Człowiek, który wymyślił Amerykę
Okazuje się, że już pierwszy przywódca Stanów Zjednoczonych zaliczał się do ludzi zamożnych, wyższej klasy, posiadaczy majątkowych. George Washington - bo o nim mowa - nie wziął się bynajmniej znikąd, bo już jego ojciec był majętnym człowiekiem, a George’owi pieniądze w dużej mierze przypadały w spadku po różnych członkach rodziny. Szczęście w nieszczęściu. To nie jest jednak tak, że Washington nie zasłużył sobie na swoją pozycję, bo już od młodości pracował, zaciągnął się też do wojska w trakcie angielskiej wojny z Francją - i wtedy też wsławił się na tyle, że po kilku latach przerwy od wojskowej kariery obwołano go wodzem w wojnie o niepodległość. Wygrana spowodowała, że Washingtona fetowano jak bohatera i stał się on naturalnym kandydatem na prezydenta nowo utworzonego państwa, który to urząd pełnił 8 lat (czyli dwie kadencje). Z kolejnej kadencji sam zrezygnował, pragnąc zająć się w końcu życiem osobistym i pisaniem wspomnień… prawdą też było, iż w drugiej kadencji skończył się okres ochronny dla bohatera narodowego, który zaczął być krytykowany oraz atakowany przez politycznych przeciwników. Pojawiły się nawet anonimowe paszkwile w prasie… możnaby powiedzieć, że Washington był ofiarą hejtu, wypisz, wymaluj.
Nie był wybitnym strategiem, bo nie za bardzo potrafił podejmować szybkie decyzje w odpowiedzi na zmieniającą się na froncie sytuację. W wojnie o niepodległość poniósł kilka klęsk (przedstawianych potem jako “niewielkie porażki, prawie zwycięstwa"), pod Saratogą, najsłynniejszą bodaj bitwą tej wojny, nawet go nie było, a lektura tej książki przypomina, że Amerykanie wojnę tę wygrali dzięki wsparciu Francji (Francja bynajmniej nie przystąpiła do amerykańskiej wojny z powodów ideologicznych, tylko praktycznych, no i po to, żeby zrobić na złość Anglii; ponoć w końcu król Jerzy III stwierdził: “Główną cechą mieszkańców Ameryki wydaje się niegodziwość, niewykluczone tedy, że utrata tego kraju może okazać się dla nas wręcz korzystna”). Siła Washingtona podczas wojny tkwiła nie w tym, że był wybitnym wojownikiem, tylko raczej wybitnym organizatorem, który ze zbieraniny różnych niedoświadczonych ludzi, uczynił żołnierzy, zdolnych przeciwstawić się zawodowemu przecież wojsku brytyjskiemu. Potrafił motywować i utrzymać zaangażowanie nawet w najtrudniejszych warunkach - Ron Chernow opisuje, jak nędznie byli wyposażeni amerykańscy żołnierze, jak nie mieli się w co ubrać, a nawet jak głodowali i żebrali o jedzenie (podczas gdy mieszkańcy Ameryki kolaborowali z Brytyjczykami, woląc im sprzedawać zaopatrzenie, niż wspomóc ludzi, walczących o niepodległość kraju…).
Podczas pobytu w Valley Forge Washington wielokrotnie pisał o chciwości Amerykanów. Lektura tych zapisków będzie zapewne niemiła dla każdego, kto uważa, że zdarzenia tamtej zimy świadczą o heroizmie młodego narodu. Naczelny wódz wszędzie wokół widział oznaki upadku cnót publicznych. Ostro krytykował spekulantów, monopolistów i tych, którzy bogacą się dzięki wojnie. “Czy niegodne pragnienie brudnej mamony ma rywalizować z niezbywalymi prawami i swobodami naszego pokolenia i milionów ludzi, którzy dopiero się narodzą?”
Wydawać by się mogło, że wówczas Ameryka zrodziła mnóstwo wielkich ludzi - Benjamin Franklin, Thomas Jefferson, Alexander Hamilton, James Madison - to wszystko nazwiska tamtych czasów - jednak, jak pisze Chernow, w istocie lista utalentowanych ludzi, którym Washington mógł powierzyć stanowiska w rządzie, była dość krótka… Z czasem zresztą jego drogi z większością z nich się rozeszły z powodu różnic w poglądach. Washington był zwolennikiem silnego, scentralizowanego państwa, a zatem starłby się z Ronaldem Reaganem, autorem słów, iż to “państwo jest problemem” oraz z wieloma dzisiejszymi republikanami. Największym oponentem Washingtona okazał się Jefferson, pierwszy sekretarz stanu. Najbliższym współpracownikiem prezydenta, jeszcze od czasów wojny, był zaś Alexander Hamilton, sekretarz skarbu, który stworzył system finansów publicznych i któremu przyszło uporać się z kwestią długu wojennego (zaciągniętego nawet u Brytyjczyków!). Choć Washington uważał, że niespłacenie tych pożyczek byłoby niemoralne, to Hamilton przytomnie uznał zobowiązania za niebyłe, jako że pożyczek tych udzielił król Ludwik XVI, a tego zdekapitował lud… Można się zastanawiać, ile racji było w tym, co powiedział Jefferson: “Nasza rewolucja obudziła Francuzów (...) To, cośmy uczynili, uznali za wzorzec do naśladowania.” Można z tego wnioskować, że Ludwik XVI sam sobie założył pętlę na szyję (czy też raczej gilotynę), a Ameryka bynajmniej nie odwdzięczyła się za pomoc…
Washington już w 1780 roku przewidywał, że Francja będzie musiała słono zapłacić za swoją przygodę w Ameryce, czeka ją bowiem deficyt i konieczność nakładania wysokich podatków. “Tamtejszy lud nie zniesie ich ani przez chwilę”. Faktycznie, podatki i inne ciężary wywołały ogromne niezadowolenie (...)
Zasadniczą różnica między amerykańską a francuską rewolucją polegała na tym, że pierwsza dopuszczała poszukiwanie wielu prawd, druga natomiast cechowała się zelotyzmem i pragnieniem narzucenia wszystkim świętych dogmatów niedopuszczających żadnego sprzeciwu.
Biografia pierwszego amerykańskiego prezydenta pióra Rona Chernowa nie ogranicza się tylko do tego, jakim przywódcą i politykiem był George Washington. Biograf ukazuje go pod wszelkimi możliwymi aspektami - także jako człowieka prywatnego, mężczyzną, syna, ojca, męża, właściciela plantacji. Ambicją autora było uczynienie bohatera “bardziej ludzkim”, przypomnienie o jego charakterze i o tym, za co cenili go jemu współcześni - i to się na pewno udało. W istocie Chernow bardzo dużo miejsca - w różnych częściach książki - poświęca na opis osobowości Washingtona. Wedle tego, był on człowiekiem opanowanym, nie pokazującym emocji, skromnym i nie łaknącym zaszczytów (zostając generałem naczelnym, a potem prezydentem zastrzegał wielokrotnie, że sam o to nie zabiegał, a czyni to na prośbę “ludu” - choć w sumie trudno powiedzieć na ile te zapewnienia były szczere…), prawym i uczciwym, dobrze traktującym innych ludzi, w tym bliskich, kochającym mężem i dziadkiem (przysposobił dzieci swojej żony). Prawdziwym dżentelmenem, tak w skrócie. Typowym introwertykiem - moim zdaniem - jako że był zamknięty w sobie, małomówny, nie lubił tłumów i zamieszania wokół siebie, a odżywał w otoczeniu ludzi, których dobrze znał. Choć, w przeciwieństwie do czasów obecnych, wtedy tego typu osobowość była raczej pożądana, to nawet wtedy oskarżano go - typowo - o wyniosłość i izolowanie się od innych. Chernow pisze, że brakowało Washingtonowi ciepła, raczej dystansował się od innych. Nie jest to laurka, ale jednak wyłania się z tego portret człowieka prawego, godnego podziwu, w pełni zasługującego na sławę i szacunek, jakim jest darzony.
Rysą na wizerunku naszego bohatera jest kwestia niewolników - Chernow pisze, iż stanowi ona tę rzecz, którą Amerykanie nie mogą zapomnieć pierwszemu prezydentowi. Był on właścicielem dużej plantacji, a na niej sporego grona niewolników, w tym odziedziczonych po zmarłych krewnych. W tamtych czasach nie było w tym zresztą nic dziwnego:
Niewolnictwo stanowiło gospodarczy fundament Nowego Świata, instytucję tę uważano za najzupełniej naturalną i niekontrowersyjną. Nikt nie postulował jej zniesienia, zwłaszcza, że pozwalała młodym zamożnym Wirgińczykom wieść życie leniwe i pełne swawoli.
George Washington rozpaczliwie pragnął wierzyć, że jest dobrym człowiekiem, łaskawym i wyrozumiałym dla tych, których posiadał, ale że okrucieństwo było nieusuwalną częścią instytucji niewolnictwa, wielokrotnie dopuszczał się złych uczynków.
Czekam na polskie wydania innych biografii Rona Chernowa, przede wszystkim biografii Alexandra Hamiltona, którego sylwetkę poznajemy w tej książce.
Metryczka:
Gatunek: biografia
Główny bohater: George Washington
Miejsce akcji: Ameryka
Czas akcji: XVIII-XIX wiek
Ilość stron: 1152
Moja ocena: 6/6
Ron Chernow, Człowiek, który wymyślił Amerykę. George Washington i narodziny nowego świata, Wydawnictwo Znak Horyzont, 2026







Komentarze
Prześlij komentarz