Linia na piasku. Władcy pustyni
Linia na piasku opisuje wydarzenia aż do 1948 roku, czyli do ostatecznego wyjścia Wielkiej Brytanii z Palestyny i powstania Izraela. Jest tu dużo faktów, szczegółów, polityka i jeszcze raz polityka, ale można to podsumować krótko jako opowieść o tym, jak Francja cały czas intrygowała, manipulowała, kopała dołki pod sojusznikami i rzucała kłody pod nogi tym, którzy chcieli zaprowadzić porządek, po to, żeby przeforsować swoje interesy. Począwszy od tego, że Francuzi uparli się, że coś im się “należy” z Imperium Osmańskiego, przez obstrukcje działań aliantów w trakcie I wojny światowej - przypomnijmy, że to Francja nie zgodziła się na lądowanie w Aleksandrettcie, o które zabiegał Lawrence z Arabii, skutkiem czego była tragedia na Gallipoli - po sabotowanie procesu samostanowienia w Syrii i podżeganie syjonistycznych terrorystów przeciwko Brytyjczykom w Palestynie. Faktycznie, czytając Linię na piasku można odnieść momentami takie wrażenie, zwłaszcza kiedy Francuzi z de Gaullem na czele, nawet gdy Francja była - mówiąc eufemistycznie - w nienajlepszej kondycji, upierali się, że nadal jest wielką potęgą.
W swoich pamiętnikach de Gaulle z przyjemnością wspominał jak Anthony Eden, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, zapytał go kiedyś, czy ma świadomość, że sprawił więcej problemów niż “wszyscy inni nasi europejscy sojusznicy razem wzięci”. “Nie wątpię - odpowiedział de Gaulle - Francja to wielka potęga.”
Brytyjczycy podziwiali upór de Gaulle’a, manifestujący się w odmowie przyznania się do porażki, ale kiedy przejawiał tę samą cechę wobec nich, byli już mniej zauroczeni.
Pierwszego dnia, jeszcze przed lunchem, Brytyjczycy doszli do miasta Dara. Zgodnie z nadzieją Druzowie natychmiast zaoferowali wsparcie, a francuski oficer odpowiedzialny za zakurzony węzeł kolejowy [z ramienia rządu Vichy] równie szybko uciekł. Francuz wyjaśnił, że gdy podczas próby ucieczki na północ jedno z kół jego auta oddzieliło się od osi, wybór był prosty: “Natychmiast staliśmy się Wolnym Francuzami!”
Nie żeby De Gaulle’a obchodził dobrostan Libańczyków i Syryjczyków - zmagania z Brytyjczykami były dla niego tylko walką o to, kto powinien sprawować kontrolę nad Syrią i Libanem. Francuskie rządy były tak niepopularne w tych dwóch krajach, a Arabowie tak nienawidzili Francuzów, iż Brytyjczycy postrzegali to nawet jako korzyść dla siebie - Francuzi brali na siebie cały gniew Arabów, a w dodatku na jej tle, na zasadzie kontrastu Wielka Brytania wyglądała na pozytywnie postępową. A podczas gdy Brytyjczycy walczyli i ginęli, wyzwalając Francję, ich rzekomi sojusznicy potajemnie wspierali żydowskie wysiłki zmierzające do zabicia brytyjskich żołnierzy oraz urzędników w Palestynie. Można jednakowoż zastanawiać się, na ile taki sposób przedstawiania Francji ma związek z odwieczną rywalizacją między Wielką Brytanią i Francją i tym, że autor tej książki jest Brytyjczykiem (aczkolwiek Scott Anderson też nie ma zbyt wielu ciepłych słów dla Francuzów). Być może Francuzi widzieli to inaczej, na przykład tak:
[Brytyjczycy] To patologiczni kłamcy i tak właśnie władali światem. (...) Służyłem w Libanie i Syrii w armii Wolnej Francji de Gaulle’a. Przelewaliśmy krew, żeby pomóc Wielkiej Brytanii w Lewancie, a potem oni zajęli Liban i Syrię, a my poszliśmy w odstawkę.
Tyle tylko że Francuzi i Brytyjczycy byli wzajemnie siebie warci. I jedni i drudzy oskarżali się wzajemnie o wspieranie rebeliantów i terrorystów nastających na drugą stronę (co w sumie było zgodne z prawdą). Wielka Brytania przecież też nie działała z altruizmu, a tylko pod kątem zabezpieczenia własnych interesów, zwłaszcza że w tamtym czasie okazało się, że Bliski Wschód jest rezerwuarem pewnego cennego oleju, który stawał się coraz ważniejszy w gospodarce... Tak, jak Francja nie chciała zrezygnować ze swojej władzy w Syrii, mimo piętrzących się problemów i narastających dążeń niepodległościowych, tak Wielka Brytania upierała się przy kontrolowaniu terytorium Palestyny. Tam musiała mierzyć się z rosnącym ruchem syjonistów, dążącym do utworzenia państwa dla Żydów, a po wybuchu II wojny światowej - falą imigrantów, uciekających przed nazistami. Początkowo Wielka Brytania popierała syjonistów (co opisuje Anderson), ale potem jakoś była niezbyt chętna temu wszystkiemu, zwłaszcza że oczywiście dążenia Żydów wywoływały protesty Arabów, a z tymi też trzeba było dobrze żyć - Brytyjczycy i tu byli więc między młotem, a kowadłem. Nie wyszło to zbyt ładnie. W wielu miejscach Brytyjczycy byli równie brutalni, co Francuzi, zaś stosowanie przemocy i terroru, które potem tylko przyczyniało się do eskalacji, miało u nich długą tradycję - te same metody, jak na Bliskim Wschodzie (a przedtem w innych koloniach) Wielka Brytania stosowała potem w czasie Kłopotów w Irlandii Północnej. Zresztą, jeden z brytyjskich generałów też zauważył, że “z Palestyną jest ten sam kłopot, co z Irlandią - dwie małe, szczerze nienawidzące się nacje, zamieszkujące niewielkie terytorium”. Nie dość więc, że polityka Wielkiej Brytanii, chcącej ograniczyć napływ uchodźców żydowskich do Palestyny była po prostu niehumanitarna wobec tego, co działo się w Europie (acz bardziej zrozumiała w kontekście tego, co działo się w Lewancie), to w tamtym właśnie okresie rozpoczął się na terytoriach Palestyny terror, który trwa do dziś. Początkowo terrorystami byli głównie Żydzi, chcący wymóc utworzenie niepodległego państwa, no a potem terrorem odpowiedzieli Arabowie… I tu też miałam wrażenie, że Barr nie do końca pisze jak to było. Cała sprawa “palestyńska” stoi trochę z boku tej książki, a jeśli już to autor pokazuje ją przez pryzmat krzywd wyrządzonych rządom brytyjskim. Natomiast nie ma nic na temat tego, jak się to zaczęło w trakcie I wojny światowej, o popieraniu syjonistów i o tzw. deklaracji Balfoura - to zostało bardzo dokładnie opisane w Lawrensie z Arabii. O ile tam miałam poczucie, że ta kwestia jest roztrzepana zbyt szczegółowo, tak w Linii na piasku, znowuż czułam, że czegoś mi się nie mówi…
Trudno tu naprawdę komukolwiek kibicować, zwłaszcza że wszyscy uczestnicy tej gry nauczyli się jednego: że przemoc działa. James Barr skrupulatnie opisuje te wszystkie machinacje, gierki i przeciąganie liny. Podobnie jak Lawrence z Arabii książka ta zawiera mnóstwo nazwisk, detali dotyczących przeprowadzanych operacji czy po prostu dyplomatycznych knowań, nie wiem czy do końca potrzebnych… a nie ma w sobie jednak aż takiego polotu, jak Lawrence z Arabii. Najlepiej autorowi wychodzi przedstawianie sylwetek poszczególnych bohaterów - polityków, wojskowych, szpiegów, ale jeśli chodzi o przejście od szczegółu do ogółu, to gdzieś traci na jakości, styl staje się ciężki i staje się ona nużąca. To jest książka dla naprawdę zainteresowanych historią i polityką Bliskiego Wschodu, bo inni, być może wcale nie potrzebują znać tych wszystkich szczegółów, wystarczy bardziej ogólne pojęcie, że rozbijało się o kolonialne myślenie dwóch europejskich imperiów, ciągle nie dopuszczających do siebie myśli, że mieszkańcy Turcji, Syrii, Egiptu, Mezopotamii, etc. chcieliby sami o sobie decydować. A gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta, więc po II wojnie światowej na scenę wkroczyły USA, o czym traktuje kontynuacja - Władcy pustyni.
Zamierzamy trwać na swoim - (...) - Nie zostałem królewskim premierem, by przewodniczyć likwidacji imperium brytyjskiego (...) Jestem dumny z bycia członkiem ogromnej wspólnoty i stowarzyszenia narodów oraz środowisk, skupionych w lub wokół prastarej monarchii brytyjskiej, bez której to, co dobre, mogłoby zniknąć z powierzchni ziemi. Oto jesteśmy, trwamy, niczym prawdziwa opoka zbawienia w tym dryfującym świecie.
Metryczka:
Gatunek: historia
Główny temat: walka o wpływy na Bliskim Wschodzie
Miejsce akcji: Bliski Wschód
Czas akcji: pierwsza połowa XX wieku - do lat 60-tych
Ilość stron: 512/416
Moja ocena: 5/6 i 4/6
James Barr, Linia na piasku. Konflikt, który ukształtował Bliski Wschód, Wydawnictwo Prześwity, 2024
James Barr, Władcy pustyni. Jak Wielka Brytania rywalizowała ze Stanami Zjednoczonymi o dominację na Bliskim Wschodzie, Wydawnictwo Prześwity, 2026








Komentarze
Prześlij komentarz