• ...umysł zaś potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia, jeśli, oczywiście, ma zachować swoją ostrość...

    Londyn we krwi


    Debiutancki kryminał Jamesa Craiga zaginąłby pewnie w masie innych kryminałów, których nigdy nie przeczytam, bo po ten gatunek literacki sięgam tylko od czasu do czasu. Ale Londyn. Do miasta tego miałam ogromną słabość dawno, dawno temu, a teraz ona wróciła. Za sprawą SH rzecz jasna. No więc Londyn. Nowoczesna metropolia z rozbudowanym gmaszyskiem policyjnym, w którym mielą się tryby śledztw. W tym tkwi inspektor Carlyle - niby dobry policjant, ale jakiś taki niedopasowany do systemu. Niepogodzony z hipokryzją, kłamstwami i polityką. A o politykę się właśnie niby rozchodzi, bo zaczynają ginąć ludzie z elit - wśród potencjalnych ofiar brutalnego mordercy jest przyszły premier Wielkiej Brytanii oraz burmistrz Londynu.

    Chyba za dużo się naczytałam kryminałów skandynawskich, z mieleniem problemów społecznych, bo lekturę Londynu we krwi odczułam jak powiew świeżego wiatru. To książka, która sama się czyta. Żadnego dziwnego dywagowania, rozważań filozoficznych, czy dołujących życiorysów samotnych gliniarzy. Wątek polityczny też jest trochę zmyłką, bo nie o politykę tu naprawdę chodzi. i dobrze, bo nie lubię czytać o matactwach w kręgach władzy. Zamiast tego jest sprawnie skonstruowana intryga z przebitkami na przeszłość inspektora Carlyle. Osoba głównego bohatera przypominała mi komisarza Brunettiego z moich ulubionych weneckich kryminałów Donny Leon. Wprawdzie Londyn to nie Wenecja, ale też ma swoje zaułki i podejrzane dzielnice; jest nawet włoska knajpka, w której Carlyle jada śniadania. Zarazem cała powieść napisana jest w podobnym stylu, co książki Donny Leon: równie ważne, co śledztwo jest prywatne życie policyjnego detektywa i jego zapatrywania na świat. Mamy nawet rodzimy akcent: partner Carlyle'a jest z pochodzenia Polakiem.

    Nie podobało mi się tylko zakończenie. Jak to - to tak teraz rozwiązuje się sprawy w brytyjskiej policji? Domysły i poszlaki? To tak wygląda sprawiedliwość?

    Mając nadzieję, że w kolejnym tomie z ową sprawiedliwością będzie lepiej, zabrałam się ochoczo za drugą część przygód inspektora Carlyle'a pt. Milcz nawet po śmierci (szkoda, że nie zachowano oryginalnego tytułu Never apologise, never explain). Autor konstruuje w nim kilka wątków, pozornie nie łączących się ze sobą. Jest więc sprawa morderstw politycznych podczas przewrotu wojskowego Pinocheta w Chile, jest wątek dziennikarki, którą poznaliśmy już w tomie pierwszym, jest sprawa małego chłopca, porwanego matce przez ojca, handlarza narkotyków.

    W przypadku Milcz nawet po śmierci prawdziwe okazuje się określenie, że jest to "druga książka o inspektorze Carlyle". Istotnie, to ten policjant spina fabułę, a jego osobiste perypetie są nawet ważniejsze od prowadzonych przez niego spraw. Carlyle jest postacią, która bardzo szybko zdobyła moją sympatię, a moje skojarzenia z Brunettim, jeszcze się w drugim tomie pogłębiły. Jest zwykłym człowiekiem, ma żonę i córkę, które kocha, pracę, za którą przepada powiedzmy tak średnio. Każdy może się z nim identyfikować. Ciekawiło mnie śledzenie, wplatanych w treść książki drobnostek na temat Carlyle'a: tego, jak pija kawę w znajomej włoskiej knajpce, jakiemu klubowi kibicuje, co sądzi o czytaniu książek. Co ciekawe inspektor nie jest kryształowo czysty, ma nawet pewne powiązania ze światkiem przestępczym. Przyznaję jednak, że efektywność jego pracy oraz zaangażowanie w nią pozostawiają wiele do życzenia i pod koniec książki moja sympatia do tego bohatera nieco zmalała. Carlyle podejmuje się wszystkich opisanych wyżej spraw, ale w żadne śledztwo tak naprawdę się nie angażuje, żadnej sprawy też nie rozwiązuje do końca. Chyba pierwszy raz spotykam się z tego typu kryminałem, gdzie tak stawiano by sprawy. Być może bardzo realistycznie. W prawdziwych komisariatach nich w rzeczy samej nie bawi się w CSI, a prawda jest taka, że wiele zebranych dowodów prowadzi donikąd i kryminalistyka w dalszym ciągu w wielu przypadkach trochę błądzi po omacku. Tak jak Carlyle. Milcz nawet po śmierci wydała mi się nie tyle kryminałem, ile powieścią obyczajowo-kryminalną. Pokazany jest w niej Londyn od kulis, od tej brzydszej, mało turystycznej strony. Morderstw, które nikt nie stara się wyjaśnić, a nawet które są tuszowane i zamiatane pod dywan, bezdomnych, kwitnącego handlu narkotykami, sfrustrowanych i zmęczonych policjantów, a nawet tak banalnych spraw jak drobne manifestacje, zakłócające rytm codziennego dnia. To jest rzeczywistość Carlyle'a. Powieść bardzo blisko życia. Sherlocka Holmesa brak...

    James Craig, Londyn we krwi, Wyd. Akurat, 2013 
    James Craig, Milcz nawet po śmierci, Wyd. MUZA, 2013 

    Książki przeczytane w ramach wyzwania Grunt to okładka

    2 komentarze:

    1. Może gdy znajdę wolną chwilke to przeczytam. Ostatnio zaczęły mi się kryminały podobać ;)

      OdpowiedzUsuń
    2. Czytam niewiele kryminałów, ale Londyn, po prostu lubię to miejsce więc może przeczytam. :)

      OdpowiedzUsuń

     

    Ulubione

    About Me

    Moje zdjęcie
    Katowice, Śląsk
    Mól książkowy starej daty. Z urodzenia i zamieszkania Ślązaczka, choć serce ciągnie mnie w góry. Kocham przyrodę, ciepło i słońce. Zachwycają mnie krajobrazy południowej Europy, jestem italofilką. Uwielbiam koty i żałuję, że mam zbyt małe mieszkanie, by przygarnąć jeszcze co najmniej jednego. Najlepiej rudzielca :) Kontakt do mnie: joly_fh@gazeta.pl