Słówko jeszcze na temat Boscha

Wilhelm Fraenger był kontrowersyjny jak sam Hieronim Bosch. Dokonał on reinterpretacji dzieł niderlandzkiego malarza, tradycyjnie traktowanych jako niezrozumiałe wykwity wybujałej wyobraźni twórcy, tworzącego jakieś potworki, a wszystko to w duchu średniowiecznego potępiania przyjemności wszelakich i straszenia ogniem piekielnym. Obrazy Boscha niezmiennie są obiektem podziwu i fascynacji, dociekań, czy to, co malował malarz to herezja, a o ich popularności świadczy chociażby fakt, że w ostatnim czasie trafiłam na aż cztery książki z motywem Rajskiego ogrodu na okładce i nie tylko. Erotyczną wymowę tego obrazu interpretowano oczywiście jako ostrzeżenie przed rozpustą: 

Tryptyk w Escorialu, nazwany raczej pod wpływem wrażenia, niż w wyniku dogłębnej analizy Ogrodem rozkoszy, zawiera sporo zagadek. (...) Na skrzydle lewym, otwierającym przedstawienie - narodziny Ewy w raju, na skrzydle prawym, zamykającym - piekło, kara pokuty, torturowanie grzeszników. Pośrodku zaś - apoteoza grzeszności. Mamy co najmniej ochotę tłumaczyć tę problematyczną treść jako zmysłowe nieodkupione życie doczesne, potępienie ciała, wybujałość żądz.
Już na samym początku z wywodów Fraengera okazuje się, że Bosch był nowatorem, prekursorem reformacji (zmarł rok przed ogłoszeniem tez przez Lutra), a jego wybitnie alegoryczne obrazy są zakorzenione w symbolice nie tylko judeochrześcijańskiej, ale częściowo kacerskiej, a nawet zawierają odwołania do pogańskich kultów. Stanowią wyrażenie raczej wolnomyślicielskich idei, a nie tradycyjnej moralności. I każdy, nawet najmniejszy detal ma znaczenie. A od detali na obrazach Boscha aż się roi, po prostu nie wiadomo na co patrzeć, niewyrobiony odbiorca na pewno nie jest w stanie zwrócić uwagę na większość z nich. Fraenger zwraca m.in. uwagę na to, jak szczegółowo namalowane są instrumenty muzyczne. Dlatego cenny jest już sam fakt, że w tej książce omówiony jest każdy fragment obrazów, a reprodukcje są bardzo dobrej jakości, w większości kolorowe, także prezentujące fragmenty obrazów w zbliżeniu. Tekst jest jednak wymagający, naszpikowany wyrafinowanym słownictwem i cytatami. Najwięcej miejsca, co zrozumiałe, poświęcono Ogrodowi rozkoszy ziemskich, który według Fraengera ukazuje raj utracony i wymarzony, z pochwałą (a nie potępieniem) płodności, co wyraził malarz na wiele różnych sposobów, w tym stosując symbolikę roślinną i zwierzęcą. 

Na naszym tryptyku nie ma nawet śladu dziedzicznego zła grzechu pierworodnego, wygnania przez wymachującego mieczem anioła, a tym bardziej lucyferowej niezgody. Widzimy tu czysty stan pierwotny, nie znający jeszcze grzechu i uczucia wstydu, a środkowa tablica ukazuje niewinnych ludzi najwyraźniej nie zawstydzonych swą nagością. 
Na środkowej tablicy [Bosch] przedstawił drogę zbawienia wskazaną przez nową religijną naukę miłości, przez erotyczne misterium, dając w ten sposób wartościujący obraz idei, że wiara chrześcijańska i uległość naturze są do pogodzenia i że dawną przepaść między duchem i popędem można pokonać przez inne pojmowanie boskości i natury mimo śmierci i szatana. 
Na prawym skrzydle obraz piekła, w którym potępiono takie grzechy jak chciwość, hazard, przemoc, próżność, z czego jednak wcale nie wynika, że do tego piekła trafia owi weselący się w ogrodzie rozkoszy - a wręcz przeciwnie. Gdyż w piekle poddawani są torturom muzykanci, gracze, świętokradcy, wyłudzające spadek zakonnice, łotrowskie klechy i zadający gwałt rycerze, lecz ani jeden lubieżnik. Nomen omen myśl, że do piekła powinni trafić hałasujący muzykanci i wszyscy ci, zmuszający innych do słuchania kiepskiej muzyki - jest mi bardzo bliska. 
Skoro pole środkowe nie ma być pręgierzem dla winnej grzechu pierworodnego ludzkości, lecz radosnym przedstawieniem raju (...) to wydaje się zrazu niewytłumaczalne, kogo czekają piekielne kary. (...) Tymczasem nasze przewartościowanie tablicy środkowej bynajmniej nie unicestwia piekła, lecz stawia je w nowym świetle (...): wierni parafianie mogą ufnie spoglądać na krucyfiks, w przekonaniu, że odkupione dusze zostaną rozgrzeszone z grzechu pierworodnego i wydarte piekłu. I choćby zionęło ono najstraszliwszym ogniem na bocznym skrzydle, to i tak pozostanie jedynie postrachem dla niepoprawnych, głuchych na Ewangelię. 
Nie mniej fascynujące są inne obrazy ołtarzowe: Kuszenie świętego Antoniego oraz Ołtarz Epifanii, również szczegółowo omówione w tym albumie.  

Szczerze mówiąc, to zastanawiałam się, czy Fraenger nie nadinterpretuje, gdyż wynikałoby z tego, że ten późnośredniowieczny malarz miał niesamowitą, dogłębną wiedzę teologiczną, religijną, ale też ezoteryczną i dotyczącą znajomości różnego rodzaju symboliki, wybiegającą znacznie poza poziom malarzy późnego gotyku. Fraenger tłumaczy to tym, że Bosch pracował dla heretyckiej gminy o żydowskich i gnostyckich powiązaniach, jego obrazy powstawały na zamówienie konkretnej osoby, przywódcy owej sekty, duchowego mistrza i pod jego okiem, a niektóre z nich wprost odnoszą się do doświadczeń życiowych tego człowieka. Autor posłowia trochę kwestionuje tę tezę, na którą nie ma dowodów, zwracając uwagę, że tak wielka ilość zamówień od jednej [prywatnej] osoby oznaczałaby takie finansowanie, jakich wtedy nie można się było spodziewać nawet po książęcych dworach. Trudno jednak zaprzeczyć, że dzieła Boscha - zwłaszcza jeśli przyjrzeć im się z bliska - nie bardzo nadają się do kościołów, a wiele z detali faktycznie się powtarza, na wielu obrazach,co jest zastanawiające. Bosch nie tworzył sam w tym sensie, że musiał wyrażać się symbolami zrozumiałymi także dla jego zleceniodawców. Największym wielbicielem obrazów Boscha był zaś arcykatolicki król Hiszpanii Filip II: 

W tym samym czasie, gdy nad niderlandzkimi prowincjami unosiły się kłęby dymu ze stosów, po których wstępowali do nieba begardzi, adamici, lucyferyni i następcy osławionego Bractwa Wolnego Ducha, agenci Jego Królewskiej Mości skupowali obrazy Hieronymusa van Aken, Boschem zwanego, bądź też rekwirowali je dla swojego króla w domach jego ofiar (...). Jednocześnie jeden z biegłych w sztuce rycerzy spod znaku św. Jakuba (...) skwapliwie wykorzystywał czas okupacji Niderlandów, by zdobyć do swojej kolekcji wszystkie dostępne mu dzieła Boscha, w tym Wóz z sianem - które po jego śmierci również przeszły w posiadanie króla. Wszystkie te obrazy zostały zawiezione do jego ulubionych rezydencji: 12 zawisło w pałacu i skarbcu w Madrycie, 12 w pałacu myśliwskim Pardo, natomiast 9 najważniejszych umieszczono w 1574r. w klasztorno-pałacowym Escorialu, chociaż najbogatszy i najbardziej znaczący pośród tych dzieł tryptyk Raj ziemski stanowił prawdziwą kwintesencję heretyckiego świata wiary mistyków i sekciarzy, ściganych i sądzonych przez hiszpańską inkwizycję. 
Ponieważ jednak żelaznemu charakterowi króla nie można było nic ująć, umniejszano lub pomijano milczeniem to, co w obrazach Boscha było herezją, nawet jeśli najostrzej się objawiała, aczkolwiek już pod koniec XVI wieku również hiszpańska krytyka zaczęła dawać wyraz inkwizytorskim wątpliwościom, czy nie chodzi tu aby o czysto kacerską sztukę. 

W każdym razie ten album jest imponujący (jest to książka, którą naprawdę można zabić), praca wykonana przez Fraegera tytaniczna, tak bogata w spostrzeżenia i zupełnie nową wiedzę, więc szkoda, że jego teorie tak nie do końca spotkały się z uznaniem. 

Metryczka: 
Gatunek: album 
Główny bohater: Hieronim Bosch
Miejsce akcji: -
Czas akcji: XV i XVI wiek
Ilość stron: 490
Moja ocena: 5/6
 
Wilhelm FraengerBosch, Wydawnictwo Arkady, 2010


Komentarze

instagram @dzienpozniej

Copyright © Dzień później