• ...umysł zaś potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia, jeśli, oczywiście, ma zachować swoją ostrość...

    Wrzesień - Przeczytaj to jeszcze raz (8)


    Rosamunde Pilcher jest angielską pisarką, tworzącą głównie tzw. literaturę kobiecą. Tego typu książki nie pojawiają się zbyt często na moim blogu, bo jakiś czas temu właściwie przestałam je czytywać. Powtórkowy Wrzesień jest jednak absolutnym wyjątkiem - również dlatego, że trudno go tak właściwie zaklasyfikować do literatury lekkiej, romansowej.

    Środowiskiem, w którym rozgrywa się akcja Września jest brytyjska, a właściwie szkocka klasa wyższa. To posiadacze tytułów, właściciele posiadłości w Szkocji, których życie upływa głównie na przyjmowaniu gości, polowaniach, konnych przejażdżkach i grze w krykieta. Rosamunde Pilcher relacjonuje trzy miesiące z ich życia. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, iż Wrzesień jest taką współczesną wersją Downton Abbey (powiedzmy, że współczesną, gdyż jego akcja rozgrywa się w latach 90-tych ubiegłego wieku). Czasy jednak, gdy domy arystokracji były pełne służby najwyraźniej już dawno minęły i dziś damy i lordowie muszą sami dbać o swoje wygody oraz zarabiać na swoje utrzymanie. Wydawałoby się, że powieść ta, bardzo spokojna i stonowana, bez akcji, skupiająca się po prostu na zwykłych, codziennych czynnościach, takich jak przygotowywanie posiłków, odprowadzanie dzieci do szkoły, spacery czy spokojne rozmowy przyjaciół, nie będzie w stanie porwać czytelnika i zapaść mu na dłużej w pamięć. Dzieje się jednak inaczej - sama Wrzesień zaliczam do najbardziej klimatycznych i chwytających za serce książek, jakie kiedykolwiek czytałam. Doprawdy nie wiem, jak Rosamunde Pilcher to zrobiła, że powieść, w której tak niewiele się dzieje, jest tak interesująca. Główna jej siła tkwi chyba w tworzeniu aury dostatniej i bezpiecznej egzystencji posadowionej w typowo brytyjskich realiach. Powieść właściwie tworzą opisy: opisy przyrody, sprawiające, że deszczowa, zimna i ponura Szkocja jawi się najbardziej romantycznym miejscem na ziemi, a także opisy domów, utrzymanych w klasycznym wiktoriańskim stylu. Bogate draperie, łoża z baldachimami, kominki, puchate dywany, kamienne zlewy i błękitno-białe kafelki w kuchni - dekorator wnętrz mógłby z Września czerpać inspirację. Mój egzemplarz książki jest pełen podkreśleń właśnie owych wnętrzarskich szczegółów. Obrazują one styl, szyk i klasę w najlepszym, typowo brytyjskim wydaniu. Bogactwo, ale nie ostentacyjne, bo opierające się na tradycji. 
    Nie spodziewał się tak bogatych, kwitnących posiadłości, tak zielonych pól, wzorowo ogrodzonych i pełnych stad imponującego bydła. Nie spodziewał się bukowych alei, przydrożnych ogrodów pełnych  kwiatów, w takiej liczbie i o takich barwach. Jadąc nocą, miał przed sobą światła wbijające się w ciemny i mglisty świt, ale teraz słońce dokonało swego dzieła i szarość ustąpiła porannej, jasnej przejrzystości. (...) droga była pusta, pola złote od ściernisk, rzeki migotały, paprocie nabierały szafranowo-żółtej barwy, niebo było ogromne, powietrze kryształowo czyste, nieskażone smogiem, dymem lub innym okropieństwem z ręki człowieka.
    Drugą siłą tej powieści Rosamunde Pilcher są bohaterowie. Należą do arystokracji, ale tak naprawdę to zwykli ludzie, mający zwykłe problemy, do których należy utrzymanie rodowych posiadłości (przyznam, że chciałabym mieć TAKIE problemy). Są szalenie sympatyczni, a przy tym głęboko ludzcy, naturalni. Tym, co najbardziej ujmuje w bohaterach jest miłość i przywiązanie, jakim się darzą. Tu wszyscy się wspierają i wiedzą, że mogą liczyć na siebie nawzajem. Dla "obcych" są natomiast życzliwi i gościnni, tak że bez trudu przychodzi zaprzyjaźnienie się z nimi. Byłoby wspaniale znaleźć się pośród takich ludzi. Portrety stworzone przez autorkę są po prostu doskonałe: nie ma w nich fałszywej nuty. Wrzesień jest apoteozą rodzinnego ciepła, a rodowe domy w Szkocji są azylem do którego się wraca, nawet jeśli jest się niespokojnym duchem, poszukującym wrażeń w szerokim świecie. Rodzina przebacza i przyjmuje na swoje łono wszystkich, nawet marnotrawnych synów i córki. 

    Wrzesień jest w Szkocji najciekawszym miesiącem. To wtedy organizowane są tradycyjne zabawy i polowania. O ile dopisuje kapryśna aura, można podziwiać piękno wrzosowisk oraz szkockich gór. Kulminacyjną sceną powieści Pilcher jest wielki bal ze szkockimi tańcami, w trakcie którego następuje kilka dramatycznych wydarzeń - niespodziewanie dramatycznych, jak na tak spokojną książkę - oraz rozwiązuje się większość wątków zarysowanych przez pisarkę. Pilcher wykazuje się tutaj - moim zdaniem - wielkim kunsztem pisarskim, klasą po prostu, bo wszystko robi wrażenie układanki z doskonale dopasowanymi do siebie elementami. W żadnym miejscu autorka nie przekracza granicy prawdopodobieństwa, książka nie jest przesłodzona, ckliwa czy nadmiernie sentymentalna.

    Wrzesień jest właściwie kwintesencją brytyjskości w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Cechuje go atmosfera niewymuszonego luksusu, powściągliwości, dobrych manier i dyskrecji. Niezwykle plastyczna warstwa opisowa sprawia, że czytelnik dosłownie zanurza się w ten świat jak z bajki. To również książka idealna na tę porę roku. Ciepła i przytulna. Jest jak gorące kakao w deszczowy dzień, jak zwinięcie się na kanapie z książką, jak maliny prosto z krzaka, rozgrzane słońcem, jak śniadanie przyniesione do łóżka w słoneczny niedzielny poranek, jak romantyczny weekend spędzony z ukochanym w chatce w górach... Kiedy czytałam tę powieść, myślałam sobie: tak właśnie powinno wyglądać życie. To idealny świat, zamknięty na kartach książki. Kiedyś powieść ta zrobiła na mnie duże wrażenie, dziś spodobała mi się chyba jeszcze bardziej i bez wahania wpisuję ją na listę swoich najbardziej ulubionych książek.

    Metryczka:
    Gatunek: powieść obyczajowa
    Główny bohater: rodziny Balmerino i Aird
    Miejsce akcji: Wielka Brytania/Szkocja
    Czas akcji: współcześnie
    Cytat:  -
    Moja ocena: 6/6

    Rosamunde Pilcher, Wrzesień, Wyd. inter esse, 1991

    Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam opasłe tomiska (433 str.)

    6 komentarze:

    1. Takie historie jak najbardziej lubię , a tym bardziej gdy są one tak wysoko ocenione :)

      OdpowiedzUsuń
    2. Nie słyszałam o tej książce...

      OdpowiedzUsuń
    3. Ooo! Ale mnie zafascynowałaś! Nie znam zupełnie tej powieści, a brzmi zjawiskowo - uwielbiam brytyjski klimat, niespieszność i oczywiście ten tytułowy wrzesień, przechodzenie z jednej pory roku do drugiej :) Będę poszukiwać :)

      OdpowiedzUsuń
    4. Miło mi polecić coś nietypowego, nieznanego :)

      OdpowiedzUsuń
    5. A niech cię, opisałaś tak sugestywnie uroki książki, że chciałam natychmiast lecieć i zdobywać (internetowo, rzecz jasna) książkę. Przepadam za Downton Abbey. A potem spojrzałam na stos książek jeszcze nieprzeczytanych i z trudem się opanowałam. Wrzuciłam tylko do schowka i będę pamiętać. Dzięki!

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Tak, tylko że to takie "współczesne Downton Abbey" ;)

        Usuń

     

    Ulubione

    About Me

    Moje zdjęcie
    Katowice, Śląsk
    Mól książkowy starej daty. Z urodzenia i zamieszkania Ślązaczka, choć serce ciągnie mnie w góry. Kocham przyrodę, ciepło i słońce. Zachwycają mnie krajobrazy południowej Europy, jestem italofilką. Uwielbiam koty i żałuję, że mam zbyt małe mieszkanie, by przygarnąć jeszcze co najmniej jednego. Najlepiej rudzielca :) Kontakt do mnie: joly_fh@gazeta.pl