Znów wędrujemy ciepłą ziemią, malachitową łaką morza, chciałoby się zaśpiewać. Anna Fryczkowska kontynuuje opowieść zaczerpniętą ze wspomnień własnych dziadków, którą była Saga o ludziach ziemi. W Wieczornych godach poznaliśmy rodzinę Józwiaków, a tym razem bohaterkami są kobiety, które w tę rodzinę weszły: Ida, która wyszła za mąż za Mietka Józwiaka oraz jej matka Józka Żabecka i trochę też babka. 

Rzecz dzieje się na początku XX wieku, w czasach obejmujących obie wojny światowe. I to są dokładnie te czasy, które tak wspaniale i dramatycznie opisała Joanna Kuciel-Frydryszak w Chłopkach. W sumie sytuacja na polskiej wsi (Kujawy przypomnijmy, nazwane potem Krajem Warty) niewiele się zmieniła od XIX wieku. Nadal było biednie i zacofanie, nadal oczywiście nie widziało się potrzeby kształcenia dziewczynek, bo przecież kobieta powinna wyjść za mąż i domem się zajmować. Fryczkowska opisuje, jak w Polsce, która po I wojnie światowej odzyskała niepodległość wprowadzono powszechny obowiązek szkolny, cóż z tego, skoro chłopi, zajęci swoimi sprawami, mieli go w nosie, a na nauczyciela, przysłanego by “nieść kaganek oświaty” patrzyło się jak na jakiegoś dziwoląga. Tak samo jak higienę. Z odpowiednią dozą humoru pojawia się też motyw instalowania na polskiej wsi sławetnych sławojek… Potem nastaje światowy kryzys gospodarczy, który dociera nawet na zapadłą wieś i jest jeszcze gorzej, skoro nie ma co go garnka włożyć, to kto by się tam nauką przejmował. 

I znowuż mamy kobiety, na których barkach spoczywa cała codzienność, troski o to jak utrzymać dom, nakarmić i wychować dzieci (których jest cała gromada, a w dodatku los nie sprzyja, bo połowa potomstwa umiera w niemowlęctwie). Bo faceci - jak zwykle: podziewają się nie wiadomo gdzie, piją, wyruszają na wojenki, przewalają kasę na cudowne interesy, z których nic nie wychodzi, i, za to są zawsze najmądrzejsi i pierwsi do pouczania swojej rodziny jak ta ma żyć (jak tylko raczą się czasem pojawić). Ale jak przychodzi co do czego, to kobieta i tak musi radzić sobie sama. Klasyka, aktualna po dziś dzień. 

Rodzina Żabeckich jest właśnie przykładem owych tytułowych ludzi wędrownych - jakich chyba rzadko spotykamy na kartach polskiej historii, jeśli rzecz nie jest mowa ani o Cyganach, ani Żydach. Chłopi pędzili raczej osiadły tryb życia, nawet bardzo, biorąc pod uwagę, że byli na poły własnością pana. A tu mamy ludzi, pędzących nomadyczny tryb życia, ostatecznie jednak osiadłych we własnym, nie w folwarcznym domu. To też jest ciekawy wątek. 

Anna Fryczkowska ma cudownie plastyczne pióro, co sprawia, że opowieść o nawet najcięższych czasach i najtrudniejszych przejściach bohaterów, staje się lekka, ale wcale nie banalna. Postaci, które tworzy autorka są prawdziwe - wzorowane oczywiście na autentycznych osobach - co jest tym bardziej wzruszające, że pisarka w ten sposób podarowała nieśmiertelność tym ludziom - swoim pradziadkom -  którzy pewnie zginęliby w pomroce dziejów. I owszem, jest w Ludziach wędrownych dużo biedy, smutku, zmartwień, goryczy, bo los ciągle rzuca kłody pod nogi, ale to nie jest powieść tylko o tym, nie jest jednowymiarowa, bo widzimy też rodzinę, radosnych ludzi, nadzieję, miłość kobiety i mężczyzny i całą paletę ludzkich emocji. Jestem tą powieścią tak samo oczarowana jak Sagą o ludziach ziemi i tak sobie myślę, że autorka zdecydowanie powinna pozostać przy powieściach historycznych. Okładka też zachwyca :) 

Metryczka: 
Gatunek: powieść historyczna
Główne bohaterki: Józka i Ida Żabecka
Miejsce akcji: Kraj Warty
Czas akcji: początek XX wieku
Ilość stron: 376
Moja ocena: 6/6
 
Anna FryczkowskaLudzie wędrowni, Wydawnictwo W.A.B., 2025

Komentarze

instagram @dzienpozniej

Copyright © Dzień później