inwigilacyjnemu i zakończył żywot internetu, który znałem. 

Jak już wspomniałam, książka jest przeciekawa, napisana potoczystym stylem, co zapewne zawdzięcza ghostwriterowi - nie oczekuję, żeby informatyk miał zdolności literackie i nie o to tu chodzi.  Jedyne czego mi brakowało to uściślenie co konkretnie ujawnił Snowden (jakie konkretnie informacje, czy dokumenty) - być może tego tu nie ma, bo autor wyszedł z założenia, że są to rzeczy powszechnie wiadome. 

W moim odczuciu Snowden jest postacią tragiczną (choć na koniec wydaje się, że wszystko się dobrze skończyło…). Jego tragedia polega nie tylko na tym, że trafił z deszczu pod rynnę - nie potrafię sobie wyobrazić, co czuł, będąc zmuszonym do pobytu akurat w Rosji, z wszystkich krajów na świecie (i co sądzi o tym teraz).  Abstrahując jednak nawet od tego, czy obecnie Snowden ma coś wspólnego ze szpiegowaniem na rzecz Rosji, to wszystko to, co zrobił poszło jak krew w piach. Chciał przekazać coś ważnego ludziom, tymczasem my to zignorowaliśmy. Bo wszystko to, o czym Snowden pisze - o tym, jak funkcjonuje internet, jak pozyskiwane są dane i jak masowa (i celowa) jest inwigilacja nas wszystkich - to prawda i to wszystko jest cholernie aktualne. Bo czy rządy przestały nas inwigilować (w szczególności rząd USA, żeby nie wspomnieć państw niedemokratycznych)? Nie, a ta inwigilacja wznosi się na coraz to wyższy poziom dzięki AI. A większość z nas wzrusza ramionami. Czy po tych kilku latach kogokolwiek jeszcze treść tej książki szokuje? 

Tak naprawdę nie dowiedziałam się niczego nowego. Liczyłam na jakieś tajemnice, coś szokującego... a dostałam informację, że jesteśmy inwigilowani. Wow, serio? - pisze jedna z czytelniczek

No właśnie. Mówiąc coś takiego, naprawdę powinniśmy się głęboko zastanowić. Skoro twierdzimy, że to dla nas nic nowego, a mimo to nie przejmujemy się tym - jak to o nas świadczy? Inna osoba potwierdza moje odczucia: 

Najbardziej przejmującą rzeczą w tej książce jest fakt, że mnie nie zaszokowała. Czy człowiek naprawdę potrafi się zneutralizować na wszystko?

Wiemy też, że zbierają dane o nas prywatne firmy, które następnie informacje te monetyzują. Sami im te informacje ochoczo oddajemy. ludzie, okazujecie oburzenie w przypadku działań aparatu państwowego, jednocześnie dobrowolnie oddając swoje dane Facebookowi. I to ma być argument? Co właściwie jest groźniejsze: inwigilacja ze strony prywatnych firm, czy państwa? Powyższy argument mógłby mieć rację bytu tylko przy założeniu, że państwo jest “dobre”. Teoretycznie prywatny biznes kieruje się zyskiem (nie oglądając się na etykę), ale priorytetem państwa powinna być ochrona obywateli - w tym przed nieetycznymi zabiegami przedsiębiorców. Tak naprawdę rządowa inwigilacja uprzedmiotawia obywatela, zdając go na łaskę i niełaskę państwa, a komercyjna zamienia nas samych w towar. A co jeśli biznes skuma się z państwem i państwo zaczyna popierać jego nieetyczne działania i vice versa? Co w sumie ma obecnie miejsce. Wielu z nas powie, że “nie ma nic do ukrycia” - i ten argument też Snowden rozbraja. 

Prywatności nie da się po prostu zignorować. Ponieważ wolności obywatelskie są współzależne, zrzeczenie się prywatności oznacza rezygnację z prywatności wszystkich twoich współobywateli. Możesz wyrzec się prywatności z wygody lub ulegając obiegowej opinii, że prywatność potrzebna jest tylko tym, którzy mają coś do ukrycia. Ale stwierdzając, że prywatność nie jest ci potrzebna, ponieważ nie masz nic do ukrycia, zakładasz jednocześnie, że inni ludzie też nie mają, a przynajmniej nie powinni mieć niczego do ukrycia - wliczając w to ich status imigracyjny, historię finansową czy informacje o stanie zdrowia i przebytych chorobach. Zakładasz, że nikt, łącznie z tobą, nie będzie miał nic przeciwko ujawnieniu informacji na temat swoich przekonań religijnych, sympatii politycznych czy aktywności seksualnej i że każdy powinien podchodzić do tego równie beztrosko, jak do ujawnienia preferencji muzycznych czy literackich. Oświadczyć, że nie obchodzi cię prywatność, bo nie masz nic do ukrycia, to mniej więcej to samo, co oświadczyć, że nie obchodzi cię wolność słowa, ponieważ nie masz nic do powiedzenia. Albo nie dbasz o wolność prasy, bo nie czytasz gazet. [albo że nie potrzebujesz ławek w mieście, bo jeździsz po nim samochodem - przykładów typu “jo nie potrzebuja” - jest bez liku]. Nawet jeśli dana wolność nie ma dla ciebie znaczenia dziś, możne okazać się ważna jutro, jeżeli nie dla ciebie, to dla twojego sąsiada - albo dla tłumów ludzi, które wyległy na ulice na drugim końcu świata w nadziei na to, że uda im się wywalczyć choćby cząstkę tych wolności, jakie mój kraj właśnie zawzięcie likwidował. 

Właśnie. To, czy masz coś do ukrycia, czy nie, może się zmienić, nie jesteś w stanie przewidzieć przyszłości, co przydarzy się tobie albo kto przejmie władzę i jak ta władza będzie się zapatrywać na twoje prawa i poglądy. Nie chodzi zresztą o to, czy ma się coś do ukrycia, czy nie, ale o zasady: o to, że państwo nie ma prawa szpiegować obywateli “na wszelki wypadek”. Wszyscy powinniśmy to wiedzieć, bo Rok 1984 jest historią powszechnie znaną. A jednak okazuje się, że dziś równie powszechnie o tym zapominamy, bo tak już przyzwyczailiśmy się do inwigilacji. Akceptujemy tym samym strategię służb: W praktyce zatem wywiad stwierdził, że sam akt korzystania z nowoczesnych technologii jest równoznaczny z rezygnacją z prawa do prywatności. Pozwalamy sobą manipulować, grać na emocjach, a dzięki ogromnemu strumieniowi naszych danych wytrenowana została AI, na której kokosy zbijają technooligarchowie i która służy do dalszej inwigilacji obywateli. Każdy dziś widzi, że w krajach demokratycznych nastąpił skręt w stronę populistycznego autorytaryzmu. Prawa człowieka są kwestionowane, tak samo jak ustalenia nauki, rozpętana została kampania przeciwko prawdzie: prawdziwe przekazy celowo miesza się z fałszywymi, wykorzystując technologię zdolną generować zamęt na niespotykaną dotychczas globalną skalę. I wreszcie -  czy w 2026 roku, kiedy USA oficjalnie porzuciły maskę światowego policjanta - czy ktoś jeszcze wierzy w dobre intencje tego kraju??? W świetle tego, że władze amerykańskie od osób chcących wjechać do tego kraju, żądają dostępu do telefonu, e-maila, sprawdzają wpisy w mediach społecznościowych z ostatnich 5-ciu lat, szukając czegoś, co nie spodoba się obecnym władzom??? I w tym temacie opowieść Snowdena brzmi absolutnie aktualnie, łącznie z uwagami na temat presji wywieranej przez USA na inne kraje, które po prostu boją się sprzeciwić temu mocarstwu (w tym mamy tu wzmiankę o Polsce, robiącej wszystko, by zadowolić amerykański rząd). Zaprawdę, znaleźliśmy się w patowej sytuacji. A historia ta naprawdę skłania mnie do pytania: czy warto poświęcać się “dla ludzkości”, w sytuacji kiedy ludzkość jest takiej fazie mentalnej, że ma to w d..e. 

Metryczka: 
Gatunek: biografia
Główny bohater: Edward Snowden
Miejsce akcji: USA
Czas akcji: przełom XX i XXI wieku
Ilość stron: 450
Moja ocena: 6/6 
 
Edward Snowden, Pamięć nieulotnaWydawnictwo Insignis, 2019


Komentarze

instagram @dzienpozniej

Copyright © Dzień później