• ...umysł zaś potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia, jeśli, oczywiście, ma zachować swoją ostrość...

    Barszcz ukraiński


    Podobno Polacy nie mają na ogół żadnych pozytywnych skojarzeń z Ukrainą. Jak się nad tym zastanowiłam, to rzeczywiście: nie miałam takowych, ale i negatywnych w zasadzie też nie. Poza tym, że jest to nasz biedniejszy sąsiad, teraz w dodatku nękany przez Wladimira Putina. Niewątpliwie uroku Ukrainie w moich oczach nie dodaje komunistyczna przeszłość, a zatem nie tylko bieda, ale i szarość i brzydota. Ale przede wszystkim: ja nic nie wiedziałam o Ukrainie. 

    Chyba miał pecha ten kraj i to znacznie większego, niż Polska, która pod zaborami była 150 lat, natomiast Ukraina 700. Biorąc pod uwagę, iż Ukraińcy do tego okresu zaliczają również czasy, gdy terytoria te były częścią Rzeczypospolitej Polskiej. Zastanawiam się tylko, na ile można powiedzieć, iż była to wtedy Ukraina, a nie zlepek ziem, zamieszkiwanych przez wielonarodowościową mieszankę Polaków, Żydów, Kozaków, Tatarów - bo świadomość narodowościowa zaczęła się na Ukrainie wykształcać gdzieś dopiero w XIX wieku. Tyle dygresji historycznej, bo z książki Piotra Pogorzelskiego dowiemy się przede wszystkim, jaka jest współczesna Ukraina. Dziennikarz, korespondent Polskiego Radia w Kijowie, pisze o takich aspektach tego państwa jak ludność, religia, język, kultura i media, rządy oligarchów, korupcja, miejsce kobiety w społeczeństwie, święta narodowe, a także stosunek Ukraińców do bolesnej historii. Nie jest to obrazek zbyt kolorowy. Ukraina jest podzielona - podobnie jak u nas, jej zachodnia część jest bardziej postępowa, wschód jest biedniejszy i zacofany. Z badań wynika, że większość Ukraińców najchętniej wyjechałaby z tego kraju, gdzie ich oczy poniosą; młodzi nie widzą w nim dla siebie przyszłości. Ukrainą - podobnie jak Rosją - rządzą skorumpowani oligarchowie, państwo nie troszczy się o obywateli, nie inwestuje w naukę, innowacje, czy kulturę, nie wspierany jest mały i średni biznes. Liczy się przede wszystkim pieniądz, a demokracja jest tu tylko martwym słowem. Silnie odczuwany jest brak zaufania społecznego: ludzie nie interesują się sobą nawzajem, zamykają się w kręgu rodziny, nie szanują tego, co "wspólne". Silny jest seksizm, przejawiający się także na estradzie w prymitywnych piosenkach popsa, typu ukrainodisco. Szaleje piractwo. Wiele z tych problemów, o których pisze Pogorzelski nie jest w zasadzie niczym dziwnym dla Polaków - występują one i u nas, jako spuścizna po poprzednim systemie. W szczególności mam tu na myśli ową kwestię zaufania społecznego. Tyle tylko, że w Polsce problemy te występują w o wiele mniejszym nasileniu, niż za naszą wschodnią granicą. Różnica między Polską a Ukrainą jest taka, że my w ciągu tych 25 lat od upadku komunizmu poczyniliśmy ogromny postęp gospodarczy, a Ukraina w zasadzie stoi w miejscu. Nawet Euro 2012 nie pomogło Ukrainie, bo zorganizowano je według znanych korupcyjnych schematów, a zmiany są jedynie kosmetyczne. I to jest dla tego kraju tragedia. Ma to swoje przyczyny w znacznie ściślejszym związku, jaki Ukraina miała z Rosją, będąc przecież częścią Związku Radzieckiego. W dalszym ciągu wszystko tam ciąży ku Rosji: wielu ludzi mówi po rosyjsku, a nie po ukraińsku, media, show-biznes, także rynek książkowy są zdominowane przez produkcje rosyjskie, a w ludziach tkwią sowieckie przyzwyczajenia. Ma się wrażenie, że wiele osób, tych starszych zwłaszcza, spodziewa się, że komunizm może jeszcze wrócić - i dlatego boją się mówić o zbrodniach poprzedniego systemu. Z kolei ci młodsi nie wiedzą nawet, czym był komunizm i co zrobił Stalin. Ukraińcy są niedoedukowani jeśli chodzi o własną historię, nie mają nawet jej kanonu - podczas gdy w Polsce ciągle wraca się do naszej przeszłości, na Ukrainie pamięć została skutecznie wymazana, lub zakneblowana. Co może tłumaczyć dlaczego Polsce się udało odciąć od komunizmu, a Ukrainie nie. 
    Polacy dzięki Katyniowi i innym tragediom otrzymali szczepienie od komunizmu. Te straty, które miała Polska, to było szczepienie. A na Ukrainie mieliśmy amputację, u nas zrobili trepanację czaszki i łyżką wygrzebali mózg. To jest amputacja pamięci.

    I to jest wstrząsające, bo hamuje to rozwój niepodległego państwa, niezależnego od dawnych zaborców. Oni ciągle walczą o tą niepodległość. Wydaje się, że Ukraina to nadal kraj o niewyraźnej tożsamości narodowej, w rozkroku między Rosją a Europą. Dobrze, że autor pokazuje przyczyny, a nie tylko skutki, pomaga zrozumieć Ukraińców. Nic nie może usprawiedliwić zbrodni UPA, ale podczas gdy my wspominamy rzeź na Wołyniu, Ukraińcy swoje własne ofiary ludobójstw liczyli w milionach, a nie w tysiącach.

    Lektura Barszczu ukraińskiego otworzyła mi oczy na to, jak wygląda życie u naszych sąsiadów, jaka jest ich mentalność, a przede wszystkim jak "zorganizowane" jest państwo ukraińskie. To kompendium podstawowej wiedzy o nim. Drugie wydanie jest uzupełnione o rozdział dotyczący wydarzeń na Majdanie - bardzo dobrze, bo w świetle tego, co teraz się dzieje, niektóre informacje zamieszczone w książce tracą aktualność. Często autor dokonuje porównań między Ukrainą a Polską, i w porównaniach tych zawsze to Polska "wygrywa". No chyba, że chodzi o ilość dni wolnych od pracy... Jak się to czyta, to naprawdę człowiek się cieszy, że mieszka tu, a nie tam. Wiele rzeczy u nas jest jeszcze do zrobienia i do poprawy, ale w porównaniu z Ukrainą, Polska to ziemia obiecana. Podczas kiedy my narzekamy, dla Ukraińców jesteśmy wzorem. Przyznajcie, że następująca wypowiedź brzmi wręcz kuriozalnie:
    Polacy są prawdziwymi Europejczykami. Nie raz była w Polsce i widziałam, jak życzliwi i grzeczni są to ludzie. Prawdziwym szokiem było dla mnie to, że samochody ustępują karetkom pogotowia. 
    Cóż, co kraj, to obyczaj... Nie podobało mi się jednak to, że w książce tej jest tak wiele polityki: właściwie wszystko, o czym pisze Pogorzelski zostało upolitycznione (np. rozdział o religii traktuje głownie o rozłamie i dwóch Cerkwiach państwowych, mających powiązania z politykami), trudno znaleźć rozdział, w którym nie przewijałyby się nazwiska rządzących, czy ukraińskich ugrupowań politycznych. Za dużo suchych encyklopedycznych faktów. Brakowało mi w tym takiego zejścia o szczebel w dół, do zwykłych ludzi, pokazania ich obyczajów, codziennych problemów, tradycji, typowych ukraińskich krajobrazów. Wprawdzie każdy rozdział jest zakończony tematycznym wywiadem z przedstawicielem Ukrainy, ale w całej książce jest za mało tego ukraińskiego punktu widzenia. To raczej sam autor tłumaczy czytelnikowi, jak myślą Ukraińcy. Nie ma też takiej odskoczni od tych dosyć ponurych i pesymistycznych rozważań: ukazania czegoś, co dla odmiany jest piękne, powodu, dla którego jednak warto odwiedzić Ukrainę. A na pewno warto, zwłaszcza, że pozostało tam wiele pamiątek po polskiej obecności. Mnie zaczęło tam ciągnąć, a przecież do tej pory wcale się Ukrainą nie interesowałam. Wizyta za naszą wschodnią granicą daje możliwość zweryfikowania na własną rękę własnej wiedzy, wyobrażeń i stereotypów i podsyca tylko zainteresowanie tym krajem. Zachęcam i do lektury, i do odwiedzenia Ukrainy, zwłaszcza że Polacy są na Ukrainie raczej mile widziani. 

    Kontynuacją książki jest dopiero co wydana Ukraina. Niezwykli ludzie w niezwykłych czasach.

    Metryczka:
    Gatunek: reportaż
    Główny bohater: Ukraina
    Miejsce akcji: Ukraina
    Czas akcji: współcześnie
    Ilość stron: 364
    Moja ocena: 4,5/6

    Piotr Pogorzelski, Barszcz ukraiński. Wydanie II rozszerzone, Wyd. Helion/Editio, 2014

    Książka bierze udział w wyzwaniu Grunt to okładka

    2 komentarze:

    1. Ja bardzo nie lubię Ukraińców, a wynika to z dobrej znajomości historii. Zapisali w naszym kraju jako zdziczała hołota, mordująca, a raczej zarzynająca Polaków, w czasie II Wojny Światowej.
      Czy historia się powtórzy? Chyba tak, bo fakty są znane nielicznym.

      OdpowiedzUsuń
    2. Nie można tak generalizować! To właśnie takie uprzedzenia ("oni" są źli) prowadzą do tragedii. Ukraińcy na pewno nie są gorsi od Polaków, Rosjan, czy Niemców: do zła jest zdolny każdy człowiek, zwłaszcza w czasie wojny - a każdy naród ma swoje ciemne karty. Uważam też, że nie można obarczać kolejnych pokoleń odpowiedzialnością za czyny ich dziadków - to jakiś absurd. W ten sposób wszyscy byśmy się nienawidzili. Historię trzeba znać (a Pogorzelski tłumaczy czemu na Ukrainie jest z tym kiepsko), ale żeby jakoś żyć ze sobą, trzeba porzucić historyczne resentymenty.

      OdpowiedzUsuń

     

    About Me

    Moje zdjęcie
    Katowice, Śląsk
    Mól książkowy starej daty. Z urodzenia i zamieszkania Ślązaczka, choć serce ciągnie mnie w góry. Kocham przyrodę, ciepło i słońce. Zachwycają mnie krajobrazy południowej Europy, jestem italofilką. Uwielbiam koty i żałuję, że mam zbyt małe mieszkanie, by przygarnąć jeszcze co najmniej jednego. Najlepiej rudzielca :) Kontakt do mnie: joly_fh@gazeta.pl