Polska Rzeczpospolita Leśna

Pozycja z cyklu nawet nie wiedziałam, że "muszę" przeczytać tę książkę - i wcale nie chciałam, biorąc pod uwagę liczne doniesienia na temat poczynań Lasów Państwowych, z jakimi zetknęłam się w mediach. 

Lasy w Polsce wycinane są na potęgę, a działalność ta mocno się nasiliła w ostatnich latach, za rządów PiS. Pod rządami koalicji zaś wcale nie jest lepiej. Mamy taką instytucję, która powinna "stać na straży" polskiej przyrody, jednak okazuje się, że to "stanie na straży" jest zupełnie inaczej rozumiane, niż powszechnie się to wydaje... Lista grzechów LP jest długa. Upublicznienie, kolesiostwo, lewe interesy, przerost wynagrodzeń, biznes na nieruchomościach, siedziby w marmurach, patologia związana z pracą drwali, czyli tzw. zuli, zatajanie istotnych informacji i sianie dezinformacji, lekceważący stosunek do opinii naukowców, ekspertów, ekologów, prześladowania i oczernianie aktywistów. LP zarabiają gruby hajs, ale myślicie, że chociaż ta kasa trafia do budżetu państwa albo samorządów? Nic podobnego. O dziwo, na LP skarżą się też ich polscy klienci - branża drzewna, meblarska - wobec których LP zachowują się jak typowy monopolista, skutkiem czego branże te się kurczą. To w takim razie kto korzysta na utrzymywaniu takiej instytucji jak LP, poza nią samą? Określenie “państwo w państwie”, może jest klasyczne, ale nic nie pasuje tu lepiej, skoro instytucja teoretyczna publiczna, zarządzająca publicznym, wspólnym dobrem (jakim są lasy) robi sobie co chce, za nic ma nie tylko głos społeczeństwa, które coraz bardziej protestuje przeciw takim działaniom, ale i państwa, sądów, a nawet instytucji unijnych. Lasy Państwowe jadą zresztą nie tylko na lobby zbudowanym na szczytach władzy, ale i na lokalnych układzikach i starej renomie. Na wsi, szczególnie kiedyś, były trzy najważniejsze osoby: wójt, ksiądz i leśniczy - i kto się im postawi? Stąd las jest traktowany przez LP jak prywatny folwark, w czym pomaga im absurdalne prawo (które leśnicy sami sobie napisali na początku III RP): 

Nawet jak leśnicy dokonują wylesienia, czyli zetną las i zbudują tam swoją siedzibę czy parking - to ten teren nadal będzie lasem w rozumieniu polskiego prawa. Wycięty w pień las nadal jest lasem, o ile tylko służy Lasom Państwowym. 
Marek Jóźwiak opisuje, jak nieraz, na każdą wzmiankę zagrażającą działalności LP, te organizowały, wespół ze związanymi z nimi politykami, kampanie pod hasłem “hurr durr, chcą prywatyzować polskie lasy”, “Polak nie będzie mógł już sobie pójść na grzyby” - a mnie przypomniały się opowieści o tym, jak zwykli ludzie byli przeganiani z lasu przez leśników albo myśliwych - bo to oczywiście jedna klika - bo im przeszkadzali i byli postrzegani jako intruzi na terenie leśników…  

Wszystko to może by byłoby jeszcze do wybaczenia, gdyby LP faktycznie dbały o przyrodę. Tymczasem LP mają do przyrody pogardliwy - skrajnie antropocentryczny, instrumentalny (i kapitalistyczny) - stosunek. Wycinane jest wszystko, jak leci, cenne drzewostany, właściwie im drzewo starsze, tym lepiej, bo będzie z niego więcej desek. LP wjeżdżają na tereny, gdzie przyroda - według wszelkiej logiki powinna być chroniona - w ostatnich latach co rusz słyszeliśmy takie historie. Zabierają się nawet za parki narodowe! Ciężkim sprzętem i zrywką drewna rozjeżdżane jest poszycie, niszczone szlaki turystyczne (sama mam zdjęcia takich szlaków w górach). A cenne drzewa przerabiane są na sklejkę, a nawet po prostu wędrują do pieca w elektrociepłowniach! Po prostu las dla leśników nie jest żyjącym ekosystemem, tylko fabryką drewna. “Zasobem”, czymś co traktuje się jak darmowe dobro, co się “pozyskuje” (tj. wycina) i “gospodaruje” (zrównoważona gospodarka leśna to jeszcze większa ściema niż zrównoważony rozwój) - tak żeby odpowiadało to człowiekowi rzecz jasna, a nie przyrodzie. Nasadzenia nowych drzew też są, owszem, ale też według widzimisię człowieka - a te posadzone drzewa nie stanowią już lasu, tylko plantację. Polscy leśnicy zachowują się wręcz tak, jakby bez nich nie mogła zachodzić fotosynteza i uważają, że jak człowiek (czyli oni) nie “zadbają” o las, to las sobie nie poradzi i zginie. 

Puszcza to nie ogródek i z jakiegoś powodu rzadkie zwierzęta i rośliny żyją w tych najdzikszych, najbardziej “zapuszczonych” lasach w Polsce, a nie tych posadzonych w rządek przez Lasy Państwowe. 
Autor cytuje wypowiedź jakiegoś leśnika (leśniczki), stwierdzającego, patrząc na naturalny las, że “w lesie ma być porządek”, bo “ludziom się to nie podoba”. Serio, jakim ludziom? Jacy ludzie traktują las w ten sposób - pewnie tacy, którzy uważają, że przyroda należy do człowieka i mogą ją traktować dowolnie. W tym myśleniu nie mieści się wyobrażenie, że przyroda może rządzić się sama i nie potrzebuje do tego ludzi, co rusz ingerujących w ekosystem. 

Czytając komunikaty LP, trudno nie odnieść wrażenia, że leśnicy są z siebie dumni. Patrząc na skutki dla przyrody, dla finansów LP i dla całej gospodarki, aż chce się przyklasnąć: “Brawo, wykonaliście kawał niepotrzebnej, ale za to bardzo szkodliwej roboty”. 
A do tego jeszcze, w swoim bezwstydzie i bezczelności (tak, nie waham się użyć tych słów), LP twierdzą, że “chronią przyrodę” - to ta sama śpiewka zresztą, co myśliwych (jedna klika, bo wielu leśników to zarazem myśliwi i żeby było śmieszniej, interesy tych dwóch grup bywają sprzeczne) - i że to oni właśnie “się znajo”, a inni nie! Oni żyją w swojej bańce, uważając, że "leśnicy dbają o lasy bardziej niż o własny dom", a inni (tzn. ekolodzy) im tylko w tym przeszkadzają. Ponoć są nawet tacy, którzy naprawdę wierzą w tak kuriozalne bzdety. Ta “ochrona” i "dbanie" obejmuje zatem niszczenie np. siedlisk zwierzyny, w tym gatunków chronionych, budowę dróg w parkach i rezerwatach albo wycinanie lasów w górach, stanowiących ochronę przeciw powodziom… LP są ślepe na zmiany klimatyczne, brak im w ogóle polityki tego dotyczącej. Najlepszą egzemplifikacją zachowania tej patologicznej instytucji jest chyba zachowanie leśników w stosunku do zewnętrznych ekspertów, biologów, ekologów - lekceważenie, kłamstwa, odrzucanie postulatów o ochronę bez powodu, nie wywiązywanie się z danych obietnic - kompletny brak dialogu i chęci dialogu. Każdy kto nie jest leśnikiem traktowany jest przez leśników jako laik, który nie ma prawa się wypowiadać. Generalnie wynika to z postawy “my wiemy lepiej i my decydujemy” (i co nam Pan zrobisz). Marek Józefiak cytuje dialogi leśników z naukowcami, które są tak absurdalne, że brzmią jak wyjęte Misia. Tymczasem to leśnicy nie mają elementarnej wiedzy o funkcjonowaniu przyrody (kolejna rzecz, w którą trudno uwierzyć), bo przecież w swojej szkole uczą się głównie o tym, jak wycinać, uczą się o drzewach i o drewnie, a nie o LESIE jako ekosystemie. A weźmy chociażby taki opis studiów na kierunku leśnictwo: Zdobądź wiedzę z zakresu gospodarki leśnej i ochrony środowiska, a także projektowania, urządzania, organizowania i zarządzania gospodarstwem leśnym. Naucz się sporządzania i realizacji planów gospodarczych, ochronnych i finansowych, projektowania i realizacji inżynieryjnego zagospodarowania lasu oraz prowadzenia nadzoru inżynierskiego nad wykonawstwem prac leśnych. A to wszystko okraszone hasłami o “rozsądnym chronieniu i gospodarowaniu zasobami, które dała nam Ziemia”. Nie ma to nic wspólnego z ochroną bioróżnorodności:

Trzymam na półce sporo książek z zakresu nauk leśnych, które mają w tytule ochronę lasu, i to są książki o tym, jak zabijać leśne zwierzęta, rośliny i grzyby, które ograniczają produkcję drewna. 

Czym też nieraz się leśnicy popisywali, np. zlewając las jakimiś środkami owadobójczymi, które truły wszystko dookoła. Naprawdę brak mi słów, żeby opisać, co ja czuję, kiedy spotykam się z czymś takim, bo po prostu nie rozumiem, jak można nie wiedzieć tak elementarnych rzeczy o przyrodzie (do których nie trzeba kończenia trzech fakultetów, wystarczy biologia w szkole, a nawet mądrość ludowa…). Ten absurd pogłębia fakt, że LP to tak naprawdę armia urzędników (świetnie wynagradzanych!), bo faktyczne prace fizyczne w lesie są outsoursowane. 

Ufff. 

Dla mnie ten reportaż to petarda, bo nie tylko jest pierwszą książką, odsłaniającą kulisy działania LP, ale ogólnie zawiera mnóstwo wiedzy ogólnie z dziedziny ochrony przyrody i tego, co się wokół niej dzieje w sferze polityczno-gospodarczej oraz społecznej, co trafia w 100% w obszar moich zainteresowań. Są tu zatem i rozdziały o polityce i finansach LP - i tu na przykład, po opisie, jak wygląda wycinka drzew w górach, w tym w najcenniejszych przyrodniczo obszarach np. Bieszczad, dowiadujemy się, że w zasadzie ta wycinka jest nieopłacalna, generuje więcej kosztów niż zysków. De facto dopłacamy więc do dewastacji przyrody. To w takim razie po co LP to robią, broniąc tego procederu jak niepodległości?  I biorąc jeszcze pod uwagę społeczny sprzeciw, jaki to wzbudza?? Jest krótkie - acz wystarczająco załamujące - porównanie LP do podobnych instytucji z innych krajów europejskich. Dość dużo miejsca autor poświęca kwestii parków narodowych i - przypomnijmy weta samorządowego w ich ustanawianiu, skutkiem czego od 25 lat nie mamy żadnego nowego, a ogólna powierzchnia tych parków jest znikoma w stosunku do powierzchni polskich lasów i do tego, jak to wygląda w innych państwach, znów. Józefiak tłumaczy czemu samorządy są tak niechętne parkom, dowiadujemy się też z PRL, że parki narodowe to ubodzy krewni LP i właściwie ich wasale… Fantastyczny jest rozdział, gdzie dokonywane jest porównanie, czym różni się leśnik od przyrodnika - to jest clue tej książki. Są też rozmowy z przyrodnikami, ekologami, czy tymi leśnikami, którzy jednak nie zgadzają się z taką polityką LP. Trochę można PRL porównać ze Szkodnikami, które też podejmowały te tematy, ale mniej szczegółowo, bo ich głównym tematem była walka o Puszczę Białowieską. Tu mamy także historie mi.n. z Bieszczad, ale schemat jest ten sam: mamy z  jednej strony narrację leśników pełną dezinformacji, z drugiej ekologów, a pomiędzy nimi są zwykli, zdezorientowani ludzie. Reportaż może nie jest nazbyt rozbudowany, ale jest bardzo informatywny, trzeźwy i niebywale łatwy w lekturze, przez prosty styl autora. Może można by mu zarzucić, że jest zbyt jednostronny, że nie ma w nim wersji LP, że wrzuca wszystkich leśników do jednego wora (niezupełnie). Tak, z pewnością w LP są też ludzie z innym podejściem, którzy nie zgadzają się z takim traktowaniem przyrody, ale tu chodzi o politykę instytucji, o całokształt. To, co znajduje się w tej książce, znajduje jak najbardziej potwierdzenie na bieżąco. Np. wielokrotnie czytałam o tym, co znowu Lasy bezprawnie wycięły (ostatnio np. drzewa na terenie objętym państwowym moratorium - a argumenty na taką wycinkę z repertuaru absurd pogania absurd - zawsze się znajdą - i co im zrobisz?). Czytałam sporo na temat tego jak wygląda “ugadywanie się leśników” z nową władzą, np. w temacie wyłączenia obiecywanego procenta lasów z wycinki - leśnicy proponowali tu tereny, na których już lasu nie było, np. bagna, łąki, strzelnice, itp. Proces obiecanego wyłączenia 20% lasów z wycinki utknął w połowie 2025 roku, a w tym tempie, to jego realizacja zajmie… ponad 200 lat. Cóż, jak pokazują absurdalne kwestie cytowane w PRL, żadna ilość dowodów nie wystarczy, gdy nie ma woli politycznej... TU jeszcze wywiad z autorem. 

Wierzcie mi, ta książka naprawdę podniosła mi ciśnienie, a powinnam już na to uważać. Generalnie reportaż pokazuje zapaść polskiej ochrony przyrody, którą trzeba by ujmować w cudzysłów, jeśli zajmują się nią takie instytucje jak LP oraz kolejni ministrowie środowiska, którzy dokładają kolejne cegiełki do dewastacji, a nie do ochrony naszych naturalnych zasobów. Jest tak, ponieważ taki mamy system - niezainteresowany ochroną przyrody, mający do niej olewczy i rabunkowy stosunek. Przyrodę postrzega się przede wszystkim jak przeszkodę do rozwoju, gdzie rozwój to oczywiście zalanie betonem i industrializacja. Dlatego wycina się drzewa bez większego namysłu, starania by je zachować i pod byle pretekstem, nie tylko w lasach, ale w miastach czy przy drogach, co też zresztą opisywał Jan Mencwel w Betonozie. W żadnej innej rzeczywistości nie miałoby racji uzasadnianie wycinki cennych przyrodniczo drzew w głębokim lesie "bezpieczeństwem publicznym". W czasach zmian klimatycznych, o których trąbi się już wszem i wobec jest to dla mnie nie do pojęcia: bo w Polsce nic się nie zmienia, nadal myśli się starymi kategoriami i tak naprawdę to jest coraz gorzej. Nowa władza (to znaczy po PiS) porzuciła przecież obietnice wyborcze, związane z ochroną przyrody, w tym z nadmierną wycinką lasów. Ostatnio nawet ogłoszono, że "nie poradzimy sobie bez biomasy"- czyli polski rząd planuje po prostu polskie lasy spalić! Przypomnijmy też, że niedawno, po wielu, wielu staraniach udało się wreszcie złożyć projekt nowego parku Dolnej Odry (o którym Józefiak pisze jeszcze z nadzieją), który został utrącony przez naszego kochanego prezydenta w ramach walki z rządem. 

Karol Nawrocki zapowiadał, że jako prezydent nie dopuści do prywatyzacji lasów i “będzie strażnikiem instytucji Lasów Państwowych”. A kto będzie strażnikiem interesów polskiego społeczeństwa? I polskiej “racji stanu” rozumianej jednak nie jako interes aktualnych władz czy grup interesu, tylko ogólnonarodowe dobro? 
A trzeba tu zaznaczyć, że Polska i tak jest uznawana za kraj wyjątkowo zalesiony na tle Europy i kiedy oglądałam sobie mapę stworzoną na potrzeby celów Agendy 2030, dotyczącą Celu 15, obejmującego właśnie ochronę i otworzenie lasów, to ze zdziwieniem zauważyłam, że Polska jest jednym z zaledwie 4 krajów na świecie (sic!), gdzie te cele są “osiągnięte” (zaznaczone na mapie na zielono). Podejrzewam, że tu chodzi nie o to, że staramy się coś robić w tym temacie, tylko że jeszcze niewystarczająco napsuliśmy - i pytanie jak długo to jeszcze potrwa, jeśli LP będą sobie poczynać tak jak dotychczas, a Polska będzie drewnem palić. 

Na koniec refleksja natury osobistej. Mieszkam w mieście, ale tak jak większości Polaków chciałabym mieszkać najlepiej gdzieś pod lasem, gdzie cisza i spokój. Tylko czy aby na pewno - naszło mnie, po przeczytaniu PRL? Już teraz stresuję się każdym wyciętym, czy uschniętym drzewem w mieście, a mieszkając w sąsiedztwie lasu, na pewno byłabym świadkiem kolejnych wycinek i dewastacji, tak jak rozmówcy Józefiaka. Wykończyłabym się chyba nerwowo. Po drugie - już od dziecka interesowała mnie przyroda i chciałam zajmować się jej ochroną. Życie pokierowało mnie inaczej. Ostatnimi czasy tego żałuję, zwłaszcza że wydawałoby się, że wreszcie ta ochrona przyrody stała się ważna, a nie traktowana jak wymysł idealistów. Wydawałoby się, że będzie więcej pracy dla ekologów/przyrodników, zwał jak zwał. Prawda? Nic bardziej mylnego. Gdzie miałabym pracować, skoro “ochrona przyrody” to jest właściwie antyochrona: Lasy Państwowe dewastują, Wody Polskie podobnie, jakieś inspektoraty ochrony środowiska są bezradne i niekompetentne, parki narodowe nie mają pieniędzy. Nawet gdyby udało się gdzieś załapać, opcje byłyby dokładnie takie, jak to opisuje Józefiak: albo się szybko wypalisz i odejdziesz, albo będziesz walić głową w mur, walcząc z systemem i zwariujesz, żyjąc w wewnętrznym konflikcie, albo zobojętniejesz. Zostają fundacje, ale w fundacjach, wiadomo zatrudnionych jest niewiele osób, większość to wolontariusze. Moim zdaniem ekologia jest obecnie jeszcze bardziej deprecjonowana niż kiedyś, stała się kwestią zapatrywań politycznych, dzielącą ludzi, bo teraz stanowi już dla wielu osób egzystencjalne/fenomenologiczne zagrożenie - to ludzie, którzy nie chcą przyjąć do wiadomości wiedzy, że człowiek spowodował zmianę klimatu i zdewastował środowisko tak, że stanowi to zagrożenie dla przetrwania przyszłych pokoleń.  Ekolodzy ze zwykłych oszołomów przemianowani zostali więc na “ekoterrorystów” i trwa walka o zachowanie status quo. Trudno (mi) jest w to uwierzyć, że troska o przyrodę, o fundament naszego życia, wywołuje agresję i nienawiść. Do tych denialistów niestety zaliczają się ludzie będący u władzy. Zastanawiam się wtedy naprawdę “co jest z nami, ludźmi, nie tak”, że nie rozumiemy tak podstawowych spraw. Jeśli chodzi o “zwykłych ludzi”, w czystym środowisku chce żyć każdy, ale żeby dołożyć do tego swoją cegiełkę poprzez realne działania, np. segregację śmieci albo ograniczenie jazdy samochodem - to już niekoniecznie. Ludzie czekają aż samo się zrobi i znajdują milion wymówek, a faktyczna (nie greenwashingowa) troska o środowisko nadal wywołuje heheszki (“planeta płonie!). Nadal wydaje się nam, że są inne, ważniejsze sprawy do załatwienia i ciągle zadajemy pytanie “czy to się opłaca”, podczas gdy to jest sprawa drugorzędna w kontekście ochrony środowiska naturalnego. Autor pisze, że percepcja społeczeństwa się zmienia, że dziś coraz więcej ludzi protestuje przeciwko wycinkom, a leśnicy sporo stracili wizerunkowo - i to chyba jest prawda - tyle, że to niewiele daje, bo decydenci ignorują “głos ludu”, jeśli nie jest po ich myśli (patrz chronienie myśliwych) i każdorazowo trzeba się z nimi szarpać. Być może patrzę na to zanadto pesymistycznie, ale to dlatego, że dla mnie to wszystko, co się robi to o wiele za mało w porównaniu do tego, jaką presję wywieramy na środowisko. I naprawdę podziwiam tych ludzi, którzy walczą z systemem, mimo tego wszystkiego. Reportaż o LP jest elementem tej walki. 

Metryczka: 
Gatunek: reportaż
Główny temat: Lasy Państwowe
Miejsce akcji: Polska
Czas akcji: współcześnie
Ilość stron: 304
Moja ocena: 6/6 
 
Marek Józefiak, Polska Rzeczpospolita Leśna, czyli jak Lasy Państwowe stały się państwem w państwie, Wydawnictwo W.A.B, 2025


Komentarze

instagram @dzienpozniej

Copyright © Dzień później