Dążąc do nieskończoności
Żyjemy w świecie, który pieniądze uczynił celem, a nie środkiem do celu. Podziwiamy bogaczy, wśród których jest wielu takich, których jedynym talentem jest pomnażanie pieniędzy, a którzy są beznadziejni w wielu innych istotnych życiowo sprawach, nie posiadają podstawowych umiejętności społecznych i nie wnoszą niczego pożytecznego w istnienie świata (mimo swojej fortuny). Czy muszę dodawać, że większość tych “genialnych”, ale niedopasowanych społecznie stanowią mężczyźni?* To działa więc tak: ludzie normalnie cię nie lubią, bo jesteś mrukiem i nerdem, ale wszystko się zmienia, kiedy zdobywasz pieniądze… Sam fakt, że ktoś radzi sobie finansowo ma zarazem świadczyć o tym, że “jest w porządku”. Ma moc nadawania wartości i szacunku. I dokładnie tak było z SBF.
Co to o nas mówi, jeśli nagradzamy milionami ludzi, których praca polega tylko na żonglowaniu pieniędzmi? I to nawet nie realnymi, a właśnie jakimiś wirtualnymi, opcjami, akcjami, opcjami, czymś, czego tak naprawdę prawie nikt nie rozumie i co utrzymywane jest w tajemnicy. I co traktowane jest jak gra.
Najbystrzejsze umysły naszego pokolenia kupują albo sprzedają akcje, względnie przewidują czy klikniesz w reklamę [i projektują algorytmy, unieszczęśliwiające ludzkość].
Jasne, że ci ludzie są inteligentni, ale czy serio ich inteligencja jest warta aż tyle? Poza tym gros tej pracy wykonują obecnie maszyny i algorytmy. I czy to nie jest marnowanie zasobów - ludzkich i finansowych? A na samej topce tych bezproduktywnych zajęć jest handel kryptowalutami. Wróć: to nie jest handel w klasycznym tego rozumieniu, tylko spekulacje.
Entuzjaści bitcoina wierzyli, że Satoshi stworzył zamiennik pieniędzy emitowanych przez rządy, ale to nie pieniądze emitowane przez rządy bitcoin wkrótce zastąpił. Raczej wyparł hazard. (...) praktycznie każdy na świecie, kto wiedział jak korzystać z komputera, mógł handlować kryptowalutami o każdej porze każdego dnia tygodnia. Popyt na dobra spekulacyjne zachęcił ludzi do tworzenia setek nowych kryptowalut. Zazwyczaj sprzedawano je spekulantom jako inwestycję w jakieś nowe przedsięwzięcie, ale rzadko kiedy takie przedsięwzięcia miały jakąkolwiek rzeczywistą wartość. (...) Pierwotnie zaletą bitcoina było to, że wyeliminował on potrzebę korzystania z pośredników finansowych. usunął też z transakcji element zaufania. (...) Jak się okazało, ludzie, którzy postanowili wyeliminować pośredników finansowych, stworzyli nowych, między innymi 254 giełdy kryptowalut od początku 2019 roku. (...) instytucje, które założyli, wymagały od klientów jeszcze większego zaufania niż, powiedzmy, Nowojorska Giełda Papierów Wartościowych. Nowojorska giełda miała regulatorów. Gdyby ukradła wszystkie twoje pieniądze, jej kierownictwo trafiłoby do więźnia. (...) Nowe giełdy kryptowalut nie miały żadnych organów regulacyjnych.
W tradycyjnych finansach, opartych na zasadach zaufania, nikt tak naprawdę nie musi nikomu ufać. W obrotach kryptowalutami, opartymi na zasadzie nieufności, ludzie ufali nieznajomym, powierzając im ogromne sumy pieniędzy.
- Był wymagający i oczekiwał, ze wszyscy będą pracowali po 18h dziennie i zrezygnują z normalnego życia, podczas gdy on nie pojawiał się na spotkaniach, nie brał prysznica tygodniami, tkwił w bałaganie, zostawiał wszędzie stare jedzenie i zasypiał przy biurku. (...) Nie zarządzał firmą i uważał, że jeśli ludzie mają jakieś pytania, powinni po prostu zwrócić się do niego. A potem podczas tych spotkań grał w gry video.
Sam uważał, że jego zadanie polega na wysłuchiwaniu tego, co inni mają do powiedzenia, a jednak członkowie zespołu zarządzającego, podobnie jak prawie wszystkie inne osoby w start-upie czyli, że w ogóle ich nie słucha.
Wydatek rzędu kilku milionów był nie warty wspominania. Na waciki.
Tym wszystkim ludziom, tj. Bankmanowi i jego akolitom, przydałaby się pomoc terapeuty, psychologa, ale oczywiście to nie było coś, co przychodziło im do głowy, tak samo jak dokształcenie się w kwestii zarządzania ludźmi. Po co, skoro ktoś uważa, że wszystkie teorie na ten temat to bzdury i w efekcie odkrywa potem Amerykę w tej dziedzinie… Zdumiewa mnie to, że nikt nie poszedł do psychologa z tak dziwnym dzieckiem, jakim był Sam, że jego rodzice - profesorowie uniwersyteccy! - tego nie zrobili. Zapewne SBF był produktem owego bezstresowego wychowania, w którym dziecku mówi się, że jest “wyjątkowe”, pompuje jego samoocenę, bez względu na to, czy na to zasługuje. Poza tym niedostosowanie społeczne to nie jest to samo, co wyjątkowość... Ostatecznie ludzie ci trafili na kozetkę z różnych przyczyn, ale raczej nie z tej, żeby chcieli pracować nad sobą i doskonalić swoje kompetencje społeczne, bo większości nie wydawało się to wystarczająco istotne (te bezsensowne rozmowy o uczuciach), tylko chcieli rozmawiać o pracy/interesach. Co TO o nas mówi? Że psychika jest nadal nieważna, zwłaszcza jeśli zarabiasz gruby hajs - wtedy wszystko jest ok, co nie? A podejrzenia, że coś jest nie tak mamy raczej w stosunku do osób finansowo niezaradnych. Tymczasem te bezużyteczne emocje wpływają na te, jakże ważne, interesy. W pewnym momencie Bankman ulotnił się z Hongkongu, gdzie działała jego firma i przekazał do niej, że nie wraca. Był to jednocześnie czas, kiedy jego dziewczyna bardzo naciskała na ujawnienie ich związku. Bankman oczywiście nie uznał, że miało to cokolwiek wspólnego z jego ucieczką i na świadomym poziomie pewnie tak było - pewnie sobie tego nawet nie uświadamiał.
Przypadek FTX to nie jest typowa historia o jakiejś piramidzie finansowej i obrocie realnymi pieniędzmi. To jest przekręt na miarę XXI wieku: kryptowaluty, tokeny, pieniądze w chmurze. Wirtualna mamona, która powstała nie wiadomo z czego i nie wiadomo gdzie się rozpłynęła. Tak na dobrą sprawę nie wiadomo do końca, czy było to oszustwo, czy po prostu monstrualna niekompetencja, tak jakby tymi pieniędzmi obracały dzieci, bawiąc się w sklep. A cały wszechświat ważnych dorosłych umożliwił [tym dzieciom] działalność i jej sprzyjał, nie regulując jej, nie nadzorując, ani nie kwestionując. Z książki Lewisa wynika, iż pracownicy firm SBF byli ludźmi o niewiadomych kompetencjach. I nie wiadomo czym się zajmowali w tych firmach. Wielu z nich było zafiksowanych na technologiach geekami, nie interesujących się niczym poza tym. Nikt nie kontrolował ogromnych przepływów ani wydatków, pieniądze się gubiły (a potem w magiczny sposób znajdowały…). Sam Bankman był gościem, który “nie znał się na pieniądzach”, ale obracał miliardami. Jeden wielki burdel - tak najkrócej trzeba by określić firmy i finanse SBF. Osoby z zewnątrz, które prowadziły śledztwo po upadłości FXT zupełnie się na tym nie znały i nie potrafiły zrozumieć, co się faktycznie wydarzyło i myślę, że Michael Lewis ogarnął to lepiej od nich. Acz przyznaję, że spora część książki, poświęcona działaniu tego biznesu, finansów różnych dziwnych mechanizmów finansowych - była dla mnie mało zrozumiała, gdyż po prostu nie interesuję się tym. Poza tym jednak jest druga strona tej pozycji, w której autor opowiada jakim człowiekiem był SBF, jakie były jego relacje z innymi, jakie wartości wyznawał - co z kolei było dla mnie fascynujące. Ilekroć w czytaniu tej książki dochodziłam do jakiegoś wniosku na temat tego człowieka, autor serwował jakieś fakty, które temu przeczyły. Zresztą, ponoć nawet terapeuci też nie byli wstanie zrozumieć “skomplikowanej osobowości” Bankmana-Frieda. Nie ogarniał, ale jednak przekonał innych, że ogarnia? Ale skoro potrafił być taki przekonujący, to czemu na sali sądowej znowu stał się rozkojarzonym dzieciakiem?
Prawdziwy SBF potrafił być oszałamiająco przekonujący. Nie bez powodu tak wielu bystrych zawodowych inwestorów i traderów powierzyło mu miliardy dolarów. Sam Bankman-Fried stojący na miejscu dla świadków zachowywał się tak szokująco, że ława przysięgłych zapewne się zastanawiała, jakim cudem ktokolwiek niespełna rozumu kiedykolwiek powierzył mu satoshi.
Metryczka:
Gatunek: reportaż
Główny bohater: Sam Bankman-Fried
Miejsce akcji: USA, Hongkong
Czas akcji: współcześnie
Ilość stron: 440
Moja ocena: 5/6
Michael Lewis, Dążąc do nieskończoności. Wzlot i upadek króla kryptowalut, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2025
*A potem jest zdziwienie, że zupełnie nie ogarniają życiowych spraw i zarządzania ludźmi (i bierze się do tego kobiety).
**Sam B-F powiedział o EM “to dziwny koleś”. Przyganiał kocioł garnkowi XD
***za efektywnym altruizmem opowiada się też William McAskill w książce o longterminizmie







Komentarze
Prześlij komentarz