• ...umysł zaś potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia, jeśli, oczywiście, ma zachować swoją ostrość...

    Kusiciel - oblicza seksu w literaturze, odsłona druga


    Literaturę erotyczną, z półki, na której stoją wszelkie Greye, Crossy i inne nieszczęścia, omijam szerokim łukiem. Dla mnie są to książki kompletnie niestrawne. Ich treść, oparta na raczej stereotypowych fantazjach seksualnych, jest tak infantylna, że nie potrafię tego znieść. Standardowo wiadomo, że chodzi o ukazanie aktu seksualnego, a wszystko to, co do niego prowadzi i co znajduje się pomiędzy poszczególnymi scenami seksu - jest tylko dodatkiem. Właśnie o ten dodatek mi się rozchodzi, kiedy piszę, że jest to infantylne, a często i niedorzeczne. To, co dzieje się pomiędzy dwojgiem ludzi: chemia, fascynacja, intymność, miłosne uniesienia, a nawet perwersja, rzadko kiedy wygląda dobrze uwięzione w słowach. Lub być może wyglądałoby dobrze, gdyby tego typu treść została stworzona przez kogoś, kto naprawdę umie pisać. Lecz dobrzy pisarze na ogół nie tworzą tego typu książek. Zaznaczam tu, że absolutnie nie jestem znawczynią tego gatunku, który rozplenił się ostatnio w naszych księgarniach, bo liznęłam z niego jedną - dwie pozycje. Kusiciel był mi potrzebny bardziej, by pokazać to zjawisko, a poprzednia książka pana Gabryela była właśnie jedną z tych, przez które udało mi się przebrnąć. Żadna rewelacja, ale dało się czytać.

    Kusiciel infantylny nie jest - powiedziałabym nawet, że jest liryczny. Nie jestem nawet przekonana, czy jest to erotyk. To, co łączy go z powieściami erotycznymi to atrofia treści. Główny bohater poznaje dziewczynę i jest nią zafascynowany. Rzecz jasna chce ją zaciągnąć "do łóżka", ale (o dziwo) chodzi mu również o coś więcej. I w zasadzie to wszystko. Brak tu jakiejkolwiek akcji, jakiejkolwiek historii, którą chciałby nam opowiedzieć autor, ciekawych wydarzeń, poza tymi, że bohaterowie spotykają się i od czasu do czasu uprawiają seks. Dopiero w końcówce zaczyna się coś dziać. Autor skupia się na wewnętrznych przeżyciach dwójki protagonistów. Strony między kolejnymi zbliżeniami są wypełnione dywagacjami głównego bohatera, analizującego każde spojrzenie, uśmiech, gest swojej dziewczyny, a także uczucia, jakie do niej żywi. Grzebania się w emocjonalności jest tu więcej, niż seksu. A kreacje bohaterów w zasadzie nie istnieją - nie jesteśmy w stanie powiedzieć o nich wiele więcej, niż to, że są seksoholikami.

    Kusiciel niewątpliwie jest powieścią skierowaną do kobiet. Mężczyźni czegoś takiego nie czytają. I tu się coś rozjeżdża, ponieważ powieść nawiązuje tym razem do typowo męskich fantazji dotyczących kobiet, a zatem trudno, by coś takiego kręciło panie. Przynajmniej mnie nie kręciło, a raczej denerwowało. Główna bohaterka mianowicie jest dziewczyną wyjątkowo "łatwą" - podobnie jak jej męski adwersarz jest napędzana chucią, uwielbia seks, a swoich partnerów traktuje instrumentalnie. Zawsze chętna, zawsze gotowa, zmienia facetów jak rękawiczki, jest jej wszystko jedno z kim się pieprzy i ani jej w głowie stały związek. Kusi i wabi. Fascynuje ona bohatera, ale trudno doprawdy powiedzieć, dlaczego. Ze szczątkowego opisu wynika, że dziewczyna nie jest ani szczególnie piękna, ani wyrafinowana, a jednak bohater "zakochuje" się w niej od pierwszego wejrzenia. Do tego stopnia, że przestają go interesować inne kobiety. Czym różni się od jego poprzednich zdobyczy? Spotyka ją w klubie, gdy oboje szukają kolejnej przygody - co w tym fascynującego, czy romantycznego? Z pewnością to zauroczenie protagonisty nie jest oparte na przymiotach osobowości jego partnerki. Sam bohater zresztą nie jest w stanie tego określić. Cały czas pozostaje ona dla niego zagadką - długie dywagacje, którymi jesteśmy raczeni w powieści nic nie mówią nam o charakterze dziewczyny, ponieważ narrator cały czas podkreśla to, jak bardzo jest ona tajemnicza, zmienna i niedostępna (w sensie psychologicznym, nie seksualnym). Niezrozumiała. Dziwka i dziewica w jednym (to również bardzo powszechna męska fantazja). Co w niej jest, dlaczego wywołuje we mnie te wszystkie reakcje? Dlaczego ona? Dialogów w tej książce jak na lekarstwo, bohaterkę znamy praktycznie tylko z relacji narratora i pozostaje ona w zasadzie wyłącznie jego projekcją. Nie wiemy kim jest, czym się zajmuje, jaką ma przeszłość, nic. Nie wiemy, dlaczego jest z bohaterem (bo palił się jak światło). Nie znamy nawet jej imienia. Nie pomagają skąpe "fragmenty pamiętnika" dziewczyny, w których ona rozwodzi się o... mijających porach roku. Najwyraźniej poza dręczącym ją pragnieniem seksu, nie ma ona żadnych innych problemów, marzeń, dążeń. Jest ona zatem uosobieniem owej legendarnej kobiecości, tak skomplikowanej i w pewnym sensie okrutnej, że przeciętny (w domyśle: prosty) mężczyzna, nie jest w stanie jej pojąć. Jak starożytne boginie płodności. Jest przecież tą, która mnie uzupełnia, która jest obietnicą. Nasuwa się pytanie, czy aby bohater naprawdę chciał ją poznać i zrozumieć, czy właśnie ta jej niedostępność jest tym, co go w niej pociąga. Na ile jest gotów, by zaakceptować ją taka, jaka jest naprawdę, zrozumieć jej wybory - skoro ich związek zaczyna się sypać po tym, kiedy ona podejmuje życiową decyzję, niezgodną z tym, czego chce mężczyzna.

    Sam bohater i narrator: zimny drań, co wieczór przelatujący inną, też raczej nie jest kimś, o kim marzyłyby kobiety w swoich snach. Zresztą poza tym, jest postacią równie enigmatyczną, jak jego partnerka. Nawet mimo tego, że "słyszymy" jego myśli - niewiele z tego wynika. Bohater nie rozumie sam siebie, choć po treści książki należałoby sądzić, że jest całkiem niezły w dokonywaniu introspekcji: Nie rozumiem siebie, nie rozumiem odruchów, jakie ona we mnie wywołuje, ale wiem że są ważne, bo jeszcze nigdy ich nie czułem – ona dotyka mnie w miejscach wcześniej niedotkniętych. Raz jest właśnie owym draniem, za chwilę romantycznym kochankiem. Kiepsko sobie radzi z opisywaniem własnych uczuć, używając wielu, bardzo mało konkretnych słów: Moje ciało jest głodne, zawsze jest głodne, zawsze czegoś lub kogoś chce, zawsze mu mało. Ale to chcenie, które wypełnia mnie teraz, ma inne, bardziej prymitywne dno, pod którym jest jeszcze coś.  Słowa: coś, może, nie wiem, nie rozumiem, to chyba najczęściej używane słowa w Kusicielu. Tylko zazdrość jest wyrazista. Może to dlatego stoimy w miejscu, choć może też dlatego, że nie wiemy, czy chcemy ruszyć do przodu. A może ona wie, czego chce, może faktycznie odkryła, że nie musi dzielić ze mną swojej erotycznej rzeczywistości, może jest jej dobrze tak, jak jest. Ta niedookreśloność, niekonkretność, niejasność dominująca w powieści sprawia, że książka robi wrażenie bicia piany, użalania się nad sobą i nieznośnego dla mnie wodolejstwa. Zwłaszcza, że nie wychodzi to poza głowę bohatera, że on nie robi nic, by tak naprawdę być ze swoją "ukochaną", która mu się wymyka. Poza tym ileż można czytać o tym, jak ona założyła kosmyk włosów za ucho, jak kusząco się nad nim nachyliła, jak poszła pod prysznic, czym pachnie, co powiedziała, etc., etc. Owszem, gdyby takich scen było kilka, byłyby one może romantyczne i świadczyłyby o zaangażowaniu mężczyzny, ale w sytuacji, kiedy właściwie stanowią całą treść książki - lektura staje się niewypowiedzianie nudna.

    Jako powieść erotyczna Kusiciel zatem sprawdza się średnio. Założywszy rzecz jasna, że nie miał on być powieścią psychologiczną o obsesji seksualnej, lub o męskiej emocjonalności - czym w istocie jest bardziej, niż erotykiem. Uczucie i emocjonalne rozterki bohatera są ukłonem w kierunku kobiet, tylko czy to, co dzieje się między tą dwójką, to jest miłość? W powieści przecież pada stwierdzenie, że poza dopasowaniem w łóżku, bohaterów nic ze sobą nie łączy. Czy naprawdę o takiej partnerce marzą mężczyźni? Czy zakochują się w dziwkach? Atmosfera w powieści jest duszna od owych emocji, które bohaterowie tłamszą w sobie, lepka od pożądania - którego z kolei nie wahają się okazywać. Męcząca. Niepokoi obraz męskiej sfery uczuciowej, jako mętliku, z którego jedynym, co się wyłania, jest postrzeganie kobiety wyłącznie poprzez pryzmat łóżka.

    Szkopuł w tym, że A.J. Gabryel naprawdę potrafi pisać. Sceny erotyczne w jego wykonaniu są wirtuozerią: autor umie o tym mówić długo, nie powtarzając się, stopniując napięcie, a co najważniejsze nie zamieniając erotyka w porno. Nie używa wulgarnych słów, nie pomiata swoimi bohaterami, jest delikatny, a zarazem ostry (choć też niezbyt wyrafinowany - seks u Gabryela to seks w formie "podstawowej", mimo, że ma znamiona ekshibicjonizmu). To nie lada wyczyn, biorąc pod uwagę ubóstwo języka polskiego w segmencie słownictwa związanego z seksem. Nawet by stworzyć owe obszerne fragmenty o niczym, wypełniające przestrzeń pomiędzy scenami erotycznymi, trzeba było nie lada wyobraźni, wrażliwości i umiejętności doboru słów. Szkoda więc, że autor nie zdobył się na coś ciekawszego w warstwie fabularnej, że owa męska emocjonalność sprowadza się głównie do fascynacji seksualnych, a przede wszystkim szkoda, że tylko nimi interesuje się A.J. Gabryel w swoim pisarstwie. Może czas na "prawdziwą" literaturę?

    Metryczka:
    Gatunek: romans/powieść erotyczna
    Główny bohater: Kusiciel
    Miejsce akcji: Polska
    Czas akcji: współcześnie
    Ilość stron: 286
    Moja ocena: 3,5/6

    A.J.Gabryel, Kusiciel, Wyd. Filia, 2015 

    2 komentarze:

    1. Jak na erotyk, to całkiem nieźle go oceniłaś. Muszę to przemyśleć :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. E, bo sceny erotyczne to są w nim ze cztery ;)

        Usuń

     

    Ulubione

    About Me

    Moje zdjęcie
    Katowice, Śląsk
    Mól książkowy starej daty. Z urodzenia i zamieszkania Ślązaczka, choć serce ciągnie mnie w góry. Kocham przyrodę, ciepło i słońce. Zachwycają mnie krajobrazy południowej Europy, jestem italofilką. Uwielbiam koty i żałuję, że mam zbyt małe mieszkanie, by przygarnąć jeszcze co najmniej jednego. Najlepiej rudzielca :) Kontakt do mnie: joly_fh@gazeta.pl