Kiedyś były tu wilki
Charlotte McConaghy to widać moja bratnia dusza, gdyż pisze o ekologii, o zmianach klimatycznych, o przyrodzie - i robi w sposób, który jest bliski mojemu spojrzeniu na ten temat. W tym roku czytałam już Dziki, mroczny brzeg, a tym razem akcja powieści australijskiej pisarki rozgrywa się nie w przyszłości, a w czasach teraźniejszych i koncentruje się wokół programu reintrodukcji wilka w szkockich górach. Takie programy zawsze są kontrowersyjne, z powodów, o których napisałam we wstępie. Zawsze znajdzie się grono lokalnych rolników, myśliwych czy nawet mieszkańców, protestujących przeciwko takim inicjatywom i kierujących się często uprzedzeniami w stosunku do tych zwierząt, ale też interesem. Trzeba więc wyjaśniać, przekonywać, tłumaczyć, a często racjonalne, poparte danymi naukowymi argumenty przegrywają z emocjami… Ekolodzy naprawdę nie mają łatwo w społeczeństwie, które jest podzielone w kwestiach ochrony przyrody, a większość ludzi tej kwestii nie rozumie. Na terenach wiejskich jest chyba jeszcze gorzej - ekolodzy są odbierani jako oderwani od rzeczywistości hippisi, pochodzący z miasta i nic nie wiedzący o życiu na wsi, gdzie rolnicy muszą walczyć z przyrodą. Do tego ludzie zajmujący się przyrodą nie są na ogół zbyt dobrzy w relacje ogólnoludzkie (nie ma się co dziwić, że te dwie rzeczy nie idą w parze, skoro widzą jak człowiek traktuje przyrodę), co dodatkowo komplikuje zadanie. Wszystko to jest w tej powieści i oczywiście wzbudza niemałe emocje. Główna bohaterka i narratorka - tradycyjnie u McConaghy kobieta - jest niezależną ekolożką, z trudnym charakterem, trudną przeszłością oraz... tajemniczą siostrą bliźniaczką.
Nie jesteśmy tu po to, żeby skonsumować wszystko: jesteśmy opiekunami, a nie właścicielami. A jeśli inni nie robią tego, co do nich należy, żeby odwrócić ten proces, my musimy zrobić więcej.
Myślę, że to przesłanie z cytatu powyżej może być świetną ripostą dla tych, którzy twierdzą, że nie warto się starać, skoro inni się nie starają... Autorka pięknie pisze wilkach, o ich kruchości, a zarazem sile, inteligencji, rodzinności, dzikości; jest to wzruszający obraz zakątka natury opierającej się jeszcze ostatkiem sił przed zakusami człowieka. Przyroda nie ma woli, nie ma mocy decyzyjnych - wiatr wieje nie dlatego, że chce dokonać zniszczeń, a rzeka wylewa nie dlatego, by wywołać powódź - tylko dlatego, że takie są prawa fizyki. Zwierzęta nie znają zaś pojęcia dobra i zła, nie zabijają po to, by krzywdzić, tylko dlatego, żeby przeżyć. Nie rozumieją też, dlaczego ich warunki do życia się tak zmieniają, czemu zaczyna brakować pożywienia, czy partnerów/partnerek do rozmnażania się. Tymczasem my ludzie, sami siebie nazwaliśmy rozumnymi, dlatego, że to wszystko umiemy: rozumować, podejmować racjonalne decyzje, uczyć się na błędach, rozróżniać dobro i zło. Tymczasem w odniesieniu do przyrody postępujemy tak, jakby te wszystkie rzeczy były nam obce. Dewastujemy, śmiecimy, zatruwamy jedyny dom, jaki mamy, zagarniamy kolejne tereny - mimo tego, że mamy już ich tyle, ciągle jest nam mało, podporządkowujemy wszystko swoim potrzebom i ignorujemy konsekwencje, znaki ostrzegawcze, jakie ta przyroda nam daje. Kiedyś można było powiedzieć, że nie mieliśmy wiedzy czym to grozi: “nie mieliśmy świadomości co tracimy”. Ale dziś już tą wiedzę mamy - i dalej postępujemy tak samo. Traktujemy planetę jak naszą własność, o której możemy decydować - czy wyciąć drzewa, czy pozwolić jakiemuś gatunkowi wyginąć, czy też go zostawić, bo jest dla nas użyteczny - a przecież ona nie należy do nas, a inne gatunki mają takie same prawo do egzystencji, jak my! Niezależnie od tego, czy są dla nas jakoś tam pożyteczne. To skutek tego, że tak bardzo oddaliliśmy się od przyrody: przeprowadziliśmy się do miast, otoczyliśmy przedmiotami i technologią, przyrodę widujemy na żywo coraz rzadziej. Jesteśmy już bliżej maszyn, niż żywych istot. Te ostatnie nam zobojętniały, nie czujemy się częścią ich świata; nadal czynimy to rozróżnienie między ludźmi a naturą, wymyślone w XVIII wieku, po to, by przydać naszemu gatunkowi więcej znaczenia. Naprawdę najwyższy czas z tym skończyć, bo natura coraz wyraźniej daje znać, że coś jest bardzo bardzo nie tak.
Powieść jednak nie jest tylko o wilkach, ale także o przemocy wobec kobiet - i nie wiem nawet czy nie napisać, że przede wszystkim. A to połączenie to dla mnie takie combo dwóch najbardziej triggerujacych tematów. Książki o zwierzętach zawsze czytam z lękiem, czającym się za rogiem, że zaraz nieuchronnie stanie się coś złego, a kiedy jeszcze ktoś ginie i do wątku wilków dołącza wątek de facto kryminalny, robi się naprawdę gęsto. Kiedyś były tu wilki stają się więc istnym emocjonalnym rollercoasterem, którego lekturę musiałam sobie racjonować. I właśnie dlatego pomyślałam sobie, że może tego jest za dużo na raz, za dużo tych złych facetów, którzy pojawiają się w życiu właściwie każdej z bohaterek, za dużo traumatycznych wydarzeń, w tym z przeszłości, bo w retrospekcjach autorka przedstawia dzieciństwo i młodość sióstr. Splot tego wszystkiego może wydawać się nieprawdopodobny, trochę jest to przerysowane. Może lepiej byłoby skupić się reintrodukcji wilków, np. napisać coś więcej o ich roli w przyrodzie, o tym, czemu drapieżniki są tak ważne dla ekosystemu. Ktoś, kto niewiele wie na ten temat może wzruszyć ramionami, że jest to jakieś czytadło z wilkami w tle. Gdyż wilcze stado stopniowo usuwa się trochę na plan dalszy w obliczu osobistych perypetii bohaterki. W efekcie powieść stopniowo przeistacza się w taki thriller o przemocy domowej z motywem ekologicznym, z czego wychodzi, że summa summarum to choć człowiek człowiekowi wilkiem, ale i tak własne stado najważniejsze.
Z drugiej strony ten wątek - kobiet maltretowanych przez bliskich ich mężczyzn - dodatkowo uwypukla przesłanie płynące z wątku ekologicznego: to nie zwierzęta są potworami, ale ludzie. Tak jak przestrzegała Inti matka. Nie wiem, czy autorka zrobiła to świadomie. Ilu ludzi zabiły we współczesnych czasach wilki, a ilu inni ludzie? A ile zwierząt zabili ludzie? To ludzie (ze szczególnym wskazaniem mężczyzn) są agresywni, znęcają się nad słabszymi, to ludzie wykazują się okrucieństwem niespotykanym u innych zwierząt, to ludzie niszczą też ekosystemy i zabijają inne żywe istoty często dla zabawy i bez umiaru. To człowiek jest najgroźniejszym drapieżnikiem. To ludzi powinniśmy się bać, a nie wilków. Taka brutalna prawda, której często nie chcemy widzieć - widziałam opinie pełne oburzenia, że książka zawiera zbyt wiele przemocy i nie jest odpowiednia dla młodszych osób - no nie jest, ale czy ktoś twierdził, że to książka dla dzieci? I tak jakbyśmy na co dzień nie mieli do czynienia z treściami - powieściami kryminalnymi, filmami, grami, postami, prześcigającymi się na tym polu. Nawet jeśli wychodzimy z założenia, że większość ludzi jest dobrych - i też wolałabym wierzyć w to, że brutale i psychopaci występują tylko w filmach i książkach - to każdy trafia na takich osobników i takie sytuacje, które wyprowadzają nas z tego przekonania…
To, co frapuje w Wilkach to wspaniale niejednoznaczne przedstawienie bohaterów,
ludzi, w których tkwią liczne sprzeczności, zarówno dobro, jak i zło,
zdolnych zarówno do niszczenia, jak i do empatii i altruizmu. Zbiór postaci tworzy ekolożka i jej ekipa, lokalna społeczność, mężczyzna, jaki pojawia się w życiu Inti, a także jej rodzice. Każda z
postaci jest złożona z wielu warstw, na które składają się
doświadczenia, traumy doznane w przeszłości, socjalizacja,
przystosowanie do życia w danej społeczności. Dlatego postępowanie
bohaterów wcale nie jest łatwo przewidywalne, ani łatwe do oceny. Coś,
co na pierwszy rzut oka wygląda dobrze może mieć fatalne konsekwencje, i
odwrotnie. I możemy długo dumać, co o tym myśleć - autorka pozostawia
do naszej ocenie - jedynym co do czego wypowiada się jasno jest przemoc
wyrządzana słabszym, w tym światu przyrody.
Kiedyś były tu wilki to powieść wybijająca z komfortu. Przypominająca o naszej zaburzonej relacji z przyrodą i o wilku tkwiącym w każdym z nas. Jej ciężar emocjonalny może przytłoczyć. To nie jest relaksująca książka na lato, tylko książka na jesienne
czytanie, kiedy można zakopać się pod kocem, poczuć chłód szkockiej mgły i przeżywać to całe zło,
jakiego doświadczają bohaterki oraz zagrożenie wiszące nad wilkami.
Metryczka:
Gatunek: powieść
Główni bohaterowie: Inti Flynn, Aggie Flynn, Duncan MacTavish
Miejsce akcji: Szkocja
Czas akcji: współcześnie
Ilość stron: 304
Moja ocena: 5,5/6
Charlotte McConaghy, Kiedyś były tu wilki, Wydawnictwo Filia, 2026







Komentarze
Prześlij komentarz