• ...umysł zaś potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia, jeśli, oczywiście, ma zachować swoją ostrość...

    Paryż


    Zawsze dziwiły mnie obawy wyrażane przez czytelników, dotyczące grubych książek: że książka odstrasza, przeraża swoją objętością (nie wiem, czy już o tym nie pisałam, ale co tam). Przecież jeśli ktoś lubi czytać, to nie powinno mieć to znaczenia. Wtedy nie odlicza się stron do końca książki, a po prostu delektuje się lekturą. No chyba, że dla kogoś czytanie jest przykrym obowiązkiem... Gruba książka nie oznacza też automatycznie, że jest to lektura ambitna (choć chyba faktycznie wśród klasyki królują opasłe tomiska i stąd skojarzenie). Gruba książka to po prostu... gruba książka. Pozycja z większą ilością stron. Ostatnio jednak sama ostrożnie podchodzę do takich opasłych tomisk (bo mam tu na myśli książki liczące sobie znacznie więcej, niż owe 400-500 stronic). Już mnie tak nie cieszą jak kiedyś. Opasłe tomisko bowiem oznacza, że będę musiała poświęcić mu więcej czasu i odbędzie się to kosztem innych lektur, które też chciałabym przeczytać. Poza tym, co jeśli nie spodoba mi się ono, okaże się ledwie przeciętne - wtedy czas spędzony na jego lekturze będzie podwójnie stracony. A jak wiadomo, czas to pieniądz. To tak tytułem przydługiego wstępu. Bo Paryż liczy sobie prawie 1000 stron. I pewnie się zdziwicie, jeśli napiszę, że jego przeczytanie zajęło mi mniej więcej tyle, ile poświęcam powieści o przeciętnej objętości, tj. dwa dni z hakiem.

    Paryż z pewnością jest gratką dla miłośników powieści historycznych oraz dla frankofilów. Autor ukazuje w nim szeroką panoramę dziejową Francji: od czasów średniowiecznych, po współczesne. W ten sposób obserwujemy przemiany obyczajowe i polityczne, zachodzące we Francji na przestrzeni wieków. Objaśnienia dotyczące różnych wydarzeń historycznych - by wymienić najważniejsze: zniszczenia zakonu templariuszy, wojny stuletniej, nocy św. Bartłomieja, panowania Ludwika XIV, po Rewolucję Francuską - podane są w bardzo ogólny i przystępny sposób. Tak, że i dziecko by zrozumiało.  W szczególny sposób potraktowany jest wiek XIX, wiek narodzin przemysłu i postępu technicznego, a dla Paryża wiek przebudowy, prowadzonej przez barona Haussmanna. Wiek, w którym stolica Francji, z miasta z wąskimi, śmierdzącymi uliczkami, pamiętającymi jeszcze czasy krucjat, przekształciła się w nowoczesną metropolię, zachwycając szerokimi bulwarami, wystawami światowymi i metrem. W pewnym momencie naszło mnie skojarzenie z Filarami Ziemi: jak w powieści Folleta mamy budowę katedry, tak w Paryżu opisana jest budowa wieży Eiffela. Jednak ten wątek zajmuje tylko niewielką część książki. XIX wiek, to również czasy, gdy Paryż stał się kulturalną stolicą świata, stąd w powieści Rutherfurda znajdziemy mnóstwo odniesień do rozkwitu dzielnic artystycznych i rozwoju nowych trendów malarskich, z impresjonizmem na czele. Autor przekazuje czytelnikowi fascynację Francją: jej bogatą historią i kulturą, jak i obyczajowością, a nawet krajobrazami, bo prawdziwa Francja, to nie Paryż, a wieś. Paryż nie jest jednak podręcznikiem historii, a przede wszystkim sagą rodzinną. Historia Francji i Paryża jest fundamentem, na którym posadowiona jest opowieść o czterech paryskich rodzinach, wywodzących się z różnych stanów społecznych: jest i arystokracja, i mieszczaństwo/burżuazja, i zwykli robotnicy (plebs). Ich losy ciągle się ze sobą krzyżują, choć nie zawsze członkowie tych rodzin zdają sobie z tego sprawę. Na przykładzie de Cygne'ów, Blanchardów i Le Sourdów widzimy, jak ścierają się interesy klas społecznych i jak zmienia się ich położenie, wraz ze zmianą klimatu politycznego i czasów, w jakich żyją. Arystokraci ukazani są jako klasa zawsze w pewien sposób odizolowana od "zwykłych" ludzi i patrząca na nich z góry. Ich dominująca przez całe wieki uprzywilejowana pozycja, została zdecydowanie ukrócona wraz z nadejściem Rewolucji Francuskiej, ale na dobre się rozwiała dopiero w XX wieku. Wiek XIX i XX natomiast był wiekiem, gdy i we Francji rozwijał się ruch komunistyczny, a jego członkowie marzyli o rewolucji, która oddałaby władzę w ręce ludu.

    Źródło
    Kusi mnie, by w odniesieniu do Paryża użyć słowa monumentalny, gdyby nie to, że słowo to jest ostatnio nadużywane w stosunku do wielu książek. Ale taka ta powieść jest. Pomimo tego, że w czytałam w niej o dobrze znanych mi faktach historycznych, ani trochę mnie to nie nudziło. To w sumie sztuka: napisać o czymś, o czym pisano już wielokrotnie, ale w taki sposób, że jest to dalej interesujące dla czytelnika. Trochę może dziwić dość nietypowe rozplanowanie Paryża, jeśli chodzi o umiejscowienie akcji w czasie. Mianowicie dzieje niektórych rodzin prowadzone są od wieku XIX-tego i ten plan czasowy zajmuje zdecydowanie najwięcej miejsca w powieści, ale cofamy się również do starszych czasów. Nie można powiedzieć, że są to dwa równoległe wątki, bo o ile wątek XIX-wieczny jest dosyć spójny, o tyle w tym drugim autor dokonuje dosyć dużych skoków w czasie, porzucając jednych bohaterów, aby opowiedzieć o ich potomkach, żyjących kilkadziesiąt lub nawet kilkaset lat później. Wygląda to tak, jakby autor "gonił" z tym wątkiem wiek XIX... Nie do końca rozumiem taki zamysł autora i z początku, zaglądając do spisu treści i widząc, jak rok 1883 przeplata się z rokiem 1275, pomyślałam sobie, że trudno to będzie ogarnąć. Okazało się, że nie - dobrze czytało mi się zarówno o średniowieczu, renesansie, jak i o belle epoque, postacie mi się nie mieszały. Zapewne spora w tym zasługa niezwykle klarownego, prostego języka, jakim posługuje się pisarz - na pewno ułatwia to odbiór lektury. Właściwie owo wspomniane żonglowanie czasem jest jedynym nietradycyjnym zabiegiem, jakim cechuje się Paryż. Pod wszystkimi innymi względami, to taka solidna powieść w klasycznym duchu powieści historycznych. Akcja, dialogi i opisy są tu dobrze rozplanowane i zrównoważone, a bohaterowie powieści są wyraziści i doskonale pasują do czasów, w których przyszło im żyć. Wreszcie warto wspomnieć o tym, że powieść zdecydowanie zachęca do wycieczek po Paryżu i zobaczenia na własne oczy tych ulic, placów, parków, o których z taką pasją pisze Rutherfurd - choć ze względu na swoje gabaryty, jako przewodnik Paryż się nie nadaje.

    Zdecydowanie trudno mi znaleźć w Paryżu jakieś słabe punkty - może nie jest to specjalnie wymagająca powieść, ale za to powieść, którą czyta się z niekłamaną przyjemnością, połykając kolejne strony, i co więcej - mimo swojej objętości pozostawiająca niedosyt. Jak sobie pomyślę, że ten sam autor napisał (pewnie w podobnym duchu) Londyn i Nowy Jork, to mam ochotę napisać petycję do wydawnictw, żeby się ruszyły i to wydały.

    Metryczka:
    Gatunek: powieść historyczna
    Główny bohater: Paryż, Francja
    Miejsce akcji: Paryż, Francja
    Czas akcji: XIX/ XX wiek
    Ilość stron: 944
    Moja ocena: 6/6

    Edward Rutherfurd, Paryż, Wyd. Czarna Owca, 2014 

    Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam opasłe tomiska 

    5 komentarze:

    1. czytam ją właśnie. Ja uwielbiam wielkie książki. Tą się delektuję <3

      OdpowiedzUsuń
    2. Ja od niedawna krzywo patrzę na takie grubasy, bo czytam głównie w autobusach, a takie cegły są dość nieporęczne. Nie mówiąc o tym, ile czasu trzeba im poświęcić. Jednak tym Paryżem to mnie kusisz. Niestety nie ma w żadnej z moich bibliotek, a cena jest dość wysoka...

      OdpowiedzUsuń
    3. Oj chodzi za mną ta powieść, a tu jeszcze taka pozytywna opinie.

      OdpowiedzUsuń
    4. Stoi na pólce i się do mnie śmieje. Po pierwsze - kocham grube książki. Po drugie - uwielbiam Paryż. Po trzecie - jestem fanatyczną wielbicielką dziewiętnastego wieku. A po piąte przez dziesiąte - pięknie wydane książki ciągną mnie do siebie jak magnes. A ta jest wydana zachwycająco. Zobaczyłam ją w księgarni z daleka i już wiedziałam, że to jest to, czego szukam, mój nos czytelniczy mi to powiedział ;) Już tam na miejscu siedziałam i podczytywałam obszerne fragmenty, a potem wróciłam do domu i w te pędy książkę zamówiłam. A teraz jej lekturę odkładam i odkładam, delektując się tym, że ciągle jest jeszcze przede mną. ;) Ale w końcu nie wytrzymam i ją pochłonę - pewnie nockę zarwę. A jak u nas nie wydadzą "Londynu", to z desperacji poszukam angielskiego wydania, bo to dopiero musi być COŚ! :)

      OdpowiedzUsuń

     

    Ulubione

    About Me

    Moje zdjęcie
    Katowice, Śląsk
    Mól książkowy starej daty. Z urodzenia i zamieszkania Ślązaczka, choć serce ciągnie mnie w góry. Kocham przyrodę, ciepło i słońce. Zachwycają mnie krajobrazy południowej Europy, jestem italofilką. Uwielbiam koty i żałuję, że mam zbyt małe mieszkanie, by przygarnąć jeszcze co najmniej jednego. Najlepiej rudzielca :) Kontakt do mnie: joly_fh@gazeta.pl