• ...umysł zaś potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia, jeśli, oczywiście, ma zachować swoją ostrość...

    Trylogia z wyspy Lewis


    Album ze zdjęciami Petera Maya i Davida Wilsona, źr.
    Peter May, dziennikarz i scenarzysta telewizyjny kręcił kiedyś serial na Hebrydach. Spędził tam 5 miesięcy. Po latach wpadł na pomysł kryminału opartego na motywie wypraw na skalistą wyspę Sula Sgeir. Tak powstał pierwszy tom trylogii (która wtedy wcale nie miała być trylogią), tyle tylko że brytyjscy wydawcy nie byli nim zainteresowani. Książka została wydana dopiero pod auspicjami francuskiego wydawnictwa i to również ono zasugerowało napisanie całego cyklu. Który zrobił furorę na rynku książkowym, także i u nas.  


    Jakże byłam zaskoczona tym, że książka zaklasyfikowana jako kryminał jest tym kryminałem w takim małym stopniu. Tak, zaczyna się od trupa. Trup znaleziony zostaje na szkockiej wyspie Lewis, leżącej w archipelagu Hebrydów. Brytyjski system komputerowy HOLMES typuje do udziału w śledztwie Fina Mcleoda, jako że ten zajmował się zabójstwem o podobnym modus operandi w Edynburgu. Dziwny trafem Lewis to rodzinna wyspa Mcleoda, na której ten nie był 18 lat. Uciekł z niej - od swoich wspomnień, od kolegów, od braku perspektyw. Teraz wraca, by zmierzyć się nie tylko z kolejną sprawą, ale - jak się okazuje - swoją przeszłością. Ta przeszłość przejmuje wnet kontrolę nad fabułą książki. Poszukiwanie mordercy schodzi na dalszy plan, podczas gdy czytelnik w retrospektywnych rozdziałach poznaje szczegóły dzieciństwa głównego bohatera - naznaczonego wieloma nieszczęściami, jego młodzieńczego związku oraz fatalnej wyprawy na An Sgeir, skalistą wysepkę, na której znajduje się jedna z największych kolonii głuptaków na świecie. 

    Czarny dom to przede wszystkim powieść obyczajowa, jedna z tych, w których poznajemy skrzętnie skrywane tajemnice. Tym razem chodzi o to, co wydarzyło się na An Sgeir. Co roku kilkunastu mieszkańców Lewis płynie tam, by zabijać pisklęta głuptaków, które potem są przerabiane na lokalny przysmak, gugę. Jest to zarazem rytuał inicjacyjny dla miejscowych chłopców. Proceder ten uzasadniany jest wielowiekową tradycją - podobnie zresztą jak rzeź waleni na Wyspach Owczych. A Peter May dokładnie opisuje, jak przebiega polowanie na głuptaki; każe nam to się zastanowić na tym, że tradycja nie zawsze jest czymś pozytywnym. Bezrefleksyjne kultywowanie okrutnych i przestarzałych obyczajów tylko dlatego, że zawsze tak było nie jest żadną chlubą. Być może kiedyś, gdy faktycznie na wyspach brakowało pożywienia, było to uzasadnione - ale dziś, w XXI wieku powoływanie się na tradycję, lub też na własną "wyjątkowość" (tylko my to robimy, nikt inny - jak mawiają mieszkańcy Lewis) by uzasadnić barbarzyństwo jest po prostu kurestwem. Tradycja mówi również, że co wydarzyło się na wyspie, na wyspie pozostaje. Zupełnie jak w Las Vegas. Zatem poza tymi, którzy uczestniczyli w feralnej wyprawie 18 lat temu, nikt nie wie, co naprawdę się tam stało.

    Główny bohater, hmm, wzbudził we mnie mieszane uczucia. Ale to tylko świadczy o tym, jak dobrze jest to wykreowana postać - prawdziwa, a nie papierowa. Oczywiście jest on postacią pozytywną, jednak z tego, czego się o nim dowiadujemy wynika, że w przeszłości był po niezłym draniem. Nie chodzi nawet o popełnione błędy - bo te ciążą na każdym, ale nieczułość, egoizm w stosunku do tych, którzy go kochali czy ufali. Teraz rzecz jasna żałuje, przede wszystkim straconego czasu i zmarnowanych szans, jednak jego smutek wydawał mi się niedźwiedzimi łzami... Jego koledzy z Lewis zresztą wcale nie są lepsi: ich dzieciństwo było pełne przemocy, a potem chłopcy wyrośli na zranionych mężczyzn, nie rozmawiających o przeszłości i nie potrafiących okazywać innym uczuć, bo przecież w takiej społeczności pierwszym przykazaniem mężczyzny jest być twardym. Dziś mają poczucie klęski życiowej - jedni, bo na Lewis zostali i czują się pozbawieni tego, co jest poza wyspą, Mcleod czuje się przegrany mimo tego, że wyjechał i miał szansę coś zmienić, ale niewiele to dało. Nie udało mu się uciec od tego, co go ukształtowało; to wszystko, co niegdyś się stało wróciło do niego rykoszetem. Gorzka to lekcja życia, choć zakończenie książki daje bohaterowi wygodne rozwiązanie sytuacji i nadzieję na drugie otwarcie.

    Właściwie cała ta historia nie jest zbyt oryginalna, za to doskonale rozegrana i opowiedziana; wątek retrospektywny wciąga o wiele bardziej, niż kryminalny, który wydaje się być tylko dodatkiem i pretekstem do rozwoju akcji. Tylko końcówka jest według mnie słabsza, z naciąganym motywem zbrodni - jakoś zawsze mam wątpliwości jeśli chodzi o przemianę zwykłego człowieka w potwora - ten motyw jest stosowany w zdecydowanie zbyt wielu kryminałach.

    Gatunek: powieść kryminalno-obyczajowa
    Główny bohater: Fin Mcleod
    Miejsce akcji: Lewis, Hebrydy Zewnętrzne
    Czas akcji: współcześnie
    Ilość stron: 464
    Moja ocena:  6/6

    Peter May, Czarny dom, Wyd. Albatros, 2013

    Druga część trylogii koncentruje się na sprawie zwłok wydobytych z torfu na Lewis. Wkrótce okazuje się, że nie jest to prehistoryczna mumia, a ciało całkiem współczesne i że chodzi o morderstwo. Jego sprawca wciąż może żyć. Sprawa o tyle szokująca, że na Lewis w ciągu ostatnich 100 lat popełniony został tylko jeden, czy dwa czyny tego rodzaju. Dodatkowo sprawa ma związek z rodziną ukochanej Fina Mcleoda. Znów wracamy do dramatycznych wydarzeń, które miały miejsce w przeszłości... sam Mcleod schodzi na drugi plan, główną rolę grają wspomnienia ojca Marsaili Choć akcja płynie wartko (a sama powieść nie jest zbyt obszerna) Człowiek z wyspy Lewis nie porwał mnie tak, jak Czarny dom. Miałam wrażenie, że autor się powtarza - w niektórych motywach, w eksploatowaniu oryginalności, jaką odznaczają się Hebrydy. W pewnym momencie miałam wrażenie, że opisy pejzaży stanowią clue powieści. Rozwiązania zagadki szybko można się domyślić.

    Gatunek: powieść kryminalno-obyczajowa
    Główny bohater: Fin Mcleod
    Miejsce akcji: Lewis, Hebrydy Zewnętrzne
    Czas akcji: współcześnie
    Ilość stron: 400
    Moja ocena:  5/6

    Peter May, Człowiek z wyspy Lewis, Wyd. Albatros, 2014



    Jezioro tajemnic to brat-bliźniak Czarnego domu, lustrzane odbicie. Ponownie wszystko kręci się wokół przeszłości Fina Mcleoda - tym razem jego lat studenckich - i znowu spycha to na plan dalszy sprawę kryminalną, tj. prawdopodobne zabójstwo kolegi Mcleoda, dawnego lidera zespołu muzycznego. Właściwie śledztwa tu w ogóle nie ma, Jezioro tajemnic to obyczajówka w jeszcze większym stopniu, co Czarny dom. Sama nie wiem, co o tym myśleć: niby książkę czyta się bardzo dobrze, Peter May ma wyjątkowy dar konstruowania wciągającej fabuły, a mnie osobiście brak akcji kryminalnej w ogóle nie przeszkadza. Tylko że miałam wrażenie, że to wszystko już było. Ten sam schemat, co w pierwszej części cyklu. Dowiadujemy się więcej o Mcleodzie, ale te informacje tylko potwierdzają moje wrażenie o tym, iż bohaterowi brak wrażliwości (a przynajmniej w przeszłości mu jej brakowało), co skutkowało często ranieniem innych osób i złymi wyborami, nawet wtedy kiedy wie się, jaki jest właściwy wybór. Daleko byłabym od stwierdzenia, że powieść mnie nudziła, ale miałam nadzieję na coś więcej. Zaintrygowały mnie zwłaszcza wzmianki o oryginalnych figurkach szachowych znalezionych na Hebrydach (a i oryginalny tytuł książki brzmi The Chessmen) - niestety ten motyw okazał się wyłącznie ozdobnikiem.

    Tak sobie myślę, że po lekturze wszystkich trzech tomów widać jednak to, że autor miał oryginalny pomysł tylko na jedną książkę, a reszta jest dorobiona jakby na siłę.  We wszystkich trzech książkach przewijają się te same motywy: młodzieńczych wyskoków, męskiej rywalizacji, pierwszych miłości. Fascynacje kończące się zranieniem i porzuceniem ukochanej osoby. Rozczarowaniem. Mcleod żałuje tego, jak postępował i wszystkich tych straconych lat. Właściwie, gdyby stwierdzić że książki mają na celu opowiedzieć skomplikowany życiorys Fina, to druga część nic nie wnosi, można by ją było sobie zupełnie podarować, część trzecią zaś skrócić i połączyć z pierwszą.  Mimo wszystko każda z książek ma swój specyficzny urok i bardzo dobrze się je czyta, więc lektura wszystkich części na pewno nie jest stratą czasu. 
    Za szybami samochodu przemykały w strugach deszczu wioski, jedna za drugą. Mokre i ciemne, ciągnące się wzdłuż drogi jak pudełka nanizane na sznurek, nieosłonięte drzewami i nagie, narażone na atak żywiołów. Z torfowej gleby tylko z rzadka wyrastały najbardziej ozdobne krzewy, tam gdzie ufni ludzie podejmowali próżne wysiłki, by na nieprzyjaznych wrzosowiskach stworzyć ogrody albo trawniki.
    Gros sukcesu książki zawdzięczają miejscu akcji. Trzeba przyznać, że autor mnóstwo swojego kunsztu pisarskiego włożył w wykreowanie specyficznego klimatu Hebrydów Zewnętrznych, szkockich wysp leżących na północy od Wielkiej Brytanii. Miejsca o niesprzyjającym północnomorskim klimacie, jednego z tych, gdzie przyroda ciągle rządzi, gdzie przez większość czasu słońce nie wychodzi zza chmur. Na Lewis nie rośnie ani jedno drzewo; mieszkańcy swoje domy ogrzewają tradycyjnie wykopywanym torfem, który jest swego rodzaju znakiem rozpoznawczym Lewis. Wyspiarska społeczność jest ze sobą zżyta, lecz do niedawna bardzo surowa i purytańska. Ciągle jeszcze żywy jest tam język gaelicki. May opisuje wrzosowiska smagane deszczem i wiatrem, porty rybackie, puste plaże, groźne klify, sztormy i nieustający szum oceanu, słońce z trudem przebijające się przez powałę chmur. Rzecz jasna to posępne miejsce nie jest wymarzonym miejscem do robienia kariery: atrakcyjnych miejsc pracy tu brak, dominuje rybołówstwo, ewentualnie praca w rachitycznym miejscowym przemyśle. Stąd młodzi ludzie marzą tylko o tym, by stamtąd uciec. Jednak mimo wszystko jest w nim coś magicznego i niejeden z tych, którzy robieniem kariery są już zmęczeni marzyłby o tym, by tam osiąść. Gdyby nie Hebrydy, pewnie książka nie byłaby ani w połowie tak urokliwa. W Człowieku z wyspy Lewis jest tych opisów najwięcej. Z myślą o tych, którzy nie mają możliwości wybrać się do północnej Szkocji, wydano nawet album z fotografiami miejsc, gdzie rozgrywa się akcja książek.

    Gatunek: powieść kryminalno-obyczajowa
    Główny bohater: Fin Mcleod
    Miejsce akcji: Lewis, Hebrydy Zewnętrzne
    Czas akcji: współcześnie
    Ilość stron: 416
    Moja ocena:  4,5/6

    Peter May, Jezioro tajemnic, Wyd. Albatros, 2015 

    Książki biorą udział w wyzwaniu Czytam opasłe tomiska oraz Grunt to okładka

    1 komentarze:

    1. Już gdzieś wcześniej czytałam, że książki Petera Maya są intrygujące...

      OdpowiedzUsuń

     

    About Me

    Moje zdjęcie
    Katowice, Śląsk
    Mól książkowy starej daty. Z urodzenia i zamieszkania Ślązaczka, choć serce ciągnie mnie w góry. Kocham przyrodę, ciepło i słońce. Zachwycają mnie krajobrazy południowej Europy, jestem italofilką. Uwielbiam koty i żałuję, że mam zbyt małe mieszkanie, by przygarnąć jeszcze co najmniej jednego. Najlepiej rudzielca :) Kontakt do mnie: joly_fh@gazeta.pl