• ...umysł zaś potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia, jeśli, oczywiście, ma zachować swoją ostrość...

    Tragedia Lusitanii


    Wszyscy znamy historię pechowego zatonięcia Titanica i tysiąca ofiar, jakie pochłonęła ta katastrofa. Piszą o tym książki (ot niedawno czytana przeze mnie książka Titanic. Pamiętna noc Waltera Lorda), kręcą filmy. Titanic wszystkim się kojarzy. Tymczasem o wcale nie mniejszej i nie mniej dramatycznej katastrofie Lusitanii, która miała miejsce tylko trzy lata po zatonięciu Titanica, jakoś jest cicho. Kiedyś obiło mi się o uszy i tyle. Lusitania była jednym z największych (o ile nie największym) wtedy statkiem pasażerskim, równie luksusowym, jak Titanic. Należała do brytyjskiej kompanii Cunarda i zabierała na pokład prawie dwa tysiące pasażerów. W feralny rejs wypłynęła na początku maja 1915 roku, z Nowego Jorku do Liverpoolu. Trwała pierwsza wojna światowa, a po morzach grasowały pierwsze niemieckie łodzie podwodne. Choć stosunkowo wolne i niewygodne, to były one niebezpieczne, i to nie tylko dla statków wojskowych, czy tych pływających pod banderami krajów zaangażowanych w wojnę. U-booty coraz częściej atakowały również statki państw neutralnych oraz te, które z wojną nie miały niczego wspólnego. W amerykańskiej prasie tuż przed wypłynięciem Lusitanii ukazało się ostrzeżenie przed niemieckimi atakami, jednak nikt specjalnie się tym nie przejął - ani załoga, ani pasażerowie. Wszyscy byli przekonani, że, po pierwsze Niemcy nie odważą się zaatakować statku pasażerskiego i to jeszcze z amerykańskimi obywatelami na pokładzie, po drugie Lusitania jest tak szybka, że prześcignie każdą łódź podwodną, po trzecie Brytyjczycy na pewno przyślą po liniowca wojskową eskortę. Okazało się, że te wszystkie założenia były błędne, a nie wszyscy też zdawali sobie sprawę, że reguły prowadzenia wojen się zmieniły i że nie można liczyć już na przestrzeganie dżentelmeńskich umów. Tym niemniej do katastrofy doprowadził - jak to często bywa - splot wielu feralnych zdarzeń. Lusitania została zaatakowana przez niemieckiego U-boota u wybrzeży Irlandii i błyskawicznie zatonęła, pozostawiając na powierzchni ślad z ludzkich ciał oraz różnych szczątków ze statku. Wielu ciał nigdy nie odnaleziono. W późniejszym śledztwie pojawiało się wiele pytań i zagadek: dlaczego kapitan Lusitanii nie otrzymywał pełnych raportów co do działalności U-bootów u wybrzeży Wielkiej Brytanii? Dlaczego tak cenny statek nie otrzymał wojskowej eskorty (jak tego się wszyscy spodziewali)? Dlaczego Lusitania zatonęła tak szybko - wbrew pozorom zatopienie tak dużego statku wcale nie jest proste, a Niemcy dokonali tego tylko jedną torpedą? 

    Bardzo często, recenzując literaturę faktu, pisze się czasami na wyrost o tym, że "książkę czyta się jak powieść", jednak w przypadku Tragedii Lusitanii jest to szczera prawda. Jest to moja pierwsza książka Erika Larsona, ale potwierdzam, że pisarz ten ma niezwykle lekkie pióro. Właściwie umieściłabym tę książką gdzieś pośrodku, pomiędzy beletrystyką, a książką historyczną, choć wszystko to, co pisze Larson oparte jest na materiałach źródłowych i faktach, co potwierdza bogata bibliografia oraz przypisy. W Tragedii Lusitanii odnajdziemy nie tylko opowieść o niektórych ciekawych pasażerach statku oraz o pechowym rejsie, ale także wiele informacji polityczno-historycznych, które niewątpliwie miały wpływ na zaistniałe wydarzenia. Dowiemy się z niej m.in. o istnieniu brytyjskiego Pokoju 40, który zajmował się podczas I wojny światowej odszyfrowywaniem niemieckich depesz, a także co nieco o tym, czym zajęty był w tamtym okresie amerykański prezydent Woodrow Wilson. Ameryka w owym czasie zachowywała neutralność wobec tego, co dzieje się w Europie, aczkolwiek tego typu działania, jak napaść wrogich sił na jednostkę wiozącą amerykańskich obywateli, mogły mocno ową neutralność podkopać. Okazało się jednak, że trzeba było czegoś więcej, niż zatonięcia tysiąca osób, by Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny... Larson bardzo ciekawie pisze również o samych U-bootach, ich konstrukcji, działaniu, o tym, jak wyglądała służba na nich. Warte przeczytania!

    Metryczka:
    Gatunek: literatura historyczna
    Główny bohater: Lusitania
    Miejsce akcji: Atlantyk
    Czas akcji: I wojna światowa
    Ilość stron: 485
    Moja ocena: 6/6

    Erik Larson, Tragedia Lusitanii, Wyd. Sonia Draga, 2016

    Książka bierze udział w Wyzwaniu bibliotecznym

    1 komentarze:

    1. Cenię sobie Twoje opinie, więc tym chętniej sięgnę po tę książkę, bo zwróciła moją uwagę już wcześniej. :)

      OdpowiedzUsuń

     

    About Me

    Moje zdjęcie
    Katowice, Śląsk
    Mól książkowy starej daty. Z urodzenia i zamieszkania Ślązaczka, choć serce ciągnie mnie w góry. Kocham przyrodę, ciepło i słońce. Zachwycają mnie krajobrazy południowej Europy, jestem italofilką. Uwielbiam koty i żałuję, że mam zbyt małe mieszkanie, by przygarnąć jeszcze co najmniej jednego. Najlepiej rudzielca :) Kontakt do mnie: joly_fh@gazeta.pl