Prawie wieczór, wciąż jasno

Jeśli weźmiemy grupę ludzi młodych, zdrowych, z pieniędzmi, w udanych związkach, żyjących sobie jak pączki w maśle, bez większych problemów, to co dostaniemy? Niechybnie rozkminy na temat sensu takiego życia, marudzenie, że chciałoby się może czegoś więcej ("czy to już wszystko?") lub inaczej, porównywanie się z innymi i zazdrość, że może mają lepiej, wyciąganie wyimaginowanych (a czasem nawet realnych) problemów ("jestem nieszczęśliwy/a, ale nikt o tym nie wie, bo muszę udawać, że wszystko jest ok"); syndrom "zieleńszej trawy u sąsiada" - ci co są w związku tęsknią za wolnością, a jeśli ktoś jest singlem, marzy o stabilizacji; biadolenia, że z młodych gniewnych zamieniliśmy się w konwencjonalną, drobnomieszczańską rodzinę, podążającą śladem poprzednich pokoleń; skryte fantazje, że może by tak to wszystko roz....lić. I to z grubsza znajdziemy w tej książce. Nie ma w tym nic specjalnie oryginalnego i ja też nie będę oryginalna, jeśli skwituję to hasłem "problemy pierwszego świata". To wszystko już było. Zawsze jakoś na lato pojawiają się podobne książeczki, umieszczone w różnego rodzaju pięknych okolicznościach przyrody, opisujące jak, po początkowym zachwycie sielanką, nabrzmiewają w grupie urlopowiczów problemy, wyłażą jakieś zadawnione żale i niesnaski oraz - nieuchronnie wskutek poluzowania smyczy - pojawia się napięcie seksualne (patrz Ukryte pragnienia czy Tamte dni, tamte noce). W zeszłym roku była to osadzona w podobnym klimacie powieść Goście

Prawie wieczór... tworzy iście instagramowy obrazek bohaterów, sprawiających wrażenie, jakby wszystko robili na pokaz, albo cytowali inne tego typu narracje - i co najlepsze, całkiem tego świadomych. Wiecie, to taki Biały lotos na wsi (tylko bez wątku kryminalnego). Pięknie takie historie pokazują, jak to człowiek nigdy nie jest zadowolony z tego, co ma. A także jak bardzo jesteśmy uprzywilejowani, my, mieszkańcy bogatego Zachodu (bo i Polskę się już do nich zalicza). I ja już nawet nie irytuję się ich powtarzalnością i przewidywalnością. Widocznie potrzebujemy takich narracji, może każdy musi odkryć to sam dla siebie. Powieść Ernst to taka książka, którą można poczytać na urlopie, najlepiej swojskiego, na leżaku, w ogródku, bez większych oczekiwań, zaczytać się klimatem skandynawskiego łona natury, a może nawet zainspirować przepisami kulinarnymi? Natomiast nie podobało mi się umieszczenie w powieści tylu scen seksu, nie interesuje mnie to w książkach. No i tyle, bo jak "akcja" zaczyna się rozkręcać, to książka się kończy. Wakacje pewnie też, jak to w życiu bywa. 

Metryczka: 
Gatunek: powieść 
Główni bohaterowie: Sylwia, Charlie, Pigwa, Gry, Adam, Karen, Esben
Miejsce akcji: Dania
Czas akcji: współcześnie
Ilość stron: 238
Moja ocena: 4/6
 
Linea Maria Ernst, Prawie wieczór, jeszcze jasno, Wydawnictwo Poznańskie, 2026

Komentarze

instagram @dzienpozniej

Copyright © Dzień później