Dlaczego Holendrzy mają obsesję na punkcie sprzątania? Zapewne sporo ma to wspólnego z dawną, protestancką moralnością oraz tym, że w Holandii wszystko jest na widoku. Wnętrz domów z szerokimi oknami nie zasłaniają żadne firanki, a mieszkańcy nie mają najwyraźniej problemu z tym, że ktoś obcy zagląda do środka. Tymczasem powieść W dobrych rękach skrywa mnóstwo tajemnic. 

Z początku nic na to nie wskazuje - poznajemy rodzeństwo dwóch braci oraz ich siostrę Izabelę, którzy wydają się zupełnie zwykłymi, nudnymi ludźmi. A w dodatku średnio sympatycznymi - zwłaszcza Izabelę trudno polubić. Jest sztywna, oschła, ukrywa się w dużym domu odziedziczonym po matce i w tym domu nie chce widzieć nikogo więcej. Lubi porządek i rutynę i ma obsesję na punkcie tego, że ktoś ją może okraść. Jest również bardzo nieprzyjemna - w zasadzie trudno powiedzieć czemu - w stosunku do Evy, dziewczyny starszego brata. Ni z tego, ni z owego musi jednak, wbrew swojej woli, ugościć ją w swoim domu, na prośbę brata. Taki wstęp równie dobrze pasowałby do romansu, jak i do horroru… Warto o tym napisać, żebyście nie zniechęcali się po trochę nijakiej pierwszej części powieści. 

Gdyż powieść ma ciekawą strukturę, składając się z trzech części o wyraźnie odrębnym charakterze; w każdej z tych części na coś innego  jest położony nacisk. Pierwsza z nich wprowadza bohaterów i jest trochę “o niczym”, co sugeruje, że - jak napisałam - są oni dość nieciekawymi ludźmi. Co oczywiście zmienia się w drugiej części, kiedy pojawia się romans - i w tej części z kolei nie dzieje się wiele ponad to. Narracja jest bardzo zmysłowa i przypominała mi klimat powieści Tamte dni, tamte noce. Po czym następuje znowu zwrot akcji, pewna informacja wyskakuje jak diabeł z pudełka i znowu klimat zmienia się całkowicie, skupiając na rozegraniu tej sytuacji. Jak to w życiu, kiedy dzisiejsze kłopoty spychają na drugi plan wczorajsze zmartwienia. Rozwikłanie tego jest czytelniczą przyjemnością. 

Pierwszą z tajemnic niewątpliwie jest główna bohaterka Izabela. Charakterystyka tej postaci, którą przytoczyłam wyżej bardziej pasowałaby do starszej - zgorzkniałej - kobiety, prawda? Tymczasem Izabela jest młodą dziewczyną, dopiero wkraczającą tak naprawdę w życie. A już się z niego wycofała, wiodąc życie pustelniczki, pochłoniętej kultywowaniem pamięci po matce. Co sprawiło, że taka jest, co za tym stoi? Niechybnie jakaś trauma - narzuca się. Kiedy natknęłam się pierwszy raz na opis W dobrych rękach, to zauważyłam, że kompletnie nie wynika z niego właśnie kiedy rozgrywa się akcja i opis ten pasowałby równie dobrze do XVII wieku, jak i do współczesności. “Gdzieś na holenderskiej prowincji” też nie jest bez znaczenia, bo na tej prowincji nie dzieje się kompletnie nic, jakby była ona zawieszona w nicości. I faktycznie Izabela oraz to w jaki sposób żyje ta postać są jak z innej epoki. Z czego żyje Izabela - zastanawiało mnie. Kobieta nie uczy się, nie pracuje - i nie zamierza pracować, a do zajmowania się domem zatrudnia pomoc domową. Później wyjaśnia się, że dziewczyna utrzymuje się ze spadku po matce - więc żyje niczym dawne ziemianki z powieści Jane Austen - tylko że nawet nie jest zainteresowana zamążpójściem, a jedynym co spędza jej sen z powiek jest utrata domu, gdyż formalnie został on zapisany jej bratu.  Bracia Izabeli natomiast normalnie pracują… Okazuje się - kolejna niespodzianka - że rzecz dzieje się w latach 60-tych ubiegłego wieku. Można policzyć, że Izabela i jej bracia są wojennymi dziećmi. Styl życia Izabeli bardzo nie pasuje do tamtych czasów. Po drugiej wojnie światowej ludzie - nawet bogacze - wszak nie dysponowali wielkimi spadkami do rozdysponowania (a spadek Izabeli musiał być całkiem pokaźny, skoro kobiecie nie spędza z oczu fakt wyczerpania poduszki finansowej) … Ale może w Holandii wyglądało to inaczej? Nie wiem, czy był to celowy zabieg autorki, czy autorka tego nie przemyślała, a może ja zbyt serio wzięłam te kwestie, w każdym razie nie dowiadujemy się więcej na ten temat, nie wiadomo kim byli rodzice naszych bohaterów, wiadomo tylko, że mieli bogatego wuja. Anyway, lata 60-te to był jednak już czas, kiedy Europa doszła do siebie, w krajach zachodnich żyło się dostatnio, acz nie rozpoczęła się jeszcze rewolucja seksualna: mentalność nadal jest bardzo tradycyjna, od kobiety oczekuje się, że znajdzie sobie męża i nic ponadto, homoseksualiści nadal niespecjalnie się mogą afiszować (w Holandii!).  

Kolejną tajemnicą jest oczywiście to, co rozgrywa się za zamkniętymi drzwiami domu (to mógłby być wstęp do horroru), zwłaszcza kiedy wprowadza się tam irytująca Eva. Wreszcie jest tajemnica, skrywana przez samą Evę, która zupełnie zmienia wymowę powieści - do tego momentu wydającą na dosyć nieciekawą fabułę o “poszukiwaniu tożsamości” - co często pada w opiniach - w mało sprzyjającym po temu otoczeniu. Bez spojlerowania napiszę, że na początku tej książki pada takie jedno niepozorne zdanie, zdanie które pewnie wielu czytelniczkom umknęło, a na mnie podziałało jak przysłowiowa “czechowowska strzelba”, wypalająca w trzecim akcie. I nie pomyliłam się. Choć więc kluczową zagadkę rozgryzłam dość wcześnie, to zachwycił mnie sposób rozegrania tego przez autorkę. A bardzo w interpretacji W dobrych rękach pomogła mi lektura Futbolu w cieniu Holokaustu (jak to czasem różne książki przydają się zupełnie nieoczekiwanie, co dowodzi, że WARTO CZYTAĆ). Autor Futbolu komentuje z dużym dystansem owe holenderskie wojenne traumy, “bomby latające nad głowami” oraz opisuje postawę holenderskiego społeczeństwa podczas wojny. Futbol w cieniu Holokaustu nadaje tej holenderskiej powieści kontekstu, którego może brakować polskim czytelnikom - i polecam ten reportaż historyczny, jeśli komuś W dobrych rękach wydaje się nieczytelna lub banalna. Owo “poszukiwanie tożsamości” nabiera wtedy zupełnie nowego znaczenia… Drugą lekturą, jaka przyszła mi na myśl, w kontekście W dobrych rękach był Zając o bursztynowych oczach - zapewne dlatego, że zając pełni u van der Wouden rolę też dość symboliczną. 

W dobrych rękach to bardzo holenderska powieść, odwołująca się do historii tego kraju oraz pokazująca tradycyjne wartości, jakie funkcjonują w holenderskim społeczeństwie: zamiłowanie do porządku, dostatku, stabilności, materializm, także nienachalny sposób bycia. I zadaje pytania o te wartości także w sposób nienachalny. Niestety bez ich znajomości, może czytelnikowi brakować kontekstu niezbędnego do głębszej interpretacji powieści. 

Metryczka: 
Gatunek: powieść 
Główni bohaterowie: Izabela, Eve
Miejsce akcji: gdzieś na holenderskiej prowincji
Czas akcji: początek lat 60-tych XX wieku 
Ilość stron: 400
Moja ocena: 5/6
 
Yael van der Wouden, W dobrych rękach, Wydawnictwo Znak, 2025

Komentarze

instagram @dzienpozniej

Copyright © Dzień później