• ...umysł zaś potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia, jeśli, oczywiście, ma zachować swoją ostrość...

    Obca


    Seria powieści Diany Gabaldon zdobyła popularność już kilka lat temu, potem to jakoś ucichło, a w tym roku o książce przypomniano sobie chyba dlatego, że na jej podstawie nakręcono serial. Cykl Outlander tymczasem liczy sobie już chyba z dziewięć części, które tłumaczone są na całym świecie. W czym tkwi sukces Diany Gabaldon? Zawsze wydawało mi się, że to taka historyczna przygodówka, niektórzy twierdzą, że wspaniała opowieść o ponadczasowej miłości. Z recenzji, jakie czytałam - średnio pochlebnych - wynika, że raczej romansidło i to z dosyć zaawansowanym wątkiem erotycznym. Zobaczmy.

    Istotnie, Obca mogłaby być typowo powieścią historyczną, gdyby nie fakt, że główna bohaterka, Claire Randall dostaje się do XVIII-wiecznej Szkocji, przenosząc się w czasie o 200 lat. Od razu zostaje pochwycona przez grasujących po okolicy szkockich buntowników, w których - poza nietypowym strojem - nic nie wzbudza podejrzeń - odnośnie pochodzenia kobiety. Potem jest już dosyć tradycyjnie: Claire przebywa w zamku, bierze udział w tradycyjnych uroczystościach, podróżuje wraz ze szkockimi wojownikami, przeżywa różne przygody. Zastanawiam się, czy nie można było jakoś prościej: motyw podróży w czasie wydaje mi się dosyć infantylny jak na powieść dla dorosłych, a przecież taką jest Obca, zważywszy na wątek erotyczny. Oto bowiem Claire wychodzi za mąż (mimo, że de facto jest już mężatką) za przystojnego (rzecz jasna) Szkota, którego spotyka tuż po tym, jak znalazła się w XVIII wieku. No i potem para szczęśliwie zażywa rozkoszy małżeńskiego "łoża" w wielu odsłonach. Do ślubu dochodzi dopiero gdzieś w połowie książki, a przedtem jest grzecznie i przyzwoicie. Czy jest to jednak taka wielka miłość, jak to twierdzą w reklamach? Nie wiem, bo ja romantyczności w tym nie widzę za grosz. Zamążpójście jest cokolwiek przymusowe, spowodowane okolicznościami, co więcej, nawet potem Claire twierdzi, że to nie miłość, a jeno pożądanie. Sceny erotyczne: faktycznie autorka trochę przesadza z wzmiankami o zbliżeniach, bo w pewnym momencie akcja właściwie zamiera, nie dzieje się nic szczególnie istotnego i co usprawiedliwiałoby takie gabaryty powieści. Przy czym Gabaldon nie wdaje się w szczegóły, na ogół sugeruje jedynie zbliżenie, resztę pozostawiając wyobraźni czytelnika. Z biegiem czasu zaczęło mnie to denerwować bardziej niż sama ilość takich scen, bo niby dlaczego mam się domyślać, co robią bohaterowie, czy też raczej co autorka chciała "powiedzieć". Poza tym jest tu dużo reminiscencji poświęconych głównie męskiemu bohaterowi, jego dzieciństwu i młodości, z czego wiele dotyczy bicia dzieci. Rzecz jasna Jamie został przedstawiony jako niezmiernie dzielny i atrakcyjny młodzieniec, silny, mający w małym paluszku sztuki walki wszelakie, a także oczywiście szlachetny, opiekuńczy, świetny kochanek, ite pe, ite de. Ideał mężczyzny: Szkocki góral w pełnym rynsztunku zawsze wygląda imponująco, nawet jeśli jest stary, brzydki lub niezgrabny. Młody, wysoki i całkiem niebrzydki Szkot to zjawisko zapierające dech w piersiach. Wprawdzie banita, ale to szczegół, wszak wiadomo, że Anglicy są źli i robią Szkotom na złość. Kojarzyło mi się to wypisz wymaluj Robin Hoodem, tylko w szkockim wydaniu. Niestety nawet ten ideał pochwala przemoc wobec kobiet, i potrafi użyć siły, jako że przecież żona (podobnie jak i dzieciak) musi być posłuszna. A Claire niby się opiera, niby fuka, ale tak naprawdę to jej się podoba. No i w tym momencie poczułam się zniesmaczona. Pomyślałam sobie, że co to ma być: jakiś historyczny Grey? Mamy znowu stary schemat: ona to słodka idiotka, stale popełniająca jakieś głupstwa, on pan i władca, zawsze będący górą i mimo tego, że młodszy od niej, to mający od swojej partnerki o wiele więcej zdrowego rozsądku. Dla odmiany o Claire dowiadujemy się bardzo niewiele, poza tym, że w XX wieku podczas wojny była pielęgniarką. I z tejże to racji kobieta przez większą część książki ciągle zajmuje się łataniem swojego ukochanego. Ten bowiem nieustannie wdaje się w jakieś walki, bójki, ciągle odnosi jakieś rany i kontuzje, ciągle popada w tarapaty, tak że cud, że w ogóle jeszcze żyje.  Claire bardziej jest dla niego opiekunką i matką, a nie kochanką. Może dla wielu kobiet to wydaje się atrakcyjne... Jako czarny charakter, przeciwwagę do Frasera mamy angielskiego kapitana Randalla, sadystę, w którym Claire z przerażeniem odkrywa przodka swojego dwudziestowiecznego męża - tylko że Randall nie ma z jej Frankiem nic wspólnego. 

    Poza wątkiem miłosnym mamy tu rozbudowany wątek historyczny: Claire przebywa na terenie Szkocji, która ciągle jest nękana przez wojska angielskie i ciągle ma ciągoty niepodległościowe. Toczonych wojen szkocko-angielskich trudno się doliczyć. Niewątpliwie temat jest wdzięczny i malowniczy, można go eksplorować opisując szkockie posiadłości, zwyczaje klanowe, szkocki ponury klimat, krajobrazy, etc. Co też autorka czyni i wykreowanie nastroju faktycznie jej wychodzi. Dość wzmianek o ciszy i spokoju, jakim tchną szkockie góry i wrzosowiska, nie skażone jeszcze cywilizacją. Akcja toczy się wartko, tak że bohaterka nawet nie ma specjalnie czasu przemyśleć swojego kłopotliwego (i dziwnego) położenia i zastanowić się nad tym, czy jednak nie chciałaby wrócić do swojego życia w XX wieku. Claire niby cały czas do tego dąży, ale jakoś tak niemrawo, bardziej teoretycznie, niż praktycznie. Zamiast tego woli myśleć o swoim Jamiem, zastanawiająco bezproblemowo dostosowując się do bardziej prymitywnych i brutalnych warunków życia. Nic dziwnego, skoro trafił jej się jurny Szkot, to po co rezygnować z przyjemności, nawet jeśli czasy były takie, że nie obfitowały w wygody. Miałam zresztą wrażenie, że akcja toczy się w średniowieczu, a nie w XVIII wieku - być może w Szkocji faktycznie tak to wyglądało.

    Obca to typowe i nie wnoszące żadnej wartości dodanej czytadło dla kobiet szukających erotycznych wrażeń w literaturze. Styl jest poprawny, opisy ok - na żadne wyżyny pisarstwa Gabaldon się nie wznosi. Szkoda, że pisarka zamiast skupiać się tak na romansie nie rozbudowała ważnego przecież historycznie wątku walk między Anglią a Szkocją. Brakuje też sensownej refleksji na temat konsekwencji podróży w czasie - takich, jak znajdziemy np. w powieści Dallas - co dzieje się, gdy przybysz z przyszłości ingeruje w przeszłość? Claire przecież to czyni... Powieść zawiera wiele zbędnych, mało istotnych scen i koniec końców te paplanie o niczym staje się męczące. Odczułam to zwłaszcza pod koniec, kiedy akcja ciągnie się jak guma do żucia, a dostajemy głównie opisy miłosnych westchnień Claire i Jamiego. Zważywszy na to, że pisarka wyprodukowała już dziewięć tomów, musi mieć umiejętność lania wody... Myślę, że kiedyś nawet mogłabym być tą książką zachwycona, jako że lubiłam ten typ powieści (na przykładzie chociażby powieści Aleksandra Dumasa), dziś jednak Obca nie sprawiła mi takiej przyjemności w czytaniu, bym nie mogła się od niej oderwać. Była dla mnie zbyt infantylna i jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że biorę się za drugi (pewnie równie przegadany) jej tom - szkoda by mi było na to czasu. Może to dowód na to, że pewnych lektur nie powinno się odkładać na później, bo może być na nie za późno...

    Metryczka:
    Gatunek: romans historyczny
    Główny bohater: Claire Randall
    Miejsce akcji: Szkocja
    Czas akcji: XVIII wiek
    Ilość stron: 709
    Moja ocena: 3,5/6

    Diana Gabaldon, Obca, Wyd. Świat Książki, 2015

    Książka bierze udział w wyzwaniu Grunt to okładka oraz Czytam opasłe tomiska

    11 komentarze:

    1. Dziękuję!! :) Wiesz, ja byłam mniej litościwa dla tej powieści, mnie męczyć zaczęło, że każde wydarzenie jest pretekstem do sceny erotycznej, owszem nie tak drobiazgowo opisywanej jak w Greyu, ale jednak za dużo.

      Wodę Gabaldon umie lać. Oj umie

      OdpowiedzUsuń
    2. Podziwiam Cie za wytrwanie do konca ksiazki.

      OdpowiedzUsuń
    3. Hm...Nie jestem pewna, czy to książka dla mnie..

      OdpowiedzUsuń
    4. Czytałam kilka late temu z lekkim wstydem i wypiekami na twarzy, ale szybko mi przeszło zresztą. Na kolejne tomy się nie zdecydowałam. Za długie i za dużo scen erotycznych. Historyczny Grey to całkiem trafna nazwa :)

      OdpowiedzUsuń
    5. Nie słyszałam o tej pozycji, a powieści historyczne z wątkiem erotycznym lubię. Jednak, jak przeczytałam o przeniesieniu się w czasie, to mój zachwyt spadł. Trochę tak, jakby wszystkie gatunki miały zmieścić się w jednej książce. Dziękuję za tak szczegółową recenzję, może kiedyś przeczytam, lecz z pewnością nie w pierwszej kolejności. Pozdrawiam :)

      OdpowiedzUsuń
    6. A ja zamówiłam sobie tę książę z ciekawości :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Też właściwie przeczytałam ją z ciekawości - pewnie te sceny erotyczne kuszą ;), ale właściwie to nie wiem o co ten szum

        Usuń
    7. Mam mieszane uczucia do tej książki. Masz rację - jest przegadana, do wyżyn literackich nie należy, autorka mogłaby lepiej wykorzystać, że jej bohaterka przenosi się w przeszłość. A jednak momentami (tylko) mnie wzrusza i wciąga. Czytam już czwarty tom i sama się sobie dziwię. Doszłam do wniosku, że to hormony ;)że też mnie to spotkało :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Wow, czwarty tom. Mnie nawet do drugiego nie ciągnie

        Usuń
    8. Mam tę książkę na półce. Ale musi jeszcze trochę poczekać na swoją kolej.

      OdpowiedzUsuń

     

    Ulubione

    About Me

    Moje zdjęcie
    Katowice, Śląsk
    Mól książkowy starej daty. Z urodzenia i zamieszkania Ślązaczka, choć serce ciągnie mnie w góry. Kocham przyrodę, ciepło i słońce. Zachwycają mnie krajobrazy południowej Europy, jestem italofilką. Uwielbiam koty i żałuję, że mam zbyt małe mieszkanie, by przygarnąć jeszcze co najmniej jednego. Najlepiej rudzielca :) Kontakt do mnie: joly_fh@gazeta.pl