• ...umysł zaś potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia, jeśli, oczywiście, ma zachować swoją ostrość...

    Przekleństwa niewinności


    Widać, panie doktorze, że pan nigdy nie był trzynastoletnią dziewczynką 

    Ah, kto z nas chciałby mieć znów 13, 14, 15 lat? Ja na pewno nie. Najsłodszy okres w życiu? Bo jesteśmy jeszcze tacy niewinni, pełni ideałów i wiary, że całe życie przed nami? Nic podobnego. To okres, kiedy każdy zmaga się ze swoim dziwnie rozwijającym się ciałem, targają nim nadmierne emocje, kompleksy, bunt przeciwko rodzicom oraz pragnienie akceptacji ze strony rówieśników. Grupa może zaszczuć, zwłaszcza dziś, kiedy wszyscy dzięki internetowi i telefonom komórkowym muszą być na świeczniku. Pierwsze doświadczenia seksualne - na ogół koszmarne. Intensywność doznań - każdy problem wydaje się być końcem świata. Dorośli na ogół nie rozumieją tego, co przeżywa młodzież (zapomniał wół, jak cielęciem był), a nawet jak starają się rozumieć, to młodzi i tak ich nie słuchają, bo w tym wieku matka czy nauczyciel to żaden autorytet. Autorytetem staje się najbardziej popularna koleżanka, albo chłopak przewodzący wszystkim okolicznym burdom. Jak żyć? 

    Kiedy skoczyła, prawdopodobnie sądziła, że wzbije się w powietrze

    Wyobraźcie sobie teraz kumulację tych problemów. Pięć nastoletnich dziewczynek w jednym domu. Każda ma swoje nastoletnie ideały, marzenia, pierwsze miłości, kompleksy. Ich matka jest wyznawczynią iście wiktoriańskiej moralności, choć akcja powieści toczy się współcześnie. W miarę współcześnie, gdyż dokładnie trudno mi to było określić (można się sugerować utworami muzycznymi): lata 70-te, 80-te. Małe amerykańskie miasteczko. Zatem Mary, Therese, Lux, Cecilia i Bonny z domu wychodzą w zasadzie tylko do szkoły, gdzie cały czas trzymają się razem. O spotkaniach z chłopakami, randkach nie ma mowy. Nie ma mowy o ładnych strojach, czy kosmetykach - dziewczęta muszą paradować w bezkształtnych workach. Literatura i muzyka, jakiej słuchają, są ocenzurowane. Który nastolatek wyrywający się na świat, wytrzymałby coś takiego? Pewnego dnia dochodzi do tragedii: Cecilia popełnia samobójstwo. Ten akt pociąga za sobą oczywiście wiele spekulacji odnośnie przyczyn, ale życie na jakiś czas wraca do normy. Siostry Cecilii szukają sposobu wyrwania się z toksycznego domu - szczególnie na tym polu wyróżnia się Lux - jednak wydają się być coraz bardziej stłamszone. Stają się coraz bardziej ekscentryczne, dziczeją. W końcu rodzina w ogóle nie przestaje wychodzić z domu... dziewczynki urządzają Cecilii domowy ołtarzyk; co dzieje się z ich rodzicami, w ogóle nie wiadomo. Najbardziej żal w tym momencie było mi ojca rodziny, zdanego na pastwę kobiet w wersji maxi.

    Nie wiem, co czujecie i nie będę udawała, że wiem

    Ta opowieść ma w sobie coś z wiktoriańskich powieści gotyckich. Złowieszcze domostwo, wydzielające dziwne zapachy, zapuszczone, zabałaganione, stopniowo popadające w ruinę, w którym mieszka sześć kobiet i jeden mężczyzna - można się domyślać, że zupełnie przez nie zdominowany. Surowa moralność prowadząca do tragedii, bo nie pozwalająca dziewczynkom normalnie żyć, nawiązywać relacji rówieśniczych, uporać się z rozkwitającą seksualnością i kobiecością. Duszno, a w miarę rozwoju powieści robi się coraz duszniej. Jak to w zamkniętych pomieszczeniach. Ten dom toczy rozkład zarówno w sensie dosłownym, jak i metaforycznym. Wszystko, co wiąże się z siostrami owiane jest w tej powieści mgiełką tajemnicy, erotyzmu oraz takiego niezbyt przyjemnego, lepkiego posmaku, zwłaszcza gdy autor dotyka spraw fizjologii. Czasem słowa Eugenidesa wywoływały we mnie niesmak lub ciarki obrzydzenia. Tym bardziej, że narratorem powieści jest zewnętrzny obserwator, i to obserwator zbiorowy: dawniej chłopak zafascynowany Lisbonkami, teraz mężczyzna wspominający tamte czasy w imieniu całej bandy chłopców. W dalszym ciągu z nabożeństwem, z erotyczną fascynacją, głównie nagromadzeniem kobiecości w domu Lisbonów: kobiecości najwyraźniej dla rodzaju męskiego tajemniczej, niezrozumiałej, będącej swego rodzaju fetyszem. Chłopcy owładnięci obsesją zaglądają do okien, marzą, by podglądać dziewczyny w kąpieli, buszują w ich osobistych rzeczach, pragną je uratować, a po ich śmierci gromadzą pamiątki. A one kuszą, nawet nieświadomie.  Klimat podobny do Lolity Nabokova.

    Moja babka nigdy nie mogła zrozumieć, dlaczego w Ameryce wszyscy cały czas udają szczęśliwych

    Akcja Przekleństw niewinności jest dosyć leniwa - w żadnym wypadku nie jest to sensacja, a raczej wiwisekcja przypadku pewnej rodziny. Z racji tego, że historię opowiada osoba spoza owej rodziny nie wiemy dokładnie tego, co działo się w jej wnętrzu, a przede wszystkim, co działo się w głowach dziewczynek. To podsyca tylko naszą ciekawość. Co skłoniło je do ostatecznego kroku? Na ile to było powodowane właśnie nadmierną więzią, jaka się między nimi zrodziła i młodzieńczym konformizmem? Siostrzeństwo sprawia, że nastolatki żyją w jakimś szczególnym kręgu, że mogą po wsparcie zwrócić się do siebie nawzajem. Niestety ta więź musi działać również w drugą stronę: dziewczynki zarażają siebie problemami, nastrojem, histerycznymi emocjami. A co myślały o adorujących je chłopakach, krążących wokół domu państwa Lisbon, niczym psy ciągnące do suki w rui? Rodzice dziewczynek również są postaciami, jak z greckiej tragedii: są świadkami cierpienia swoich córek, ale nie robią nic, by je uratować. Autor akcentuje też nieumiejętność współczesnego społeczeństwa radzenia sobie ze śmiercią i stratą. Kiedy umiera Cecilia, wszyscy omijają ten temat, udając, że nic się nie stało. Kiedy jedna z nauczycielek proponuje organizację Dnia Żałoby - też nikt nie chce rozmawiać o dziewczynce i cała idea rozmywa się. Tymczasem żal, poczucie straty narastają w bliskich. Racjonalnie rzecz biorąc rodzina Lisbonów prawdopodobnie cierpiała na zespół stresu pourazowego, w czym nikt nie udzielił im pomocy. Być może przyczyniło się to do rozwoju wypadków, powodując kolejne tragedie wśród dziewcząt i tak żyjących przecież w stresie i miotanych skrajnymi uczuciami wieku dojrzewania. Amerykański pisarz jednak celowo nie wyjaśnia tej zagadki, serwując nam tylko hipotezy i domysły, zostawiając uchylone furtki, bo któż to może wiedzieć, co dzieje się w duszy kobiety?

    Eugenides serwuje nam mroczny obraz okresu dojrzewania z nieodłączną dychotomią płci. Nam, kobietom wydaje się, że jesteśmy takie zwyczajne, tymczasem z punktu widzenia mężczyzny, okazuje się, że jesteśmy jakimiś boginiami...

    Metryczka:
    Gatunek: powieść obyczajowa
    Główny bohater: siostry Lisbon
    Miejsce akcji: Stany Zjednoczone
    Czas akcji: lata 70-te XX wieku
    Ilość stron: 239
    Moja ocena: 4,5/6

    Jeffrey Eugenides, Przekleństwa niewinności, Wyd. Znak, 2013

    Książka bierze udział w wyzwaniu Grunt to okładka - książka zekranizowana przez Sofię Coppolę

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Ulubione

    About Me

    Moje zdjęcie
    Katowice, Śląsk
    Mól książkowy starej daty. Z urodzenia i zamieszkania Ślązaczka, choć serce ciągnie mnie w góry. Kocham przyrodę, ciepło i słońce. Zachwycają mnie krajobrazy południowej Europy, jestem italofilką. Uwielbiam koty i żałuję, że mam zbyt małe mieszkanie, by przygarnąć jeszcze co najmniej jednego. Najlepiej rudzielca :) Kontakt do mnie: joly_fh@gazeta.pl