Starałam się, żeby w sierpniu tematyka postów była lżejsza, ale koniec tej laby. Wakacje się skończyły, czas powrotu do szkoły, do pracy i do korków na ulicach, więc myślę, że tekst na temat reportażu o współczesnej pracy, pod wiele mówiącym tytułem Młócka, będzie na dziś jak znalazł. Marka Szymaniaka czytam regularnie na łamach portalu Spider’s Web - dziennikarz ten zajmuje się tematami społecznymi, m.in. właśnie pracą i wpływem AI na nasze społeczeństwo. Niedawno czytałam np. artykuł o tym, że ludzie są już wkurzeni tym, jak AI przejmuje naszą pracę, straszeniem, ile osób pójdzie w związku z tym na bruk i w związku z tym stają się coraz bardziej w stosunku do niej sceptyczni. 

Od zawodów zdominowanych przez algorytmy zaczyna się również ten reportaż, w którym Szymaniak opisuje nasze zawodowe środowisko a.d. 2026: jak w praktyce wygląda wdrażanie nowoczesnych technologii, w tym AI, w firmach, czyli to, o czym pisałam przy okazji tekstów o książkach Krew w maszynie oraz Władza i postęp. To szereg prawdziwych historii o: ciągłej inwigilacji, panoptykonie, presji na wyniki, pracy pod dyktando algorytmów, albo sprowadzaniem człowieka do roli dodatku do maszyny. Bo to maszyna przejmuje za człowieka myślenie i tworzenie…nie przejmuje więc ona wcale od ludzi zadań nudnych i uciążliwych, ale przeciwnie - zmienia w takie naszą pracę, jeśli naszym zadaniem staje się tylko pisanie promptów i sprawdzanie poprawności tego, co wypluł algorytm. Coś takiego tak naprawdę odbiera nam człowieczeństwo, w tym bardzo ważne dla nas poczucie sprawczości, autonomiczności. 

Często się martwimy, że roboty czy automaty zastąpią pracowników, ale automatyzacja wykorzystywana jest raczej do zwiększania dyscypliny. W efekcie nie jest tak, że ludzie tracą jakieś zajęcie, tylko są zatrudnieni w gorszych warunkach - na przykład odbiera się im samodzielność. Ograniczanie autonomii pracowników może prowadzić do przyznawania szczególnych uprawnień, w tym np. “prawa do myślenia” jedynie wąskiej grupie osób. A myślenie, osąd, decydowanie o sobie to jedne z podstawowych aktywności człowieka. 
I to są największe zagrożenia związane z technologią w pracy. Kolejnym jest często samotność i izolacja, jeśli zostajemy pozbawieni kontaktu z innymi ludźmi, a praca polega głównie na “współpracy” z maszyną. Odbija się to nie tylko na wykonywaniu obowiązków zawodowych, ale i całym życiu: pojawia się poczucie bezsensu, nie wspominając już o tym, że tego typu pracę trudno lubić, spada więc morale. Mamy też tak zwaną gig economy, która miała być uelastycznieniem warunków pracy, a stała się raczej orką, w której “pracodawcą” jest algorytm. Tylko że z nim nie pogadasz i nie ponegocjujesz. Zmusza to ludzi do gonienia za zleceniami i bycia cały czas w trybie stand by. Oznacza zarazem niepewność, brak stabilności - a niepewność jest gorsza niż bieda (tej problematyce poświęcona jest również inna książka, która dopiero co miała premierę: Uberyzacja. O warunkach pracy kurierów). Nie są to historie wesołe - przyznaję, że nie przepadam za kurierami z jedzeniem, szalejącymi po chodnikach, ale tak naprawdę zasługują oni na współczucie, bo mają okropną pracę. Zwłaszcza, że ostatnio gruchnęła wiadomość, że pyszne.pl, które dotychczas zatrudniało kurierów na w miarę przyzwoitych warunkach umów zlecenie, przechodzi również na gig economy. Mamy też w tym reportażu historię ilustrującą dokładnie to, o czym pisałam: że to ludzie, czyli szefowie zabierają nam pracę, a nie AI. Ludzie co najwyżej są zatrudniani do “szkolenia” algorytmu, który potem ich zastąpi. To właśnie szefowie decydują, że pracownicy są zbędni, bo AI wykona pracę lepiej/szybciej, a co za tym da większy zarobek. A przynajmniej tak im się zdaje, bo dane ekonomiczne jak do tej pory tego nie potwierdzają. Presja na pracowników się zatem zwiększa, regulacji jakby coraz mniej, więc płynie do nas przekaz: przystosuj się albo giń. Nie wszystkie relacje z nowoczesnymi technologiami muszą tak wyglądać - nie wszystkie historie w Młócce opowiadają o negatywach, są też przykłady pozytywnego wykorzystywania technologii, do wspierania ludzi, a nie ich rugowania. Wszystko zależy od podejścia pracodawcy oraz od istnienia regulacji, które jednak ograniczają możliwości wykorzystania pracowników. Są już pierwsze decyzje/regulacje mówiące, że pracodawca nie ma prawa zwolnić pracownika tylko dlatego, że ma w planach zastąpić go AI. Wyrok sądu mówi że: wdrożenie AI to dobrowolna decyzja biznesowa, nie nieprzewidziana katastrofa i nie może służyć jako pretekst do zwalniania ludzi. Tylko, że nie u nas, a gdzie? W Chinach… i prawdopodobnie jest to zamierzona polityka. A w Polsce, obawiam się, dominuje mentalność “janusza”, no i jesteśmy cały czas w strefie wpływów "amerykańskiej myśli technologicznej", a dodatkowo prawo pracy oraz możliwości dochodzenia swoich praw przez pracowników - są mocno ułomne. Prawo jak zwykle “nie nadąża”. Co tu dużo mówić, skoro w Polsce nawet Ministerstwo Cyfryzacji chciało swoich pracowników inwigilować przez zaawansowany program służący do kontroli pracowników. Sami więc sobie to robimy, w tym bezrefleksyjnie korzystając z AI...

Szymaniak nie ogranicza się w tej książce tylko do problematyki bezpośredniego wpływu technologii na naszą pracę. Podnosi również takie tematy jak możliwość skrócenia czasu pracy, czy dyskryminacja na rynku pracy, z uwagi na wiek. To są ciekawe rzeczy, w których decydującą rolę ma demografia. Społeczeństwo się starzeje, więc pracodawcy, hołdujący uprzedzeniom wobec pracowników 50+ i “wolący młodych” mogą tych młodych po prostu nie znaleźć (już nie wspominam o tym, że zetki nie garną się, by pozwalać się w pracy wykorzystywać tak jak starsze pokolenia). Przyznam, że ten rozdział mnie przygnębił, bo okazuje się, że kobieta w każdym wieku właściwie jest na rynku pracy niemile widziana... Nadal. Nasze nadzieje na 4-dniowy tydzień pracy też może pogrzebać właśnie demografia, jeśli zacznie brakować rąk do pracy (i nawet technologia ich nie zastąpi). Ja tu bym widziała właśnie miejsce na wprowadzenie dochodu podstawowego, co pozwoliłoby na zlikwidowanie prac zbędnych, bezsensownych, a pozostawienie tych, które naprawdę są potrzebne, by gospodarka funkcjonowała. Tylko, biorąc pod uwagę jak konserwatywnym krajem jest Polska jeśli chodzi o wprowadzanie nowinek społecznych, ułatwiających, a nie utrudniających ludziom życie - to możemy na to długo poczekać. Sam fakt, że rozmówcy Szymaniaka stwierdzają, że skrócenia czasu pracy to może doczekają nasze dzieci (a może i nie…), ale nie my. A co z podniesieniem wieku emerytalnego? Pewnie chętnie by to zrobiono, tylko że jest to decyzja społecznie niepopularna - po każdej stronie sceny politycznej. I nic dziwnego, gdyż patrząc na to z czysto ludzkiego punktu widzenia: mając lat 60+ i 40 lat stażu pracy, człowiek naprawdę chciałby te lata, które mu zostały móc przeznaczyć dla siebie. Czy na to nie zasługujemy? Poza tym czym innym jest praca w wielu lat 30-tu, 40-tu, a czym innym po 60-tce, kiedy siłą rzeczy zdrowie zaczyna coraz częściej szwankować. Wiele osób po prostu nie byłoby w stanie pracować np. do 70-tki z uwagi na stan zdrowia - i co wtedy? A starsze osoby, które wykonywały pracę fizyczną i nie są w stanie już jej wykonywać - przecież też nie “przekwalifikują” się w tym wieku do pracy za biurkiem! Skoro teraz problemy ze znalezieniem pracy mają osoby 50+, to obawiam się, że podniesienie wieku emerytalnego tylko zwiększyłoby liczbę osób bezrobotnych - starszych osób, których nikt z uwagi na wiek nie chce przyjąć do pracy. Nie wykorzystujemy przecież nawet potencjału osób niepełnosprawnych, również dyskryminowanych na rynku pracy, o czym też wspomina reportaż. Zatem opowiadanie o podniesieniu wieku emerytalnego jako o recepcie na niż demograficzny to mrzonki, które nie biorą pod uwagę czysto ludzkich, biologicznych ograniczeń. Tu znów moim zdaniem: można by było to przemyśleć na takiej zasadzie, że starsze osoby miałyby prawo do pracy (takie, że nikt nie mógłby ich zmusić do przejścia na emeryturę np. do lat 70), ale nie obowiązek, w przypadku niezdolności do takiej pracy. Taka była moja refleksja po przeczytaniu tych wzmianek o emeryturze.    

Reportaż ten jest więc bardzo na czasie, jako że praca to jest przecież coś, co interesuje nas wszystkich (i to, czy w końcu to AI nas zwolni, czy nie - bo ostatnio Sam Altman zmienił zdanie i stwierdził, że jednak nie…).  Książka jest potraktowana po dziennikarsku, czyli konkret, bez lania wody, bez zadęcia - bardzo mi taki styl odpowiada, tak że przeczytałam to w mgnieniu oka, tym bardziej, że nie jest Młócka zbyt obszerna. No i tu właśnie mogłabym się przyczepić - że chętnie poczytałabym więcej. Na przykład o zjawisku wypalenia technologicznego, które pojawia się właśnie kiedy w pracy musimy nadzorować AI. w każdym razie temat jest rozwojowy. 

Na koniec przytaknę autorowi: kiedy myślę o współczesnym świecie, pracy i warunkach, w jakich żyją młodzi, to… cieszę się, że mam tyle lat, ile mam. Że już mi bliżej do emerytury, więc pozostaje mi mieć nadzieję, że do niej dociągnę, zanim faktycznie ten rynek przejmą technologie, roboty, czy inne wynalazki, albo zawody, o których się nam dziś jeszcze nie śni.  

Metryczka: 
Gatunek: reportaż
Główny temat: praca
Miejsce akcji: Polska
Czas akcji: współcześnie
Ilość stron: 264
Moja ocena: 5,5/6

Marek Szymaniak, Młócka. Reportaże o pracy przyszłości, Wydawnictwo Czarne, 2026

Komentarze

instagram @dzienpozniej

Copyright © Dzień później