Gra w rasy
Przemysław Wielgosz sięga do historii, opisując, jak wraz z narodzinami kapitalizmu pojawiły się owe koncepcje, które nadal mają się dobrze. Postulaty oświeceniowych myślicieli pozornie stawiały na rozum, racjonalizm, wolność, prawa człowieka, cóż, skoro były one specyficznie pojmowane i pozwoliły na wywiedzenie kolejnych pomysłów na to, jak pognębić tych, którzy nie zaliczali się do elit. Zwłaszcza, że ówczesne rozumienie istot, które zasługują “uniwersalne prawa ludzkie” takie jak wolność, równość, własność prywatna, było dość ograniczone… mówiąc wprost tyczyło się białych uprzywilejowanych mężczyzn, czyli tych dysponujących majątkiem. Dokonano przede wszystkim rozróżnienia między naturą, a człowiekiem, a do kategorii natury wpadło nie tylko środowisko naturalne (które kapitalizm postrzega jako źródło nieograniczonych zasobów), ale także ludzie “mniej cywilizowani”, “dzicy” oraz kobiety. To wtedy kobietom na dobre odebrano ich prawa i wepchnięto do domów, by tam za darmo wykonywały pracę reprodukcyjną (i nie tylko) - o czym szeroko pisze Sylvia Federici.
Kobiety, którym odmówiono podmiotowości, tracą pozycję w domenie człowieka i trafiają do świata natury. Podobnie jak czarnym, rdzennym Amerykanom czy Arabom przypisuje się im cechy rzekomo przyrodzone naturze - uleganie namiętnościom, słabość i skłonność do agresji [sic!], nierozumność i bierność, uległość i gnuśność.
Zatem wolność.. ale tylko dla wybranych - klas wyzyskujących - dla białych, nie dla czarnych, dla mężczyzn nie kobiet. To specyficzne pojmowanie wolności zostało zresztą uwidocznione w konstytucji Stanów Zjednoczonych, w której prawa obywatelskie przyznano “wszystkim obywatelom”, pod warunkiem, że byli wolnymi, białymi mężczyznami. Niewolników w tym układzie rzecz jasna nie uwzględniono. Rozum, przedsiębiorczość, sprawstwo polityczne zostały zmonopolizowane i przypisane li tylko do białych mężczyzn. Intelektualiści dyskutowali o “wolności i prawach ludu” nad głowami zniewolonych, a ironia historii polega na tym, iż najbardziej zaawansowane formy uzasadnienia niewolnictwa i hierarchizacji ludzi wymyślono w krajach anglosaskich, które przecież przodowały w "postępie". Owo roszczenie "uniwersalnych" praw ludzkich nie było niczym innym jak domaganiem się prymatu interesów owej mniejszości nad potrzebami reszty populacji.
Dla burżuazji kupieckiej XVII i XVIII stulecia, “uwolnić się” znaczyło móc uczestniczyć w zniewalaniu i czerpaniu z niego korzyści, co wcześniej było atrybutem władzy królewskiej (...)
(...) wśród Innych i nie-Europejczyków znalazła się także spora grupa rdzennych mieszkańców tego kontynentu (...). Paradoks ów wynika stąd, że ukształtowana w XVIII i XIX wieku idea Europy została utozsamiona z jej zachodnią częścią. Oznacza to, że wykluczono z niej Bałkany, Ukrainę czy Rosję. Nawet status krajów takich jak Polska, Czechy, Węgry nie jest w tej tradycji jednoznaczny (...)
Idąc dalej, na tej samej zasadzie, jako gorszych, niższych, ułomnych społecznie/intelektualnie, ciemne masy, etc. przedstawiano potem - w czasach rewolucji - klasy robotnicze, czy chłopów alb imigrantów. I dzieje się to cały czas: to samo było w III RP i narracji prawicy wprowadzającej terapię szokową, marginalizującej ludzi, którzy nie potrafili przystosować się do zmian.
Wolna od antysemityzmu i ideologii narodowej neoliberalna prawica równie skutecznie odwoływała się do kategorii rasowych, dyskredytując opozycję i tę część społeczeństwa, która traciła na jej polityce ekonomicznej. (...) Zamiast rozwiązywać problemy społeczne, polski neoliberalizm sugerował, żeby się od nich odseparować. Szerzące się ubóstwo miało zniknąć z pola widzenia. (...) Jak głosiła wtedy neoliberalna mądrość, biedy i niepewności nie można było w żaden sposób ograniczyć, bo przecież wynikały one z zacofania i moralnych skaz większości społeczeństwa. (...) Bezrobocie, pauperyzacja, rosnące gwałtownie nierówności interpretowano jako konsekwencję wyuczonej bezradności, wrodzonego lenistwa, niezdolności do dostosowania się (...)
Historia rasizmu to jedno, ale Wielgosz cofa się w historii jeszcze dalej i pokazuje, że wszystkie te "oświeceniowe" idee wcale nie były takie znowu nowe - i niekoniecznie też miały swoje korzenie w "cywilizacji antycznej", jak lubimy myśleć. Wiemy, że historia świata, której dziś się uczymy jest bardzo europocentryczna, ale autor dorzuca tu nowe fakty, pokazujące, jak do Europy przenikały idee ze Wschodu (Azji i Afryki) i jak generalnie nasza kultura jest mieszanką różnego rodzaju wpływów: perskich, azjatyckich, arabskich (islam kwitł, kiedy Europa pogrążyła się w wiekach ciemnych po upadku Cesarstwa Rzymskiego). Racjonalizm, wolność intelektualna - wszystko to wymyślili uczeni arabscy, długo przed Oświeceniem. Dzieła będące początkiem nauk społecznych powstawały na Wschodzie już w XIV wieku.
Wszystko to odeszło w niepamięć, gdy u progu nowoczesności Orient zaczęto postrzegać nie jako podmiot swej historii i źródło inspiracji, ale jako bezwolny podmiot zachodniego podboju i poznania. Miejsce coraz mniej cenionego Wschodu zajęła odkryta na nowo Hellada. Znamienne jest, że to właśnie w kolonizatorskim XIX wieku zapanował mit białej Grecji.
Wielki marsz ku kapitalizmowi, trwający od XVI do połowy XVIII wieku dokonywał się zarówno dzięki przekształceniom na zachodnioeuropejskiej wsi (grodzeniom), jak i za sprawą pierwszej fali kolonizacji, grabieży bogactw i zniewolenia milionów ludów w koloniach.
To nie europejski duch przedsiębiorczości i innowacji wowczas zwyciężył. Sukces nie miał nic wspólnego z przypisywanymi Europejczykom ciekawością świata, wyjątkowym stosunkiem do nauki i umiejętnością wykorzystania osiągnięć techniki. (...) Trzeba było zaporowych ceł, rządowego poparcia dla przedsięwzięć w rodzaju Kompanii Wschodnioindyjskiej, a przede wszystkim zbrojnych najazdów, aby obalić gospodarczą potęgę Azji. Nawet jednak potężne zaplecze militarne i bezwzględna przemoc początkowo nie przynosiła pożądanych efektów.
W koloniach panowie ćwiczyli też taktyki walki z niepokornymi - nie tylko Palestyna jest takim “laboratorium” walki zbrojnej. Mało tego, taka eksterminacja “niższych bytów”, w tym zwierząt była czymś, czym apologeci tych idei się szczycili! Niejaki Edmond Perrier, wyraził to wprost: “Tak jak zwięrzęta znikają, napotkawszy ów wyższy byt - człowieka, tak i dzikus odchodzi w cień przy Europejczyku, zanim pochłonie go cywilizacja”. Ludobójstwo zresztą nie musiało się dokonywać przy pomocy strzelb, ale np. też poprzez niszczenie tradycyjnych struktur, gospodarek i społeczności, a także środowiska naturalnego w kolonizowanych krajach. I tak Wielgosz opisuje jak np. wielkie klęski głodu wcale nie były efektem faktycznego braku pożywienia, tylko wynikały właśnie z powyższych działań kolonizatorów - podobnie jak zresztą jest do dziś, gdzie “głód na świecie” wcale nie wynika z tego, że mamy zbyt mało żywności, tylko z takiej, a nie innej jej dystrybucji i marnowania zasobów na produkcję dla przeżartych krajów Globalnej Północy. ** To kolonizatorzy byli odpowiedzialni za sztuczne podziały, jak w Indiach na księstwa i kasty, sztuczne granice, nie uwzględniające przebiegu naturalnych barier geograficznych, czy lokalizacji tubylców. A to wszystko z powodu pieniędzy… I żeby to wszystko uzasadnić grabieżcy ubrali się w szatki nosicieli postępu i cywilizacji. Czasem fatalne skutki miało też przenoszenie do krajów tropikalnych wzorców europejskich, kompletnie niedostosowanych do tamtejszych realiów, co postrzegam jako skutek głupoty, tudzież europejskiej pychy, bardziej niż celowe działania. Bo “europejskie” = lepsze i nowoczesne. Na tej samej zasadzie Brytyjczycy potrafili strzelać sami sobie w stopę, kiedy udawali się na takie tereny, np. polarnicy, którzy odmawiali wykorzystania środków przetrwania tubylców i upierali się przy własnych, co przypłacili życiem.
Rasistowska retoryka, sprowadzanie jakiejś grupy ludzi do istot niższych, a nawet podludzi lub jeszcze gorzej, miała i nadal ma tragiczne konsekwencje dla większości ludzi - tych, którzy nie zaliczają się do grup uprzywilejowanych. Stała ona u źródeł kolejnych pseudonaukowych teorii, takich jak eugenika, koncepcja rasy panów w III Rzeszy, a nawet współczesnych ludobójstw. Dziś nauka wykazała jasno, że rasizm to anaukowa teoria. Mimo to ma się on dobrze, tak samo jak kapitalizm, generujący kolejne linie podziału. Dziś czarnymi są “nielegalni” imigranci - mają oni być siłą roboczą tanią, potulną i pozbawioną praw. Samuel Huntingtton swoją teorię oparł właśnie na konflikcie między różnymi kulturami (z dużym naciskiem na religię) i wydaje się to spełniać, tylko że te tożsamościowe chochoły najczęsciej tworzymy sobie sami, na zasadzie samosprawdzającej się przepowiedni. Grupy “gorszych” są dodatkowo manipulowane i nastawiane przeciwko sobie - stąd biorą się kryzysy tożsamościowe i ksenofobia. Zresztą ich powstawanie jest nieuchronne w świecie tak gwałtownie narastajacych nierówności. nierówności dosłownie wytwarzają tożsamości. (...) podział według linii etnicznych przyczynia się do świadomości rasowej w grupach, które w ogóle jej nie miały (...) Prawicowa narracja, oparta na konfliktach tożsamościowych, trafia do klasy średniej, tracącej swoje przywileje.
Sprzyja temu cała kultura tej grupy. Jej przedstawiciele wierzą w indywidualny sukces, utożsamiają się z elitami, do których aspirują, a zarazem pogardzają biedotą. Dlatego nie wyrażają swojego gniewu przez krytykę kapitalizmu. Chętnie natomiast szukają kozłów ofiarnych, na które można scedować odpowiedzialność. I znajdują - na dole drabiny społecznej.
Koncept różnicy antropologicznej mówi, że ci, którzy znaleźli się na dole hierarchii społecznej, trafili tam nie dlatego, że zostali zepchnięci przez niesprawiedliwy system ekonomiczny, ale ze względu na nieusuwalne skazy swych ciał i umysłów - nie dość biały odcień skóry, “słabszą” płeć, brak własności, uleganie emocjom, niższy poziom intelektualny - łączone często z mniejszościowym wyznaniem czy pochodzeniem etnicznym.
O współczesnych kryzysach tożsamościowych pisze także Piketty, ale Wielgosz rzuca sporo światła na historię buntu przeciwko takiej organizacji świata, jaki miał miejsce w XX wieku oraz na zwycięstwo neoliberalizmu i na współczesne kryzysy tożsamościowe, koncentrujące się na imigrantach. Znajdziemy to w końcowych rozdziałach książki. To, czego brakuje jasno powiedzianego u Piketty'ego - a co wywnioskowałam też sama - to to, że porażka lewicy wynika z zaniedbania ekonomii, a nadmiernej koncentracji na sporach ideologicznych (w tym o prawa kobiet i mniejszości), podczas gdy tych dwóch rzeczy nie wolno rozdzielać.
Wyolbrzymiane przez media moralizatorskie kampanie dotyczące tego, kto ma jaki odcień skóry, kogo kocha i jakich końcówek rodzajowych używa w publicznych wypowiedziach, zepchnęły na margines ekonomię, stosunki pracy, kwestie władzy politycznej i socjalnej.
Gatunek: historia
* Zresztą, jak wynika to ze wspomnianej już książki, Geografia myślenia, ludzie Wschodu kładą znacznie większy nacisk na relacje, skutkiem czego wojna i konflikty to nie było coś, co sobie cenili - oni zawsze woleli bardziej subtelne oddziaływanie. Nawet dziś Chiny wolą dyplomację i soft power, niż siłę, choć rzecz jasna wpływy zachodnie nie pozostają i tam bez echa.
** Również kapitalizm przyczynił się do fatalnego w skutkach utowarowienia żywności, czyli powiązania jej produkcji z zyskiem. produkuje się wiec dziś to, co się opłaca, a nie to, co jest potrzebne i co jest w stanie wyżywić jak największą liczbę ludzi (przy okazji kreując popyt na pewne produkty agresywnym marketingiem i lobbingiem). Dotyczy to żywnosci ultraprzetworzonej, produkcji mięsa zamiast roślin, czy nawet zajmowania areałów rolnych na rośliny niespożywcze (np. tyton). To zamaskowana opresyjnosc wolnego rynku.







Ciekawe. Pierwszy raz słyszę o tej pozycji.
OdpowiedzUsuń