Kobiety i inne potwory

Mona Chariot pisze o czarownicach, Jess Zimmerman z kolei bierze na tapet mityczne potwory, analizując je z perspektywy feministycznej. Rozczarowanie wyrażają te czytelniczki, które piszą, że mało jest tu o mitologii, a większość treści stanowią osobiste wynurzenia autorki. A przecież tytuł wcale nie obiecuje, że będzie to książka z gatunku klasycznej mitologii… Istotnie, bo mitologia stanowi tylko przyczynek do rozważań o odwiecznych kobiecych problemach i wymaganiach, jakie narzucili nam mężczyźni, takich jak spełnianie standardów urodowych (nie możesz nie grać w tę grę, będąc kobietą, bo nawet jeśli sama postanowisz się z niej "wypisać" nie przejmując własnym wyglądem, to i tak inni będą cię oceniać pod tym kątem), tłamszenia kobiecych ambicji, inteligencji i talentów. Jak wiadomo te wymagania wobec kobiet i standardy ich oceniania są niezwykle wysokie, wszystkie cierpimy z tego powodu i to się nie zmieniło, a nawet wraz z rozwojem mediów cyfrowych, przybiera na sile. Jednakże kiedy oczekiwania są zbyt wąskie, niemal wszystko może okazać się potworne. 

Większość chłopaków idzie w życie bez tych uczuć które od najmłodszych lat towarzyszą prawie wszystkim dziewczynkom: wstydu, niskiej samooceny, kompleksów na temat wyglądu, poczucia, że trzeba sobie zasłużyć na miłość faceta. Ogólnie: przekonania, że kobieta jest jakąś gorszą wersją człowieka. Swoje wady wyolbrzymiamy, a zalety i sukcesy pomniejszamy.  To są potwory, które same w sobie (przy wydatnej pomocy świata) hodujemy. Mężczyźni - przeciwnie. 

Kobiety same sobie wmawiają, że potrzebują mniej. Robimy to, bo przecież nie powinnyśmy tyle potrzebować - albo dlatego, że jesteśmy przekonane, że i tak więcej nie dostaniemy, i chcemy uniknąć frustracji. Redukujemy potrzeby jedzenia, przestrzeni, szacunku, pomocy,  miłości i czułości, dotyku oraz bycia zauważaną, przykrawając je do tego co uważamy za dopuszczalne. 

Ślady patriarchalnego postrzegania kobiet i stereotypy na nasz temat, można, jak pokazuje Jess Zimmerman, odnaleźć już w starożytności. W mitach greckich ukazujących kobiece postaci jako złe, niemoralne, odrażająco brzydkie, zachłanne, niezgodne z naturą, słowem - potworne. Jest ich cala plejada: Meduza, syreny, Scylla i Charybda, Hydra lernejska (gwoli sprawiedliwości, w mitologii są również potwory męskiego rodzaju: Cerber, cyklopi, stugłowy smok strzegący złotych jabłek, itd, ale one chyba nie niosą ze sobą żadnego znaczenia, poza tym, że są potworami, które trzeba pokonać, by dopiąć celu). Nasze grzechy śmiertelne to: brzydota, pragnienia (w tym zawierają się przeróżne najzupełniej normalne ludzkie potrzeby, to wszystko ten sam wzorzec: pragnienie uwagi, pragnienie seksu, pragnienie sięgnięcia po to, czego chcesz i kiedy chcesz, bez wysłuchiwania czyichś uwag czy ci się to należy), inteligencja, niezależność, aktywność, pewność siebie, ambicja, uwodzicielskość. Czyli wszystko co u mężczyzn postrzega się jako zalety (z wyjątkiem brzydoty). Wiecie, jak to dawniej się wzdychało, gdy kobieta obdarzona była owymi przymiotami, wzdychało się, że “mogłaby zajść daleko, gdyby była mężczyzną”, czyli: ma wszystko, co potrzeba, by odnieść sukces, z wyjątkiem niewłaściwych genitaliów. Bo przecież do tego, by pełnić władzę, pisać książki, czy prowadzić badania naukowe, potrzebny jest penis. A jeśli urodziłaś się kobietą (lub też taką płeć ci przypisano), to wszystko zasadniczo kręci się wokół tego, by kobieta spełniała owe wyśrubowane wymagania i potwierdziła swoją wartość zdobywając mężczyznę (a potem spędziła życie służąc mu). Syreny zignorowane musiały umrzeć, a kobieta bez faceta jest nikim. Ale uwodzenie też postrzegane jest jako kobiecy grzech, bo wodzenie biednych mężczyzn na pokuszenie jest złe. 

A już najgorsze jest sięganie przez kobiety po rzeczy, stanowiska, terytoria zarezerwowane przez mężczyzn dla mężczyzn. Nie rusz!  Dziś możemy mieć, aspirować do coraz to więcej rzeczy, ale nadal to mężczyźni decydują o tym, czy nam się to należy czy nie. Podobnie jak o prawach reprodukcyjnych. Nadal, oceniają, krytykują, wytykają potknięcia, posługując się odwiecznymi mizoginistycznymi kryteriami, i nadal odsyłają kobiety do sfery domowej, gdzie “ich miejsce”. Nic dziwnego, skoro ciało kobiety też postrzegane jest jako “męskie terytorium” - służące do zabawy seksualnej, do oglądania, do rodzenia dzieci oraz do wykonywania prac wszelakich. 
Ambicja to nie tylko dążenie do uzyskania dóbr materialnych, władzy politycznej, uznania (...). Dla patriarchatu przejawem ambicji jest nawet domaganie się kontroli nad własnym ciałem. W naszej kulturze kobiece ciała, podobnie jak biznes, politykę i literaturę, uważa się za terytorium mężczyzn. Zatem każdy postęp w walce o odzyskanie przez nas naszej intymnej własności wywołuje panikę niczym atak harpii, strach, że kobiety zawłaszczą i zbrukają to, co tylko mężczyźni mają prawo zawłaszczać i brukać. 
Mężczyźni nadal też okupują większość tych przywłaszczonych sobie terytoriów i nie chcą się posunąć, a na kobiece próby dołączenia krzyczą, że kobiety chcą zbyt wiele i że to mężczyznom dzieje się krzywda. Próbują odebrać nam wywalczone prawa, choć dziś nie da się tego wyjaśnić niczym innym jak nienawiścią do kobiet i niezdolnością do podzielenia się tym, co faceci mają - a mają dzięki temu, że przez stulecia dyskryminowali kobiety.

Trzeba pamiętać, że mity stworzyli mężczyźni i z perspektywy mężczyzn, obsadzających siebie w roli bohaterów (przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem i zgwałciłem), więc wizerunki kobiet w nich są takie, jak chciała je widzieć męska połowa ludzkości. 
Od wieków w opowieściach kobiety są potworami, a potwory kobietami, bo opowieści to język, w którym te oczekiwania się koduje i przekazuje następnym pokoleniom. 
Jess Zimmerman odwraca tę perspektywę i pyta jak widziały to kobiety, a nawet same potwory (czy też raczej kobiety zmienione w potwory). Przekłada te opowieści na język współczesny, przepisuje na nowo, dokonując mini-retellingu, tłumaczy jak możemy znaleźć ich echa w dzisiejszych czasach i wydobywa z nich znaczenie, którego na pierwszy rzut oka/ucha, nie dostrzegamy. Porusza problem podwójnych standardów, molestowania seksualnego, ciągłego przeciągania liny o prawo do aborcji, dyskryminacji w dostępie na stanowiska. A aby zobrazować jak to, co znamy z mitów i bajek działa nadal w realnym życiu, pisarka powołuje się na własne doświadczenia, czasem zahaczając nawet o ekshibicjonizm, co rzecz jasna czyni tę pozycję bardziej osobistym esejem, niż jakąś ogólną pozycją o potworach w mitach greckich. Ale nie widzę powodu, dla którego odmawiać jej prawa do poskarżenia się na to, co ją boli, co robią niektóre czytelniczki (autorka "użala się nad sobą"). A co jeśli potwory też bywają samotne, smutne i przerażone? 
Problem polega na tym, że im mniej ciąży na nas zazębiających się wymiarów opresji, tym silniejsze i mniej skłonne do empatyzowania (...) jesteśmy. Na ogół wynika to z niewiedzy, a nie ze złej woli, przynajmniej na początku, ponieważ zdumiewająco łatwo jest nie dostrzegać trudności, z jakimi same nie musiałyśmy się nigdy borykać.  
Ostatecznie autorka straszne mitologiczne stworzenia zmienia nie tylko w istoty godne współczucia, ale przede wszystkim w naszą siłę, działającą na rzecz obrony kobiet, ich praw oraz sprawiedliwości, na jaką zasługują.  
Czy nie łatwiej byłoby wieść życie radosnego koszmaru o żelaznych zębach i szerokich jak wolność skrzydłach, depczącego męskie serca delikatną szponiastą stopą? Postrzegać swoją monstrualność jako heroizm, pojmować to ze słoneczną jasnością, która sprawi, że wątpliwości innych rozsypią się w proch? 
Jeśli ktoś czytuje literaturę feministyczną to oczywiście wnioski Zimmerman nie będą dlań żadną nowością (i jeśli ktoś jest kobietą to tym bardziej nie). Ale ja jakoś lubię akurat tę książkę, ze względu na dość nieoczywiste odwołania do mitologii, ale przede wszystkim dlatego, że autorka celnie wskazuje zjawiska związane z dyskryminacją kobiet i czyni to zrozumiałym, przejrzystym językiem, bez jakiegoś przeintelektualizowania, co nie zawsze udaje się innym feministycznym pisarkom. W tej książce też po raz pierwszy chyba spotkałam się (kiedy czytałam ją pierwszy raz) z analizą niepłatnej kobiecej "pracy emocjonalnej", takiej jak organizowanie życia czy wsparcie udzielane członkom rodziny. Czytałam tę książkę 3 lata temu, ale tak trochę po łebkach i przypomniałam sobie o tej pozycji przy okazji oglądania Odysei, obfitującej w owe “potworne kobiety”. Postanowiłam do niej wrócić. Okładka brzydka, ale czegóż oczekiwać od książki o potworach
Zastanawiam się czy ta historia mogłaby potoczyć się inaczej, gdyby nie opowiadali jej mężczyźni. Jak brzmiałaby syrenia wersja mitu o syrenach? Dawno, dawno temu na samotnej skale mieszkały trzy ptaki, które śpiewały słodko dla siebie - do czasu, gdy przepływający obok mężczyźni uznali, że pieśń syren jest godna pożądania i obdarzyli je, albo obciążyli, twarzami kobiet. Wtedy stały się ludźmi, ale tylko trochę: na tyle, na ile rozkoszy mogli uzyskać od nich mężczyźni. Od tego momentu śpiewają, by przeżyć. 
Może potwory nauczą się patrzeć na swoje towarzyszki, widzieć to, czego nie pokazują nam opowieści. Może na skale wśród mgieł jest miejsce dla każdej z nas. Może każda z nas ma prawo tam siedzieć i śpiewać tylko dla siebie i dla nikogo więcej. 

Metryczka: 
Gatunek: eseje
Główny temat: feminizm, prawa kobiet
Miejsce akcji: -
Czas akcji: starożytność i współczesność
Ilość stron: 276
Moja ocena: 5/6 
 
Jess Zimmerman, Kobiety i inne potwory. Tworzenie nowej mitologii, Wydawnictwo Czarne, 2023

Komentarze

instagram @dzienpozniej

Copyright © Dzień później