• ...umysł zaś potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia, jeśli, oczywiście, ma zachować swoją ostrość...

    Wszystkie lektury nadobowiązkowe


    Wisława Szymborska czytała dużo - zbiór zawiera grubo ponad pięćset tekstów, a są to tylko książki opisane przez poetkę. Lektury od sasa do lasa: od poezji do podręczników. Od biografii, listów, pamiętników osób znanych i mniej znanych, książek historycznych, popularnonaukowych, przez staroislandzkie sagi, po poradniki i słowniki wszelakie. Od klasyków po lektury dziś zapomniane. Są tu kurioza takie jak PRL-owski podręcznik dotyczący strojów, dzielący modę podług ustroju, na kapitalistyczną i socjalistyczną. Poradnik majsterkowania. Książka o terrariach. O czarach. O starożytnych drogach i mostach... A gdzież beletrystyka, powieści? Szymborska celowo się nimi nie zajmuje, lecz pewnie, gdyby je dorzucić, lektury nadobowiązkowe liczyłyby sobie felietonów trzy razy tyle. Zresztą pewnie powieści pisarka traktowała raczej jak lektury obowiązkowe, w przeciwieństwie to wszystkich tych, którymi zajmuje się w niniejszym tomie. Może to świadczyć o tym, że Szymborska do czytania (i pisania) podchodziła nie tylko z pasją, ale i traktowała je jako przygodę. Żadna książka nie była jej straszna, w każdej spodziewała się chyba znaleźć coś ciekawego. Recenzentką była przy tym dosyć łagodną - zdarzają się co prawda pozycje, o których poetka opiniuje, że są nudne, albo w inny sposób nie do przejścia, ale na ogół nie krytykuje, a szuka pozytywów. Istną fanaberią jest tekst, w którym pisarka recenzuje Baudelaira, recenzującego jakiegoś innego poetę. Ba, zdarza się nawet Szymborskiej recenzować samą siebie! Trudno zresztą nazwać Lektury nadobowiązkowe recenzjami - nader często Szymborska odstępuje od tematu, dana pozycja służy jej raczej jako kanwa do snucia własnych rozważań, refleksji i dywagacji. Nie sili się na utrzymanie konwencjonalnej formy: wstęp-rozwinięcie-zakończenie. Gdyby chcieć wyłapać jakieś wspólne wątki dla tych tekstów, to noblistka często pisze o autorach omawianej publikacji, o tle obyczajowym, o tłumaczeniu: 
    Pigułek, które by umożliwiły smakowanie każdej poezji w tym języku, w jakim powstała, jak dotąd nie wynaleziono. 
    Często noblistka narzeka na kryzys czytelnictwa (sic!), a przecież w tamtych czasach czytało ponoć dwa razy więcej osób, niż teraz... Zastanawiające jest też to, jak wiele spostrzeżeń Szymborskiej - na tematy ogólnoludzkie, zwłaszcza związane ze skłonnościami człowieka do niszczenia - nadal pozostaje aktualnych, pomimo tego, że niektóre teksty liczą już sobie prawie 50 lat. Dla mnie szczególnie interesujące były felietony poświęcone lekturom, które sama znam (lub mam na półce), jak Stulecie detektywów, biografia Ryszarda III pióra Kendalla, czy Atlas ptaków polskich.

    W istocie widzę w Szymborskiej bratnią duszę i patronkę wszystkich blogerów książkowych, odsądzanych od czci i wiary przez profesjonalnych krytyków. Że nie piszemy recenzji, tylko głupoty. Ja bym powiedziała raczej, że piszemy co nam w duszy gra - dokładnie tak, jak czyniła to Szymborska. Ciekawe czy owi krytycy też nazwaliby ją amatorką, bez umocowań do tego by książki oceniać. Najlepiej zresztą oddam głos jej samej, cytując to, co autorka pisze we wstępie do Lektur nadobowiązkowych:
    Szybko polapalam się, że jednak recenzji pisać nie potrafię, a nawet nie mam na to chęci. Że w gruncie rzeczy jestem i chcę pozostać czytelniczką amatorką, na której nie ciąży przymus bezustannego wartościowania. Książka bywa czasem przeżyciem głownym, a czasem tylko pretekstem do snucia luźnych skojarzeń. Kto nazwie te lektury felietonami, będzie mieć rację. Kto uprze się przy "recenzjach", ten mi się narazi. (...)
    Homo ludens z książką jest wolny. (...) Pozwala sobie na czytanie książek zarówno mądrych, z których czegoś się dowie, jak i głupich, bo i one o czymś informują. Wolno mu jednej książki nie doczytać do końca, a drugą od końca zacząć i cofnąć się do początku. Wolno mu chichotać w miejscu do tego nieprzewidzianym albo nagle zatrzymać się przy słowach, które zapamięta na całe życie. 
    Czyż nie jest to dokładnie to, co chciałby o sobie powiedzieć każdy bloger? Dla mnie felietony Szymborskiej są niedoścignionym wzorem - oczywiście kudy mi do jej błyskotliwości, jej lekkości pióra, stylu, elokwencji i humoru, którym okrasza swoje teksty. No, ale w końcu mierzymy się z noblistką... Postulowałabym wydać jeszcze zbiór aforyzmów poetki: 

    Gdybym uważała (choć nie uważam), że przysłowia są mądrością narodów, musiałabym zaszlochać. 

    Książkę warto czytać przed zaśnięciem. Jest dość ciekawa, żeby oderwać myśli od utrapień teraźniejszości, i wystarczająco nasenna, żeby wypaść z rąk w stosownej chwili. 

    Klasyk to, jak wiemy, ktoś, kto pisał dla dorosłych, a czytany jest przez dzieci. 

    Książka to towar osobliwy, tym między innymi różniący się od sera, że jeśli nie znajdziemy tej, której szukamy, to i nie kupimy żadnej innej zamiast. 

    (...) Homo destructor. Określenie mogłoby się przyjąć i stanąć obok będących już w powszechnym obiegu, jak np. homo sapiens, homo ludens, homo faber. Książka pod tym tytułem musiałaby być dosyć gruba.
    Bardzo się cieszę, że te felietony, rozrzucone do tej pory w kilku publikacjach, zostały wreszcie ujęte w jeden tom (który łacno widziałabym w swojej biblioteczce, szkoda tylko że jest tak drogi). Obejmuje on omówienia książek wydanych w latach 1967-2002.  Lektury nadobowiązkowe powinny być lekturą obowiązkową każdego blogera pisującego o książkach. Zalecam się nimi delektować. Poza mistrzowską lekcją pisarstwa można je traktować również jako źródło wiedzy i ciekawostek wszelakich, a także jako inspirację odnośnie wyboru przyszłych lektur - jak się bowiem może niechybnie okazać, na uwagę zasługują nie tylko książki wydane nie dalej, jak 10 lat temu...

    Metryczka:
    Gatunek: felietony
    Główny bohater: literatura
    Miejsce akcji: -
    Czas akcji: -
    Ilość stron: 846
    Moja ocena: 6/6

    Wisława Szymborska, Wszystkie lektury nadobowiązkowe, Wyd. Znak, 2015

    Książka bierze udział w wyzwaniu Grunt to okładka oraz Czytam opasłe tomiska

    5 komentarze:

    1. Chciałabym ją dostać w swoje ręce :)

      OdpowiedzUsuń
    2. Na razie nie pojawiła się w mojej bibliotece, a żeby ją kupić jest trochę za droga. Będę polowała na jakąś promocję, bo chętnie poczytałabym po kilka felietonów od czasu do czasu.

      OdpowiedzUsuń
    3. Intrygująca pozycja - mam nadzieję, że kiedyś ją będę mieć w swojej kolekcji :)

      OdpowiedzUsuń
    4. Już zamówiłam i czekam ! Szymborska trochę jak Tuwim, on też miał w swoim księgozbiorze różne kurioza :)

      OdpowiedzUsuń

     

    Ulubione

    About Me

    Moje zdjęcie
    Katowice, Śląsk
    Mól książkowy starej daty. Z urodzenia i zamieszkania Ślązaczka, choć serce ciągnie mnie w góry. Kocham przyrodę, ciepło i słońce. Zachwycają mnie krajobrazy południowej Europy, jestem italofilką. Uwielbiam koty i żałuję, że mam zbyt małe mieszkanie, by przygarnąć jeszcze co najmniej jednego. Najlepiej rudzielca :) Kontakt do mnie: joly_fh@gazeta.pl