Wszystko to zbyt małe

Życiowo jestem maksymalistką. Z minimalizmem mi nie po drodze. Nie ufam też współczesnym trendom na mindfulness - nie o to chodzi, że popieram konsumpcjonizm, wręcz przeciwnie, ale "uważność" to po prostu kolejna kapitalistyczna ściema, wersja sterowania ludźmi, serwowana nam jako odtrutka na nadkonsumpcję, kulturę nadbodźców, kiedy z każdej strony ktoś do nas krzyczy “kup”, “podgłośnij”, “zarabiaj”, “bądź aktywny 24/7”. Nakłada to jednak na ludzi dodatkowy ciężar walki z całą rzeczywistością, ograniczania się na przekór panującym trendom i oczywiście biczowania się potem z tego powodu, że się nam nie udaje. Becca Rothfeld wysuwa tezę, że owe “odgracanie”, czyszczenie i otoczenia i umysłu prowadzi w efekcie do pustki życiowej, bez własnego ja, bez zbędnej treści czy przywiązania do czegokolwiek - depresja? depersonalizacja? samotność? A medytacje wcale nie są takie proste, jak się to wydaje tym, którzy zalecają je na odstresowanie się. Zatem podjarałam się tą książką, idącą temu pod prąd. Narobiłam furę zdjęć, napaliłam się jak szczerbaty na suchary, po czym okazało się, że, eee, to chyba nie jest to, czego oczekiwałam. 

O ile w pierwszych esejach - np. tym tyczącym pomysłów Marie Kondo (książki to "tylko informacje", więc można bez zbędnych ceregieli je wyrzucić!), rozdziale o współczesnych kobiecych powieściach fragmentarycznych albo ciekawej choć przegadanej analizie trendu uważności, faktycznie łapałam wspólny vibe z autorką, to inne odbierałam jako odleciane i zupełnie nic nie wnoszące, że wspomnę tu o eseju o głodzeniu się/obżeraniu, czy tym, w którym autorka streszcza kolejne obrzydliwe filmy Davida Cronenberga (twórcy tzw. body horrorów). Przede wszystkim o nadmiarze jest tylko niewielka część esejów, bo jakoś nie potrafię dostrzec związku z tematyką równości czy seksu, do którego autorka zresztą uporczywie wraca. W tym rozdziale Rothfeld długo omawia dwie książki nowych amerykańskich purytanek, pomstujących na swobodę seksualną i upadek obyczajów. Nic nowego i zasługującego na taką perorę - wystarczyłoby napisać, że poglądy tych pań nie odbiegają od wiktoriańskiej tradycyjnej moralności i cofają nas do czasów sprzed seksualnej rewolucji. W praktycznie każdym z rozdziałów pisarka streszcza i analizuje jakieś książki czy filmy, przy czym ja miałam poczucie, że to, czym Rothfeld się oburza, krytykuje, czy ekscytuje jest mi doskonale obojętne, a jej wywody mnie nudzą. Żeby to jeszcze była mowa o klasyce, czy o jakichś dziełach powszechnie znanych - ale większość z tych tworów po prostu nie znałam. 

Autorka niewątpliwie jest wierna filozofii maksymalizmu także w kwestii użycia słowa pisanego.  Jest “na bogato” - mamy tu bardzo wiele odniesień do innych książek, czy filmów, ale cała warstwa narracyjna także jest barokowa i przebogata. Mnóstwo dzielenia włosa na czworo, dywagacji, obudowanych bardzo wieloma mądrymi słowami, a prowadzących zasadniczo do niczego. Przy czym z tymi bardzo mądrymi słowami sąsiadują tu sformułowania bardzo, że tak to ujmę, kolokwialne, co na mnie robiło wrażenie przeszarżowania.  Istotnie “retoryczna przesada” w pełnej krasie. Nic dziwnego, autorka studiowała filozofię, jednak przekładać swoich myśli na słowo pisane - moim zdaniem nie potrafi. Jej styl jest tak zagmatwany, niejasny, że często trudno mi było się połapać o co właściwie jej chodzi. Czy w eseju dotyczącym faktycznej zgody na seks pisarka jest właściwie “za” czy “przeciw”? Te rozważania są tak zawiłe, że zastanawiałam się nie tylko nad ich związkami z głównym tematem książki, ale nad tym, o czym w ogóle to jest. Ja jestem maksymalistką, co widać też po moich tekstach - ale lubię konkrety, a nie filozofowanie i przynudzanie oderwane od życia. Może jestem zbyt mało inteligentna jak na Beccę Rothfeld, która w tej książce bardzo, ale to bardzo chce pokazać jaka jest inteligentna i oczytana, a przy tym oryginalna i obrazoburcza.  Tylko że efekt jest przeciwny, bo wychodzi na przeintelektualizowaną i protekcjonalną pańcię, która utknęła w pełnych samopodziwu akademickich rozważaniach. Miało być erudycyjnie, a wyszła z tego "samochwała, co w kącie stała". 

Metryczka: 
Gatunek: eseje
Główny temat: nadmiar, seks
Miejsce akcji: -
Czas akcji: współcześnie
Ilość stron: 392
Moja ocena: 3/6 
 
Becca Rothfeld, Wszystko to zbyt małe. Eseje ku chwale nadmiaru, Wydawnictwo Filtry, 2025


Komentarze

instagram @dzienpozniej

Copyright © Dzień później