Nie pije, nie bije, nie uprawia hazardu, pracuje i utrzymuje dom - czego się tu czepiać? Serio, to wszystko, na co w XXI wieku kobieta może liczyć w małżeństwie? Bo, co z tego, że nie bije, jeśli kobieta we własnym domu żyje w atmosferze strachu i przymusu, karania za wszystko, ciągłej kontroli ze strony męża. Co z tego, jeśli czuje, że stopniowo traci samą siebie, a staje się istotą skupioną tylko na przetrwaniu? Ciara więc odchodzi, ale cały czas ma wątpliwości, jak wyrazić dlaczego to zrobiła i to co czuje. 

To ten typ, który omami pięknymi słówkami, obietnicami wiecznej “miłości”, a potem, jak ma cię już w garści, zaczyna cię umniejszać, bo tak naprawdę chodziło mu o posiadanie i kontrolowanie, a nie o miłość. Ryan przypominał mi wampira wysysającego z Ciary całą jej radość życia, a w zamian wsączającego w nią strach - ale robiącego to dlatego, że Ciara mu na to pozwalała. Byłam na nią zła, że nie potrafi zatroszczyć się o swoje granice, że ciągle ulega gierkom męża. Dlaczego - mimo świadomości tego, że jej mąż nią manipuluje - daje się wykorzystywać, tłumaczy się przed nim i wierzy w to, co on jej opowiada? Martwiłam się, jak to się skończy, bo wiadomo, że często powrotem do oprawcy. To ta sytuacja, kiedy ulegasz, wycofujesz się, robisz dobrą minę do złej gry, żeby mieć spokój. Bo wydaje ci się, że tak będzie łatwiej, a jak się sprzeciwisz, to będzie jeszcze gorzej. Zresztą, to nie musi dotyczyć tylko sytuacji damsko-męskich. Chyba każdy miał do czynienia w swoim życiu z tego typu osobą, która powoduje, że czujesz się źle, ale starasz się to ignorować, bo jednak ci na niej zależy. Tacy ludzie jak Ryan są toksyczni: w ich towarzystwie cały czas czujesz niepokój, gdyż nigdy nie wiesz, czego się spodziewać. Czy będą dla ciebie mili, czy wprost przeciwnie - naskoczą na ciebie z powodu jakiejś dupereli albo wręcz bez powodu. I jeszcze sprawiają, że to ty czujesz się winna. Do ich repertuaru należą zmienne nastroje, manipulowanie, gaslighting, nękanie, szantaż emocjonalny, obrażanie się i karanie milczeniem, kłamstwa (dlatego też czytając o tym, co wymyślał Ryan, żeby zatrzymać Ciarę przy sobie, od razu myślałam sobie: “a skąd wiesz, czy to prawda?”). “Patrz, co przez ciebie przechodzę”, “jak możesz mi to robić” albo “przepraszam, to się już nie powtórzy” (po czym oczywiście powtarza się raz za razem). I potem, nawet kiedy ta osoba jest miła, to już jej nie ufasz i się zastanawiasz co się za tym kryje. To jest bardzo wyczerpujące emocjonalnie dla drugiej osoby, zwłaszcza kiedy musisz z tą osobą żyć na co dzień, a pod tym wszystkim jeszcze czai się realny strach, poczucie zagrożenia, także fizycznego. Ciara się po prostu BOI swojego męża, nawet jeśli formalnie nigdy (jeszcze) jej nie uderzył. Ale przecież może do tego dojść…  Jak źle musiało być bohaterce w domu, jeśli po zamieszkaniu w hotelu z dwójką, a potem trójką małych dzieci jest jej łatwiej?

Dlaczego to zawsze kobiety są w takiej sytuacji, a faceci nimi manipulują, ile wlezie? Co z nimi jest nie tak, wkurzałam się. Czy ktoś kiedyś słyszał o mężczyźnie uciekającym z domu, od przemocowej małżonki i zabierającym z sobą dzieci? No właśnie. I sorry, ale będę brutalna: dzieci to wyrok dla kobiety, kotwica, by nie powiedzieć - kula u nogi. Bo która matka zostawi swoje dzieci (a jeśli je zostawi to zyska sobie łatkę wyrodnej matki)? A odejście z dziećmi? Ciąganie ich nie wiadomo gdzie, po schroniskach, przytułkach, znajomych? Czy to są dla dzieci odpowiednie warunki? Dlatego dzieci to jest dodatkowe narzędzie szantażu emocjonalnego i sprawowania kontroli nad kobietą dla takiego mężczyzny jak Ryan. Który nie interesuje się nimi dopóki nie są dla niego przydatne w rozgrywce damsko-męskiej. Wtedy jest: “chcę mieć kontakt z MOIMI dziećmi” (to zawsze są “twoje” albo “moje”, a nie NASZE), “co z ciebie za matka, że narażasz je na coś takiego”. Aha.

Ludzie często mówią o ofiarach przemocy (...) - dlatego, że nie dostrzegają naszej siły. Nie jesteśmy ofiarami przemocy z powodu naszej słabości. Jesteśmy nimi z powodu naszych mocnych stron, naszej siły. Twoją siłą jest dobroć, a on to wykorzystuje. 
Ja bym raczej powiedziała, że to jest sytuacja, kiedy nasza siła staje się naszą słabością, jeśli natkniemy się na osobę, która postanowi na tym żerować. Podobnie jest z innymi “cnotami” - uczciwością, lojalnością, wyrozumiałością - które zawsze mogą być wykorzystane przeciwko nam przez tych, którzy nie mają skrupułów. Kobiety są bardziej empatyczne - a mężczyźni to wykorzystują. Naszą naiwność, dobroć, poczucie obowiązku, chęć zaspokajania cudzych potrzeb, nawet kosztem własnych - do czego przecież kobiety są socjalizowane. Już małe dzieci widzą, że to matka jest od zapewniania komfortu emocjonalnego, łagodzenia konfliktów, godzenia innych członków rodziny: Mimo, że to Ryan podnosi głos, oczy córki są utkwione w jej twarzy. Sophie czeka, aż mama załagodzi sytuację. Wychowuje się przecież dziewczynki do pracy emocjonalnej, do poświęcania się “dla rodziny”, więc taka kobieta potem przyjmuje na siebie wszystkie humory i pretensje partnera, nie wspominając już o dzieciach, bo jest przekonana, że tak trzeba. Nie potrafi postawić wyraźnych granic, powiedzieć jasno “NIE”, a kiedy chce mieć swoje życie, odrębne od rodziny, to czuje że to coś niewłaściwego. Mąż oczywiście umacnia ją w tym przekonaniu, uzależniając kobietę od siebie - “nie chciał, żeby pracowała". 

Ciara i tak jest dość niezależna, ale tu też błądzi: bo nie wiedzieć czemu myśli, że musi sobie z tym wszystkim poradzić sama. Nie zwraca się o pomoc, nawet do rodziny - tu zresztą przemocowi mężczyźni też robią wszystko, żeby kobietę odciąć od jej siatki wsparcia społecznego. I wtedy robi się jeszcze trudniej, bo wsparcie to podstawa. Ale liczy się też profesjonalne wsparcie - często wsparcie samych przyjaciół/rodziny nie wystarczy - potrzebna jest osoba, która pomoże kobiecie uporać się z bałaganem w jej głowie, pokaże jej jakie mechanizmy tu działają i jak się od nich uwolnić. Gdyby kobieta zwróciła się o takie wsparcie wcześniej, zaoszczędziłoby to jej wielu miesięcy boksowania się z sytuacją i z samą sobą. 

Przemoc emocjonalna to nie jest jakaś fanaberia, tylko coś, co realnie niszczy psychikę, tak samo jak inne traumy. Zabiera poczucie sprawczości, osobowość, a strach niszczy życie. Co ciekawe, jest to kolejna powieść na ten temat rodem z Irlandii - a więc kraju, gdzie jeszcze do całkiem niedawna kobiety były zupełnie uzależnione od swoich mężów, gdyż prawo nie przewidywało rozwodów, a Kościół aktywnie podtrzymywał patriarchalny porządek społeczny. Ale oprócz tego najbardziej oczywistego wątku ta powieść dotyka również problemu o wiele bardziej konkretnego, mianowicie kryzysu mieszkaniowego w Irlandii. Gniazdo w tytule ma znaczenie nie tylko metaforyczne, ale jak najbardziej dosłowne, jeśli dostrzeżemy, że fabuła koncentruje się wokół poszukiwania przez bohaterkę własnego lokum. Te opisy, jak Ciara tuła się po hotelach, jak bezskutecznie szuka mieszkania na wynajem odzwierciedlają sytuację na rynku mieszkaniowym w Irlandii, gdzie został on sprywatyzowany i oddany w ręce deweloperów. Wielu z nich zbankrutowało wskutek kryzysu finansowego w 2008 roku, budowa nowych mieszkań została wstrzymana na prawie 10 lat. Sytuację pogorszył napływ dobrze sytuowanych pracowników, zatrudnionych w Big Tychach, które Irlandię obrały sobie za swoją europejską siedzibę. Rząd natomiast zamiast pomagać zwykłym ludziom, oferuje ulgi korporacjom i developerom. Skutkiem są rosnące ceny, brak mieszkań dostępnych cenowo o przyzwoitym standardzie oraz rosnąca liczba osób, które nie mają własnego dachu nad głową. Świetnie pokazuje to, co dzieje się, kiedy utowarowione zostają dobra mające znaczenie egzystencjalne. TU pisze na ten temat Filip Springer. Nam Polakom ta sytuacja powinna wydawać się złowieszczo znajoma. Tylko że nasi decydenci nie mają zwyczaju wyciągania wniosków z cudzych błędów. 

Autorce udaje się odmalować położenie Ciary we wszystkich możliwych odcieniach, odpowiadając tym, którym wydaje się to takie proste. “Dlaczego po prostu nie odeszła?” Chciałabym zobaczyć tych, którzy zadają takie pytania, gdyby sami znaleźli się w takiej sytuacji. A sytuacja opisana przez Roisin O’Donnell jest wręcz modelowa i może służyć kobietom jako podręcznik, co robić, a czego nie. To jest książka o dużym ciężarze emocjonalnym - lęk, napięcie i samotność bohaterki są namacalne. Wahanie, co zrobić. Jej zmęczenie. Te emocje są odczuwane przez czytelniczkę - trzymamy za Ciarę kciuki, martwimy się, wkurzamy, a kiedy na koniec okazuje się, że własne gniazdo wcale nie gwarantuje bezpieczeństwa, czujemy się tak samo zdruzgotane, jak Ciara. Dlatego uważam, że jest to jedna z tych powieści, dające lekcję empatii. Niestety pokazuje też ona, że empatia nie zawsze jest siłą, a bezpieczeństwo musimy zapewnić sobie same, bo nawet własne lokum nam tego nie gwarantuje, jeśli nie znajdziemy w sobie siły, żeby oprzeć się przemocy, a w środku będziemy nadal czuć się niepewne i zagubione. 

Metryczka: 
Gatunek: powieść obyczajowa
Główni bohaterowie: Ciara, Ryan
Miejsce akcji: Irlandia
Czas akcji: współcześnie
Ilość stron: 416
Moja ocena: 5/6
 
Roisin O'DonnellGniazdo, Wydawnictwo Albatros, 2026

Komentarze

instagram @dzienpozniej

Copyright © Dzień później