• ...umysł zaś potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia, jeśli, oczywiście, ma zachować swoją ostrość...

    Indonezja itd.


    Indonezja była niegdyś krajem, do którego bardzo mnie ciągnęło, gdzie bardzo chciałam pojechać. Nie miałam z kim, nie pojechałam do dziś dnia, i mi przeszło. Jeśli jednak tak, to przynajmniej mogę o niej poczytać...  Trochę na ten temat liznęłam już w książce Sergiusza Prokurata Archipelag znikających wysp, będącej błyskotliwym przewodnikiem po współczesnej Indonezji: islam, niezwykła różnorodność, koloryt, obyczaje, krajobrazy, ale i komercjalizacja i globalizacja. Elisabeth Pisani spędziła w Indonezji wiele lat, zjeździła ją wszerz i wzdłuż, zanim zdecydowała się o niej napisać. Autorka porównuje ten kraj do "złego chłopca", z którym zadawanie się z pewnością nie przyniesie nam nic dobrego, ale do którego jednocześnie coś ciągnie. Wszystkie to chyba znamy:
    Łaskocze zmysły i uelastycznia myślenie. Rozśmiesza, wyzwala to ciepłe, niewyraźne uczucie, które pochodzi z zażyłości i nieco żenującej poufałości. Ale potem zapomina o ważnych rocznicach, obraża przyjaciół i powtarza niekończące się kiepskie kłamstwa. Kiedy już ci się wydaje, że znasz go na wylot, ujawnia jakieś tajemnice albo zmienia się nie do poznania. Ze złymi chłopakami doskonale wiadomo, że wszystko skończy się we łzach, a mimo to wracasz po więcej.
    Jednak przy Indonezji itd. ujawnił się w całej krasie kryzys czytelniczy, przez jaki obecnie przechodzę - gdyż nie byłam w stanie przez nią przebrnąć.  Męczyłam się z nią i męczyłam, czytałam po rozdziale-dwóch, moje myśli bujały gdzieś w obłokach, szukałam wymówek, żeby tylko nie czytać... Jak nie ja. Wierzcie mi, że w moim przypadku czytanie książki przez ponad tydzień (książki mającej ponad 450 stron, ale sprawiającej wrażenie o wiele dłuższej) to naprawdę ewenement. Druga ewentualność jest taka, że to nie kryzys, ale książka jest po prostu mało ciekawa... Po ponad tygodniu, z prawdziwą ulgą, dotarłam wreszcie do końca. Czy wiem coś więcej o Indonezji, niż przedtem? Odrobinę może tak. Sęk w tym, że po lekturze Indonezji itd., przychodzą mi do głowy głównie hasła. Kraj ten obrazuje wiele słów na "k", słów, o przeważnie negatywnej konotacji: kolonializm, komunizm, galopujący kapitalizm, korupcja, konsumpcjonizm, kolektywizm. Od tych słów w książce się aż roi. Poza tym dzwonią mi w głowie jeszcze inne hasła, jak: pogoń za pieniędzmi, śmieci, chaos, niekompetencja, przeludnienie, kiepska edukacja, przerost decentralizacji, fatalny transport, biurokracja. Indonezja to kraj sklecony naprędce, w którym ciągle brak dobrego rządzenia i organizacji. Gdzieś pomiędzy tym przewijają się refleksje o niesamowitej gościnności Indonezyjczyków i ich tolerancji przejawiającej się w tym, że kraj ten jest multikulturowy i multinarodowy. Jednak z drugiej strony, problemy z tym też się zdarzają... Jak w każdym kraju istnieją tu sprzeczności, czasem nie do wytłumaczenia. Obraz Indonezji, jaki namalowała w mojej głowie Pisani jest jednak w dużej mierze niekorzystny; autorka jakoś mnie nie przekonała, że zalety Indonezji przeważają nad jej wadami, skoro w swej narracji skupia się przede wszystkim na wadach, i to wadach takich, które naprawdę utrudniają człowiekowi życie. Nie, gdybym teraz miała rozważać pojechanie do Indonezji, nie wiem, czy bym się zdecydowała, no chyba że gdzieś do luksusowego kurortu na Bali, z dala od całego tego zgiełku i chaosu, jaki generują Indonezyjczycy. 
    Podobnie jak wszyscy źli chłopcy, Indonezja z pewnością ma swoje wady. To prawda, pracownicy w biurze turystycznym są spektakularnie niekompetentni (a także wyjątkowo czarujący). Policjanci bez wątpienia co jakiś czas będą próbowali wytrząsnąć z ciebie łapówkę (ale też pomogą ci ukraść twój motor, gdy zgubisz kluczyk, i na dodatek zawiozą cię do ślusarza). Rząd ma w zwyczaju ogłaszać katastrofalne zmiany polityczne z minimalnym przygotowaniem (...). Ale plusy Indonezji - otwartość, pragmatyzm, hojność mieszkańców, ich zrelaksowane podejście do życia - są ostatecznie o wiele bardziej uwodzicielskimi cechami, i o ileż ważniejszymi.
    Oto jeszcze jeden fragment dotyczący... śmieci i śmiecenia, które autorka określa jako "jedną z najsilniejszych więzi łączących naród" (brud i góry odpadów???), a który wyjątkowo utkwił mi w głowie: 
    Śmiecenie jest tak naturalne, że niektóre firmy wykorzystują je, żeby przyciągnąć konsumentów. Frutamin - marka słodzonej wody, sprzedawana w różnych toksycznych smakach (...) - jest pakowany w jednorazowe plastikowe kubeczki, takie na jeden łyk, które zmieniają się w piękne, kolorowe kwiaty, kiedy rzuci się je na ziemię i nadepnie. Nie ma sensu trąbić na kogoś, kto wyrzuca śmieci na poboczu drogi lub morza. Niemal w całej Indonezji ludzie będą patrzeć bez zrozumienia: o co ci chodzi? 
    Na niejednej przepięknej plaży, tuż przy linii wody, po kostki brodzi się w starych klapkach, zużytych bateriach, butelkach po szamponie, kubkach po makaronie, starych koszulkach wyborczych, zardzewiałych puszkach.
    No nie, wprawdzie Polska też nie należy do zbyt czystych krajów i ciągle jest wielu ludzi, którzy nie widzą niczego złego w wyrzucaniu śmieci do lasu, czy śmieceniu na ulicy, ale jednak wszyscy przyznajemy, że chcemy żyć w czystym otoczeniu. 

    Podstawowy problem jednak, jaki miałam z tą książką to to, iż jest ona zanadto upolityczniona. Sukarno to, Suharno tamto. Długie fragmenty dotyczą sytuacji politycznej w Indonezji, teraz i w przeszłości, przemian, partii, wyborów, nawet w małych wioskach. Odczuwałam w porównaniu z tym niedobór informacji o tym, jak wygląda życie zwykłych Indonezyjczyków, takie codzienne, oderwane od polityki. Jakie są zwyczaje (i nie chodzi mi o tradycję, adat, o której Pisani co nieco pisze, ale o obyczajach współczesnych), jakie są różnice pomiędzy poszczególnymi wyspami, co ludzie jedzą, jak się ubierają, czym się interesują, jak spędzają czas, co jest w Indonezji modne, jaka jest sytuacja kobiet, itp. Tych informacji jest niewiele i stanowią one jakby dodatek do bardziej ogólnych rozważań autorki. Książka robi wrażenie strasznie sztywnej, formalnej, mało jest zejścia z "nieba na ziemię". Taki styl jest do przejścia, gdy czytamy niezbyt długi artykuł, albo fragmenty książki, ale przy ponad 400 stronach naprawdę daje w kość. Rozważania Pisani są wprawdzie poprzetykane jej opowieściami o jej doświadczeniach w podróży, ale niestety pisarka nie ma lekkiego pióra, więc z opowieści tych wieje nudą. Poza tym Pisani nie chce się odsłaniać, bardzo mało wiemy o niej samej (dlatego wrażenie zupełnego wyrwania z kontekstu sprawia np. fragment, kiedy autorka skarży się na to, jak to wszyscy w Indonezji komentują fakt nieposiadania przez nią dzieci), przez co relacja staje się dosyć bezosobowa, pozbawiona iskry, emocji, a także poczucia humoru. No trudno. Dla tych, który lubią formalne reportaże.

    Metryczka:
    Gatunek: reportaż
    Główny bohater: Indonezja
    Miejsce akcji: Indonezja
    Czas akcji: współcześnie
    Ilość stron: 456
    Moja ocena: 3,5/6

    Elizabeth Pisani, Indonezja itd. Studium nieprawdopodobnego narodu, Wyd. Czarne, 2016

    Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam opasłe tomiska oraz w Wyzwaniu bibliotecznym

    2 komentarze:

    1. O przeszłości Indonezji powstały dwa - bardzo ciekawe i powiązane ze sobą - filmy dokumentalne "Scena zbrodni" i "Scena ciszy". Jeśli książka faktycznie była niesatysfakcjonująca to polecam te dokumenty, o ile ich już nie widziałaś.

      OdpowiedzUsuń
    2. Mimo wszystko przeczytam. Indonezja mnie fascynuje.

      OdpowiedzUsuń

     

    About Me

    Moje zdjęcie
    Katowice, Śląsk
    Mól książkowy starej daty. Z urodzenia i zamieszkania Ślązaczka, choć serce ciągnie mnie w góry. Kocham przyrodę, ciepło i słońce. Zachwycają mnie krajobrazy południowej Europy, jestem italofilką. Uwielbiam koty i żałuję, że mam zbyt małe mieszkanie, by przygarnąć jeszcze co najmniej jednego. Najlepiej rudzielca :) Kontakt do mnie: joly_fh@gazeta.pl