• ...umysł zaś potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia, jeśli, oczywiście, ma zachować swoją ostrość...

    Marzec w skrócie


    Marzec okazał się dla mnie miesiącem niezbyt przyjemnym, bowiem wylądowałam, ni z tego, ni z owego w szpitalu. To był chyba najdłuższy tydzień w moim życiu, a po opuszczeniu szpitalnych murów czułam się tak wypluta, jakbym spędziła tam, przykuta do łóżka, z miesiąc. W szpitalu, jak to w szpitalu nie ma co robić i teoretycznie można czytać do woli. Tylko teoretycznie, bo ja np. nie mogę się skupić kiedy wokół mnie ciągle coś się dzieje. Przeczytałam więc tylko jedną książkę, a dwie inne napoczęłam, z tym, że jedna - Podróże po Syberii - okazała się tak nudna, że nie byłam w stanie przez nią dalej brnąć, zwłaszcza, że jest obrzydliwie gruba. Może była ona po prostu zbyt nudna jak na okoliczności - potrzebowałam raczej wciągającej powieści, która pozwoliłaby mi oderwać się od kłopotów, w rodzaju Harry Pottera, a nie nostalgicznej i wolno toczącej się reportażowej opowieści o jednym z najsmutniejszych krajów świata. Zatem choć gruba, nie spełniła swojego zadania, wolałam już spać, niż ją czytać... no coś takiego. To jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że życie jest zbyt krótkie, by męczyć się z kiepskimi lekturami. W sumie w marcu przeczytałam 17 książek, za najlepsze uznaję Krąg Bernarda Miniera oraz Królów przeklętych. Przez ten szpital cały marzec w zasadzie miałam rozwalony, ominęło mnie kilka rzeczy, jak np. lament nad polskim poziomem czytelnictwa, pierwszy dzień wiosny, czy share week. Ale w sumie, to mam to gdzieś. Szczerze mówiąc to opuściła mnie też wena na prowadzenie bloga i pisanie recenzji, więc najprawdopodobniej wpisy będą teraz znacznie krótsze. A poniżej tradycyjnie już kilka notek o książkach, o których nie chciało mi się pisać dłużej...

    Teraz już wiem, czemu książka Anny Wojtachy o Rosji nazywana jest często zbyt osobistą. Bo jest osobista. To właściwie nie jest reportaż, ale wspomnienia dziennikarki oraz zebrane przez nią historie napotkanych w podróży ludzi. Wojtacha ma to szczęście, że ludzi poznaje wyjątkowo łatwo (a moim zdaniem zbyt łatwo - jest takim brat-łata) i przy tym miałam wrażenie, że napotkane osoby traktuje trochę na zasadzie eksponatu, który ma służyć temu, by napisać ciekawą historię. Stosunek autorki do otaczającego ją świata i do Rosji wydaje mi się - delikatnie mówiąc - naiwny; w zupełności zgadzam się tu z opinią chłopaka dziennikarki, niejednokrotnie zszokowanego jej postępowaniem, np. braniem pod swój dach dziecka Czeczenki poznanej dwa dni temu. Reporterka kocha Rosję, dlatego tam jeździ, ale de facto tego typu ludzkie historie można by zebrać wszędzie - na temat samej Rosji w sumie dowiemy się z tej książki niewiele. Wódka leje się w niej strumieniami, jest dobry Putin, jacyś szamani, rosyjskie dziwki i tyle. Autorka Ameryki, tfu, Rosji nie odkrywa.

    Anna Wojtacha, Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji, Wyd. Znak, 2015
     

    Rok 1945 wcale nie był taki radosny, jak nam się wydaje. Owszem, wojna się skończyła, ale przecież Europa, a i część Azji leżały w gruzach, ocaleni nie mieli dokąd wracać, a światowy konflikt przyniósł ze sobą daleko idące implikacje. Ian Buruma, Holender, którego ojciec przebywał w niemieckim obozie pracy, opisuje świat, w którym wszyscy desperacko chcą powrócić do "normalności", czyli do tego, co było przed wojną. Sęk w tym, że powrotu do tego już nie ma. Zginęło zbyt wiele ludzi, zbyt wiele zostało zniszczone, wojna przyniosła także zmianę obyczajów oraz upadek wielu rządów. Książka Burumy nie jest tak wstrząsająca, jak Dziki kontynent, gdyż autor bardziej skupia się na pewnych zjawiskach, które miały miejsce tuż po wojnie, niż bezpośrednich jej efektach. Opisuje zatem euforię przejawiającą się w rozpasaniu seksualnym, ale także pragnienie zemsty, które doprowadziło w wielu krajach do wypędzeń czy wojen domowych. Mowa jest także o "reedukowaniu" narodów, które przegrały wojnę, czy o procesach, które miały przerwać spiralę krwawej wendety. Buruma nie ogranicza się tylko do Europy, sporo miejsca w książce poświęcono krajom Azjatyckim, przede wszystkim Japonii. Warto przeczytać, by uzupełnić swoją wiedzę o to, o czym przeważnie nie mówi się na lekcjach historii.

    Ian Buruma, Rok zerowy. Historia roku 1945, Wyd. PWN, 2015 (440 str)

    Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam opasłe tomiska oraz w Wyzwaniu bibliotecznym 
     


    Nie ma to jak zaczynać serię od ostatniej pozycji, a w moim przypadku właśnie tak było z serią kryminałów Sophie Hannah, choć w sumie niewiele w treści książki na to wskazuje. Myślę, że chodzi o relacje między śledczymi zaangażowanymi w sprawę, które w sumie nie są aż tak istotne, by rzucało się to w oczy. Główny wątek tego thrillera/kryminału osnuty jest wobec zabójstwa znanego i powszechnie znienawidzonego felietonisty. Damon Blundy swoim zajadłym atakowaniem powszechnie znanych osób narobił sobie sporo wrogów, zatem kiedy mężczyzna zostaje zamordowany, i to w dosyć wyrafinowany sposób, policja staje przed nie lada zadaniem. Jednocześnie w sprawę wplątana jest kobieta potajemnie romansująca przez internet i będąca patologiczną kłamczuchą: Nicky zręcznie lawiruje, produkując kłamstwo za kłamstwem i na tym zdaje się opierać swoje życie. A przez to oczywiście ściąga na siebie różne kłopoty. Kobieta jest zarówno irytująca, jak i zabawna. Książkę fenomenalnie mi się czytało: kartki same się przewracały, delektowałam się konstrukcją zagadki (czytelnikowi do samego końca trudno jest odgadnąć sprawcę, ponieważ autorka nie ujawnia ważnych faktów), świetnie wykreowanymi bohaterami oraz ich słownymi przepychankami. Motywem przewodnim jest tu tropienie kłamstw, ale także hipokryzji współczesnego społeczeństwa, gdyż nawiązania do tego pojawiają się wielokrotnie nie tylko  w cytowanych tekstach Blundy'ego, ale także w rozmowach o codziennym życiu. Na drugim planie powieść zawiera ciekawą teorię miłości i małżeństwa (małżeństwo przypomina otwarcie puszki z colą i czekanie aż ulecą z niej bąbelki) ;) Kto lubi niebanalne i trochę zakręcone thrillery nie będzie zawiedziony - polecam.

    Sophie Hannah, Błąd w zeznaniach, Wyd. Literackie, 2015 (464 str)

    Książka bierze udział w wyzwaniu Grunt to okładka, Czytam opasłe tomiska oraz w Wyzwaniu bibliotecznym 
     


    Rogi to pierwsza powieść Joe'go Hilla, syna Stephena Kinga. Pomysł jest trochę ze skrzyżowania kryminału, horroru i czarnej komedii: głównemu bohaterowi, Igowi, wyrastają pewnej nocy rogi, i to wcale nie dlatego, że zdradziła go dziewczyna... prawdę mówiąc jego dziewczyna została zamordowana, o co wszyscy podejrzewają Iga, choć nic mu nie udowodniono. Właśnie owo morderstwo staje się osią powieści, natomiast nietypowy dodatek na głowie bohatera wywiera dziwny wpływ na ludzi. Ujawniają oni bowiem wszystko to, co zazwyczaj się ukrywa, bohater może też sam przeniknąć ich ciemne sprawki. Zatem Ig dzięki rogom ma szansę by odkryć co naprawdę się stało tamtej feralnej nocy i kto jest za to odpowiedzialny... Nie wiem do końca dlaczego, ale nie przekonała mnie ta książka... za mało się tu dzieje, za dużo miejsca poświęcono przeszłości, m.in. młodzieńczym relacjom Iga. To oczywiście jest ważne dla fabuły, ale moim zdaniem autor zbytnio się rozpisuje o tym, a za mało eksploatuje temat rogów. Przecież człowiek z rogami na głowie nie należy do zwykłych widoków, tymczasem nikt nie dziwi się temu, co się stało z Igiem. Poza tym powieść jest bardzo mroczna, płynie z niej wniosek, że ludzka natura jest z gruntu zła: to, czego Ig się mimowolnie dowiaduje od ludzi to same nieprzyjemne rzeczy, nikt nie życzy mu dobrze, nawet jego najbliżsi, wszyscy gardzą i nienawidzą innymi ludźmi. To napawa wstrętem, mnie się taki świat nie podoba. Zakończenie książki jest rodem z horroru, ale takiego bardziej komiksowego, a nie realistycznego. Odniosłam wrażenie, że ta powieść jest taką wprawką Joe Hilla, w której testuje on różne możliwości oraz swoje umiejętności pisania - druga powieść autora, NOS42, jest już dużo, dużo lepsza i ciekawsza.

    Joe Hill, Rogi, Wyd. Prószyński i s-ka, 2014  

    Książka bierze udział w wyzwaniu Grunt to okładka oraz w Wyzwaniu bibliotecznym 
     

    8 komentarze:

    1. Też niedawno leżałam w szpitalu i też jakoś nic z czytania nie wyszło, choć zapasy zabrałam spore. Ciekawe, bo zazwyczaj warunki mi nie przeszkadzają, mogę czytać w ruchu i hałasie - a w szpitalu nie szło i już.

      OdpowiedzUsuń
    2. Zycze szybkiego powrotu do zdrowia!
      Trzymaj sie!

      OdpowiedzUsuń
    3. Mam nadzieję, że już wszystko ok. Dużo zdrowia!

      A co do książek, muszę koniecznie przeczytać Miniera.

      OdpowiedzUsuń
    4. Zdrówka, zdrówka i jeszcze raz zdrówka!
      Mam nadzieję, że powrócisz z nowymi siłami i weną podsyconą zbliżającą się wiosną!
      Jak na tak męczący miesiąc to świetny wynik! :)


      Pozdrawiam i całuję, www.zksiazkadolozka.blogspot.com

      OdpowiedzUsuń
    5. O,to przykrość, współczuję i mam nadzieję, że wrócisz do formy.
      Pozdrawiam i zdrowia życzę :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Dziękuję za wszystkie życzenia powrotu do zdrowia - mam nadzieję, że teraz już jest ok, przydałoby się tylko więcej ciepła i słońca...

        Usuń
    6. Zaglądam codziennie na Twojego bloga i zauważyłam, że przez jakiś czas nie pojawiały się nowe wpisy. Zastanawiałam, się wtedy czy wszystko u Ciebie w porządku.
      Dołączam do życzeń o szybki powrót do zdrowia :)
      Pozdrawiam.
      Aga

      OdpowiedzUsuń
    7. Powrotu do zdrowia, dużo sił i wiosennej energii!

      OdpowiedzUsuń

     

    About Me

    Moje zdjęcie
    Katowice, Śląsk
    Mól książkowy starej daty. Z urodzenia i zamieszkania Ślązaczka, choć serce ciągnie mnie w góry. Kocham przyrodę, ciepło i słońce. Zachwycają mnie krajobrazy południowej Europy, jestem italofilką. Uwielbiam koty i żałuję, że mam zbyt małe mieszkanie, by przygarnąć jeszcze co najmniej jednego. Najlepiej rudzielca :) Kontakt do mnie: joly_fh@gazeta.pl