Berthe Morisot, oto kolejna zapomniana artystka, w przeciwieństwie do malarzy takich jak Manet, Renoir, Degas (oczywiście wyjąwszy tę znakomitą większość Polaków, którym i te nazwiska nic nie mówią, bo wiedzą okrągłe zero o sztuce). Ciekawe jak to się dzieje. Tak samo w naszej świadomości zapewne nie funkcjonuje Komuna Paryska i poprzedzająca ją wojna francusko-pruska, gdy tymczasem okazuje się, że były to wydarzenia formujące pamięć Francuzów, bardzo krwawe, pełne okrucieństw i chaosu. To ta wojna prawdopodobnie była pierwszą nowoczesną wojną, zostawiającą ludzi z PTSD, a cały naród w pragnieniu rewanżu, którego Francja doczekała się w I wojnie światowej. Z kolei Komuna Paryska była chyba ostatnim rewolucyjnym zrywem narodu, wstrząsanego co i raz domowymi konfliktami, zmianami władzy i ustroju, rozdartego między zwolenników monarchii a republiki (w efekcie wojny upadło cesarstwo Napoleona III). W okresie Komuny Paryskiej Paryż ogarnęła bratobójcza wojna, na wzór tego, co działo się w czasie Rewolucji Francuskiej, zniszczonych zostało wtedy wiele domów, w tym zabytków. Do tego dołożyć wypadałoby rewolucję przemysłową, przemiany gospodarcze, galopujący postęp. Trudno wyobrazić sobie, jak chaotyczne musiały być to czasy dla tamtych ludzi. A jednak musieli oni je przetrwać, zajmując się też zwykłymi przyziemnymi sprawami. 

Śladu po tych wydarzeniach nie znajdziemy jednak w malarstwie impresjonistów, co więc jedno z drugim ma wspólnego? Impresjonizm narodził się właśnie w tym okresie, a wymienieni wyżej malarze jako mieszkańcy Paryża byli świadkami tego, co się działo. Konserwatyści otwarcie łączyli artystów z Komuną. Nie ma jednak po tym śladu na ich obrazach. Być może dlatego, że prawdziwa groza kryje się w tym, o czym milczymy.. Impresjonizm to światło, rozmyte tło, pejzaże, przyroda, także uchwycone momenty życia codziennego. Bardzo ciekawa jest recepcja impresjonizmu, dziś cenionego i uwielbianego nurtu malarskiego, a w jego początkach traktowanego przez "krytykę" i publikę tak jak dziś odnosimy się do abstrakcyjnej sztuki współczesnej...z niezrozumieniem, w najlepszym razie wzruszeniem ramion, a w najgorszym, z ostrą krytyką. 

Ktoś porównał metodę nowych malarzy do załadowania pistoletu kilkoma tubkami farby, wystrzelenia ich w kierunku płótna, a na koniec złożenia podpisu. Ktoś inny określił nowy styl malowania jako "afirmację ignorancji i zaprzeczenie piękna oraz prawdy". 

To Eduarda Maneta uważa się dziś za ojca impresjonizmu, który to kierunek wziął nazwę od jego obrazu Wschód słońca. Impresja. Centralną postacią tej książki jest jednak o wiele mniej znana artystka, blisko związana z Manetem, Berthe Morisot. A jednak była ona ceniona w swoim środowisku, jej obrazy przyjęte były do sławetnego Salonu, a w historii sztuki określa się ją nawet mianem czołowej przedstawicielki impresjonizmu. Doczytałam się (choć nie w tej pozycji), że jeden z obrazów Morisot – Po lunchu został uznany za najdroższy obraz w historii, namalowanym przez kobietę. Autor przybliża jej życie, w tym relację z Manetem; Manet  wielokrotnie namalował Morisot, ale była ona nie tylko jego modelką, ale pełnoprawną malarkę, od której Manet czerpał inspirację - i wzajemnie. 

Kapelusz Berthe [Berthe Morisot z bukietem fiołków] to właściwie tylko nagromadzenie płaskich, czarnych plam na tle złamanej bieli (...). Kontur twarzy kobiety po stronie oświetlonej oddany jest z niezwykłą oszczędnością: to długi łuk z subtelnym wgłębieniem w miejscu kości policzkowej. Luźna siateczka szybkich pociągnięć pędzla oddaje niesforne kosmyki brązowych włosów i wstążki, które wydają się częścią nakrycia głowy.  

Smee podkreśla wiarę Morisot we własne zdolności oraz jej upór by własną twórczość traktować poważnie, jako pracę nadającą sens jej życiu, a nie jedynie fanaberię kobiety nie mającej co robić, dopóki nie wyjdzie za mąż - jak to stało się udziałem jej siostry. Wszystko to działo się w przecież w czasach, kiedy kobiety marginalizowano, ich twórczość umniejszano, a życie publiczne, w tym ewentualna praca było zawsze stąpaniem po cienkiej linie, by nie narazić własnej reputacji. Paradoksalnie, Morisot w końcu wyszła za mąż, za... brata Eduarda Maneta. 

Sebastian Smee ze swadą opisuje zarówno życie paryskich artystów, ich usiłowania, by zostać docenionym w konserwatywnym środowisku, jak i realia tamtych czasów, polityczne zawirowania oraz  krwawą jatkę w latach 1870-71. Książka jest gratką i dla tych, którzy interesują się historią, jak i sztuką, gdyż losy jednostek - głównie malarzy, w tym relacja Eduarda Maneta z Berthe Morisot - są tu splecione z wydarzeniami dziejowymi. Te wydarzenia wpłynęły nie tylko na życie bohaterów, ale również nadały kierunek ich twórczości, co świetnie pokazuje, że sztuka nie jest zawieszona w próżni, a poszczególnych trendów i prądów nie można rozpatrywać w oderwaniu od realiów, w jakich powstawały. W książce znajdziemy wiele opisów obrazów oraz ich interpretacji, szkoda tylko, że zamieszczono w niej tak mało zdjęć. 

Metryczka: 
Gatunek: historia
Główny temat: impresjonizm i wojna francusko-pruska
Miejsce akcji: Francja, Paryż
Czas akcji: druga połowa XIX wieku
Ilość stron: 400
Moja ocena: 5/6 
 
Sebastian Smee, Paryż w ruinie. Miłość, wojna i narodziny impresjonizmu, Wydawnictwo Arkady, 2026

 

Komentarze

instagram @dzienpozniej

Copyright © Dzień później