Paryż w ruinie
Śladu po tych wydarzeniach nie znajdziemy jednak w malarstwie impresjonistów, co więc jedno z drugim ma wspólnego? Impresjonizm narodził się właśnie w tym okresie, a wymienieni wyżej malarze jako mieszkańcy Paryża byli świadkami tego, co się działo. Konserwatyści otwarcie łączyli artystów z Komuną. Nie ma jednak po tym śladu na ich obrazach. Być może dlatego, że prawdziwa groza kryje się w tym, o czym milczymy.. Impresjonizm to światło, rozmyte tło, pejzaże, przyroda, także uchwycone momenty życia codziennego. Bardzo ciekawa jest recepcja impresjonizmu, dziś cenionego i uwielbianego nurtu malarskiego, a w jego początkach traktowanego przez "krytykę" i publikę tak jak dziś odnosimy się do abstrakcyjnej sztuki współczesnej...z niezrozumieniem, w najlepszym razie wzruszeniem ramion, a w najgorszym, z ostrą krytyką.
Ktoś porównał metodę nowych malarzy do załadowania pistoletu kilkoma tubkami farby, wystrzelenia ich w kierunku płótna, a na koniec złożenia podpisu. Ktoś inny określił nowy styl malowania jako "afirmację ignorancji i zaprzeczenie piękna oraz prawdy".
To Eduarda Maneta uważa się dziś za ojca impresjonizmu, który to kierunek wziął nazwę od jego obrazu Wschód słońca. Impresja. Centralną postacią tej książki jest jednak o wiele mniej znana artystka, blisko związana z Manetem, Berthe Morisot. A jednak była ona ceniona w swoim środowisku, jej obrazy przyjęte były do sławetnego Salonu, a w historii sztuki określa się ją nawet mianem czołowej przedstawicielki impresjonizmu. Doczytałam się (choć nie w tej pozycji), że jeden z obrazów Morisot – Po lunchu został uznany za najdroższy obraz w historii, namalowanym przez kobietę. Autor przybliża jej życie, w tym relację z Manetem; Manet wielokrotnie namalował Morisot, ale była ona nie tylko jego modelką, ale pełnoprawną malarkę, od której Manet czerpał inspirację - i wzajemnie.
Kapelusz Berthe [Berthe Morisot z bukietem fiołków] to właściwie tylko nagromadzenie płaskich, czarnych plam na tle złamanej bieli (...). Kontur twarzy kobiety po stronie oświetlonej oddany jest z niezwykłą oszczędnością: to długi łuk z subtelnym wgłębieniem w miejscu kości policzkowej. Luźna siateczka szybkich pociągnięć pędzla oddaje niesforne kosmyki brązowych włosów i wstążki, które wydają się częścią nakrycia głowy.
Smee podkreśla wiarę Morisot we własne zdolności oraz jej upór by własną twórczość traktować poważnie, jako pracę nadającą sens jej życiu, a nie jedynie fanaberię kobiety nie mającej co robić, dopóki nie wyjdzie za mąż - jak to stało się udziałem jej siostry. Wszystko to działo się w przecież w czasach, kiedy kobiety marginalizowano, ich twórczość umniejszano, a życie publiczne, w tym ewentualna praca było zawsze stąpaniem po cienkiej linie, by nie narazić własnej reputacji. Paradoksalnie, Morisot w końcu wyszła za mąż, za... brata Eduarda Maneta.
Sebastian Smee ze swadą opisuje zarówno życie paryskich artystów, ich usiłowania, by zostać docenionym w konserwatywnym środowisku, jak i realia tamtych czasów, polityczne zawirowania oraz krwawą jatkę w latach 1870-71. Książka jest gratką i dla tych, którzy interesują się historią, jak i sztuką, gdyż losy jednostek - głównie malarzy, w tym relacja Eduarda Maneta z Berthe Morisot - są tu splecione z wydarzeniami dziejowymi. Te wydarzenia wpłynęły nie tylko na życie bohaterów, ale również nadały kierunek ich twórczości, co świetnie pokazuje, że sztuka nie jest zawieszona w próżni, a poszczególnych trendów i prądów nie można rozpatrywać w oderwaniu od realiów, w jakich powstawały. W książce znajdziemy wiele opisów obrazów oraz ich interpretacji, szkoda tylko, że zamieszczono w niej tak mało zdjęć.
Gatunek: historia







Komentarze
Prześlij komentarz