Głód
W Głodzie postać skazanego za pedofilię Alexandra Laszlo konfrontowana jest z młodą dziennikarką, Aurelie. Laszlo zwraca się do niej z prośbą o napisanie jego biografii, w tym opublikowanie jego poglądów na temat seksu i pedofilii. Mężczyzna jest, lub raczej był, znanym działaczem w sektorze pomocy humanitarnej, jednak jego kariera została zrujnowana przez oskarżenie, że dopuścił się molestowania seksualnego jednego ze swoich adoptowanych dzieci. Sprawa jest tym bardziej pikantna, iż Aurelie jako młoda (ale dorosła) dziewczyna była w romantycznym związku z (dużo od niej starszym) Laszlo, związku udanym i szczęśliwym. Wszystko rozsypało się, kiedy Laszlo został aresztowany. Od tego czasu minęło 10 lat i kobieta sama jest już matką trzylatki, więc dochodzi tu punkt widzenia rodzica, chcącego chronić swoje dziecko. Tym niemniej Aurelie podejmuje się zadania.
Powieść ta stanowi patchwork historii, rozgrywających się zarówno w przeszłości, jak i w teraźniejszości, dotyczących raz Laszlo, a raz Aurelie, napisanych w różnych stylach i formach literackich. Mamy więc opowieść o dzieciństwie Laszlo, pochodzącego z komunistycznych Węgier, o tym, jak zaangażował się on w niesienie pomocy humanitarnej głodującym ludziom w Etiopii (1984 rok, czasy Boba Geldofa i Live Aid), jak i opowieść o codziennym życiu Aurelie, dzielonym między pracę w telewizji a życie rodzinne. Większość treści to normalna proza, ale mamy tu też wplatane pamiętniki, listy, wiersze, fragmenty pisane w formie strumienia myśli a nawet jakimś szyfrem. Autor obficie bawi się nawiązaniami do literatury. Brakuje tylko wyimków z mediów, zwłaszcza społecznościowych. Nie wszystkie te rozdziały były dla mnie tak samo interesujące - nudziły mnie, przyznaję te części, które dotyczyły pobytów Laszla i jego świty w Etiopii i działalności humanitarnej… również opisy pracy zawodowej Aurelie były dla mnie nużące. Najbardziej natomiast wciągnęła mnie historia miłosnej relacji tych dwojga - można by pomyśleć, że jak to baba skupiłam się na romansie ;) Niewątpliwie kulminacyjnym momentem powieści jest ten fragment, w którym bohater wyłuszcza swoje poglądy na temat pedofilii, z których niektóre są zupełnie słuszne i ja się z nimi zgadzam. Chodzi o spostrzeżenia dotyczące naszego stosunku do seksu, miłości i przemocy, tego, że ludzkość stabuizowała zupełnie normalną czynność i naturalną potrzebę człowieka, czyniąc z niej czynność wstydliwą, grzeszną (zatem w większości przypadków złą, bo dopuszczony jest tylko niewielki wachlarz ludzkich zachowań seksualnych) oraz obudowując ją wieloma zakazami i nakazami. Niby przerobiliśmy już rewolucję seksualną, a jednak nadal tkwi w nas ta pruderia i głęboko zakorzeniona katolicka spuścizna, w której wmawia się nam, że najlepsza kobieta to dziewica, a człowiek może urodzić się w wyniku niepokalanego poczęcia. Wszystkie ograniczenia, które pojawiły się wraz z największymi religiami świata, tkwią nadal w naszym systemie. Efekt jest taki, że nasza kulturze ma niezdrową obsesję na punkcie seksu, seks jest wszędzie, bo, jak wiadomo, zakazany owoc najbardziej kusi. Dzieci natomiast wcale nie są istotami aseksualnymi i niewinnymi, jak to sobie usilnie wmawiamy - ludzie przejawiają zainteresowanie sferą seksualną już od najmłodszych lat, w ramach eksploracji świata po prostu, a dorośli odmawiając szczerej rozmowy na ten temat, czy zakazując edukacji seksualnej (jak jest w Polsce) socjalizują swoje potomstwo właśnie do życia w owej kulturze, w której seks jest tematem tabu. I tylko dla dorosłych. Totalnie nie rozumiem, jak można dziś wierzyć w to, że dziecko będzie żyć w nieświadomości i straszyć edukacją seksualną, jeśli to dziecko na skalę masową spotyka się z treściami o charakterze seksualnym/pornograficznym w internecie. To jest jakieś wyparcie level hard, które uprawiamy. Mega szkodliwe, bo nieuświadamianie dzieci w takiej sytuacji naraża je właśnie na kontakt z niechcianymi treściami, na nieumiejętność obrony przez nimi, na traumę i na niedorozwój w tej sferze w życiu dorosłym.
(...) chociaż wszyscy zgodzą się do wagi edukacji seksualnej dzieci, edukacja ta często ogranicza się do technicznych wyjaśnień na temat antykoncepcji i zapobiegania chorobom wenerycznym. (...) Jakby seks był synonimem niebezpieczeństwa. Miłość? nauczyciel biologii o niej nie mówi. Ochota? Rodzicom to słowo nie chce przejść przez gardło (...). Uważają, że rozmowa z dziećmi na temat seksu jest krępująca. Tych dzieci w ogóle by nie było gdyby nie seks, nie byłoby na świecie żadnego człowieka, gdyby nie doszło do jego poczęcia (...). A jednak: eufemizmy, kluczenie, obłudne bajeczki o bocianach, kwiatkach i pszczółkach (...)
Ta pozycja ZMUSZA do zastanawiania się nad tymi kwestiami, nieraz kontrowersyjnymi i delikatnymi, nie może być inaczej. Podważa nasze strachy i uprzedzenia dotyczące seksualności, w tym dziecięcej. Stawia pytania dotyczące naszej moralności. Nie sposób nie zastanawiać się, czy Alexander Laszlo faktycznie był winny tego, co mu zarzucono. Przypadki niesłusznych oskarżeń na pewno są, a kiedy do człowieka przyklei się już łatka pedofila, to kaplica. Zrujnowane życie, reputacja, przyszłość, człowiek staje się pariasem. Nie ma w zasadzie sposobu, by się od tego uwolnić, jeszcze dziś, gdy informacje wszelakie rozpowszechniają się z prędkością światła w internecie, a media społecznościowe służą jako narzędzie do publicznego linczu. To jest bardzo niepokojące. Przyznanie się do winy w niczym nie pomaga, a wręcz przeciwnie, tylko pogarsza sytuację. Problem polega na tym, że bohater powieści najwyraźniej ma poglądy jakie ma, co jest sprzeczne z całym jego obrazem, jaki sobie zbudowaliśmy czytając o jego życiu. I czy ilość dobra, jakie uczynił może to zrekompensować? Na jednej szali setki, być może tysiące uratowanych istnień, a na drugiej krzywda [być może] kilku? Wersja dylematu wagonika? Głód to nie tylko ukazanie człowieka w całej jego okazałości, ale też ohydzie, ale tez dopisek do dyskusji, czy można oddzielać człowieka od jego osiągnięć zawodowych/dzieł (jak w przypadku artystów na przykład), cenić za jedno, a potępiać za drugie. Ludzie mają z tym problem, lubimy albo z kogoś czynić świętego, albo diabła. Nie dopuszczając do siebie wiadomości, że dzieło a jego twórca to dwie różne rzeczy. Że poglądy bohatera powieści nie muszą być poglądami autora. Albo że czyjeś poglądy nie muszą być spójne, a żaden człowiek nie jest idealny.
Cała ta historia oparta jest na prawdziwych motywach - życia wybitnego naukowca, Daniela Carletona Gajduska. Tyle, że luźno oparta: autor zmienił pochodzenie, dziedzinę, w jakiej realizował się bohater, kraj gdzie prowadził swoje badania i z którego pochodzili jego podopieczni. Wspólny dla postaci autentycznej i fikcyjnej, z Głodu, jest szkielet: znana z dokonań na rzecz ludzkości tak naprawdę, postać, zostaje skazana za przestępstwa seksualne. Także poglądy Alexandra Laszlo pochodzą z dzienników Gajduska.*
Głód jest bez wątpienia powieścią wartą, by po nią sięgnąć, ale warunkiem jest otwartość na niejednoznaczne, nie czarno-białe sytuacje. Nie jest ona jednak łatwa w lekturze. Jej wadą jest przekombinowanie - te różne style, formy literackie, nawiązania do innych dzieł literatury, o których wspominałam - nie jestem przekonana, czy było to potrzebne, jeszcze biorąc pod uwagę, że powieść jest na kontrowersyjny temat. Do zamieszania dołącza luźna trawestacja życia Gajduska - czemu autor wybrał takie rozwiązanie (a nie dosłowne opowiedzenie o tym naukowcu)? Być może po to, by do kociołka dorzucić jeszcze jeden wątek, a mianowicie pomocy humanitarnej, niesionej przez bogate zachodnie kraje, krajom tzw. Trzeciego Świata (w tamtych czasach tak je nazywano). Tzw. 'brzemienia białego człowieka", uważającego, że wie lepiej, jak powinni rządzić się ludzie w Afryce i czego im potrzeba. Myśleniem, że ta cała bieda, chaos, korupcja, jakie często panują w tych krajach to wina jakiejś innej “mentalności”, innej, niż na Zachodzie. Jak to ludzie bogaci - Zachód stracił zupełnie kontakt z rzeczywistością tych obszarów na świecie - wielu przecież - na których nadal panuje nędza, głód, choroby. Sami opływamy w dobrobyt, stworzony przecież dzięki takiej organizacji globalnej gospodarki, by wykorzystywać biedniejsze kraje i jeszcze krytykujemy te kraje, że “same są sobie winne”. Kolejnym wątkiem jest krytyka (?) komunistycznych rządów, jako że w Etiopii w latach 80-tych XX wieku doszło do rewolucji, no a rodzina z Laszlo uciekła z komunistycznych Węgier. I popada w kult pieniądza. Więc też nie jest to jednoznaczna sytuacja. Te ostatnie motywy pozostają tak na marginesie opowieści, ale sami widzicie, że dużo tych różnych grzybów w barszczu.
Cynizm stał się stylem życia, ironią bronią przeciw wszystkiemu. Coś takiego jak postmodernizm wymyśla się dopiero wówczas kiedy ma się pod dostatkiem żarcia i cały dzień można sobie siedzieć na leniwej akademickiej dupie…A my siedzieliśmy nie tylko na dupie, ale i na naszej forsie. (...) - Tarzaliśmy się w pieniądzach…niczym zadowolony z siebie Sknerus McKwacz… Nadszedł koniec historii, wołaliśmy triumfalnie, ale w Afryce historia wcale się nie skończyła. Na północy? Gruba skorupa dyktatur. Ludobójstwo w Rwandzie. Wojna domowa w Sudanie. Chaos w Kongu. (...) Zimbabwe: wywłaszczanie ziemi. Mali: gniazdo terroru. Ale my twierdziliśmy, że historia dobiegła końca. (...)
I wiesz, może historia rzeczywiście dobiegła końca. Przynajmniej dla nas. Ale czy my pomyśleliśmy o tym, żeby i resztę świata zaprowadzić na koniec historii? Ależ skąd! Siedzieliśmy sobie wygodnie i czuliśmy się pokrzywdzeni jak rozpuszczone bachory, oto co robiliśmy. (...) Skrajna prawica rosła w siłę, populizm stał się nowym socjalizmem.
Na koniec, biorąc to wszystko pod uwagę, zastanawiałam się, jaka jest różnica między nazizmem, a pedofilią jeśli chodzi o nieakceptowalność tych poglądów/zachowań. Czy obmacywanie dzieci jest gorsze od hailowania, obrażania imigrantów i morderstw popełnianych z nienawiści? Czy w ogóle można to porównywać? Czy gdzieś tam jest faktycznie jakiś margines pozwalający na tolerancję... ale czego właściwie? Pedofilia gra na naszych największych lękach, związanych z obroną dzieci, nic więc dziwnego, że ludzi w tych sprawach zaślepiają całkowicie emocje. Mimo wszystko zagadnienie to jest pełne różnych niuansów, wątpliwości, niejasnych granic (co odróżnia jej od jawnej mowy nienawiści, czy obnoszenia się z neofaszystowskimi poglądami). Przydałoby się więc podchodzić do tych spraw z większym rozsądkiem, by nie wydawać werdyktu przy najlżejszym podejrzeniu. Trzeba jednak uważać, by nie złapać się w pułapkę, jaka na pewno tkwi w argumentacji Laszlo, pułapkę o której pisałam ostatnio, i umieć odróżnić to, co akceptowalne, od tego, co akceptowalne nie jest. Wszystko to trzeba sobie jakoś poukładać w głowie - ale od tego właśnie jest dobra literatura, żeby nam trochę w głowie meblowała.
Metryczka:
Gatunek: powieść
Główni bohaterowie: Alexander Laszlo, Aurelie
Miejsce akcji: Holandia/Etiopia
Czas akcji: lata 50-te, 80-te XX wieku i współcześnie
Ilość stron: 640
Moja ocena: 5/6
Jamal Ouariachi, Głód, Wydawnictwo Relacja, 2024
*O Gajdusku opowiada też zresztą inna powieść: Ludzie na drzewach, Hanyi Yanagihary - mam w planach jej [ponowną] lekturę i porównanie obu książek.







Komentarze
Prześlij komentarz