• ...umysł zaś potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia, jeśli, oczywiście, ma zachować swoją ostrość...

    Harda


    Czasy chrztu Polski i Wikingów. Świętosława, zwana Sygrydą Storrådą, nasza polska "przedstawicielka" w Skandynawii, Matka Królów. Córka Mieszka I i Dobrawy, siostra Bolesława Chrobrego. Wysłana za mąż do Szwecji, potem żona drugiego skandynawskiego króla. Postać to u nas praktycznie nieznana, nie uczy się o niej w szkole, a przecież, jak mówi legenda, była królową dwóch, a nawet trzech skandynawskich krajów, a jej dzieci i wnuki zasiadały potem na tronach wielu europejskich krajów. Dziwne, prawda? Ot, sprawiedliwość dziejowa: mówi się tylko o mężczyznach, kobiety należą najpierw do ojców, potem do mężów...  Kiedy byłam dziewczynką, miałam taką książeczkę, w której mowa była właśnie o córkach, żonach, siostrzenicach naszych królów. Świętosława omówiona w niej została jako pierwsza. Zawsze chciałam dowiedzieć się o niej czegoś więcej, dowiedzieć się, jak wyglądało jej życie - choć z pewnością kroniki historyczne nie mówią na ten temat zbyt wiele. Właśnie, problem jest taki, że niektórzy wątpią, czy ta postać w ogóle istniała, skoro w polskich średniowiecznych kronikach o Świętosławie nie ma ani słowa. A sięgając do innych źródeł, głównie skandynawskich sag, nie wiadomo, czy nie została ona "stworzona" z postaci kilku księżniczek, piastowskich, albo i nie. Według Wikipedii: Świętosława jest postacią, która pojawia się w wielu nordyckich sagach i kronikach historycznych. Nie jest do końca pewne, czy żyła naprawdę, czy też postać ta jest połączeniem kilku innych kobiet żyjących w tamtym okresie. Istnieje możliwość, że Sygryda, druga żona króla Danii Swena Widłobrodego, córka szwedzkiego wodza Skagula Tostea została pomylona z pierwszą żoną Swena, księżniczką polską Świętosławą, która po ślubie zmieniła imię na Gunhilda. Dr Łukasz Malinowski wyjaśnia natomiast w artykule dla WP
    Polskie księżniczki były dobrymi partiami, a szczególnie obszernie w sagach rozpisywano się o córkach konunga Burysława: ''Najstarsza miała na imię Astrid i była najpiękniejszą i najbystrzejszą z kobiet. Druga to Gunnhilda, trzecia to Geira, która została poślubiona Olafowi Tryggvasonowi'' (''Saga o Jomswikingach'', XIII w.). Z różnych sag (''Saga o Jomswikingach'', ''Saga o Olafie Tryggvasonie'' autorstwa Odda Snorrasona, ''Fagrskinnna'', ''Heimskringla'' - wszystkie z XIII w.) dowiadujemy się, że Astrid została poślubiona legendarnemu jarlowi Jomsborga o imieniu Sigvaldi, natomiast Gunnhilda została żoną Swena Widłobrodego i dała mu dwóch synów: Haralda i Knuta. Ową tajemniczą Piastówną, o której pisał Thiemar, byłaby więc Gunnhilda, a nie Świętosława (Sygryda), którą sagi w ogóle nie wiążą z postacią króla Burysława! Część historyków wysunęło więc mocno naciąganą hipotezę, jakoby Świętosława po ślubie z duńskim władcą przybrała imię Gunnhilda, ponieważ jej prawdziwe imię było dla Skandynawów zbyt trudne do wymówienia. Wywód ten, niepoparty żadnymi dowodami, jest co najmniej problematyczny; tym bardziej, że autorzy sag rzeczywiście rozpisują się o Sygrydzie, ale przedstawiają ją jako Szwedkę. 
    Elżbieta Cherezińska opisuje życie Świętosławy tak, jak to głosi polska legenda, nie uwzględniając sag skandynawskich, czy innych źródeł. Dowiadujemy się zatem, że księżniczka zmieniła swe imię po przybyciu do Szwecji oraz że wyszła drugi raz za mąż za króla Danii. Czy była "harda", jak o tym świadczy jej przydomek (Storrada)? Miała niewyparzony język? Z pewnością musiała być twarda, by odnaleźć się za morzem, w kraju jeszcze bardziej pogańskim, niż jej ojczysty (dopiero co ochrzczony). W kraju, gdzie powszechny był kult Odyna i Thora, gdzie poważaniem cieszyli się jedynie silni wojownicy wikińscy, załatwiający swoje sprawy głównie siłą, rabujący i mordujący, nie wahający się nawet przed usunięciem własnych krewnych, by dojść do władzy. W kraju silnych, odważnych i porywczych mężczyzn. W Hardej odnajdziemy właśnie taki klimat - Elżbieta Cherezińska zabłysnęła już doskonałym cyklem o Wikingach, Drogą Północną, a z drugiej strony jest chwalona za powieści o polskich Piastach - tym razem miała więc okazję połączyć te dwa tematy. I stworzyć kolejną kreację silnej kobiety żyjącej w patriarchalnych czasach.

    Jak pasjami czytuję powieści historyczne i jak uwielbiam Drogę Północną, a także inne dwie świetne powieści Cherezińskiej - Legion i Turniej cieni, tak do powieści tej autorki o Piastach jakoś nie mogę się przekonać. Harda niemiłosiernie mnie zmęczyła i znudziła. Albo nie umiem się wczuć w styl pisania autorki, albo nie pojawił się któryś z wielu czynników, które sprawiają, że powieść wciąga - bo mnie nie wciągnęła. W zasadzie Harda ma dla mnie te same mankamenty, które posiada Odrodzone królestwo, napisana jest w tej samej konwencji, będę się więc powtarzać. Przede wszystkim zbyt dużo postaci: drugo-, trzecioplanowych, a nawet epizodycznych, wśród których trudno się zorientować kto jest kto, zwłaszcza, że wszystkie mają podobnie lub dziwnie brzmiące imiona i są ze sobą powiązane jakimiś skomplikowanymi koligacjami rodzinnymi. Mamy tu całą zgraję Svenów, Olafów, Hakonów, Haraldów, etc. A do tego postaci te nie mają swoich charakterów, wszystko, co o nich wiemy to tylko owe imiona. Po drugie: za dużo polityki (znowu)! Pisarka sypie faktami historycznymi, jak w podręczniku do historii, relacje narad plemiennych i politycznych knowań ciągną się i ciągną, a ja kompletnie nie potrafiłam się połapać kto z kim i dlaczego, zwłaszcza jeśli rzecz tyczyła się państw nordyckich: one też mają skomplikowaną historię - i niestety Cherezińskiej nie udało się tego czytelnie przedstawić. Połączenie historii Polski i Skandynawii chyba jest zbyt karkołomne - dla mnie to było niestrawne.  A dodać jeszcze należy interesy Mieszka na Zachodzie (Cesarstwo Niemieckie) i południu (zdobycze Czech i Moraw), pojawia się nawet wzmianka o księstwie kijowskim. Głowa boli od nadmiaru faktów! Po trzecie: za mało w tym wszystkim Świętosławy; większa część książki poświęcona jest przepychankom Wikingów, w zasadzie tylko w ostatniej części Sigrida wysuwa się na plan pierwszy i tylko ta ostatnia część powieści mnie jako tako zainteresowała. Przy czym muszę powiedzieć, że kompletnie nie rozumiem postępowania Hardej, nie rozumiem dlaczego nie wyszła za mąż za tego, za tego, za którego chciała wyjść (gdy już mogła sama decydować o sobie), tylko oddała swoją rękę innemu. Bo królestwo jest dla królowej zawsze na pierwszym miejscu? Owszem, tylko w przypadku Świętosławy drugie małżeństwo pod względem politycznym niewiele jej dało. Nie rozumiem bohaterki takiej, jaką nam przedstawiła Cherezińska, niewiele w niej też widzę tej legendarnej hardości, zwłaszcza w pierwszej części książki, w której bohaterki jest niewiele. Zresztą portret Świętosławy do złudzenia przypomina portrety innych silnych kobiet, od których zaroiło się ostatnio w literaturze. Za to moją sympatię zyskał Olaf Tryggvason, legendarny król Norwegii, który Norwegię ochrzcił - z tą postacią zresztą mieliśmy już do czynienia w Drodze Północnej. Kolejnym mankamentem Hardej jest brak klimatu tamtych czasów - teoretycznie autorka o to zadbała, praktycznie miałam wrażenie, że ta powieść mogłaby się równie dobrze rozgrywać kilka wieków później, gdyby nie wstawki o nie do końca jeszcze schrystianizowanej Skandynawii. No i jeszcze jedno: za dużo w tej powieści Wrzasku i Zgrzytu - pisarka zbyt kurczowo czepia się tego wątku, co summa summarum zaczyna drażnić. Kto czytał, ten wie. Poza tym przydałoby się jakieś posłowie i wyjaśnienie czytelnikom wątpliwości historycznych dotyczących Świętosławy - istniała, czy nie? Zamiast tego mamy sprzedawanie legend jako historyczną prawdę... trochę nieładnie.

    Metryczka:
    Gatunek: powieść historyczna
    Główny bohater: Świętosława oraz cała zgraja Wikingów
    Miejsce akcji: Polska/Skandynawia
    Czas akcji: średniowiecze  
    Ilość stron: 591
    Moja ocena: 4/6

    Elżbieta Cherezińska, Harda, Wyd. Zysk i s-ka, 2016

    Książka bierze udział w Wyzwaniu bibliotecznym 


    5 komentarze:

    1. No popatrz, czytałam tyle pozytywnych opinii o "Hardej", że za pewnik przyjęłam, że to świetna książka. Z tym, że mi seria Odrodzone Królestwo bardzo mi się podobała, więc może jednak mi się spodoba. Już wkrótce wyjdzie "Królowa", więc muszę nadrobić.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Ja chyba drugiej części nie dam rady przeczytać. Ale jeśli komuś się Odrodzone królestwo podobało, to i Harda powinna.

        Usuń
    2. Mam "Hardą" póki co na półce i zastanawiam się bardzo, jak mi się spodoba, bo o ile pierwszy tom Odrodzonego Królestwa podobał mi się bardzo, o tyle drugi już wcale -- a z kolei "Gra w kości" jeszcze przede mną. Ciekawa jest zatem teraz podwójnie :-).

      Natomiast co do samej Świętosławy et consortes, bardzo jej ciekawy portret wystawił Grabski w "Sadze o jarlu Broniszu". Książka leciwa, ale niedawno wznowiona; polecam, trzeba się przyzwyczaić do nieco starszego stylu, ale fabularnie -- interesująca :-).

      OdpowiedzUsuń
    3. Bardzo dobrze, że napisałaś o wątpliwościach odnośnie tej książki, gdyż jest wiele recenzji zbyt przychylnych. Tak więc nad lekturą tegoż dzieła się zastanowię :)

      OdpowiedzUsuń
    4. Też bardzo polubiłam Olafa, ale lubię też Świętosławę i na pewno będę czekała na kolejny tom, bardzo niecierpliwie.

      OdpowiedzUsuń

     

    About Me

    Moje zdjęcie
    Katowice, Śląsk
    Mól książkowy starej daty. Z urodzenia i zamieszkania Ślązaczka, choć serce ciągnie mnie w góry. Kocham przyrodę, ciepło i słońce. Zachwycają mnie krajobrazy południowej Europy, jestem italofilką. Uwielbiam koty i żałuję, że mam zbyt małe mieszkanie, by przygarnąć jeszcze co najmniej jednego. Najlepiej rudzielca :) Kontakt do mnie: joly_fh@gazeta.pl