• ...umysł zaś potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia, jeśli, oczywiście, ma zachować swoją ostrość...

    Letnie niedziele - Smażone zielone pomidory


    Alabama, Stany Zjednoczone, lata 20-te. W małej miejscowości Whistle Stop powstaje niewielka kawiarenka, w zasadzie bar, prowadzony przez dwie kobiety. Lokal jest dobrym miejscem spotkań dla miejscowych, właścicielki nie zapominają też o ubogich, włóczęgach i wszelkich ludziach gorzej potraktowanych przez los - oni zawsze mogą liczyć na kawałek pieczeni za bezcen. Menu jest proste, porządne i zdrowe. Smażone zielone pomidory nie są jednak wcale powieścią "kulinarną", jedną z tych, jakie robią furorę ostatnimi czasy. Dzieje Ruth i Idgie stanowią jądro tej powieści, wokół którego układają się inne historie mieszkańców miasteczka, w tym staruszki Cleowej Threadgoode, wspominającej "stare dobre czasy" oraz znacznie bardziej współczesna - Evelyn Couch. Evelyn jest kobietą w średnim wieku, przechodzącą kryzys tożsamości. Czuje się gruba, nieatrakcyjna i zupełnie zagubiona w swoim życiu. Czasy jej młodości minęły, realia zmieniły się błyskawicznie, a ona dostrzega, że zupełnie do nich nie pasuje. Jak wiele kobiet z jej pokolenia postępowała w sposób narzucony normami społecznymi: wyszła za mąż, urodziła dzieci, nie dbając o własne potrzeby, a teraz zadaje sobie pytanie jaki to miało sens

    Książka Fannie Flagg porusza w dosyć lekki sposób wiele trudnych tematów. Jest tu po pierwsze kwestia rasizmu - bez tego nie mogła by się chyba obejść powieść umiejscowiona w pierwszej połowie (a potem też) XX wieku, na południu Stanów Zjednoczonych. Po drugie feminizm i prawa kobiet. Evelyn odkrywa je bardzo późno, ale kiedy to się dzieje, wzbiera w niej słuszny gniew przeciwko niesprawiedliwemu porządkowi świata, zgodnie z którym kobiety się nie liczą. Trzecią kwestią jest tematyka starzenia się. To trudny i bardzo przygnębiający temat: trudno się pogodzić z własnym przemijaniem, z tym, że znika to, co nas kształtowało, a my tracimy często możliwość decydowania o sobie, a ostatecznie zostaje po nas tak niewiele.

    Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś innego po powieści, która zyskała już sobie miano kultowej. Dla mnie ta powieść niczym specjalnym się nie wyróżnia, jest przeciętna. Lekko napisana, owszem, niosąca pewien ładunek ciepła, owszem, i niewiele więcej. W mojej opinii zbyt lekka - wspominane motywy zostały potraktowane zbyt lekko, zbyt pobieżnie, przez co czytając książkę wcale się nad nimi nie zastanawiamy. Mogą one co najwyżej zakłuć, ale nie skłonić do prawdziwej refleksji. Tak na dobrą sprawę, czytałam już książki, gdzie było to zrobione o wiele lepiej. Jeżeli chodzi o rasizm, o wiele lepsze są np. Służące, a tematyka małego biznesu, który staje się nie tylko biznesem, lecz i centrum życia małego miasteczka to domena np. Joanny Harris. Zresztą Whistle Stop Cafe wcale nie jest w tej powieści aż tak ważne, jak wskazywałby na to tytuł powieści. Lokalne więzi, solidarność, przyjaźń - nie tylko kobieca, o której mowa jest w opisie powieści - to temat raczej uniwersalny, jeśli chodzi o małe miejscowości i też podejmowany w wielu książkach (o raczej idyllicznym charakterze, bo w realu różnie to może wyglądać). Co mnie zadziwiło, w powieści mowa jest o związku de facto lesbijskim, jakim jest relacja między Ruth a Idgie - w tamtych czasach tego typu związki przecież nie były akceptowane, gdy tymczasem w powieści panie otwarcie żyją ze sobą i nikomu to nie przeszkadza. Nie wydaje mi się to zbyt wiarygodne. 

    Z wielu wątków i postaci, jakie przewijają się w Smażonych, interesująca była dla mnie jedynie historia Ruth i Idgie (dodajmy historia z motywem kryminalnym) oraz ta współczesna, Evelyn. Reszta to takie anegdotki dotyczące życia małego prowincjonalnego miasteczka. Zupełnie niepotrzebne i nieciekawe wydawały mi się wstawki z lokalnej kroniki, w których mowa głównie problemach autorki tych notatek z jej "drugą połową". Niestety, Smażone zielone pomidory to dla mnie czytadło, o którym zapomina się zaraz po zamknięciu jego ostatniej strony. I nie pomogą nawet przepisy na swojskie dania amerykańskiego Południa.

    Gatunek: powieść obyczajowa
    Główny bohater: Evelyn Couch
    Miejsce akcji: Stany Zjednoczone
    Czas akcji: XX wiek
    Ilość stron: 440
    Moja ocena:  3/6

    Fannie Flagg, Smażone zielone pomidory, Wyd. Otwarte, 2015 

    Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam opasłe tomiska oraz Grunt to okładka  

    3 komentarze:

    1. Książki niestety nie czytałam, choć leży na półce i czeka. Ale miałam okazję zobaczyć film (wiem, że nie ta kolejność, ale sie złożyło) i porwał mnie :)

      OdpowiedzUsuń
    2. Czytałam te książkę w ..liceum. Wtedy ogromnie przypadła mi do gustu, ale po latach uznaje ja tylko za średnia...

      OdpowiedzUsuń

     

    About Me

    Moje zdjęcie
    Katowice, Śląsk
    Mól książkowy starej daty. Z urodzenia i zamieszkania Ślązaczka, choć serce ciągnie mnie w góry. Kocham przyrodę, ciepło i słońce. Zachwycają mnie krajobrazy południowej Europy, jestem italofilką. Uwielbiam koty i żałuję, że mam zbyt małe mieszkanie, by przygarnąć jeszcze co najmniej jednego. Najlepiej rudzielca :) Kontakt do mnie: joly_fh@gazeta.pl