Książka o klimacie
Zmiany klimatyczne to dla mnie najbardziej absurdalne zjawisko naszych czasów. Mamy katastrofę o znaczeniu egzystencjalnym, zagrażającą naszemu życiu, życiu naszych dzieci i przyszłych pokoleń. Zwierzęta i rośliny masowo wymierają, a świat rok po roku staje się coraz gorętszy i mniej przyjazny. Tu i teraz, a nie za jakieś 30, 50 albo 100 lat. A ludzie na to: who cares. Dajcie spokój z tą ekologiczną gadką. Życie toczy się jak zawsze - jeździmy sobie wypasionymi suvami, latamy na egzotyczne wakacje, organizujemy masowe imprezy, grillujemy przy karkówce… Czy mamy jakąś powszechną mobilizację? Czy na zwalczanie katastrofy klimatycznej przeznaczono jakieś nadzwyczajne środki? Czy powołano służby kryzysowe? Czy prowadzona jest jakaś powszechna akcja informacyjna, czy uczy się o tym dzieci w szkole? Transformacja energetyczna dokonuje się powolutku, ponieważ się “opłaca”, a jeśli chodzi o jakieś wyrzeczenia - zmianę trybu życia - to są one dobrowolne. Czy to są działania kryzysowe? Słusznie zauważono w jednym z rozdziałów tej książki, że skoro nie widać żadnych oznak kryzysu, to ludzie nie czują, że jest jakiś kryzys. Ja wiem, że jest psychologiczne wyjaśnienie tego stanu rzeczy, ale wybaczcie, są pewne granice, kiedy wypadałoby porzucić nasze wymówki i urojenia - więc ja tego, co ludzie wyprawiają po prostu nie rozumiem.
Ta książka jest taką pigułką wiedzy na temat zmian klimatycznych, której przeczytanie polecałabym przede wszystkim osobom, które jeszcze niewiele wiedzą na ten temat. Jej celem było pokazanie katastrofy klimatycznej w “holistyczny” sposób, co oznacza, że mamy tu aspekty i biologiczno-fizyczno-chemiczne, jak i społeczne i polityczne. Greta Thunberg zebrała do niej znanych mi i “lubianych” autorów - naukowców, dziennikarzy, pisarzy, aktywistów - zajmujących się tym tematem. Wypowiadają się m.in. Michael Mann, Michael Oppenheimer, Jason Hickel, George Monbiot, Naomi Klein, Amitav Ghosh. Kate Raworth, Elizabeth Kolbert. I wielu innych. Najbardziej konkretne są części pierwsza i druga, mówiące o tym, jak działa klimat, o przyczynach i objawach zmian klimatycznych; znajdziecie w niej m.in. wyjaśnienie jak tworzy się tzw. kopuła ciepła, z którą właśnie mamy do czynienia. Zwróciłam uwagę, jak często w tych rozdziałach autorzy odnoszą się do punktów krytycznych, o których tak naprawdę nie wiemy gdzie leżą i czy może już ich nie przekroczyliśmy… Trzecia część książki pokazuje co grozi nam, ludziom: choroby, zgony wywołane upałem, koszty klęsk żywiołowych, problemy z żywnością i dostępem do wody, ect... Pozostałe części książki natomiast obracają się wokół wadliwego systemu ekonomicznego, który zafundował nam zmiany klimatyczne, systemu opartego o wyzysk jednych i chciwość drugich oraz naszej “luki poznawczej” w tym temacie. Teksty Grety Thunberg są dla mnie tu najbardziej dobitne i trafne: aktywistka mówi/pisze bez żadnych ogródek o tym, jak to nasi decydenci robią wszystko co w ich mocy, żeby… nie robić nic, żeby podtrzymywać status quo, póki będzie można na tym zarobić… Uprawiają greenwashing i ekobójstwo. Nie ma realnych działań proklimatycznych, są tylko puste obietnice, które stoją w sprzeczności z tym, co się faktycznie dzieje: tym, że niszczymy kolejne cenne przyrodniczo tereny (a mieliśmy je “oddawać” przyrodzie), a emisje rosną, a nie maleją! Daleko szukać nie trzeba: tu wchodzi np. nasz prezydent z jego absurdalną propozycją referendum na temat polityki klimatycznej. Oraz posłowie prawicy proponujący ustawę, która zablokuje w Polsce tworzenie rezerwatów, podobnie jak to zrobiono lata temu z parkami narodowymi. Co gorsza, brak działań zabezpieczających przed skutkami zmian klimatycznych, w ogóle myślenia w tych kategoriach, jeśli nadal osuszamy lasy i mokradła, regulujemy rzeki, betonujemy miasta, a za wylewanie ścieków do środowiska nic nie grozi… Dziękujemy bardzo! Ja nie rozumiem tego, jakim cudem ekologia stała się tematem politycznym, ale w sumie to się spina - bo politycy od lat wielu wspierali interesy firm z branży paliw kopalnych, ignorując ten problem. Problem, który był bardzo niewygodny, bo nie do pogodzenia z obietnicami wygodnego życia i ciągłego wzrostu gospodarczego, wpisanego w kapitalizm. Przez te przepychanki tracimy cenny czas, a cele realne jeszcze 10 lat temu, dziś są już nierealne. Dziś już nie ma czasu na małe kroczki - im gorsza jest sytuacja, tym bardziej drastyczne działania są potrzebne. A politycy postępują tak, ponieważ tak niska jest świadomość społeczna dotycząca zmian klimatycznych - dzięki temu nie ma presji elektoratu, ekologia pozostaje gdzieś na szarym końcu wyborczych obietnic. Mało tego, nawet jeśli te postulaty się przebijają - jak w Polsce na ostatnich wyborach - potem okazuje się, że te obietnice nie są realizowane, a rząd postępuje “as usual”. Czyli: wbrew nauce i wbrew logice, za to oby zadowolić lobbystów oraz konserwatywnych wyborców. I co im panie zrobisz? Właściwie wszystko, co napisała Greta, napisałam i ja, w swoich tekstach na temat zmian klimatycznych. George Monbiot za tę niską świadomość społeczną wini media… pewnie słusznie, bo czy w mainstreamowych mediach mówi się o katastrofie klimatycznej? Czy wyjaśnia się, czym jest? Czym nam grozi? Ja się nie spotkałam. Jeśli już, mówi się o wyizolowanych zjawiskach - konsekwencjach zmian - jak upały, susze, pożary albo powodzie, tornada - ale nie łączy się tego w całość, ze zmianami klimatu. Zresztą, co dziś mogą tradycyjne media, skoro ludzie czerpią wiadomości z social mediów, a tam dezinformacja hula.
Szkoda, że wiele z tych wypowiedzi nie jest aż tak dobitnych jak wypowiedzi Grety i mają one charakter takich okrągłych słówek - gdyż powtarzanie X razy, że coś “musimy zrobić” - musimy przestać emitować, musimy to, musimy tamto… nic nie da, skoro ludzie nie palą się by to zrobić. I skoro właściwie nie wiadomo jak - mało tutaj jest konkretnych propozycji działań, a przecież nawet ja przyznaję, że zaprzestanie emisji jest nierealne, bo każda działalność wiąże się z jakimiś emisjami i musielibyśmy po prostu przestać żyć, żeby je zredukować do zera. A przejście na energię odnawialną też niestety ma swoje ekologiczne koszty - całkiem spore - o czym w tej książce nie wspomniano. Tak więc, wydawało mi się momentami, że te eseje to taki zestaw pobożnych życzeń, a nie realnych postulatów, niestety. Chciałabym tu jednak wyróżnić tekst Amitava Ghosha (na którego przekłady książek o zmianach klimatycznych ciągle czekam), który podszedł do tematu zupełnie inaczej i dał zupełnie niespodziewaną odpowiedź na argument - lubiany w Polsce - że “po co mamy cokolwiek robić, skoro najwięcej emitują Chińczycy” (ale o naszych przyjaciołach Amerykanach, jakoś zapominamy).
Podobno spora część społeczeństwa jednak martwi się zmianami klimatycznymi - jeśli tak, to chyba za mało, a w każdym razie ja w moim otoczeniu nie widzę osób, które podchodziłyby do tego poważnie. I pewnie znacznie bardziej świadomi zagrożenia są mieszkańcy Globalnego Południa, gdyż to na nich głównie spadną skutki, podczas gdy my, w zachodnich bogatych krajach żyjemy sobie w przekonaniu, że “nas to nie dotyczy”. Tymczasem jest wręcz przeciwnie, bo Europa ociepla się najszybciej... Na ile więc są w stanie wyrwać nas z tego przekonania fale upałów jak ta, której właśnie doświadczamy? Padł rekord temperatur, 40 stopni na słupku termometru, tymczasem ja nadal czytam komentarze: ja pamiętam za dzieciaka jaki był gorąc, tera to ludzie słabi som... No są, a upał zabija. Ja naprawdę poczułam się już jak w dystopii: przerwy w pracy, awarie sieci, paraliż kolei, roztopione drogi i tory, puste ulice, zalane betonem i słońcem, sauna w zbiorkomie, bo klima "nie działa", wypalona trawa (oczywiście świeżo skoszona), w nocy temperatura jak w tropikach. Czy jesteśmy na to przygotowani? A skąd. Nasi decydenci nie robią nic, by dostosować nasz kraj do tej nowej rzeczywistości i pomóc ludziom przetrwać. Poza wysyłaniem alertów RCB... Jeśli możesz, zostań w domu. A jeśli nie możesz? Albo jeśli w domu masz saunę? Przepisów prawa regulujących pracę w upały brak, bo posłowie... nie zdążyli. A idą następne fale i będzie tylko gorzej. Pojawia się następna fala ludzi wykluczonych: bez dostępu do klimatyzacji... Moje poczucie absurdu jeszcze się wzmaga, jak patrzę jak w tym czasie organizowane są imprezy, koncerty, eventy, gigamundial, podczas którego nabijane są kilometry lotów po całym kontynencie... ludzie się bawią. Jak na Titanicu. Kolejna faza wyparcia to normalizowanie nienormalności. Tylko bogaci cichaczem przygotowują się na koniec świata, do którego sami doprowadzają.
Najlepszym sposobem na posprzątanie tego syfu, jaki narobiliśmy, jest samoedukacja - jak pisze Greta. Można zacząć od tej książki, mimo, że nie niesie ona wiele nadziei - powinna ona być szkolną licealną lekturą i służyć jako takie najbardziej podstawowe i przystępnie podane kompendium wiedzy o zmianach klimatycznych. Tymczasem nie ma jej nawet w bibliotece… Co chyba najlepiej podsumowuje moje rozważania na temat stanu świadomości społeczeństwa w tym temacie. Ogólnoświatowa katastrofa, której "nie ma".
Gatunek: popularnonaukowa







Komentarze
Prześlij komentarz