Niewolnica wolności
Falcones nie szczędzi nam opisów okropieństw, jakich doświadczali kubańscy niewolnicy, wyniszczającej pracy, znęcania się, pomiatania, a także okrutnych czynów popełnianych przez białych. Autor podejmuje też tu kwestię chyba rzadko podnoszoną, czyli “produkcji” nowych niewolników w sytuacji, kiedy handel niewolnikami został teoretycznie zakazany… wzrosła wtedy wartość czarnych kobiet, zmuszanych nie tylko do pracy na plantacjach czy domach białych, ale też do wykonywania pracy reprodukcyjnej, rodzenia nowych niewolników… Tytułową bohaterką powieści jest niewolnica Kaweka, Afrykanka, przywieziona na Kubę jako dziecko. Kaweka nie jest zwykłą niewolnicą, bo doświadcza ona kontaktów z afrykańskimi bóstwami (czyli jest opętaną przez nie), co przysparza jej zarówno sławy jako uzdrawiaczce, jak i niesławy oraz dodatkowych cierpień, gdyż kobieta wiedziona “misją” walczy o wyzwolenie siebie i swoich współbraci/współsióstr w niedoli, przez co zostaje znienawidzona przez białych panów. Tymczasem niewiele ponad 100 lat później we współczesnej Hiszpanii, potomkowie Kaweki nadal służą bogatym państwu, rodzinie Sandaromów, przybyłym z Kuby potomkom cukrowych baronów i nadal są traktowani przez nich jak ludzie niższej kategorii…
Niewolnica wolności idealnie zgrywa się z Kastą. Współczesny wątek nie tylko pokazuje skąd wzięły się rodowe fortuny bogatych hiszpańskich “arystokratów”, nadal tworzących śmietankę hiszpańskiego społeczeństwa, ale i nadal obecny wśród nich rasizm. Pięknie pokazano też tę kastowość, wpojoną ludziom: jak ludzie z wyższej kasty - biali, bogaci - nadal gardzą osobami “kolorowymi” (absurdalne określenie na osoby po prostu o różnych odcieniach ludzkiej skóry): traktują ich protekcjonalnie, uważają, że nadają się oni tylko do pośledniejszych zajęć, są leniwi i roszczeniowi, a cokolwiek mają to dzięki łasce okazanej przez pana i za jego przyzwoleniem. Uniezależnienie się jest traktowane jako niewdzięczność i przekroczenie granicy kast. “Dajesz takiej wszystko, wykształcenie, dom, pracę (...) a ona tak ci się odpłaca. Niewdzięcznica! Powinniście dalej ścinać trzcinę i…”. “Mulateczka potrafiła wykorzystać szansę, którą stworzyło jej hojne zachodnie społeczeństwo”. Ci ludzie nie poczuwają się do odpowiedzialności za poczynania swoich przodków, za cierpienia i śmierć milionów czarnych niewolników. I nic dziwnego, bo gdyby się poczuwali, to musieliby jakość zadośćuczynić, podzielić się swoim bogactwem, na co nie mają najmniejszej ochoty. W powieści pada sformułowanie “wtedy to było normalne” - i faktycznie tak było, niestety. Wychowane w tym systemie osoby niebiałe internalizują to przekonanie o swojej gorszości, niższym statusie - i tak to się toczy.
Concepcion broniła się przed tym, żeby choć podejść do przepaści, która w jej oczach była nie do pokonania. Zmiana statusu społecznego nie przystawała do sztywnego podziału na klasy, w którego duchu została wychowana.
przesiąka instytucje, struktury społeczne i codzienne życie wszystkich społeczeństw; że osoby pochodzenia afrykańskiego, mniejszości narodowe, rdzenna ludność, migranci, uchodźcy i wiele innych społeczności wciąż borykają się z nienawiścią, stygmatyzacją, rolą kozłów ofiarnych, dyskryminacją i przemocą; i że ksenofobia, mizoginia, teorie spiskowe, biała supremacja i neonazistowskie ideologie szerzą się w bańkach nienawiści.
Fabuła stworzona przez hiszpańskiego pisarza jest angażująca, wzbudza wiele emocji, związanych z bestialskim traktowaniem ludzi przez innych ludzi oraz z dziejącą się niesprawiedliwością. Autor pokazał wydarzenia na XIX-wiecznej Kubie w bardzo realistyczny, pełen szczegółów - często niestety drastycznych - sposób. Tak, to nie jest Przeminęło z wiatrem, ani nawet Korzenie, nie ma tu żadnych niuansów, jest przemoc i toczy się bezpardonowa walka między słabszymi, zniewolonymi i nieludzko traktowanymi czarnymi, a silniejszymi, ich białymi panami. Ważnym wątkiem jest też wątek afrykańskich wierzeń, które potem splotły się z chrześcijaństwem, tworząc lokalną odmianę religii (santeria) jak zresztą w całej Ameryce Łacińskiej. Jednak o ile przesłanie powieści jest ważne, to nie byłam zachwycona tym, jak przedstawiono bohaterki - zwłaszcza Kawekę - której decyzje były dla mnie irracjonalne. Nie potrafiłam zrozumieć, czemu kobieta podejmuje takie, a nie inne decyzje, poza tym, że taki przebieg zdarzeń tworzył opowieść a la telenowela o “wiecznym gonieniu króliczka”. Podążała za przeznaczeniem, narzuconym jest przez bóstwo? A to bóstwo było - jak to dawni pogańscy bożkowie - kapryśne? Nie za bardzo mnie to przekonuje, choć rzecz jasna zrzucenie postępowania Kaweki na opętanie ma jakiś sens… W tym sensie wątek współczesny wydał mi się spójniejszy, bliższy mi kulturowo, choć zarazem nie polubiłam Lity, bo mimo że jej roszczenia były słuszne, to jednak sposób ich egzekwowania jest dyskusyjny. To, co istotne w tym wątku, to było ukazanie ciągłości wydarzeń, kontynuacji dyskryminacji osób niebiałych. Prababka współczesnej bohaterki była niewolnicą, a Lita stosunkowo łatwo ustala to, co się wydarzyło, a co starali się ukryć Sandaromowie. Nie podobały mi się też liczne sceny seksu - Falcones chciał chyba tu pokazać nie tyle brak typowych dla białych zahamowań u czarnych, ale raczej brutalność tego świata, w którym wykorzystanie seksualne było na porządku dziennym. Tego seksu jednak było jak na mój gust za dużo, niepotrzebnie upodabniając w tym momentach powieść do jakiegoś brutalnego erotyku.
Jest to zatem powieść bardzo krytyczna wobec Hiszpanii, rozliczająca Hiszpanię z kolonizatorskiej przeszłości, z którą to państwo się nie uporało. Przecież to, o czym mowa w Niewolnicy wolności miało miejsce ledwie trzy pokolenia wstecz. Hiszpania była jednym z ostatnich krajów, który zniósł niewolnictwo. Błędem byłoby jednak sądzić, że inne państwa, mające w swojej historii tę niechlubną kartę kolonizacji i niewolnictwa, poradziły sobie z nią lepiej. I tu - w kontekście Kasty, śmiem wątpić w to, co pisze Falcones o tym, że Stany Zjednoczone potępiają rasizm oraz że przywiązuje się w nich. dużą wagę do tego, by nie wspierać działalności mających jakieś związki z niewolnictwem. Na podstawie tego, co czytam i słyszę - uważam, że jest zupełnie inaczej, a jeśli już to owa dbałość ogranicza się do pięknych słówek i pustych deklaracji… Do prawdziwej równości - na całym świecie - nam bardzo daleko.
Co do Kuby natomiast, to nowożytna (postkolumbijska) historia tego kraju wydaje mi się szczególnie tragiczna: najpierw skolonizowana, wykorzystywana i zasiedlona przez niewolników, po uzyskaniu niepodległości dostała się w orbitę USA i stała się na krótko państwem kapitalistycznym, w którym utrwalane były postkolonialne struktury, by w efekcie rozpętała się tam kolejna - komunistyczna - rewolta, a kraj zbiedniał i stał się swego rodzaju skansenem. Dzisiejsza Kuba po raz kolejny przeżywa dramatyczne chwile, broniąc się ostatkiem sił przed skutkami izolacjonistycznej polityki Stanów Zjednoczonych. które najchętniej zaanektowały by ją, jako kolejny stan, a przynajmniej satelickie państewko.
Gatunek: powieść historyczna







Komentarze
Prześlij komentarz