Utracone cywilizacje

Dorzucam kolejną cegiełkę do lektur opisujących rozwój różnych cywilizacji oraz ich upadek. Paul Cooper jest młodym brytyjskim historykiem, dziennikarzem, a ta książka powstała na bazie podcastów. Nie znajdziemy w niej typowych państw, które przychodzą nam do głowy na hasło imperium, czyli np. Cesarstwo Rzymskie, starożytny Egipt, czy istniejące już w epoce nowożytnej Imperium Brytyjskie. Najwięcej miejsca autor poświęca cywilizacjom naprawdę dawnym, starożytnym - tym, po których zostały tylko owiewane piaskiem pustyni ruiny i trudno zrozumiałe zapiski na glinianych tabliczkach. To takie cywilizacje, o których wiedziałam, że były, ale to w zasadzie tyle: Sumerowie, Asyryjczycy czy Kartagina. Część starożytną kończy rozdział o Cesarstwie Rzymskim, ale w “wydaniu” jej brytyjskiej części. Mowa jest także o starożytnych Chinach, ale również o imperium Widźajanagar w Indiach, o którym pierwszy raz słyszałam oraz Songhaju w Afryce Zachodniej. Myśleliście, że Afrykańczycy siedzieli na drzewach i dopiero Europejczycy przynieśli im kaganek cywilizacji (wraz z wyzyskiem i niewolnictwem)? Pudło. 

Po tych wszystkich ludach zostały tylko ruiny. Możemy tylko domyslać się, co się stało, rekonstruując ich dzieje na bazie znalezisk archeologicznych lub historycznych. Przyczyny upadku tych cywilizacji nie są wcale jednorodne, ale można z grubsza wyodrębnić dwa główne czynniki - najazd/podbicie przez wrogów oraz czynniki klimatyczne. W niektórych przypadkach upadek był raczej powolnym, pełzającym rozkładem, w innym, nastąpił błyskawicznie, jak w przypadku kolonizacji Ameryki. Kartaginę zniszczyli Rzymianie ze słynnym katonowskim “Kartagina musi zostać zburzona” - i tu dowiadujemy się dlaczego. Miałam poczucie, że, choć są to nasze najdawniejsze dzieje, to przyczyny upadku cywilizacji starożytnych są lepiej poznane, niż w przypadku bardziej nowożytnych tworów, takich jak Imperium Khmerów, po których w zasadzie nie zostało nic, tylko świątynia porośnięta dżunglą. O tym, dlaczego Khmerowie porzucili Angkor Wat możemy tylko dywagować, ale archeologowie faworyzują koncepcję nawracających problemów z katastrofalnymi powodziami i suszami, co spowodowało, że utrzymywanie skomplikowanego systemu irygacji, jaki stworzyli Khmerowie - stało się nieopłacalne. Tu przychodzi mi na myśl owa “kontrola nad naturą”, która prowadzi do tego, że by ją utrzymać, potrzeba jeszcze więcej kontroli… Z tych wszystkich opowieści najlepiej znana jest chyba historia podbicia imperium Azteków i Inków (ale już wcześniejsza kultura majańską, także opisaną w książce, spowija mgła tajemnicy - i to widać w tym rozdziale, który można podsumować “wiem, że nic nie wiem”). Wracając do hiszpańskich podbojów, to widać w narracji ewidentny wpływ Jareda Diamonda - Cooper w zasadzie powtarza jego tezy o przewadze technologicznej oraz informacyjnej, jaką mieli Europejczycy i większej dostępności udomowionych gatunków zwierząt. Przy okazji Cooper dementuje popularną przecież teorię, że Aztekowie czy Inkowie brali Hiszpanów za bogów…  Ostatni rozdział książki dotyczy Rapa Nui (dokoptowanie jej do “imperiów” jest co prawda sporym awansem), która to historia upadku też jest dość dobrze znana, choć czytając Utracone cywilizacje okazuje się, że niekoniecznie… Tu z kolei brytyjski autor polemizuje z tym, co napisał odnośnie Rapa Nui Diamond, a co stało się dość powszechnie obowiązującą wersją - że to tubylcy sami doprowadzili do ekobójstwa na wyspie (Upadek). Bardzo ciekawie brzmi też teoria (potwierdzona empirycznie) na temat tego jak transportowane były ogromne posągi. 

Rzecz jasna na temat każdej z wymienionych tu cywilizacji można by napisać osobną grubą książkę (i takie oczywiście istnieją), więc siłą rzeczy ich opis jest ogólny, autor skupia się na tym, co najistotniejsze, z punktu widzenia głównego wątku, czyli upadku tych imperiów. Można się co najwyżej zastanawiać nad takim, a nie innym doborem “bohaterów”, a najbardziej dziwi omówienie tylko podboju Brytanii w kontekście Cesarstwa Rzymskiego. Ale dzięki temu książka nie stanowi prostej powtórki z wielokrotnie już omówionych tematów - śmiało mogę powiedzieć, że wzbogaciła ona moją wiedzę z historii. Najciekawsze faktycznie są te rozdziały o podboju ludów południowoamerykańskich. 

Jaki z tego płynie morał? Ano taki, że wszystko ma swój kres, nawet jeśli wydaje się nam - jak nam obecnie - że nasz świat nie może upaść. Często niewiele czasu dzieli moment największego rozkwitu danej cywilizacji od jej upadku (o tym pisał Roland Wright w Krótkiej historii postępu). Niektóre z opisanych przez Paula Coopera imperiów przetrwały setki lat (a i tak upadły), niektóre tylko sto czy dwieście. Zresztą taka jest różnica między schyłkiem państw o ugruntowanej już pozycji, a faktycznym, czyli gwałtownym “upadkiem”. Bardzo często przyczyniały się do tego zmiany klimatyczne czy środowiskowe, uniemożliwiające dalsze bytowanie na danym terytorium. W szczególności chodzi tu o długotrwałe susze, ale też wyjałowienie gleb. Mało się pisze w historii o wpływie tych czynników na dzieje państw, a powinno się więcej, bo czytając o naszej historii można odnieść wrażenie, że kształtowali ją w całości ludzie, działając zupełnie w oderwaniu od środowiska. Cesarstwo Rzymskie upadło chyba z powodu splotu wszystkich tych czynników: i najazdu obcych, i zmian klimatycznych i chorób - kolejnych zaraz (odzwierzęcych), które wtedy zaczęły nękać ludzkość. No i tu chyba powinniśmy naprawdę się zatrzymać i przemyśleć naszą obecną postawę, gdyż wszystko wskazuje, że nasza cywilizacja wielkimi krokami zmierza do końca, przynajmniej w obecnej postaci, a my uważamy, że nic się nie dzieje. Dlatego też w epilogu autor de facto skupia się na obecnym kryzysie klimatycznym, a jego wizja społeczeństwa, które przyjdzie “po nas” jest iście dystopijna. 
(...) każdy opis cywilizacyjnego upadku zamieszczony w tej książce powinien być przez współczesnych rozumiany jako ostrzeżenie i powinien uświadamiać im wyzwania stojące przed ludzkością, obligujące do tego, żeby nie przyjmować niczego za pewnik, żeby przeciwstawiać się tym, którzy – powodowani chciwością – oddali w hipotekę całą naszą przyszłość, i żeby całym swoim jestestwem być gotowym do walki o lepszy świat.

Utracone cywilizacje nie są podręcznikiem historii, naszpikowanym datami, tylko raczej pół-prozą, potrafiącą wciągnąć czytelnika. Książka napisana jest w naprawdę angażujący sposób, autor potrafi ciekawie opowiadać (chętnie przeczytałabym też inne książki autora - powieści historyczne). Ja to doceniam, jak dla mnie jest to plus: tak powinno się opowiadać o historii, by w dzisiejszych czasach ktoś (w tym młodzież, czerpiąca “wiedzę” głównie z TikToka) w ogóle chciał o niej słuchać, czy czytać. I zawsze będę to pisać, w odpowiedzi na narzekania, że jest to pozycja nastawiona na dotarcie do jak najszerszego kręgu osób (i bardzo dobrze), a nie tylko specjalistów. Poza amatorami historii, nastawionymi na szukanie sensacji, a erudytami i znawcami z dyplomem historii, rozciąga się wszak spore pole - osób niekoniecznie przypadkowych, ale szukających ciekawych książek historycznych, podanych w nowoczesnej formie (co też zawiera w sobie odnoszenie się do najnowszych koncepcji oraz źródeł). A jeśli, dzięki przystępnej formie, pozycja ta skłoni kogoś do pogłębienia wiedzy w temacie - to kolejny plus. Ja książkę tę wpisałam na listę lektur po bardzo dobrej recenzji w serwisie Mądre książki.  Publikacja jest też pięknie wydana, zawiera mapki i ilustracje, więc szkoda, że niestety nie popisała się korekta - w tekście jest dużo błędów, głównie literówek, ale też gramatycznych i chyba nawet jeden ort znalazłam. Poza tym pierwszy raz spotkałam się z odmianą nazwy własnej przecież, Rapa Nui - serio zwrot “dla mieszkańców Rapy Nui” nie brzmi dobrze. 

Metryczka: 
Gatunek: popularnonaukowa - historyczna
Główny temat: upadek dawnych cywilizacji
Miejsce akcji: cały świat
Czas akcji: starożytność - XVIII wiek
Ilość stron: 640
Moja ocena: 5/6 
 
Paul M.M. CooperUtracone cywilizacje. Jak rozkwitały i upadały imperia, Wydawnictwo Znak Horyzont, 2025


Komentarze

instagram @dzienpozniej

Copyright © Dzień później