Pycha absolutna
Nietrudno zauważyć, że Isaacson buduje w swojej książce paralelę Muska ze Stevem Jobsem - także geniuszem, który w relacjach z ludźmi bywał dupkiem. Pojawia się więc klasyczny już dylemat, tudzież tendencja do usprawiedliwiania czyjegoś fatalnego zachowania tym, że ów człowiek jest geniuszem/ wielkim artystą lub wynalazcą, a zatem powinniśmy mu pozwolić na więcej…
Pod pewnymi względami Musk przypominał Steve’a Jobsa - był genialnym, ale szorstkim dyktatorem dysponującym polem zakrzywienia rzeczywistości, które czasami doprowadzało pracowników do rozpaczy, ale również motywowało ich to do dokonywania czynów, które wcześniej uważali za niemożliwe.i
Być może takie rysy osobowości są korzystne w pewnych przypadkach, na przykład u szefa firmy, u którego skuteczność w osiąganiu celów organizacji jest ważniejsza od wrażliwości na uczucia czy potrzeby poszczególnych jej członków?
Naprawdę?
Z książki Issacsona wyłania się obraz Elona Muska jako wizjonera, uwielbiającego ryzyko i kwestionowanie wszelkich zasad, człowieka trudnego w relacjach z innymi ludźmi, pozbawionego empatii, ogarniętego obsesją na punkcie pracy i nie potrafiącego często trzymać języka za zębami - po prostu dupka - ale w gruncie rzeczy pełnego dobrych intencji, bo orędownika postępu, innowacji oraz uczynienia z ludzkości cywilizacji międzyplanetarnej. To stąd biorą się jego pomysły na kolejne firmy, których ma już chyba sześć: produkcja samochodu elektrycznego, loty w kosmos, badania nad sztuczną inteligencją i jej scaleniem z ludzkim umysłem, portal społecznościowy. Ulubiona litera Muska: X.
W jednej chwili wydaje się całkiem uczuciowy i na wskroś ludzki, po czym nagle, zazwyczaj bez żadnych sygnałów ostrzegawczych, zaczyna zachowywać się tak, jakby miał dosłownie zero procent tych cech- opisuje Elona jeden z jego podwładnych.
Nigdy więc nie wiadomo czego się spodziewać, człowiek cały czas jest w stresie, czy Elonowi znowu coś nie odwali i nie zamieni się w demona (Elon-demon). I to jest definicja osoby toksycznej. Dalej: miłośnik dram, wyolbrzymiania, a często po prostu ściemy, działający najlepiej w kryzysie, który to kryzys często sam kreuje, bo jak nic się nie dzieje, to mu się nudzi. Owszem, ciężko pracuje, nieustępliwie szuka innowacji, nawet kosztem bezpieczeństwa - ale tyranizuje ludzi, wymagając od nich pracy non-stop, stawiając nierealistyczne wymagania i traktując ich instrumentalnie. Jego zachowanie wobec pracowników przypomina mi poganianie niewolników, a jak niewolnik się nie sprawdza, lub staje się zbędny - można się go bez skrupułów pozbyć. Isaacson wiele razy opisuje sytuacje, kiedy Musk groził komuś zwolnieniem jeśli ta osoba nie zrobi tego, czego Musk sobie życzy lub zwalniającego kogoś za nic (czyli za to, że nie spełnił oczekiwań Muska, nawet nie wiedząc o nich). Groźby Elona: “jeśli tego nie zrobisz, zwolnię cię” brzmiały dla mnie tak samo jak “jeśli tego nie zrobisz, to cię zabiję”. Większość prac nie jest warta takiego poświęcania się w ich imię - nawet wynalazki Elona - więc nic dziwnego, że ludzie odchodzą. Najbardziej dobitnie pokazał to przypadek Twittera, który cechował się przyjaznym środowiskiem pracy, komfortowym dla pracowników - co było totalnym przeciwieństwem kultury pracy panującej w firmach Muska. Zatem Musk tę komfortową kulturę organizacyjną Twittera zniszczył, zwalniając na dzień dobry ¾ załogi, bowiem jego zdaniem osoby, które stawiają na pierwszym miejscu swój komfort i wolny czas, powinny odejść. A jeśli obserwowaliście, co wyczyniał Musk w DOGE, to wiedzcie, że to stanowisko zostało skrojone pod Muska, jako, że redukcja kosztów to jego drugie imię - co wielokrotnie opisuje Isaacson. Mimo to odpowiedź Isaacsona na ww. dylemat (geniusz ale dupek) wydaje się twierdząca. Usprawiedliwień dla Muska jest wiele: a to trudne dzieciństwo (ojciec Elona był toksyczną osobą, tak że ostatecznie Elon zerwał z nim kontakty (tylko że sam zachowuje się bardzo podobnie do swojego ojca…), a to przepracowanie, a to kolejne kryzysy (głównie wywołane przez samego Elona), a to asperger, pojawia się nawet wzmianka o chorobie afektywnej dwubiegunowej (której cechy faktycznie Musk przejawia), ale ten temat nie jest rozwinięty. Isaacson pisze, że Elon w gruncie rzeczy sam cierpi…to udręczony geniusz. Tak naprawdę jednak trzeba mu wybaczyć, skoro popycha postęp do przodu. A że przy okazji jest szalony i dąży do celu po trupach? Cóż, taka jest cena sukcesu, nikt nie jest idealny… A poza tym kocha swoje dzieci, a one jego (straciłam rachubę ile ich ma, acz rozjaśniło mi się, skąd aż tak wielka liczba jego progenitury). Biografię tę zatem zdecydowanie warto polecić, aby dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest Elon i zweryfikować to z różnymi informacjami, krążącymi na jego temat w sieci.
Gatunek: biografia
Problem z biografiami żyjących ludzi jest taki, że nie wiadomo, co dany człowiek może jeszcze nawywijać - i to jest właśnie problem Muska. I ta historia wydaje się nie kończyć... Biografia napisana przez Isaacsona wydana została w 2023 roku. Mrugnięcie okiem, a ile się zmieniło. Wprawdzie już w tych kilku ostatnich latach były symptomy, że Elon skręca w prawo - Isaacson wspomina na ten temat - a także że Musk staje się jeszcze bardziej niezrównoważony, niż do tej pory. Na ostatnich stronach Elona Muska znajduje się wzmianka o tym, jak krewni Elona, obserwując jego batalię z Twitterem rozmawiali z nim o konieczności poskromienia jego niszczycielskich odruchów, zajęcia “moralnie wyższej pozycji” i zaprzestania angażowania się w polityczne przepychanki. No to chyba nie wyszło. Choć książka Isaacsona nie obejmuje już okresu kampanii wyborczej i wygranej Trumpa w 2024 roku, to na jej podstawie można wysnuć wniosek, że przejście Muska do obozu konserwatystów nie było motywowane pieniędzmi czy też nawet pragnieniem władzy, a raczej pobudkami osobistymi, ewentualnie ideologicznymi. Musk bowiem stał się w ostatnich latach zaciekłym wrogiem woke - nie przeraził go koronawirus, ale “wirus woke” - tak. Tym również motywował zakup Twittera (acz Isaacson szczerze uważa, że Musk po prostu chciał mieć swój własny “plac zabaw”).
U Isaacsona pojawiają się różne określenia Elona i różne jego grzechy, ale ani razu nie pada słowo “pycha”. A być może jest to słowo, które najpełniej określa tego człowieka, zawierające w sobie wszystkie jego wyskoki? Nieposzanowanie tak dla ludzi, jak i dla reguł obowiązujących w społeczeństwie (kwestionuj!). Faiz Siddiqui stawia pytanie zawarte u Isaacsona trochę inaczej, ale w gruncie rzeczy to to samo pytanie: czy bylibyśmy w stanie poświęcić normy, regulacje i wspólne, powszechnie akceptowane zasady, by uzyskać to, co obiecuje nam Musk? Tymczasem jego obietnice mogą okazać się jednym wielkim oszustwem - co, jeśli okaże się, że “król jest nagi”?
Trudno mi nazwać Pychę absolutną biografią, ponieważ obejmuje tylko kilka ostatnich lat (od 2016 roku bodajże) i koncentruje się na wybranych przedsięwzięciach, konkretnie Tesli i Twitterze. Autor skupia się mocno na kwestiach finansowych - przepływy w firmach Muska, wyceny giełdowe, wynagrodzenie prezesa, próbę wycofania Tesli z giełdy, wreszcie zamieszanie wokół przejęcia Twittera. Ze spraw nie opisanych przez Isaacsona - dowiemy się o problemach z autopilotem zamontowanym w teslach, który to system, tworzony według wytycznych Muska jest oceniany jako zagrożenie dla bezpieczeństwa na drogach. Siddiqui zupełnie pomija SpaceX oraz pozostałe działalności Muska, nie ma tu także nic o sferze osobistej bohatera tej książki, ani wreszcie o działalności politycznej, co jest najbardziej rozczarowujące. Zatem Pychę absolutną nazwałabym bardziej reportażem na temat Tesli i Twittera, niż biografią ich właściciela. Dziennikarz porusza przede wszystkim kwestię złego traktowania pracowników przez Muska, tak, że w jego firmach jest ogromna rotacja, zostają tylko fanatycy i pochlebcy, co skutkuje tym, że nikt raczej nie przekazuje Elonowi krytycznych uwag. Istnieje również pomiędzy pracownikami Muska pewien pakt, polegający na wzajemnej ochronie w sytuacjach, kiedy Elon wchodzi w swój tryb demona…
Istniało dwóch Elonów Musków. Jeden - refleksyjny, zawsze wychwalający innych i podchodzący do przyszłości z nieustającym optymizmem (...). Drugi - gniewny, paranoiczny i egoistyczny. Ludzie dołączali do niego, by wziąć udział w misji zmieniania świata, a nie po to by znosić kapryśnego, małostkowego lidera, który potrafi swoimi uwagami doprowadzić pracownika znacznie niższego szczebla do łez. Elon nie przestrzegał złotej zasady: traktuj innych tak, jak sam chcesz być traktowany.
Kiedy Elon Musk przychodził do Białego Domu, żeby prosić o pomoc w realizacji tych wszystkich hojnie dotowanych projektów - czy to samochodów elektrycznych, które mają tak mały zasięg, że nie sposób nimi nigdzie dojechać, czy to aut bez kierowców, które się ciągle rozbijają, czy to rakiet donikąd - opowiadał mi, jaki to z niego wielki fan Trumpa i republikanin, a ja słuchałem go cierpliwie, wiedząc, że bez tych dotacji byłby nikim
Podsumowując te dwie pozycje, to biografia Isaascona jest zdecydowanie kompletniejsza i lepiej napisana - tekst Pychy absolutnej jest chaotyczny i momentami napisany tak - nie wiem czy to kwestia oryginalnego stylu, czy tłumaczenia - że nie wiedziałam o co chodzi. W sumie Pycha niewiele wniosła nowego do tego, czego się o Musku dowiedziałam od Isaacsona i też bardziej na podstawie Isaacsona wyrobiłam sobie opinię na temat tego miliardera. Książka Isaacsona zawiera o wiele więcej szczegółów na temat samego Elona, jego zachowania, a nie tylko jego firm, i gdybym jej nie przeczytała, to obawiam się, że zbyt wiele nie rozjaśniłoby mi się w głowie odnośnie tego jaki jest Elon Musk i trudno byłoby mi też zrozumieć to, o czym pisze Siddiqui. Obu autorom udało się powstrzymać od jednoznacznego potępienia czy pochwalenia Muska, choć widać jednak w jednej biografii wyraźny plusik, a w drugiej minus.
Gatunek: biografia
Moim zdaniem “obiektywne” odniesienie się do Elona Muska jest absolutnie niemożliwe - człowiek zawsze jest subiektywny, a tu dodatkowo mamy do czynienia z postacią, którą się albo kocha albo nienawidzi. Jak pisze Isaacson, wbrew przekonaniu Muska, że opinie zwrotne nie powinny mieć w sobie nic osobistego, pewne sprawy po prostu są osobiste. Zatem chciałabym dodać w tym miejscu jak ja to widzę.
"Każdemu, kogo uraziłem, chcę przypomnieć, że wymyśliłem na nowo samochody elektryczne i zamierzam wysłać ludzi na Marsa w statku kosmicznym. Spodziewaliście się, że ktoś taki jak ja będzie normalnym, wyluzowanym gościem?”, powiedział Musk podczas swojego gościnnego występu w charakterze prowadzącego program telewizyjny Saturday Night Live.
Przykro mi, ale mnie chwalenie się zabawkami nie przekonuje.
O ile po przeczytaniu biografii Jobsa, zbudowałam sobie faktycznie taki jego obraz, że byłam skłonna się przychylić do “wybaczenia” mu jego dupkowatości, tak w stosunku Elona Muska Isaacson mnie nie przekonał. Pamiętam, że biografia Jobsa faktycznie była takim kopem
motywacyjnym: że powinniśmy myśleć nieszablonowo i nie ulegać
malkontentom marudzącym, że “się nie da”. W przypadku Elona Muska
niczego takiego nie poczułam. Być może dlatego, że nie jestem typem osoby, którą motywują krzyki i publiczne połajanki. Może też zmieniło się trochę moje spojrzenie na tę sprawę. Jak dla mnie Musk to kolejny arogancki nerd z deficytem empatii, nie
potrafiący współpracować z ludźmi i budować z nimi pozytywnych, opartych
na szacunku relacji, a w dodatku z autorytarnymi ciągotami. Trudno też ciągle usprawiedliwiać kogoś, u kogo nie widać żadnych refleksji nad własnym autodestrukcyjnym
zachowaniem, żadnej pracy nad sobą (wręcz przeciwnie - rozwój wydarzeń
pokazuje, że problem tylko eskaluje) czy leczenia problemów
psychicznych. Jakakolwiek skrucha jest tylko krokodylimi łzami, skoro za
chwilę Musk robi to samo. Moim zdaniem cel może uświęcać środki tylko wtedy kiedy jest naprawdę ważny. Zdrowie, życie, prawa człowieka... A nie po prostu bogacenie się i produkcja kolejnych gadżetów, których nikt nie potrzebuje. W przeciwnym razie nawet to, że ktoś jest geniuszem nie usprawiedliwia gnojenia ludzi. Jeśli ktoś nie potrafi tego wypośrodkować, być skutecznym i stanowczym szefem, a zarazem odnosić się do innych z szacunkiem, to nie powinien zarządzać ludźmi. Elon zapewne przychyliłby się do zdania, że jeśli ktoś się na czymś nie zna, to nie powinien się za to zabierać - tyle tylko, że jakoś w odniesieniu do kompetencji “miękkich”, a nie programowania, czy inżynierii - często się o tym zapomina. Ludźmi nie kierują zaś prawa fizyki. Zarządzanie procesami społecznymi to nie to samo, co inżynieria, a postęp to nie tylko komputery, samochody i rakiety kosmiczne, ale także medycyna, edukacja, prawa człowieka (w oczach alt-prawicy wszak zbędne). Jeszcze gorzej jest, jeśli państwo traktuje się jak firmę, wymagając od niego przynoszenia zysków. Elon tak więc martwił się, że postęp może się cofnąć, po czym sam się do tego przyczynił, obcinając wiele wydatków związanych z rozwojem i powodując paraliż państwa.
Już pracownicy pierwszych firm Elona zauważyli, że jest
szkodnikiem. Dziś Musk uprawia demolkę na skalę globalą. A sprawy tylko eskalują: cały świat patrzy na kolejne wybryki Elona, obrażanie innych które wzniosło się na nowy poziom, dotyczący już nie tylko podwładnych i współpracowników, ale i przedstawicieli władz, że wspomnieć tu odzywkę o malutkim człowieczku do Radka Sikorskiego, czy pogróżki w stronę UE. Dawniej jego wyskoki powodowały, że nikt nie brał go na poważnie, dziś ludzie się boją. Zwłaszcza, że Twitter stał się tubą alt-prawicy (przypomnijmy: Musk przejął Twittera ponieważ chciał stanąć w obronie "wolności słowa", rzekomo zagrożonej przez "faworyzowanie" poglądów lewicowych). Tymczasem Musk przebudował algorytm tak, by promował treści zgodne z jego światopoglądem: nacjonalistyczne, antyrządowe, skrajnie prawicowe, a nawet faszystowskie. Czym to się różni od postępowania autokratów? Podczas wyborów w 2024 roku X stał się głównym kanałem dystrybucji teorii spiskowych i dezinformacji. Timothy Snyder, amerykański historyk specjalizujący się m.in. w tematyce Holokaustu, nazwał go „zagrożeniem dla wolnego świata.”
Jeszcze jeden problem z Muskiem jest taki, że - co zgodnie twierdzą Isaacson i Siddiqui - jest on napędzany poczuciem “misji”. Misji wysłania ludzi na Marsa, przejścia na zieloną energię (przy czym co myśleć o tym, że z jednej strony optuje on za zieloną energią, a z drugiej kuma się z politykiem uważającym, że
zmiany klimatyczne to oszustwo), a nawet uchronienia ludzi od niebezpieczeństwa sztucznej inteligencji, która obróci się przeciwko człowiekowi. Najogólniej rzecz biorąc: uchronienia ludzkości przed cywilizacyjnym upadkiem. Można by więc powiedzieć, że to ów "wyższy cel" uświęcający środki, o którym pisałam wyżej. Tylko, że to nie jest przypadek Muska. Rozwiązania proponowane przez niego niczego tak naprawdę nie rozwiązują, a niektóre z nich generują kolejne problemy. Samochody elektryczne skierowane do zamożnych ludzi (tańszych modeli Musk nie jest skłonny produkować) nie rozwiązują problemu katastrofy klimatycznej, a kwestia ta na pewno nie jest brana pod uwagę przy biznesie kosmicznym, produkującym dodatkowe zanieczyszczenia i śmieci. Orbita okołoziemska jest zawalana tymi rakietami, satelitami, etc, tak bardzo, że obecnie jesteśmy już o włos od katastrofy i zagrożenia, że przez owe śmieci już nigdzie nie będziemy mogli polecieć*, a na dodatek rośnie ryzyko, że odbije się to na ludziach na Ziemi . Zagrożone są też obserwacje astronomiczne, w tym te, które mogą wykryć potencjalne niebezpieczeństwo dla Ziemi. Rozwój AI też przyczynia się do drenowania zasobów i pożerania ogromnych ilości energii. Do tego, kiedy o tym, że roboty przejmą pracę ludzi, tak że owa praca stanie się dla ludzi kwestią wyboru, a nie koniecznością, mówi pracoholik hołdujący kulturze zapierdolu, to jakoś nie brzmi to wiarygodnie. Tak samo jak wspomniane już ratowanie “wolności słowa” w wydaniu prawicowym (a dla prawicy jakoś dziwnie wolność słowa oznacza mowę nienawiści i groźby śmierci, co często eskaluje do prześladowań w realnym świecie). Aha, no i nie zapominajmy o mizoginii, szerzeniu cyberprzemocy wobec kobiet (to afera z Grokiem). Wreszcie kolonizacja Marsa wymaga czegoś znacznie więcej, niż wysłanie tam rakiety, zatem opowiadanie, że jest to możliwe w przeciągu najbliższych lat, to mrzonki. Póki co, to kolonizowana jest przestrzeń kosmiczna wokół Ziemi, która miała być “dobrem wspólnym”. No i myślenie, że kolonizacja kosmosu uratuje ludzkość przed samą sobą (jak to podsumował ktoś z rozmówców Isaacsona - Musk chce zasiedlić Marsa na wypadek, gdybyśmy się pozabijali w wojnie atomowej - wtedy ludzie z Marsa ocalą naszą cywilizację) jest po prostu głupie - jak by powiedział Elon.** Zatem Musk kreuje się na zbawcę ludzkości - tylko czy ktoś go o to prosił i czy ktoś tego potrzebuje? Tu chodzi o postęp, ale tylko taki zgodny z jego wizją, bo jeśli komuś się ona nie podoba, to trzeba go usunąć z drogi. Idealnie do tego pasuje to, co piszą ekonomiści Daron Acemoglu i Simon Johnson*** o tym, jak wizje rozwoju są nam narzucane przez ludzi najbardziej wpływowych (czyli będących u władzy i posiadających pieniądze, ponieważ są to cechy, które na nas najbardziej działają), a im bardziej im dajemy posłuch i ulegamy, tym siła ich wpływu rośnie - i koło się zamyka. To samo zresztą tyczy się dziś wolności słowa: wolność słowa oznacza wolność dla najbogatszych, by decydować, co widzą miliardy.
Osobiście nie mam ochoty być zbawiana przez ludzi pokroju Muska, inspirację czerpiących z gier komputerowych, uważających, że empatia to słabość i popatrujących na ludzkość z perspektywy makro, a nie mających poszanowania dla konkretnych jednostek. Co gorsza, ludzi nieprzewidywalnych, pełnych sprzeczności, co chwilę dokonujących nieoczekiwanych zwrotów akcji. By nie powiedzieć...szalonych. Ludzkość wiele razy już ucierpiała przez takich ludzi “z misją” i taka motywacja jest dla mnie dużo bardziej niebezpieczna, niż motywacja czysto biznesowa. Że pieniądze i tak z tego są? Najbogatszy człowiek świata żyje skromnie, nie wydaje kasy na prawo i lewo, były nawet okresy, że nie miał własnego domu. Ale co z tego, skoro może go mieć, może mieć wszystko? Nikt nie broni mu wykorzystywać swojej fortuny tak jak chce. Zarazem filantropia też jest mu obca…
Pycha absolutna - w sumie to sformułowanie najpełniej oddaje stan umysłu Elona Muska. Moim zdaniem Elon zachowuje się jak dupek, bo … może. Trump dał mu władzę, no to się chłop nią bawi, a "placem zabaw" jest cały świat, a nawet więcej, biorąc pod uwagę misje kosmiczne. I na chwilę obecną wygląda to tak, że Musk stanowi idealny przykład prawdziwości powiedzenia, że władza demoralizuje. Skoro miliarder nie ponosi żadnych konsekwencji swoich działań, a wręcz przeciwnie. Cokolwiek by zrobił, i tak w efekcie mu to nie może zaszkodzić, tak jak Trumpowi zresztą. Być może cała tajemnica jest w tym, że Musk i Trump po prostu za bardzo do siebie pasują. Elon Musk bardziej niż Steva Jobsa przypomina li swojego toksycznego ojca oraz tak naprawdę Donalda Trumpa - tak jak ojciec Elona i Trump, Elon konfabuluje, a jednocześnie naprawdę wierzy w kreowaną przez siebie rzeczywistość. Obaj są nieprzewidywalni, nie szanują ludzi, są mściwi i pozbawieni empatii. Musk nazywał kiedyś Trumpa oszustem, a być może sam nim jest. Niczym Czarnoksiężnikowi z krainy Oz - udało im się nabrać wszystkich. I to my ich stworzyliśmy - społeczeństwo, pozwalając im na bezkarność w obliczu łamania podstawowych zasad, zaślepieni bogactwem i całą tą narcystyczną otoczką, jaką kreują ci panowie. Wszak żyjemy w narcystycznej epoce, w której liczy się sztafaż, a nie prawdziwe kompetencje, czy tak niedzisiejsze wartości jak uczciwość, szacunek, dobroć. "Nie wypada krytykować, bo jest wizjonerem" - tylko że te wizje niewielu nam wyjdą na dobre. Potrzebujemy “silnych przywódców”, słyszy się nieraz - ale to nic nowego. Takich “silnych” przywódców - autorytarnych, bezwzględnych, nie baczących na maluczkich - mieliśmy już nieraz i skutki były opłakane.
Czytanie o tak toksycznym człowieku przez kilka wieczorów (ponad 1300 stron) było dla mnie bardzo wyczerpujące - a to tylko książki!
* ostatnio w związku z tym padła decyzja o przeniesieniu tych satelitów
** szczegółowo omawiają to zagadnienie Kelly i Zach Weinersmith w książce Miasto na Marsie. Zresztą, media kilka dni temu doniosły, że po połączeniu SpaceX i xAi, Elonowi już zmieniła się koncepcja - teraz stawia na Księżyc - oczywiście bez przyznania, że jednak kolonizacja Marsa to mrzonki (czyżby misja przegrała z kasą?). Widzimy więc, że sytuacja jest dynamiczna. Tak naprawdę nie ma dnia bez nowych doniesień o tym, co tam znowu powiedział/wymyślił Musk, trudno nadążyć. A wizje Elona stają się coraz bardziej odklejone. Co by nie mówić o Bezosie, to jest on przeciwieństwem Muska.
***Władza i postęp







Komentarze
Prześlij komentarz