• ...umysł zaś potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia, jeśli, oczywiście, ma zachować swoją ostrość...

    Zobaczymy po latach


    Źródło
    W 1936 roku nowojorski kwartalnik dla miłośników książek o nazwie „The Colophon” poprosił swoich czytelników, aby wybrali dziesięciu pisarzy, których dzieła będą ich zdaniem uznawane za klasykę w 2000 roku. Wybrane zostały następujące nazwiska: 

    1. Sinclair Lewis
    2. Willa Cather
    3. Eugene O’Neill
    4. Edna St. Vincent Millay
    5. Robert Frost
    6. Theodore Dreiser
    7. James Truslow Adams
    8. George Santayana
    9. Stephen Vincent Benet
    10. James Branch Cabell

    Informację o tym opublikował portal Booklips. Tam też znajdziecie krótkie notki na temat owych pisarzy. Są wśród nich laureaci Nagrody Nobla i Pulitzera. Uczciwie przyznaję, że słyszałam może o trzech z nich. Obiło mi się o uszy nazwisko Roberta Frosta, Sinclara Lewisa i O'Neilla. Ale nic tych panów nie czytałam. Wśród znanych amerykańskich pisarzy początków XX wieku, którzy zdaniem ówczesnych czytelników zasłużyli na miano klasyków, nie znaleźli się natomiast F.S. Fitzgerald, Ernest Hemingway, William Faulkner. O czym to świadczy? O tym, jak nieprzewidywalne są losy literatury i sztuki. Są przecież takie arcydzieła literatury światowej, które zyskały sławę dopiero po latach od ich napisania/wydania. Artysta, który był popularny za swego życia, mógł zostać zapomniany przez kolejne pokolenia, a z kolei taki, zupełnie niedoceniony - zostać uznany post factum za geniusza.  Tak samo dziś nakręcamy się książkami, które ktoś okrzyknął arcydziełem - czasem słusznie, ale w większości przypadków to tylko sprytny zabieg marketingowy - a tymczasem ile z nich przetrwa próbę czasu? O ilu dzisiejszych noblistach czy laureatach Pulitzera będą ludzie pamiętać za te 50-100 lat? Założę się, że o Alice Munro i Patricku Modiano, na pewno nie. Choć mogę równie dobrze trafić kulą w płot, tak jak czytelnicy "The Colophon" sprzed 80 lat. Kiedy ja się nad tym zastanawiałam, na jednym z blogów ogłoszono właśnie konkurs w podobnym duchu: która z XXI-wiecznych książek przejdzie do klasyki literatury. Możemy się bardzo zdziwić!

    A tak, kapitalnie odpowiedział na podobne pytanie (czy ludzie będą jeszcze czytać za 100 lat), świętej pamięci już Tadeusz Konwicki (cytat powzięty z ostatniego numeru "Książek"): 
    Ale literatura przetrwa. Opowiedział mi duński literat, że Duńczycy przechodzą dość wcześnie na emeryturę, instalują sobie w piwnicach małe drukarnie i drukują w nich książki napisane przez siebie z nudów. Narzekał tylko, że wszyscy wydają książki, ale nikt nie chce ich czytać.
    Ja raczej chodzę z kwiatami do wydawców, prosząc, by nie wznawiali, bo mam uraz, że będę zalegał na półkach i będzie straszny wstyd. Ja już kiedyś byłem w przecenie i wiem, co to znaczy być sprzedawanym z kosza. Jak się kilkadziesiąt lat pisze, to się wszystkiego zaznaje. Znam wszystkie gorycze.
    Staś Dygat zawsze mówił o wartości jakiejś książki: "Zobaczymy po latach". Otóż nic nie zobaczymy po latach, bo nikt nie będzie w stanie przekopać się przez te miliardy dzieł sztuki. A raczej przez te miliardy produktów przemysłu artystyczno-rozrywkowego.

    2 komentarze:

    1. Kojarzę tylko Frosta :/ O pozostałej dziewiątce nawet nie słyszałam. Cytat z Konwickiego wyjątkowo trafiony :)

      OdpowiedzUsuń
    2. Ja kojarze Sinclair Lewis i Roberta Frosta, ale nie czytalam. Cytat genialny.

      OdpowiedzUsuń

     

    Ulubione

    About Me

    Moje zdjęcie
    Katowice, Śląsk
    Mól książkowy starej daty. Z urodzenia i zamieszkania Ślązaczka, choć serce ciągnie mnie w góry. Kocham przyrodę, ciepło i słońce. Zachwycają mnie krajobrazy południowej Europy, jestem italofilką. Uwielbiam koty i żałuję, że mam zbyt małe mieszkanie, by przygarnąć jeszcze co najmniej jednego. Najlepiej rudzielca :) Kontakt do mnie: joly_fh@gazeta.pl